Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Przełęcz Samobójcy

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 5 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 3 votes

Polecam:


Podziel się!

Przełęcz Samobójcy | Autor: Weronika Wiśniewska

Wybierz opinię:

Lukardis

Schizofrenia to jedna z najbardziej tajemniczych, ale również najbardziej zmitologizowanych chorób psychicznych. Pomiędzy poetycką idealizacją obłędu jako „połączenia z innym światem” a powszechnym postrzeganiem psychotyka jako „wariata” nie znajdzie się jednak prawdziwego człowieka, a klatkę formy, w jakiej jest zamknięy. W mnogości wyobrażeń zapomina się o rzeczywistych uczuciach jednostki.

 

Weronika Wiśniewska, autorka „Przełęczy Samobójcy”, sama jest schizofreniczką. Poznała więc dobrze, jak to jest być stygmatyzowanym i jak to jest walczyć o każdy kolejny dzień z własną psychiką i w pewnym momencie postanowiła „kronikę tej wojny” spisać. Problem polega na tym, że autentyczność wspominanych przeżyć nie jest równoznaczna z umiejętnością przekazania ich innym osobom

 

Zacznijmy jednak od formy, jaką przyjmuje jej opowieść. Wiśniewska pisze w sposób typowo kronikarski, rozpoczynając od najmłodszych lat, by przejść do dezintegracji okresu dojrzewania, a następnie piekła nawracającej choroby, kolejnych szpitali, kolejnych prób i w końcu... odrobiny nadziei. W przeciwieństwie do wielu pamiętników, nie ma tu stagnacji, swoje życie przedstawia niemal jak fabułę powieści obyczajowej z dużą dozą dramaturgii. Rzeczywiście widać w tej książce, że walka z chorobą jest procesem sinusoidalnie zmiennym, sinusoidą, chociaż „Przełęcz Samobójcy” urywa się w dość przypadkowym momencie. Dziwi mnie zabieg, by rozbić całą historię na kilka części, skoro pierwsza z nich jest cieniutka.

 

Problem zaczyna się, gdy trzeba przyjrzeć się nie tyle treści, co sposobowi jej przekazania. Nie wątpię, że pani Wiśniewska przeżyła koszmar schizofrenii, lecz sama istota choroby zajmuje w powieści... zaskakująco mało miejsca. Ktoś, kto nigdy nie czytał innych wspomnień tego rodzaju, nie ma szansy zrozumieć świata widzianego z perspektywy psychotyka w choćby najmniejszym stopniu – autorka raczej wymienia kolejne szpitale, kolejne próby samobójcze, kolejne recepty, zamiast przedstawić, jak te fakty wyglądały z jej perspektywy. Wystarczyłoby wplecenie choćby odrobiny narracji własnej towarzyszącej kronikarskiemu „wymienianiu” kolejnych traum i nawrotów, żeby nabrało to znamion autentyczności.

 

Nie lepiej Weronika Wiśniewska radzi sobie w opisywaniu zwykłych, „obyczajowych” wydarzeń ze swojego życia. Tym bardziej szkoda, że ono samo, jak już wspomniałam, jest ciekawe, choć przepełnione tragizmem, którego jednak... w ogóle nie czuć. Forma jest zbyt oszczędna, by móc poczuć ból zniszczonego zaufania czy obezwładniający lęk – warsztat autorki nie sprawdza się w kwestii przekazywania uczuć. Chociaż rozumiem, że pewna derealizacja i chłód względem własnych przeżyć mógł dominować w jej życiu, takie nastawienie również da się opisać, będąc po prostu bardziej wyrobionym.

 

To właśnie niedostatki warsztatowe są tym, co „psuje” całą powieść. W „Przełęczy samobójcy” brak nie tylko przekonującego odzwierciedlenia uczuć, ale też jakichkolwiek opisów, które zwiększyłyby immersję czy realistycznego nakreślenia sylwetek ludzi, którzy pojawiali się w życiu autorki. Powołane na scenę postaci, nawet tak ważne jak matka, sprawiają raczej wrażenie papierowych marionetek, które nie istnieją poza momentami, w których wywołuje się je z imienia.

