Chłopiec Z Ulicy Wschodniej

Autor: Anna Stryjewska

Okładka wydania

Chłopiec Z Ulicy Wschodniej


Dodatkowe informacje

  • Autor: Anna Stryjewska
  • Gatunek: Obyczajowe
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 176
  • Rok Wydania: 2019
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 135x210 mm
  • ISBN: 9788366201194
  • Wydawca: Szara Godzina
  • Miejsce Wydania: Katowice
  • Ocena:

    6/6

    5/6

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 4 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 3 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Pani M

Gabriel wychowywał się w starej łódzkiej kamienicy w dzielnicy, która nie cieszyła się dobrą opinią. Chłopiec doświadczył w domu strachu i przemocy domowej ze strony ojca. Z kochającą matką nie mógł spędzać zbyt wiele czasu. Po latach próbuje stanąć na nogach. Czy uda mu się otrząsnąć po traumie z dzieciństwa?

 

Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że ta książka rozerwała moje serce na strzępy. Po przeczytaniu opisu mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać, ale to, co autorka mi zaserwowała, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

 

Gabriela poznajemy jako dorosłego mężczyznę, który zaczyna układać sobie życie. Wspomina przy okazji swoje dzieciństwo. Nie było ono idealne. Jak już wspomniałam, chłopiec był ofiarą przemocy domowej. Jego ojciec nie wylewał za kołnierz i najważniejsze było dla niego to, by w domu nie brakło alkoholu. Nic więcej się dla niego nie liczyło. Pomiatał jąkającym się synem, który nie umiał nawiązywać relacji ze znajomymi, bo wstydził się warunków, w jakich mieszkał. Nie szanował również swojej żony. I tu na chwilę się zatrzymajmy. Postać Ireny, matki Gabriela, wzbudziła we mnie wiele emocji. Zarówno tych dobrych, jak i złych. Jedyną dobrą rzeczą, jaką kobieta otrzymała od męża, był syn. Poza tym żyła w biedzie i była poniewierana. Nie umiała jednak odejść od Henryka, bo za bardzo go kochała. To było przykre. Irena skazała na cierpienie nie tylko siebie, ale też i syna. Moim zdaniem autorka dość dobrze oddała jej postać. Przekonajcie się, co siedziało jej w głowie.

 

Sam Gabriel wzbudzał we mnie pozytywne uczucia. Polubiłam go i było mi go bardzo żal. To był fajny dzieciak, który nie zasłużył na takiego ojca. Chciałam, żeby poukładało mu się w życiu. Będziecie mieli okazję, by przekonać się, co go czekało na progu dorosłości. Nie będę Wam tego streszczać, bo chciałabym, żebyście przeczytali tę książkę. Jest co prawda niewielka objętościowo, ale zapada w pamięć. Z jednej strony nieco dołuje, ale pojawiają się także jaśniejsze aspekty.

 

Na uwagę zasługuje również postać sąsiadki Gabriela. Z jednej strony dało się ją polubić, ale z drugiej strony nie wiem, czy chciałabym koło kogoś takiego mieszkać. Dlaczego? Przekonajcie się sami. Podejrzewam, że wielu z Was będzie znał osobę podobną do niej w kwestii charakteru.

 

Ta historia na długo pozostanie w mojej pamięci. Jak już wspomniałam, nie jest to obszerna opowieść, ale autorka potrafiła napisać ją w taki sposób, że gra na emocjach czytelnika. Robi to jednak z klasą. Przede wszystkim poprzez postacie. Uwierzyłam w ich kreacje. Autorka pokazuje ludzi, którzy żyją między nami. Może mamy takich sąsiadów albo sami pochodzimy z takich rodzin. Dysfunkcyjnych, niszczących dzieciństwo, pozostawiających traumę na całe życie. Anna Stryjewska pokazuje nam mężczyznę, który był kiedyś skrzywdzonym chłopcem, ale wkracza w dorosłość i od niego tylko zależy, w jaki sposób przejdzie przez dalsze życie.

