Siła Marzeń, Czyli Jak Zdobyłam Koronę Ziemi

Autor: Miłka Raulin

Okładka wydania

Siła Marzeń, Czyli Jak Zdobyłam Koronę Ziemi


Dodatkowe informacje

  • Autor: Miłka Raulin
  • Gatunek: Podróżnicze
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 312
  • Rok Wydania: 2018
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 150x210 mm
  • ISBN: 9788328338548
  • Wydawca: Bezdroża
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Gliwice
  • Ocena:

    3,5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

MB

Panią Raulin "poznałam" przy okazji prelekcji w Morskim Oku. To było jedno ze spotkań górskich, gdzie niektórzy dzielili się swoimi osiągnięciami. Takich prelegentów było kilkoro. Zapamiętałam natomiast dwa wystąpienia, ponieważ bohaterkami obydwu były dziewczyny "okołomojegowieku", ale różniła je narracja. Druga z Pań, Pani Anna Figura, to przeciwieństwo Pani Bogumiły i ujęła mnie skromność, ale też "życiowość", z którą Pani Anna opowiadała o swoich poczynaniach, nie nazywając ich wcale osiągnięciami. A miałaby się czym pochwalić, ponieważ jest (już wtedy była) mistrzynią świata i Europy w narciarstwie wysokogórskim, a także wielokrotną medalistką pucharu świata, pucharu Polski i mistrzostw Polski. W tamtym czasie cała prelekcja rozchodziła się natomiast o szczyty, na które wbiegła i te, na które planowała wbiec w najbliższym czasie. Warunki do komparatystyki były zatem idealne. Zwłaszcza, że Panie występowały bezpośrednio po sobie.

 

Od początku Pani Bogumiła swoje wystąpienie budowała na kanwie samotnego macierzyństwa i etatu, które wcale nie stają na drodze do zdobywania najwyższych szczytów świata (a raczej do związanych z nimi długich wyjazdów). Tym niewątpliwie przykuła nie tylko moją uwagę. Niby nic złego, wręcz idealny punkt startowy, z tym, że w dużym uproszczeniu próbowała przekonać publiczność, że jak się czegoś mocno chce, to można na kilkutysięcznik wejść nawet w jeansach (to może zbyt literalne określenie, ale zaprawdę momentami poruszaliśmy się w obrębie tego rodzaju uproszczeń). Absolutnie nie odmawiam Pani Raulin siły i determinacji - za zrealizowane przedsięwzięcia chylę czoła i kłaniam się w pas. Natomiast od początku zgrzytało mi coś w tej historii. Dlatego jak tylko ukazała się książka, zdeklarowałam się na jej zrecenzowanie. Minęło pi razy oko 5 lat od naszego "spotkania", można było do lektury zabrać się bez większych emocji.

 

No i puenta po owej lekturze. Ponowne spotkanie przywołało we mnie te same skojarzenia, które miałam w "Moku". 

 

Dla mnie w całej historii brak jest z czytelnikiem szczerości - tej samej, której nie było owych kilka lat temu. Wówczas również wiodącym argumentem było to, że 26 dni urlopu i małe dziecko to żadna przeszkoda... a potem znajdują się fragmenty, które mówią, że wyjazd trwał np. dwa miesiące. To może i jest 26 dni (nawet tych roboczych), ale z nawiązką. I dokładnie to samo miało miejsce owych parę lat temu. Padały te same argumenty, ale na pytania z publiczności o detale (wcale nie natury osobistej, ale praktycznej z serii łączenia pewnych zależności, o których Pani Raulin informowała na wstępie dobrowolnie: etat - mama - 26 dni urlopu - góry) już Pani Bogumiła nie odpowiadała. Konsekwentnie przez cały wieczór. A szkoda - bo jeżeli próbujemy pokazać światu, że "jestem samotną matką i dałam radę, to dasz radę i ty", to należałoby potraktować interlokutora/czytelnika poważnie. Osobiście bardzo chcę, żeby takich kobiet było jak najwięcej i mocno im kibicuję, natomiast w tym przypadku jest trochę prawdy "mojej" i trochę "waszej", i tych prawd robi się kilka. W dużym uproszczeniu. I - już po lekturze - patrząc na okładkę okraszoną danymi Autorki, mam takie podskórne uczucie, że tej szczerości nie ma i dzisiaj. Niby niuanse, ale jednak. Szkoda. Tyle o historii i próbie jej sprzedania w szerszym aspekcie.

 

A co o samej książce? Ta napisana jest z pewną manierą wykrzyknikową, jakby Autorka nie doceniała zdolności percepcyjnych czytelnika, że wyłapie on te fragmenty, które są ważne w całej przygodzie z górami i przekraczaniem kolejnych ograniczeń. Chociaż należałoby się zastanowić, na ile to uwaga do Autorki, a na ile do Redaktorki. Wiele z urywków to także opowieści mocno uproszczone, niedopowiedziane, z zagubionym wątkiem centralnym, a okraszone tylko początkiem i końcem (ot, jeden przykład: str. 105-106). Może to kwestia narracji, że mam zgrzyt za zgrzytem. To nie jest dobra książka jako produkt. Abstrahując od prawdy czy też nieprawdy, sama komunikacja z czytelnikiem jest mało literacka. Życzę Pani Bogumile wielu kolejnych sukcesów, ale ja jej opowieści nie kupuję. Konsekwentnie obserwuję, że jest coś nieszczerego w jej kontakcie z odbiorcą. Coś co mnie irytuje jak okruchy na prześcieradle.

 

Co do samej książki: papier kredowy - ładnie, ale ciężko. Doskonale, że matowy. Zdjęcia bardzo ładne, dobrej jakości. Za plus poczytuję to, że odwoływały się nie tylko do gór, ale pozwoliły czytelnikowi na ujrzenie napotykanych po drodze zarówno ludzi, jak i miejsc. To zdecydowanie atut książki. Bez zastrzeżeń.

 

Natomiast kompletnym nieporozumieniem jest takie sklejenie całości, na jakie pokusiło się wydawnictwo. Momentami trzeba wręcz ściskać w rękach przeciwległe kartki, żeby książka się nie zamknęła - a ewentualne przeciągnięcie grzbietem dłoni po sklejeniu... hm - nie polecam :-)

 

W wyglądzie i koncepcie książka mocno podobna, do dwóch publikacji: Misja helikopter Simone'a Moro i Przesunąć horyzont Martyny Wojciechowskiej. Ale wydźwiękiem idziemy w stronę "helikoptera". Niewiele jest bowiem analogii do "Przesunąć horyzont", która była książką (a zasadniczo opowieścią Autorki) szczerą i wiarygodną. I polecam/zachęcam, aby ta ostatnia stała się Waszym polem porównawczym z Siłą marzeń. Ja zdecydowanie wolę Panią Wojciechowską, chociaż od razu nieśmiało wspomnę, że pamiętam doskonale, jak Wojciechowską krytykowano za wyprawę na Mount Everest (bo przecież była w początkowej fazie ciąży). Ale pamiętam też, jak zarzucano jej, że na ów szczyt ją wniesiono. To też swoista ironia, bo spodziewałabym się bardziej, że za umiejętność przyznania się do słabości (o których bez ceregieli pisze Wojciechowska) będziemy gromniej skorzy do przyklaśnięcia niż do niedopowiedzeń (których u Pani Raulin jest wg mnie gros) ... któż jednak zrozumie tłum. Jak już wspomniałam - życzę Pani Raulin wielu następnych sukcesów i jestem pewna - nie mniej niż Ona - że je osiągnie.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!