Bramy Ze Złota Tom 1 Świątynia Na Bagnach

Autor: Michał Gołkowski

Okładka wydania

Bramy Ze Złota Tom 1 Świątynia Na Bagnach


Dodatkowe informacje

  • Autor: Michał Gołkowski
  • Gatunek: Fantasy & SF
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 604
  • Rok Wydania: 2019
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 130x200 mm
  • ISBN: 9788379644063
  • Wydawca: Fabryka Słów
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Lublin
  • Ocena:

    6/6

    6/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Uleczkaa38

Michał Gołkowski zaprosił nas kolejny, trzeci już raz, do spotkania z porywającym cyklem fantasy "Siedmioksiąg grzechu". Cyklu, przedstawiającego sobą barwne losy Zahreda - nieśmiertelnego człowieka, który wyrokiem bogów wciąż umiera i odradza się na nowo w innym czasie i innym miejscu świata... Powieść ta nosi tytuł "Bramy ze złota. Świątynia na bagnach" i ukazała się oczywiście nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów.

 

Fabuła książki przenosi nas sobą do zimnej, bagnistej i wypełnionej niekończącą się leśną przestrzenią krainy północy. To właśnie tam los, a dokładniej rzecz ujmując kaprys bogów, rzucił Zahreda, by ten ponownie się odrodził. Tyle tylko, że jego niezwykłe przekleństwo nie działa tu tak, jak powinno, gdy oto wiosną i latem ciało nabiera kształtów i życiowej energii, a jesienią i zimą ponownie zapada w letarg. Jednak oto pewnego dnia na wpół umarłe i na wpół żywe ciało Zahreda odnajduje pewien młody chłopiec, który postrzega w jego osobie najprawdziwszego Boga... Boga, który stanie się istotą życia dla okolicznych osad i ich mieszkańców, ale też i gwarancją powodzenia i dobrobytu na tak długo, jak długo będzie on zamieszkiwał bagienną świątynię...

 

Najnowsza odsłona tego intrygującego cyklu Michała Gołkowskiego, stanowi sobą bezsprzecznie najbardziej zaskakującą i odmienną spośród wszystkich dotychczasowych części. Zaskakującą w tym względzie, iż tym razem ukazuje ona Zahreda nie koniecznie jako najważniejszą z postaci fabuły, a jedynie jedną z kilku kluczowych osobistości, wokół których toczy się akcja książki. Zaskakujące jest także miejsce w jakim rozgrywa się fabuła powieści, gdy oto z pustynnych i gorących krain, przychodzi poznać nam zimne, bagniste i nieprzyjazne życiu tereny. I wreszcie  zaskakuje nas tutaj sam charakter tej historii, w której stawką nie jest kolejne wyzwanie rzucone bogom i budowanie potęgi królestw, a walka o przetrwanie... I powiem szczerze, że ów zaskoczenia bardzo mi się spodobały!

 

Pod względem fabularnym książka ta prezentuje się bardzo intrygująco, zaskakująco i niezwykle klimatycznie. W zasadzie można podzielić ją na dwie główne części: pierwszą - bardziej statyczną i skupiającą się na losach bohaterów, którzy odnaleźli ciało Zahreda, roztoczyli nad nim kult, a następnie uczynili z niego obiekt swojej wiary, jak i drugą  - wypełnioną akcją i obrazującą już w głównej mierze czyny nieśmiertelnego wojownika, który z bezsilnego obserwatora wydarzeń, staje się jak najbardziej aktywnym ich uczestnikiem.  Obie części prezentują się tu bardzo efektownie, mają nam sobą wiele do zaoferowania, jak i też niosą wspaniałe emocje i niezwykłe przeżycia. Całość wieńczy zaś enigmatyczny finał, który stanowi sobą także i zapowiedź ciągu dalszego.