 

Myślę, że niektórym czytelnikom może się zakręcić łezka w trakcie czytania. Ja w każdym razie się wzruszyłam w trakcie lektury i myślę, że jeszcze kiedyś do niej powrócę. To nic, że będę znała tę historię. Gabriel jest jednak osobą, z którą spędziło mi się miło czas. Z jego mamą mimo wszystko również. Zachęcam i Was do zapoznania się z nimi, ale ostrzegam, że nie będzie to łatwe spotkanie.

Nikxxon

„Chłopiec z ulicy Wschodniej” to obraz totalny rodziny patologicznej. Widzimy jak uzależnienie jednej osoby wpływa na los pozostałych członków rodziny, a przede wszystkim na dziecko dorastające w takim domu. Akcja jest osadzona w Łodzi, która co prawda w naszym kraju ma wątpliwą renomę, ale tak naprawdę takie zdarzenia mogłyby mieć miejsce w każdym innym mieście w Polsce. Autorka podjęła ważną tematykę, ponieważ problem alkoholizmu i przemocy w rodzinie nadal jest w naszym kraju przytłaczający.

 

Tytułowego chłopca poznajemy, kiedy ma 23 lata, studiuje i jest samodzielnym, ułożonym człowiekiem. Jego głównym zmartwieniem jest zdrowie jego mamy, która leczy się w szpitalu psychiatrycznym. Widząc go, nigdy byśmy nie pomyśleli, że przeżył prawdziwy rodzinny dramat. Odbywamy wraz z nim podróż 10 lat wstecz, do kamienicy przy ulicy Wschodniej, kiedy wszystko zaczynało się stopniowo psuć. Rodzina Koneckich przeprowadziła się tutaj z drugiego końca Łodzi. Powód? Dość oczywisty- popadli w ogromne długi. Po przeprowadzce do nowego miejsca zaczyna dziać się u nich coraz gorzej- Henryk Konecki coraz częściej wyładowuje swoje frustracje i wszelkie życiowe niepowodzenia na rodzinie. Znęca się fizycznie i psychicznie nad swoją żoną i dzieckiem. Wszyscy stąpają na palcach w obawie, by go nie zdenerwować, ponieważ każdy najdrobniejszy ruch może obudzić w głowie rodziny nieposkromiony gniew. Gabryś jest w pełni rozwiniętym umysłowo chłopcem, ale dość często zdarza mu się jąkać, co prawdopodobnie ma podłoże nerwowe. W trakcie jednej z największych awantur w rodzie Koneckich Heniek pobił matkę Gabrysia na tyle poważnie, że trafia ona do szpitala i przez wiele następnych lat nie wróci do pełni zdrowia psychicznego. Sam chłopiec trafia po wszystkim do domu dziecka. Jego historia pokazuje jak wielką siłę ma w sobie człowiek i ile tak naprawdę jest w stanie znieść. Mimo niesprzyjającego środowiska nie pozwolił się zdegenerować, zawsze był uczciwy i pomocny. Nawet kiedy trafił do sierocińca nie poddał się i z determinacją dążył do spełnienia swoich marzeń. Największym z nich było zabranie matki na rejs wycieczkowcem po odległych krajach, obiecał jej to jeszcze w dzieciństwie podczas jednej z wielu ich długich rozmów w czasie względnego spokoju. Czy ta historia musiała się tak skończyć? Czy gdyby Irena Konecka zdecydowała się odejść wcześniej od męża i wyjechać z synem z Łodzi to wszystko wyglądałoby inaczej? Czy mieliby szansę na szczęśliwe zakończenie? Odpowiedź wydaje się oczywista, natomiast była to rzecz wprost niewyobrażalna dla matki Gabrysia. Powieść Stryjewskiej bardzo dobrze pokazuje mechanizm, według którego postępują ofiary przemocy domowej. Irena ciągle miała nadzieję, że mąż przestanie pić, znajdzie normalną pracę, a ich los nareszcie się odmieni. Kochała tego mężczyznę pomimo ogromu krzywdy jaki jej każdego dnia wyrządzał. Dlaczego wobec tego nikt jej nie pomógł w podjęciu tej trudnej decyzji?