 

Krótko mówiąc - „Przełęcz Samobójcy” nie sprawi, że czytelnik zrozumie schizofrenię chociaż trochę. Nie zachwyci też stylem ani nie wciągnie w wir wydarzeń. Jestem jednak daleka od tego, by całkiem skreślić Weronikę Wiśniewską jako autorkę, bo rzeczywiście ma coś do przekazania. Jej historia, wydana w jednym tomie i być może we współpracy ze zdolnym pisarzem, byłaby w stanie być równie ważnym świadectwem choroby, co „Dzień, w którym umilkły głosy” Kena Steele'a.

Michał Lipka

ZŁY DOTYK BOLI PRZEZ CAŁE ŻYCIE

 

Trudno będzie ocenić tę książkę. Bardzo trudno. I to z wielu powodów. Już sama tematyka nie jest łatwa, a jej podjęcie przez autorkę było rzeczą na pewno ciężką i wymagającą nie tylko odwagi, ale i samozaparcia. Problemem jest tu jednak ocenienie całości jednoznacznie, bo patrząc na „Przełęcz samobójcy” tylko i wyłącznie przez pryzmat wykonania, literackich wartości etc., nie robi ona takiego wrażenia, jak sama treść. Ale warto sięgnąć po tę książkę – a właściwie książeczkę, skoro całość zamyka się na pięćdziesięciu stronach – i przekonać się, co Weronika Wiśniewska ma nam do powiedzenia. Ale pamiętajcie, nie będzie to miłe przeżycie.

 

Weronika była dzieckiem, jakich wiele. Może nie miała łatwego życia, w końcu ojciec nie wylewał za kołnierz, a kontakt a matką dziewczynka miała znikomy, niemniej nie działy się jej straszne rzeczy. Wydawała się normalnym dzieckiem. Przynajmniej do momentu, zanim w wieku sześciu lat zaczęła mieć myśli samobójcze, które – gdyby nie trzymała wówczas matki za rękę i nie chciała pociągnąć jej za sobą – skończyłyby się dla niej skoczeniem pod pociąg. Wszystko przez to, że pewnego dnia Weronika była z rodzicami na działce. To tam molestował ją sąsiad. Wydarzenie to, wymazywane z pamięci, ale nawiedzające ją w koszmarach, stało się zapalnikiem tragicznych zmian w jej głowie. Zdiagnozowana, jako pacjentka cierpiąca na schizofrenię paranoidalną, z nękającymi ją myślami i pragnieniami odebrania sobie życia, swoją codzienność dzieliła na dom i szpitale psychiatryczne. Aż poznała pewnego chłopaka i zaszła w ciążę, znajdując w końcu powód do walki o normalność. Jednak choroba ani życie nie zamierzały jej tego ułatwić…

 

Na pomysł napisania „Przełęczy samobójcy” Weronika wpadła z prostej przyczyny: chciała to z siebie wylać, a że wcześniej pisała m.in. własnego bloga, właśnie forma literacka wydała jej się najbardziej odpowiednia. Powstały więc krótkie, dość prosto napisane wspomnienia z tego, co dziewczyna przeżyła. Nie jest to powieść, nie jest też pamiętnik – po prostu skrótowa relacja z najważniejszych momentów jej życia. Streszczenie tego, co złożyło się na takie, a nie inne podejście i losy. Obserwujemy tu jej chorobę, jaki ma wpływ na jej życie i jak w pewnym momencie szpitale psychiatryczne stały się dla Weroniki azylem, do którego mogła uciec przed codziennością. Wystarczyło powiedzieć, że chce się zabić, a już mogła spędzić czas na obserwacji w placówce.

 

Wszystko to przejmuje, nawet jeśli jest napisane w sposób beznamiętny i skrótowy. Ale, jak mówiłem, oceniając całość pod względem wykonania, trudno być bezkrytycznym. Bo to bardziej streszczenie, niż książka. Rzecz jest też urwana w połowie, można powiedzieć, że w miejscu retardacji mającej nas zachęcić do sięgnięcia po drugą część. W stylu Weroniki Wiśniewskiej nie czuć zbytniego obycia z pisarskim fachem. „Przełęcz” jest po prostu szczerym wspomnieniem, trudnym na pewno także w przelewaniu na papier, stąd pewna kliniczność całości. Czymś, co warto poznać, choćby dla zrozumienia tego, czym może być molestowanie, choroba psychiczna i walka z urazami. Nie znajdziecie tu wysmakowanych opisów, pięknego stylu, wartkiej akcji czy dialogów – nie tylko żywych, ale właściwie jakichkolwiek (ok, są wyjątki potwierdzające regułę). Ale jest smutna, depresyjna ilustracja hasła „zły dotyk boli przez całe życie”. A relacja z pierwszej ręki sprawia, że całość bardziej trafia do naszego serca.

