Ławeczka Księżnej Daisy

Autor: Gabriela Kańtor

Okładka wydania

Ławeczka Księżnej Daisy


Dodatkowe informacje

  • Autor: Gabriela Kańtor
  • Gatunek: Obyczajowe
  • Język Oryginału: Polski
  • Rok Wydania: 2019
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 145x205 mm
  • ISBN: 9788377795484
  • Wydawca: Wydawnictwo MG
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    4/6

    4/6

    3/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 3 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Bacha85

Sięgając po powieść Gabrieli Anny Kańtor nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Z krótkiej notatki na okładce wynikało jedynie, że jest to współczesna opowieść zahaczająca w jakiś sposób o postać księżnej Daisy von Pless. Kobiety nie tylko pięknej, ale i po każdym innym względem niezwykłej, którą to postać autorka powieści „Ławeczka księżnej Daisy” przybliża czytelnikom.

 

Powieść można podzielić na dwie części. Akcja pierwszej dzieje się współcześnie, gdy znana dziennikarka Leila, po medialnym kryzysie ucieka od warszawskiego życia i zaszywa się w Pszczynie. Kobieta sama nie wie, co ciągnie ją akurat do tego śląskiego miasteczka, nie ma z nim prawie żadnych wspomnień, poza jednym reportażem sprzed lat. Równolegle do rozgrywającej się akcji fabuła przybliża czytelnikowi postać księżnej Daisy von Pless za pomocą listów pisanych przez babcię do wnuczki. Fragmenty epistolarne są dość gęsto okraszone zdjęciami samej księżnej, jej bliskich oraz przepięknego majątku w Pszczynie. Czy listy mają cokolwiek wspólnego z przeżyciami Leili? Odpowiedź na to pytanie ukryta jest w zakończeniu powieści.

 

Wspomnienia o księżnej w znacznym stopniu przypominają kronikę. Zawarta w siedmiu listach opowieść, to typowa, rozbudowana nota biograficzna postaci. Poznajemy wydarzenia z jej życia, jej postawę względem innych oraz jej dążenia do uczynienia lżejszym życia swoim poddanym. Jest to dość sucha relacja, pozbawiona emocji oraz wglądu w uczucia i myśli Daisy oraz jej bliskich. To raczej przedstawienie faktów, niż przybliżenie lub snucie spekulacji na temat tego jaka naprawdę była księżna. Znajdziemy tu jej kronikarski obraz, ale nie wgląd w jej duszę i umysł, o których możemy jedynie wnioskować na podstawie przedstawionych faktów. Opowieść o niej, jest wręcz ucieleśnieniem słów: „po owocach ich poznacie”.

 

Zupełnie inaczej ma się sprawa z tym, co przeżywa Leila, gdyż „Ławeczka księżnej Daisy” to w znacznym stopniu powieść o poszukiwaniu sensu życia. O szukaniu i znalezieniu celu i swojego w nim miejsca. To opowieść o tym, jak coś pozornie odległego od tego, z czym przyszło nam się mierzyć na co dzień, może być bliskie i jak wiele może dawać satysfakcji. To również historia mocno rodzinna, w której więzy z najbliższymi nabierają wyjątkowego znaczenia. Zdecydowanie natomiast nie jest to historia miłosna. Nawet gdy w pobliżu Leili pojawia się mężczyzna, to prawie od początku dowiadujemy się o jego homoseksualizmie. Odniosłam nawet wrażenie, że jego orientacja została wprowadzona właśnie w celu uniknięcia konieczności pisania o kiełkującym romansie. Czytelnikowi znacznie łatwiej przyjąć przyjaźń pozbawioną wszelkich seksualnych podtekstów, o ile bohaterowie rozmijają się w orientacji seksualnej.

 

„Ławeczkę księżnej Daisy” czyta się bardzo dobrze. Opowieść zaprezentowana na nieco ponad stu pięćdziesięciu stronach czyta się prawie jednym tchem. Składnia zdań nie jest przesadnie skomplikowana, podobnie jak użyte przez autorkę słownictwo. Ponadto Gabriela Anna Kańtor posługuje się piórem wybitnie lekkim.

 

Najnowsza powieść tej autorki to idealna lektura na lato. Lekka, łatwa i przyjemna, zawiera w sobie również sporo życiowej mądrości oraz jeszcze więcej ciepła. To idealna okazja na poznanie, choćby skrótowe, losów kobiety, o której mawiano, że jest równie dobra, co piękna. To w końcu opowieść o jednym z piękniejszych pałaców ziemi wałbrzyskiej i choć sam pszczyński majątek pojawia się jedynie w roli tła, to jednak wspominany jest na tyle często, że budzi chęć, by przyjrzeć mu się z bliska.

Justyna

Mieszkam w podwałbrzyskiej miejscowości. Tu każdy wie o księżnej Daisy. Każdy zna Zamek Książ, bo wiadomo że dzięki niemu ściągają do Wałbrzych miliony turystów. Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless urodzona w 1873 roku, zmarła w 1943 w Wałbrzychu. Arystokratka angielska, pani na zamku Książ oraz Zamku w Pszczynie. „Ławeczka księżnej Daisy” Anny Gabrieli Kańtor to historia o Daisy. Choć dzieje się współcześnie, losy z przeszłości przeplatają się w teraźniejszością.

 

Lenka Rejnicz – można rzec bogini dziennikarstwa. Praca to dla niej wszystko. Poświęca jej każdą chwilę i myśl. Nieoczekiwanie dostaje wypowiedzenie z redakcji, w której pracuje. Postanawia złapać oddech – dziwny instynkt kieruje ją na południe kraju i trafia do Pszczyny. Zachwycona otoczeniem zamku, przysiada na parkowej ławeczce i …nie wiadomo czy to wina letnich temperatur, psotny ruch wyobraźni ale ukazuje jej się sama księżna Daisy. Powierza jej misję napisania książki. Kolejne dni sprawiają, że życie Lenki zdumiewająco się zmienia. Przewartościowuje priorytety, cieszy się dniem i łapie ulotne chwile.
Lekka, przyjemna, wakacyjna lektura. Historia o tym, jak czasami przeznaczenie lubi zagrać człowiekowi na nosie. Między perypetie życiowe Lenki wpleciona zostaje historia księżnej Daisy. Muszę przyznać, że nie znam szczegółowo jej losów, ale moja wiedza z grubsza pokrywa się z tym, co przedstawiono w książce. Autorka przenosi nas na przełom XIX i XX wieku i trzeba przyznać fragmenty poświęcone Stokrotce są mocno klimatyczne i zachowują ducha epoki. Sama księżna przedstawiona jest tutaj jako lokalna bohaterka, trochę Robin Hood w spódnicy który bogatym zabiera i daje biednym. Kobieta mocno niezależna, przedsiębiorcza i pełna pomysłów. Nie mnie oceniać poprawność historyczną, bo prostu nie mam wystarczającej wiedzy w tym zakresie. Być może dla historyków, pasjonatów i znawców nie ma tu  nic odkrywczego, ale dla laika, który nie zetknął się wcześniej z sylwetką księżnej będą to treści nowe i ciekawe. Myślę, że „Ławeczka” może stanowić zalążek do szukania innych materiałów poświęconych pani na Zamku Książ i w Pszczynie. Za mało Książa, za dużo Pszczyny (to piszę ja, lokalna patriotka).

 

Historia Lenki to nieskomplikowany wątek – szukanie własnych korzeni, które pozwoli na poukładanie życia; dobro i szacunek są pożądane w świecie; w życiu nie można kierować się stereotypami. Fakty o Daisy przemycane są w książce za pomocą listów „do ukochanej wnuczki”. Dziwi ich forma – bez rozpędu, rodzinnych czułości, zapowiedzi i wyraźnego kontekstu opisywana jest historia księżnej. Nie ma w nich relacji między babcią i wnuczką tylko snucie historii przez wieki. Cała historia Lenki niestety nie zaskakuje, nie jest niczym nowym. Nie znajdziecie tutaj głębszych emocji. Ot, lekka lektura, dobra do relaksu. Nie trzeba się wysilać, by zrozumieć treść oraz połączyć elementy historii.

 

„Ławeczka księżnej Daisy" to stosunkowo krótka książka, lektura nie zajmie więcej jak jedno popołudnie. Kańtor w zgrabny sposób połączyła wątki obyczajowe, historyczne, psychologiczne i społeczne. Wplotła tu także elementy humorystyczne, a także te z pogranicza sensacji.

 

Mamy tu formę listów, wspomnień, gdzieniegdzie wplecione wiersze. Tekst ilustrują archiwalne zdjęcia. Mimo małej objętości jest to książka ciekawa i momentami zaskakująca. To bajkowa opowieść o niezwykłej kobiecie - księżnej Daisy von Pless, która swoją postawą i działalnością zasłużyła na szacunek i miłość mieszkańców Pszczyny i Wałbrzycha. Powieść napisana z dużą werwą i humorem. Czyta się niezwykle szybko i płynnie. Miłośnikom takich klimatów – polecam.

Paulina M

Dochodzi w naszym życiu do takiego momentu, że nagle musimy zmienić coś w nim drastycznie. Może to dlatego, że nic nie trwa wiecznie, a może to jedyny ratunek dla nas, by nasza egzystencja była wielobarwna, a nie mdła i nijaka. Zmiana jest więc nieuniknioną częścią naszego losu i dzięki niej możemy lepiej poznać siebie, z wielu różnych perspektyw otwierać się od nowa na świat.

 

Główna bohaterka powieści Gabrieli Anny Kańtor przeobraża swoje dotychczas popularne i nad wyraz ułożone, szybkie życie na coś, czego nigdy nie pragnęła. Przynajmniej tak sądziła. Lenka Rejnicz jest niejako zmuszona do tego, by uciec od blasku fleszy i zaszyć się w cichym, spokojnym miejscu, by doprowadzić swoje życie do ładu. Została więc zmuszona do tego, by odmienić swoje życie przez jeden, trochę umyślny błąd, ale taka już jest praca dziennikarki, trzeba liczyć się z każdym słowem. Los więc pokierował ją do malowniczego Pszczyna i właśnie tam odnajdzie nową siebie.

 

Kobieta ta jest bardzo pewna siebie i twardo stąpająca po ziemi. Gdy po raz pierwszy spotyka niezwykły pomnik księżnej Daisy jest oczarowana, ale to nic w porównaniu z tym, co za moment ma się wydarzyć. Można by pomyśleć, że Lenka zwariowała, ale wcale nie przez przypadek znalazła się przy malowniczym zamku Hochbergów. Od teraz wszystko będzie już inne.

 

Niesamowite jest także to, że często nie wiemy zbyt wiele o swoich korzeniach, a przez nieustanny bieg nie mamy nawet czasu, by czegokolwiek się dowiedzieć. Później jest już za późno, by cofnąć czas. Bohaterka zderza się niejednokrotnie z przeszłością, dowiaduje się o swoich przodkach i okazuje się, że nie trafiła do Pszczyna wcale przypadkowo. Niesforny los pokierował ją tam, gdzie powinna być od zawsze, a może kierowała się sercem, choć początkowo nie zwracała na to uwagi?

 

Ciekawym zabiegiem, jaki zastosowała autorka jest powrót do czasów księżnej Daisy von Pless za pomocą listów. Dzięki temu możemy dowiedzieć się wiele istotnych faktów z życia tej niebanalnej kobiety, która zrewolucjonizowała swój mikroświat. Można rzec, że była to kobieta wyzwolona, wyemancypowana, która wyprzedzała swoje czasy i wychodziła naprzeciw niedogodnościom. Tym bardziej jest to interesujące, gdyż kobieta ta naprawdę istniała, a więc pisarka zaprezentowała nam ułamek ciekawej lekcji historii, choć myślę, że lekko niedopracowany. Nie jest dokładnie nakreślone, z kim możemy utożsamiać uroczą księżną. Po przeczytaniu opisu byłam wręcz pewna, iż jest to polemika Daisy z Lenką, a jednak po lekturze całej książki, powątpiewam, czy aby na pewno tak właśnie miało być. Jasne, kilka rzeczy się zgadza, ale wraz z dalszym rozwojem akcji, gdy poznajemy pozostałych bohaterów, to można się nieźle pogubić i nie odnaleźć zupełnie powiązania. Przez to wszystko wątek zgubił jak dla mnie sens.

 

Skoro zaczęłam pisać o negatywach, to kontynuuje zatem dalej moje przemyślenia. Według mnie książka jest niezłym misz-maszem wszystkiego. Znajdziemy w niej wątek tragiczny, rodzinny, miłosny, wojenny, historyczny, biograficzny, przyjaźni, przemiany , itd., itd… Jest tego naprawdę dużo, za dużo! Jak na tak cienką książkę, bo nawet nie dwieście stron, to autorkę lekko poniosła fantazja, ale mimo wszystko chapeau bas za szczegóły i pieczołowitość w najdrobniejszych sytuacjach. Jeśli natomiast chodzi o język, to przypadł mi do gustu. Książka nie jest napisana sztampowym, potocznym językiem, a bardzo przyzwoitym i dzięki temu przyjemnie się czytało.

 

Cóż mogę więcej rzecz? Książka ta nie była najlepszą, jaką w życiu przeczytałam, aczkolwiek mnie zaciekawiła, przede wszystkim autentycznością i historycznymi faktami. Sama fabuła była raczej przeciętna. Polecam ją każdemu, kogo interesuje historia. Książka jest lekka i bardzo szybko się ją czyta. Na jeden wieczór w sam raz.

Mirella

Przyznam szczerze, że należę do grona tych, których historia życia księżnej Daisy ujmuje za serce. Tym chętniej zaczęłam lekturę niewielkiej objętościowo powieści Gabrieli Anny Kańtor. Nie znam wcześniejszych książek tej Autorki lecz na starcie otrzymała ode mnie duży kredyt zaufania za wybór postaci i miejsca. Niestety, kredyt ten w dużej mierze zmalał w toku lektury. Po pierwsze mamy do czynienia z opowieścią w opowieści, co jest zabiegiem o tradycji niemalże tak długiej jak sama powieść, ale w tym wypadku narracje nie kleją się w spójną całość. Mamy bowiem pierwszoplanową bohaterkę – dziennikarkę- petardę o charyzmie Moniki Olejnik, czego moim zdaniem w ogóle nie widać, która przeżywa kryzys zawodowy i życiowy. Lenkę opisano w nieznośnym pomieszaniu stylów, na tej samej stronie czytamy: Spokojnie przetrwała kilka rządów, dopieprzając komu trzeba i we właściwym momencie, oraz skutecznie forując w jej opinii najlepszych oraz Sióstr i braci nie miała, rodzice epicko pomarli, gdy była jeszcze na studiach, dalszą zaś, a wyjątkowo francowatą rodzinę, omijała szerokim łukiem. Zapytam złośliwie – epicko – w podstawowym znaczeniu czy tym slangowym? Do którego rejestru odwołuje się autorka – puszczania oka do czytelnika czy posługiwania się standardową polszczyzną? Jeśli chodzi o mnie, mogą być oba, ale w bardziej przekonującym wydaniu.

 

Kolejnym zgrzyt stanowi sama historia, a właściwie kilka wątków. Moim zdaniem, zbyt wiele grzybów w tym barszczu. Mamy listy babci, które nie są niczym innym niż streszczeniem biografii księżej pszczyńskiej i stanowią mało fabularyzowany fragmenty, przywołujące na myśl hasła encyklopedyczne, mamy opowieść główną z wątkiem zmiany (po raz który bohaterka wyjeżdża na prowincję? ), trudne śląskie wojenne i powojenne losy (czy do ich przedstawienia pomocna jest postać Daisy, śmiem wątpić). Zaryzykuję stwierdzenie, że postać księżnej jest wabikiem,gdyż ładnie wygląda na okładce i na zamieszczonych zdjęciach, ale połączenie jej z historią rodzinną Lenki, gdzie również mamy wiele wątków - w tym Marca 1968, jest wątpliwe. Nie dowiedziałam się o osobie księżnej niczego nowego, bo i pewnie nie ma na to szans. Należy pamiętać, że księżna zyskała własny głos dzięki publikacji pamiętników, choć i one mogą być pewną kreacją, projekcją własnej osoby, dysponujemy wspomnienia, pięknymi fotografiami i portretami, co wyeksploatowano do reszty.

 

Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale fabuła jest przewidywalna, a niektóre sytuacje humorystyczne w niezamierzony sposób. Oto nowopoznany mieszkaniec Pszczyny niemalże w pierwszych zdaniach, przedstawiając się – „dowcipnie” nawiązuje do nazwiska polityka i jego orientacji: A ja nazywam się Robert Biegoń – nie mylić z Biedroniem, choć …też jestem gejem. Litości! Ile razy przydarzyła się wam taka sytuacja? Przypomina mi się sławna Mała Brytania i Daffyd Thomas, jedyny gej w swojej wiosce.

 

Korzystając z przywileju recenzenta pozwolę sobie na jeszcze jedna złośliwość, tym razem w skierowaną w stronę korekty. Królowa Wiktoria to właśnie Wiktoria, a nie Victoria. Auć, to wręcz boli i nie zdarzyło się raz. Ta praktyka tłumaczeniowa ma długą tradycję, także tę opisaną przez teoretyków (służę bibliografią) i takie kwiatki nie powinny mieć miejsca.

 

Z radością przyjmowałam zawsze propozycje wydawnictwa MG , które wprowadziło na polski rynek Elizabeth Gaskell i Wilkiego Collinsa, odświeża w pamięci Marię Rodziewiczównę i otwiera się na wielu autorów, posiadając w swoich katalogach również tych znanych, jak Agata Tuszyńska czy Joanna Siedlecka. Jestem zdania, że od dobrych więcej się wymaga, toteż trzymajcie poziom.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!