 

W kamienicy przy Wschodniej zbierały się wszelkie szemrane typy z okolicy, a na każdym rogu można znaleźć kolegę do kieliszka. Kamienica jest zamieszkana głównie przez ludzi z problemami, w większości finansowymi, ale nie tylko. Pod numerem 3. mieszka niepełnosprawna pani Kornelia, która wie o mieszkańcach więcej niż się spodziewają, całe dnie przesiaduje przy oknie i prowadzi dziennik. Jest to jedna z niewielu dostępnych dla niej rozrywek. Poznajemy życie podwórka i jego mieszkańców zaglądając w jej skrzętnie prowadzone zapiski. Pod 11. żyje pani Barańska wraz ze swym dorosłym synem Józkiem. Podczas gdy matka dorabia pomagając pani Kornelii, Józek lubi wypić i ani myśli o pójściu do pracy. Z tych bardziej „pozytywnych” postaci warto wymienić Emilkę, córkę dozorcy wiodącą dość szczęśliwe życie i panią Helenę, byłą tancerkę baletową Teatru Wielkiego w Łodzi. Kobieta jest majętna, ale samotna- nie ma dzieci, a jej mąż zmarł lata temu. Przy Wschodniej mieszka z sentymentu i okazuje sąsiadom wiele serca. Zwłaszcza Gabrysiowi, którego z czasem zaczyna traktować jak swojego syna. Jest to jedyna osoba w całej kamienicy, która wyciągnęła do chłopca pomocną dłoń i czuwała nad nim do utraty sił. Wszyscy ci ludzie mają swoje problemy, i skupiają się tylko na tym, by się z nimi uporać. Doskonale wiedzą co słychać u sąsiadów, mają świadomość, że tuż za ścianą rozpada się czyjeś życie a mimo tego nic z tym nie robią. Czechow pisał, że ludzie nieszczęśliwi stają się egoistyczni i zamknięci, że nie potrafią udzielić wsparcia. Po lekturze tej powieści widzimy jak bardzo miał rację.

 

„Chłopiec z ulicy Wschodniej” to opowieść o dążeniu do szczęścia i walce nie tylko o swoje marzenia, ale także o samego siebie. Gabryś musiał stoczyć podczas swojego życia ogromną batalię- najpierw z agresywnym ojcem alkoholikiem, a następnie z demonami przeszłości, które nie dają nigdy o sobie zapomnieć. Bez wątpienia wyszedł z niej zwycięsko, ale kosztowało go to bardzo wiele trudu i nerwów. Stryjewska podejmuje tematykę przemocy domowej w sposób bezpośredni i prawdziwy. Niezwykle trudno patrzy się na ogrom zła, jaki człowiek może zgotować swoim najbliższym. A jeszcze trudniej jest patrzeć jak bardzo nikt się tym nie przejmuje. Bardzo dobrze, że takie książki powstają i bardzo dobrze, że literaci mają odwagę pisać o sprawach niełatwych. Jest to niesamowicie poruszająca historia, nawet powiedziałabym, że łamiąca serce, co jest zdecydowanie jej najsilniejszą stroną.

Karolina Sulińska

Książek o rodzinach patologicznych, skrzywdzonych dzieciach i zawiedzionych nadziejach jest wiele. Zastanawiam się czy warto pisać kolejne? Przecież ludzie, których to dotyczy nie umieją lub nie chcą czytać. Należą do tych 28 procent  u których w domu, nie znajdziecie ani jednej książki, oprócz, być może, telefonicznej. Zresztą czy nawet jak by przeczytali, to by zrozumieli? Choć jestem pełna nadziei, tak w cuda nie wierzę. Patologia jest w telewizji i jest w radiu, widać ją na pierwszych stronach gazet i w ośrodkach pomocy społecznej. Jak to się dzieje, że choć wiemy o wszystkich krzywdach i niesprawiedliwościach, to nic nie zmienia się na lepsze? Ludzie nadal piją, dzieci nadal cierpią, a aniołów którzy zstępują z nieba by im pomóc, jest niestety jak na lekarstwo. Czy taka literatura jeszcze nas w ogóle porusza? Choć mnie ogarnęło zwątpienie tak nadal wierzę, że książki takie są potrzebne. Nawet jeśli tylko jedna osoba po przeczytaniu tej lektury, zrobi coś by pomóc, to znaczy że powieść spełniła swoje zadanie. Ufam, że aniołów można szukać na ziemi a nie tylko w chmurach.

 

Nieśmiały Gabriel wychowuje się w starej łódzkiej kamienicy w dzielnicy, która nie cieszy się dobrą opinią. Przemoc domowa i strach przeplatają się z dziecięcymi pragnieniami i wielką miłością do matki. Ojciec jest jedynie oprawcą. Do czego doprowadzi uległość?

 

Niniejsza powieść to przejmujący portret chłopca, którego doświadczyło życie. Jako dojrzały mężczyzna wspomina przeszłość, realizując dawne marzenia.
A życie lubi zaskakiwać… 

 

Fabuła tej powieści jest niczym więcej niż utartym schematem, który znamy z życia. Oczywiście nie mówię tutaj o tym, że każdy z nas wychował się w środowisku patologicznym, bo byłoby to nieprawdą, jednak podobne scenariusze oglądamy w wiadomościach, czytamy o nich w magazynach czy słyszymy o nich od sąsiadów. Czy zdarzyło wam się spotkać na klatce schodowej sąsiadkę w okularach przeciwsłonecznych, choć na dworze pada deszcz? Czy oddaliście kiedyś kanapkę koledze z klasy, który "zapomniał" śniadania, już kolejny dzień z rzędu? Patologia, choć jest wśród nas, lubi się ukrywać. Jej ofiary się wstydzą, biorą wszystko na własne barki, obwiniają się. Wyobraźcie sobie sytuację : młoda zakochana dziewczyna zakochuje się w osiedlowym łobuzie. Ponoć tacy są najfajniejsi, nie przynudzają, lubią imprezować. Po ślubie okazuje się jednak, że słodki łobuziak zmienił się w niebezpiecznego bandytę, pijaka nieroba cza agresywnego wariata. Miłość gdzieś ulatuje, jednak wstyd i wina pozostaje. W naszej kulturze na porządku dziennym jest to, byśmy brali odpowiedzialność za własne czyny : chcieliśmy pijaka, choć inni nad odradzali? To teraz musimy to odpokutować. Często do głosu dochodzi również duma. Wstydzimy się odejść, boimy się tego co powiedzą rodzina i sąsiedzi, zresztą faktem jest że Ci starszej daty, doradzą nam by zostać w małżeństwie gdyż rozwód to jeszcze większa hańba dla rodziny. Pomoc znikąd nie nadchodzi. Dokładnie z taką historią spotykamy się w tej książce. 

 

Ulica Wschodnia w Łodzi. Słyszałam, że to dość nieciekawa okolica, pełna biedoty, mieszkań socjalnych, alkoholu i przemocy.  To właśnie tu mieszka rodzina Koryckich: ojciec nierób i pijak, matka, kobieta imająca się zajęć wszelakich, by utrzymać rodzinę, oraz mały chłopiec Gabriel. Wszyscy oni żyją sobie w małym, rodzinnym piekiełku. Od dnia zależy czy główny palacz pod kotłem dorzuci do ognia czy da chwilę odetchnąć. Wyzwiska, przemoc fizyczna, i ta gorsza-psychiczna, procenty, to codzienność. Nietrudno się dziwić, że w końcu dochodzi do tragedii, ba zdziwiłam się że zdarzyła się ona tak późno. 
By w pełni zrozumieć co takiego się stało, autorka przenosi nas w przyszłość. Tutaj również spotykamy Gabriela, jednak jest on już dorosłym człowiekiem. Ma dwadzieścia sześć lat i właśnie wprowadził się na nowe mieszkanie. Ze wspomnień wiemy, że przez ten czas się bardzo dużo wydarzyło. Gabriel trafił do domu dziecka a jego matka do szpitala psychiatrycznego. Dlaczego? Co się takiego wydarzyło? Tego już musicie dowiedzieć się sami, jednak przyznam, że nie będzie to dla was zaskoczeniem, gdyż takich historii jest wiele. Jednak to nie same wydarzenia są tutaj najważniejsze lecz ich długofalowe konsekwencje, które ukształtowały naszych bohaterów i odmieniły ich życie. 

 

Nasze dzieciństwo ma wpływ na całe nasze życie. Jeśli otoczeni jesteśmy bezpiecznym kokonem zaufania i miłości, wtedy zazwyczaj wyrastamy na ludzi pewnych siebie, optymistów. Jeśli wychowujemy się w trudnych warunkach, doświadczamy przemocy i poniżenia, w dorosłym życiu jesteśmy zamknięci w sobie, wycofani i nieśmiali. Nawiązywanie przyjaźni i zdrowych relacji z innymi ludźmi przychodzi nam z trudnością. Często powielamy błędy naszych rodziców. Bardzo rzadko zdarza się, że człowiek z patologicznej rodziny wyrośnie na wartościowego przedstawiciela społeczeństwa, zostawi za sobą nędzę i margines. To są jednostkowe przypadki i by tak się wydarzyło, musi mu ktoś pomóc. Trzeba powiedzieć, że Gabriel miał szczęście. Choć rówieśnicy traktowali go jak niepełnosprawnego umysłowo głupka, tak na swojej srodze spotkał ważne postaci, które sprawiły, że wyrwał się z piekła. Jedną z nich był anioł stróż, o imieniu Gabriel, który prowadził chłopca za rękę, pomagał mu i pocieszał. Sylwetkę skrzydlatego opiekuna można traktować w dwójnasób: jako personifikację myśli i marzeń naszego bohatera lub fantastyczną postać, wprowadzoną do powieści obyczajowej, by nadać jej nuty realizmu magicznego. Ilu czytelników, tyle interpretacji. 

 

Książka ta uczy nas czegoś ważnego : nie warto się poddawać. Opowiem wam coś zupełnie z innej beczki i muszę przyznać mało adekwatnego, jednak skojarzenie to bezwiednie przyszło mi na myśl, podczas analizy tej książki. W szkole średniej miałam przyjaciela, który był kompletną nogą z prawie wszystkich przedmiotów, oprócz matematyki-tę miał w jednym paluszku. Damian ledwo, ledwo przechodził z klasy do klasy i nikt nie wróżył mu wielkiej kariery, szczególnie że nie należał ani do specjalnie ambitnych ani zdesperowanych. Damiana spotkałam po latach. Okazało się, że skończył Wojskową Akademię Techniczną i już na studiach znalazł pracę przy budowie dróg. Po otrzymaniu dyplomu, wizytował place budowy, już nie jako podawacz cegieł czy ludzka"betoniarka" a pełnoprawny inżynier. Okazało się, że miał więcej szczęścia niż reszta z nas. Podobnie jest z Gabrielem. Choć nie został prezydentem czy chociażby kierownikiem banku, tak sam fakt, że udało mu się wyrwać z patologii, zasługuje na uznanie. Pomyślcie sobie jak wielki krok naprzód zrobił ten notorycznie krzywdzony w dzieciństwie mężczyzna? Ile ran udało mi się wyleczyć a ile nadal pozostało rozjątrzonych? 

 

Dzieciństwo pozostaje w nas na zawsze. To czas kiedy kształtuje się nasza psychika i osobowość. Czas kiedy zaczynamy się jąkać ze strachu, zaciskać pięści z nerwów lub odwrotnie piszczeć z zachwytu czy czerwienieć z radości. Choć myślimy, że wiele rzeczy zapominamy, tak w rzeczywistości wspomnienia pozostają z nami do końca życia, uśpione, czekające. Anna Stryjewska napisała prawdziwą, poruszającą powieść, której zadaniem nie jest odkrycie Ameryki, lecz przypomnienie czytelnikowi o tych, co mają w życiu gorzej, tych którym rodzice nie zapewnili udanego startu w dorosłość i wszystko musieli zdobywać sami. Powieść ta jest przykładem, że czasem się udaje, trzeba tylko wierzyć i nie bać się prosić o pomoc. 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!