 

Bardzo ciekawie jawią się także bohaterowie tej książki - na czele z samym Zahredem, ale też i śmiertelnymi postaciami z drugiego planu. Co do przeklętego przez bogów wojownika, to tym razem jawi się on tutaj zdecydowanie w bardziej ludzkiej postaci, czyli człowieka, którym targają emocje z miłością na czele, ale też i jako osobę, która tym razem nie jest już zdobywcą i bezwzględnym zabójcą, ale właśnie ofiarą. Ofiarą, która musi walczyć o życie, która obawia się tego, co ją czeka, jak i wreszcie jest zmuszona liczyć na pomoc innych. Przyznam, że to duże zaskoczenie, ale też i zupełnie inne, moim zdaniem bardziej intrygujące spojrzenie na tę postać. Jeśli chodzi zaś o bohaterów z tła, to są to  mieszkańcy bagnistej krainy, niezwykle archaiczni w sposobie życia, czy też chociażby postrzegania wiary. Nie oznacza to bynajmniej, że nie są ciekawi, gdyż zarówno dzielna i pragnąca czegoś więcej od życia Mira, czy też chociażby szalony i opętany manią wielkości Drust, mają nam sobą bardzo wiele do zaoferowania...

 

Wielkie słowa uznania należą się tu także pod kątem kreacji obrazu miejsca akcji tej książki. To wspominana już lesista i bagienna kraina, najprawdopodobniej bliskie nam obszary z epoki wczesnego średniowiecza, a do tego jakże zacofana wizja świata, względem tych przedstawionych w dwóch pierwszych tomach tego cyklu. Niemniej, to w jak szczegółowy, realny i malowniczy sposób oddał tu autor jej codzienność, prawa i kulturę, zasługuje na wielkie brawa. Czytając o tym świecie, o żyjących tam plemionach, czy też chociażby o samym procesie kształtowania się religijnego kultu w świadomości tych prostych ludzi, czujemy nie tylko przyjemność i satysfakcję, ale również pewność co do tego, że właśnie tak by to musiało wyglądać w rzeczywistości. 

 

Michał Gołkowski zaskoczył mnie, jak i też zapewne innych czytelników, tą odważną i tak bardzo inną odsłoną swojego bestsellerowego cyklu. Zaskoczył, ale w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, gdyż właśnie dzięki całkowitej zmianie reguł i prawideł narracji, wniósł tym samym dużej powiew świeżości do tej powieściowej sagi. Oczywiście, chwilami brak nam tu wielkich bitew, politycznych intryg, czy też morskiej ekspansji..., ale z drugiej strony otrzymujemy tu bardziej ludzki, intymny i emocjonalny obraz losów Zahreda. Myślę, że to krok we właściwym kierunku, który przyczyni się do jeszcze większej atrakcyjności tej całej opowieści...

 

"Bramy ze złota. Świątynia na bagnach" to książka, która zachwyci z pewnością wszystkich czytelników cyklu "Siedmioksiąg grzechu", jak i też tych miłośników barwnej literatury akcji, którym nie było dotąd dane spotkać się z tą sagą. Wielkim atutem tej książki jest bowiem to, że można ją traktować i odbierać jako osobną całość, nie wymagającą znajomości poprzednich losów jej głównego bohatera. A poznać ją naprawdę warto, gdyż jej lektura niesie sobą świetną czytelniczą rozrywkę, której to odmówienie sobie byłoby jawnym grzechem. Polecam - tym bardziej, iż kolejna odsłona cyklu pojawi się szybciej, niż ktokolwiek myśli!

Sylfana

Michał Gołkowski jak zawsze pokazał klasę i kunszt pisarski. Jego pierwsza część cyklu „Bramy ze złota” podtrzymała poziom dwóch wcześniejszych powieści o Zahredzie, a może nawet narobiła smaku na jeszcze więcej. Cieszy fakt, że autor w tej konkretnej opowieści dosyć mocno rozwija profil psychologiczny wspomnianego bohatera – poprzez jego dezorientację i zakłócenie cyklu ponownych narodzin i śmierci, człowiek – bóg, nabywa więcej pokory, a co najważniejsze zaczyna patrzeć na ludzi jak na wartościowe jednostki, przywiązuje się do nich (szczególnie do Miry, córki władcy osady). Jego ewolucja osobowościowa wydaje się być etapowa i powolna, jednak już ostatnie partie tekstu podkreślają, że staje się on bardziej człowieczy, niż boski. Jego rola niszczenia, degeneracji zastanego świata zostaje wyparta na boczny plan, liczy się chęć wydostania się z więziennego sanktuarium i odszukania rzeczywistości, którą zna i pojmuje.

 

Dosyć ciekawa wydaje się być postać Drusa, który na oczach czytelników też przechodzi swoistą metamorfozę. Na początku poznajemy go jako dobrego, pracowitego i uczciwego chłopca, który pomaga swojemu przybranemu ojcu w interesach. Od początku przejawia on jednak cechy osoby niezwykle wrażliwej, dociekliwej, zastanawiającej się nad sensem życia. Spotkanie z Zahredem staje się motorem napędowym do przeistoczenia tego bohatera w postać cyniczną, zmierzającą po trupach do celu, będącą w stanie poświęcić wolność, a nawet życie innego człowieka, aby w oczach innych być szanowanym, wielbionym i ubóstwianym. Obserwuje się u niego też tendencje do narcyzmu i samouwielbienia, gdy już społeczność, w której żyje, traktuje go jak kapłana i swoistego przewodnika egzystencjonalnego. Dlatego też, gdy dopada go bolesny zawód miłosny, nie cofa się przed niczym, aby ukarać winnych, którzy dopuścili się hańby na jego osobie.

 

Co do samej fabuły, jest ona wciągająca i interesująca, jednak pierwsze kilka rozdziałów odrobinę się dłuży – obserwujemy tylko jak na przestrzeni lat Drus odwiedza Zahreda na bagnach, gdy ten jest jeszcze w stanie mocno posuniętego rozkładu. Jednak druga część książki nabiera nieprawdopodobnego tempa – cały motyw ucieczki jest okraszony pięknymi opisami przyrody, oraz rozwijającego się uczucia między głównym bohaterem a dziewczyną z osady. Ten element może być dla niektórych czytelników płci męskiej odrobinę nieudany, jednak podkreślam, że nie dominuje on całej przedstawionej historii, jest jedynie jej uzupełnieniem i świadectwem rozwoju oraz przeobrażenia się osobowości „Boga z bagien”.

 

Na ogromny plus zasługuje otwarte zakończenie, które stanowi zaproszenie do kolejnej odsłony przygód bohaterów – ma się wrażenie, że druga część już w całości będzie dynamiczna (no chyba, że znów Zahred zostanie uwięziony na długi okres). Niezwykle fascynujący jest także motyw poznawania świata przez Mirę, która dzięki Zahredowi poznaje inne oblicza natury, świata, poznaje nowe rzeczy, po raz pierwszy widzi na własne oczy morze. To wszystko opisane jest z taką naturalnością, lekkością i swobodą, że ciężko uwierzyć, żeby mężczyzna mógł tak dobrze odtworzyć kreację kobiecą i to jeszcze w powieści fantastycznej.

 

Nie odnajduję tu jakiegoś słabszego elementu, wszystko wydaje się być spójne, klarowne, dobrze poprowadzone. Narracja jest wartka, dostosowana do podejmowanych tematów, a co najważniejsze nie nużąca, co w przypadku powieści fantastyczno – przygodowej jest niezmiernie ważne. Mimo pierwotnych obaw, jestem w stanie stwierdzić, że książka trzyma poziom, jest godną kontynuacją poczynań Zahreda i bardzo dobrze rozwija jego postać.

Koralina

Świat fantasy jest bardzo rozbudowany. Fabuła może rozgrywać się w przeszłości, teraźniejszości, przyszłość lub w wielu światach alternatywnych. Nie można też zapomnieć o fantastycznych postaciach tj. Krasnoludy, smoki, roboty, mutanty no i oczywiście ludzie. Bardzo ciężko stworzyć dobrą fantastykę bez udziału bajkowych stworów. Jednak autor "Świątyni na bagnach" udowadnia, że jest to możliwe a nawet wykonalne.

 

Michał Gołkowski jest twórcą znanym polskim fanom fantastyki. Stworzył serię "Komornik"oraz stworzył cykl "S.T.A.L.K.E.R". Od 2013 roku wydał już 13 książek osadzonych w różnych rzeczywistościach. Dał się poznać jako autor ze szczególnym zamiłowaniem tematyki wojskowej. Jednak jego proza to nie tylko wojny, bitwy i karabiny. Jego książki mają bardzo różnorodną tematykę. Zaczynając od biblijnej apokalipsy przez fantasty aż do tematów związanych z przetrwaniem po końcu świata. Jak widać Michał Gołkowski nie skupia się tylko na jednym aspekcie swojej twórczości.

 

"Świątynia na bagnach" to opowieść o Zaharedzie, który rzucony przez bogów do zupełnie nieznanego świata, stara się przetrwać. Pozostawiony na bagnach odradza się i umiera wraz z porami roku, aż pewnego roku odnajduje go Drus. Pierwszy pomocnik, wybawca i... oddany wyznawca. "Świątynia na bagnach" opowiada historię o tym jak stać się czyimś bogiem oraz jak stworzyć własną religię. Jednak to nie jest jedyny aspekt tej książki. Autor bardzo starannie wprowadza nas w świat, do którego przeniesiono Zahreda. Opis bagien sprawia, że czuje się ten zaduch i charakterystyczny zapach zgniłych roślin. Widzimy jak ciężko jest stworzyć coś w tak niedostępnym i niebezpiecznym miejscu. Michał Gołkowski swoją prozą sprawia, że czujemy się jakbyśmy oglądali film, a nie czytali książkę. Bardzo dobre opisy sprawiają, że cała scenografia wydaje się żywa. Dodatkowo autor zadbał o bardzo interesującą budowę postaci. Główni bohaterowie są niejednoznaczni, a dobro bardzo subtelnie miesza się ze złem. Dając niesamowitą mieszankę posłuszeństwa i fanatyzmu. Fabuła prowadzona w bardzo przejrzysty sposób sprawia, że historia jest bardzo wciągająca. Dlatego nie można oderwać się od tej książki.

 

Czytając "Świątynie na bagnach" spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Znając dość dobrze literaturę fantasy, obstawiałam raczej, że będzie to walka boga z ludźmi, jakaś wielka bitwa, fantastyczni sojusznicy etc. Jednak bardzo się myliłam. Michał Gołkowski poprowadził fabułę w zupełnie inną stronę. Byłam zaskoczona, że akcja rozwija się w tak odmiennym kierunku niż założyłam. Jednak to było bardzo miłe zaskoczenie, ponieważ po przeczytaniu momentu, w którym autor zmiana mój sposób postrzegania fabuły, dałam się porwać bez reszty tej niesamowitej historii.

 

Jedynym minusem o którym warto wspomnieć jest okładka, a dokładnie grzbiet książki. Staranne wykonanie, charakterystyczna grafika, duże widoczne litery i pozłacany szpic, sprawiają, że bardzo chętnie sięga się po ten tytuł. Jednak niestety podczas czytania grzbiet traci trochę swoich złoceń na krawędziach. Jest to jedyny mankament, ponieważ cała reszta i wszystko inne pochłania w całości.

 

"Świątynia na bagnach" to pierwsza część z trzytomowej serii. Na szczęście Fabryka Słów zapowiedziała premierę pozostałych na drugą połowę tego roku. Uważam, że jest to niesamowita lektura, która zmienia postrzeganie klasycznego fantasy. Michał Gołkowski udowadnia, że da się stworzyć coś interesującego bez bajkowych postaci. "Świątynia na bagnach" to książka, którą na pewno warto przeczytać, ponieważ zostaje w pamięci na bardzo długo.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!