Pierwsza Osoba

Autor: Richard Flanagan

Okładka wydania

Pierwsza Osoba


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Michał Lipka

PISZĄC CUDZĄ AUTOBIOGRAFIĘ

 

Zanim sięgnąłem po najnowszą powieść Richarda Flanagana, nie mogąc się doczekać kiedy w końcu trafi w moje ręce, zapoznałem się z kilkoma opiniami na jej temat i wśród polskich czytelników trafiłem na głównie negatywne recenzje. Pojawiły się obawy? Jeśli tak to chwilowe, bo zaraz potem przypomniałem sobie, że wiele z poprzednich książek australijskiego mistrza pióra też nie imponowało wysokimi ocenami, a i tak były to dzieła, które zachwycały tak fabułą, jak i wysmakowanym pisarstwem. I zachwyciła także „Pierwsza osoba”, powieść nieco odmienna od poprzednich dokonań Flanagana, ale tak samo doskonała i porywającą. Nie dla każdego – bo trzeba jednak być wymagającym, ambitnym i myślącym czytelnikiem, by zachwycić się twórczością autora – ale tym bardziej wartą docenienia.

 

KifKehlman, początkujący pisarz z ambicjami niezbyt rozumianymi przez wydawców, pewnego dnia dostaje swoją szansę. SiegrfriedHeidl, oczekujący na proces największy oszust w historii Australii chce by to właśnie on został jego ghostwriterem – autorem widmo – i spisał jego autobiografię. Na dodatek w sześć tygodni. Kif nie waha się długo, bo honorarium pozwoli mu i jego rodzinie poprawić jakość życia, a jednocześnie dzięki niemu będzie mógł skończyć wreszcie swoją debiutancką powieść. Refleksja nadchodzi z czasem, bo w głowie pisarza rodzi się pytanie czemu Heidl wybrał właśnie jego? Co kryje się za tą decyzją i przede wszystkim po co w ogóle czekający na wyrok oszust chce spisywać swoje wspomnienia?

 

Richard Flanagan, zanim zasłynął jako autor wysmakowanych stylistycznie powieści, których zwieńczeniem okazały się pisane przez dwanaście lat, nagrodzone Bookerem „Ścieżki północy”, pracował w roli ghostwritera. Wszystko po to, by zarobić pieniądze na wydanie swojego literackiego debiutu. W ten sposób powstało sześć książek non-fiction, w tym „CodenameIago”, „autobiografia” Johna Friedricha, rzecz warta wspomnienia dlatego, że w połowie jej powstania, Friedrich popełnił samobójstwo. Teraz, w najnowszej powieści, na którą fanom Flanagana przyszło czekać cztery lata, autor wraca do tego okresu swojego życia, tworząc bodajże najbardziej osobistą ze swoich książek. A przy okazji także chyba najzabawniejszą z nich wszystkich.

 

Nie obawiajcie się jednak, że humor, którego w większości jego poprzednich powieści brakowało – a może raczej nie brakowało, tylko w zalewie emocji, nie był rzeczą, której czytelnik, bohaterowie i sam autor potrzebowali – wpłynął na ten cudowny ciężar stylu, który tak mnie urzekł, kiedy wziąłem do rąk pierwszą z jego książek. „Pierwsza osoba” to rzecz napisana w sposób, do którego przywykliśmy, niespieszny, wysmakowany, dopieszczony i jakże plastyczny – płynny bym wręcz rzekł. Hipnotyzujący i przykuwający, jak rzadko w dzisiejszych czasach się zdarza. I właśnie tym stylem Flanagan opisuje świetnie skonstruowanych bohaterów, otaczający ich świat i emocje – i prawdę o pisarskiej rzeczywistości także. Opisuje przy tym tajemnicze zdarzenia, stawia intrygujące pytania i sprawia, że czytelnik nie chce odłożyć powieści przed jej skończeniem.

 

I nawet jeśli „Pierwsza osoba” jest mimo wszystko dziełem lżejszym i odrobinę mniej wysublimowanym, niż np. „Ścieżki północy” czy „Księga ryb Williama Goulda”, to wciąż kawał literatury, której większość dostępnych na rynku publikacji nie dorasta do pięt. Dlatego polecam gorąco wszystkim czytelnikom, od literatury oczekującym czegoś zdecydowanie więcej, niż tylko rozrywki na kilka popołudni. Powieści takie, jak ta, na długo zostają w sercu i pamięci.

Literanka

Po raz pierwszy sięgnęłam po twórczość Richarda Flanagana, która już wcześniej przykuła moją uwagę, bo gdzieś na liście książek do przeczytania czeka na swoją kolej „Klaśnięcie jednej dłoni” tego autora. Jednak to „Pierwsza osoba” wpadła mi w ręce wcześniej i to na jej podstawie oceniam twórczość pisarza. Gdybym miała odpowiedzieć, czy sięgnę jeszcze po jego powieści, to głęboko się zastanawiam, bo ten utwór zirytował mnie tak, jak żadna inna książka wcześniej. Jednocześnie chciałam i nie chciałam czytać, a ostatecznie przyznaję, że było warto. Po dosyć męczącym początku powieść mnie porwała i wciągnęła całkowicie.

 

Bohaterem książki jest Kif Kehlmann – początkujący pisarz, który staje przed niezwykłą propozycją ze strony wydawcy – ma napisać autobiografię Siegrfrieda Heidla – człowieka, który oszukał banki na zawrotną kwotę 700 mln dolarów, jest powiązany z CIA i NASA, a teraz czeka na proces i potrzebuje pomocy przy tworzeniu tego dzieła. Dla Kifa propozycja jest szansą na rozwiązanie problemów finansowych oraz napisanie własnej powieści, co stanowiłoby spełnienie jego marzeń i ambicji. Z drugiej strony nie do końca odpowiada mu rola pisarza–widma. Ostatecznie jednak godzi się na współpracę z Heidlem, co okazuje się drogą przez mękę. Mężczyzna wymiguje się od pracy, nie odpowiada na pytania lub odpowiada wymijająco, pozwalając snuć własne domysły i dopisywać własną historię do jego półsłówek. Wielokrotnie kłamie, na czym nie raz został przyłapany, więc napisanie jego biografii zaczyna być wyzwaniem ponad siły. Ostatecznie jednak obietnica finansowa, w obliczu powiększającej się rodziny Kifa, przekonuje go, aby włożyć nadludzki wysiłek w pisanie, nawet kosztem tworzenia własnej wersji wydarzeń, przedstawiania własnych wniosków.

 

Cała powieść jest zapisem walki Kifa z przeciwnościami, kłodami rzucanymi mu pod nogi przez obiekt swojego zainteresowania, a także naciskami ze strony wydawnictwa, które domaga się bestsellera, książki napisanej lekko, by znalazła szeroki krąg odbiorców. Relacja pisarza z Heidlem jest pełna niejasności, ich rozmowy często kompletnie bezproduktywne, pozbawione istotnych faktów, z których udałoby się złożyć choćby zalążek ciekawej historii. Przeżywany frustrację i irytację razem z Kehlmannem, który poza tym również nie jest postacią krystaliczną, pozbawioną wad, czy panującą nad targającymi nim emocjami.

 

Richard Flanagan stworzył w „Pierwszej osobie” świat, w którym nie ma jednoznaczności. Wszystko jest pogmatwane, a bohaterowie uwikłani w niezdefiniowane, sprzeczne interesy, rozgrywani w sposób, którego nie można zrozumieć. Przedstawia realia pracy pisarza, ale też wydawcy. Wprawny czytelnik znajdzie w tej historii odrobinę ironii, opis świata mediów, któremu daleko do szczerości, czystych intencji. Ten świat jest podporządkowany pieniądzom. Bohaterowie mocno mnie złościli – Heidl niedookreślonością, Kif – niepewnością i spolegliwością.

 

Nigdy jeszcze nie czytałam takiej książki. Z jednej strony można by uznać ją za nudną, bo w istocie opowiada o rozmowach autora ze swoim bohaterem, z których nic nie wynika, żadnych konkretów, dających się wykorzystać informacji, co tylko wywołuje zniechęcenie. A z drugiej strony, mimo wszystko, nie możemy się od tego oderwać za zasługą Flanagana, który stworzył intrygujący świat i przenikliwa atmosferę, w której nawet czytelnikowi, trudno odnaleźć spokój. Podsumowując – dzieło, w mojej opinii, jest niezwykłe i warte uwagi.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!