Coś Do Oclenia

Autor: Coś Do Oclenia

Okładka wydania

Coś Do Oclenia


Dodatkowe informacje

  • Autor: Coś Do Oclenia
  • Tytuł Oryginału: Something to declare
  • Gatunek: Obyczajowe
  • Język Oryginału: Angielski
  • Przekład: Jan Kabat
  • Liczba Stron: 448
  • Rok Wydania: 2019
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 125x200 mm
  • ISBN: 9788381392884
  • Wydawca: Świat Książki
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Kozel

Spodziewałam się czegoś innego... Nie oznacza to jednak absolutnie, że jestem zawiedziona. Wprost przeciwnie. W końcu to Julian Barnes: brytyjski erudyta, laureat Nagrody Bookera z 2011 roku oraz jeden z czołowych angielskich postmodernistów. Uwielbiam za wszystko: za sposób narracji, za wiedzę, za genialne poczucie humoru. „Coś do oclenia” też uwielbiam.

 

Skąd moje początkowe błędne założenie? Podtytuł książki: „Anglik we Francji” zasugerował mi satyryczną wymowę całości. Z tyłu głowy miałam jeszcze fenomenalnego „Pedanta w kuchni” - zbiór przezabawnych i genialnie spuentowanych felietonów obnażających telewizyjną kulturę przygotowywania posiłków. Jeśli jeszcze nie czytaliście, polecam gorąco, także jako wakacyjną, leżakową lekturę! „Coś do oclenia” ma jednak zupełnie inny charakter. To książka zabawna, momentami ironicznie złośliwa, jednak jej siłą jest przede wszystkim ogromna wiedza autora oraz jego niekwestionowane zdolności gawędziarskie.

 

Julian Barnes po raz pierwszy trafił do Francji jako trzynastoletni chłopak. Przez dziecięcą perspektywę przefiltrowane są pierwsze wspomnienia ze swoistego zderzenia kultur, wokół którego krąży cała niniejsza opowieść.

 

Zaczyna się dość typowo dla tego akurat autora, czyli od kuchni. Jej obraz może być jednak nieco zaskakujący, jeśli zechcemy odwołać się uprzednio do stereotypów związanych z kulinariami poszczególnych krajów. Jak opisujemy w obiegowej opinii francuskie menu? Wysmakowane? Wyrafinowane? Eleganckie? Otóż nie. Barnes pisze:

 

„Ich masło było żałośnie niesłone, z mięsa ciekła krew, a do zupy wkładali wszystko, dosłownie wszystko. Hodowali pomidory o doskonałym smaku, a potem zanurzali je w paskudnym vinaigrette; to samo robili z sałatą, marchewką, burakami. [...] Chleb był dobry (ale patrz: masło); frytki były dobre (ale patrz: mięso), warzywa były nieprzewidywalne. Jak się nazywało to, co nie było właściwą fasolką szparagową, ale czymś okrągłym, tłustym, przegotowanym i... zimnym!? No i pȃté: zapomnijcie, mogli do tego dodać wszystko, choć nie tyle, ile dodawali do chrząstkowatego, gruzełkowatego saucissons, pichconego z resztek odrąbanych toporem rzeźnickim przez mordercę”.

 

Skąd zatem wzięła się miłość do Francji i ogromna wiedza na ten temat? Autor przyznaje, że mógłby sprzedać nam opowieść o tym, że jego rodzice uczyli francuskiego, że spędzał w tym kraju wakacje, że na miano ulubionego pisarza Barnesa zasłużył Flaubert... To są fakty, ale nie źródło frankofilii. Coroczne wczasy nad Sekwaną naznaczone były niepokojami małego Juliana, zaś nastoletni bunt przejawiał się negacją wszystkiego, co francuskie - na złość mamie! Dopiero po trzydziestce zaczął Barnes spoglądać na Francję swoimi własnymi oczami, dostrzegając wszystkie mankamenty tego kraju, przed samym sobą obalając narodowe mity, mocno akcentując wszystkie odstępstwa od tzw. „normalnego” angielskiego życia. A mimo to Francja i tak mu się podoba...

 

„Coś do oclenia” to zbiór siedemnastu esejów napisanych przez Juliana Barnesa na przestrzeni dwudziestu lat, od 1982 do 2000 roku. Ich zakres tematyczny jest bardzo szeroki. Nieco uogólniając, można podzielić teksty na dwie grupy: pierwszą ściśle związaną z szeroko rozumianymi zagadnieniami francuskimi, drugą - odnoszącą się bezpośrednio do wspominanego już wcześniej autora „Pani Bovary”. Stali czytelnicy wiedzą, że to mistrz Barnesa, wcześniej uhonorowany fantastyczną „Papugą Flauberta” z 1984 roku.

 

Autor z lekkością manewruje pomiędzy kwestiami literatury francuskiej, obyczajowości, historii, krajobrazu, muzyki, kuchni, a nawet Tour de France. Czyni to z niewiarygodną lekkością tak charakterystyczną dla jego stylu pisania. Wykazuje się przy tym ogromną erudycją i talentem do snucia opowieści. Od rewolucji francuskiej przez Flauberta i Rimbauda aż po Janis Joplin - rozrzut jest duży, a mimo to ani przez chwilę nie mamy wrażenia chaosu.

 

Zgodnie z zapowiedzią Barnesa „Coś do oclenia” jest historią bardzo subiektywną i mocno naznaczoną indywidualnością autora. Jednocześnie uwagę zwraca duża dokładność i drobiazgowość. Autor z upodobaniem nawiązuje do stereotypów kulturowych. Niektóre potwierdza, inne obala. Co ciekawe, odwieczna wojna na linii Anglia - Francja pojawia się tu tylko pretekstowo, jako wzmianka o zupełnie niezrozumiałym zjawisku.

 

Zaangażowałam się zupełnie w tę opowieść. „Coś do oclenia” to - podobnie jak cała twórczość Barnesa - książka, której naprawdę trudno się oprzeć.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!