Koralina

Dramatyczne historie zawsze znajdą swoich fanów. Ludzie po prostu lubią czytać o tragediach jakie spotkały drugiego człowieka. Większość lubi poczucie, że innym jest gorzej. Nie ze względu na to, że życzy komuś źle, po prostu dlatego, że ma świadomość tego, że innym jest gorzej. Powstało bardzo dużo książek na temat samobójstwa. Zadziwiające jest to, że chociaż wiele rzeczy się powstania to i tak teksty o tej tematyce są bardzo poczytalne.

 

"Przełęcz samobójcy" to pierwszy tom z cyklu. Opowiada o dziewczynie zmagającej się z depresją, schizofrenią paranoidalną i myślami (oraz próbami) samobójczymi. Młoda dziewczyna opowiada o tym jak doszła do miejsca, w którym się teraz znalazła. Historia życia, zaczynając od wczesnej młodości, poprzez szkołę, kończąc na wydaniu książki. Wszystko to przeplata się z wizytami w szpitalach.

 

Psychiatrycznych i tych zwykłych, gdzie leczy się tylko choroby ciała. Autorka skrupulatnie opisuje co, kiedy i gdzie. Pojawiają się konkretne daty, miejsca, osoby. Czytając "Przełęcz samobójcy" ma się wrażenie, że zapoznajemy się z jakimiś notatkami. Cała książka wygląda jak dziennik. Niestety wszystkie tematy, które porusza autorka są opisane bardzo krótko i zwięźle. Przy tak obszernej historii choroby czytelnik chciałby wiedzieć więcej, a nie tylko wypunktowane najważniejsze momenty. Przykładem może być tutaj nazywanie myśli i prób samobójczych "s". Nie wiemy dlaczego autorka nie chce użyć pełnej nazwy. Czy jest to jakiś rodzaj terapii, czy może boi się tego słowa. Jest to bardzo interesujące, bo w całej książce temat na "s" występuje prawie cały czas. Nie wiemy jakie relacje łączyły główną bohaterkę z otoczeniem. Nie mówię tu o najbliższych, ale o np. Innych pacjentach, lekarzach. Na końcu autorka pozostawiła podziękowania dla niektórych osób. Jako czytelniczka bardzo bym chciała poznać historie jakie się z nimi łączą, a nie zostały przedstawione w książce. Główna bohaterka nie skupia się na szczegółach. Opowiada tylko o tym, co jest najistotniejsze. Uważam, że przez to książka wiele traci, ponieważ to właśnie dzięki szczegółom książka zyskuje charakter i jest wyjątkowa. Pocieszająca jest myśl, że jest to dopiero pierwszy tom, co daje możliwość rozwinięcia historii oraz wprowadzenie kluczowych postaci. Na razie jest to po prostu opowieść o dziewczynie, która przez chorobę psychiczną próbowała wielokrotnie popełnić samobójstwo, a ostatecznie uratowało ją urodzenie dziecka.

 

"Przełęcz samobójcy" to poruszająca historia, która pokazuje, że to nie słabi odbierają sobie życie, ale wystarczająco silni. Autorka skrupulatnie i z dokładnością farmaceuty opisała to, co robiła, jakie to miało skutki i konsekwencje. Ta książka to zbiór wpisów z blogów i dzienników, które Weronika Wiśniewska poukładała w spójną całość. "Przełęcz samobójcy" to początek drogi to normalnego życia. Normalnego, czyli takiego, w którym nie ma miejsca na przedwczesną śmierć.

 

Uważam, że warto przeczytać tę książkę. Ubolewam tylko nad tym, że jest zbyt krótka. Ja przeczytałam ją na raz. Nie było odpowiedniego miejsca żeby zrobić sobie przerwę w czytaniu, więc po prostu jak usiadłam do "Przełęczy samobójcy" tak wstałam dopiero jak skończyłam. Historia, która pokazuje, że nawet w świecie schizofrenika jest miejsce na happy end.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial