Bakhita

Autor: Véronique Olmi

Okładka wydania

Bakhita


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 3 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Gosia

Ooooo! Ale mnie zaskoczyła ta książka! Wyjątkowo. Znam pierwszą powieść autorki pt. „Czekam na Ciebie” i - choć mi się podobało – to jednak zachwytu nie było. „Bakhita” natomiast jest dla mnie absolutnym objawieniem. Miało być o kobiecie uznanej za świętą, więc spodziewałam się spokojnej lektury o tym, jak czarnoskóra Bakhita odnajduje drogę do Boga. Dostałam wstrząsającą powieść ukazującą całe zło niewolniczej Afryki. Pierwszą połowę powieści czytałam niedowierzając temu, co czytam. Czy naprawdę było aż tak strasznie? Niby wszyscy wiemy, że niewolnicy byli traktowani bardzo brutalnie. Dzieci były oddzielane od matek, rodzeństwo od sióstr i braci, a żony od mężów. Przeżywali tylko najsilniejsi, bo brud i choroby zabierały każdego, kto choć trochę podupadał na zdrowiu. Bicie i maltretowanie było na porządku dziennym. Kiedy przeczytałam o tatuażach... ale od początku. 

 

Kiedy wzięłam książkę do ręki wcale nie byłam zachwycona perspektywą jej czytania. Dość opasłe tomiszcze zawierające głównie opisy; dialogów jak na lekarstwo... na szczęście autor wraz z wydawcą zadbali o wygodę czytelnika i kolejne wątki i myśli oddzielili od siebie nie tylko akapitami, ale też przerwą w tekście. Wertowałam, miąchałam, gdzieś tam w środku zaczęłam czytać i ... przyłapałam się na tym, że z wypiekami na twarzy czytam powieść... od środka! 

 

Gdzieś daleko w Sudanie, w XIX wieku, żyje sobie plemię szczęśliwych ludzi. Rytm życia wyznacza im przyroda, jedzą dary ziemi, żyją w zgodzie i harmonii. Kiedy wodzowi rodzą się dwie córki bliźniaczki, wystawia maleństwa do księżyca i wymawia imiona dziewczynek, oddając je pod ochronę żywiołom ziemi. Niestety tę sielankę przerywają brutalnie handlarze niewolników. Porywają ludzi z wiosek i gnają przez pół kraju, nie bacząc na siły i zdrowie czarnoskórych nieszczęśników. Straszne rzeczy dzieją się po drodze, jeszcze gorsze po dotarciu na miejsce... w ogóle koszmar, jaki przeżyli Ci ludzie jest nie do opisania. Kiedy Bahita trafiła w ręce wysokiego urzędnika myślałam, że to koniec Jej udręki. Niestety żona i córka Pana prześcigały się w wymyślaniu, jak tu obrzydzić życie niewolnikom. To właśnie w tym domu Bakhita wraz z małą dziewczynką zostały poddane najgorszej próbie... płakałam po prostu. 

 

Część opisująca losy w Afryce zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Człowiek człowiekowi zgotował ten los... coś potwornego. Wrażenia wzmacnia jeszcze fakt, że autorka nie śpieszyła się w pisaniu. Wszystko jest pokazane wyjątkowo plastycznie i szczegółowo. Działa na czytelnika wbijając nóż prosto w serce.... 

 

Kiedy Bakhita trafia do Włoch, powieść zmienia swoje oblicze. Robi się bardziej ludzka, mniej pierwotna. Zaczynają pojawiać się uczucia nie tylko głodu i rozpaczy. Tu już czytałam ze spokojem, co nie oznacza, że było łatwo. Przerażające jest to, jak bardzo jest się niewolnikiem w sercu. Bakhita nie potrafi cieszyć się wolnością, nawet wówczas, kiedy naprawdę ją odzyskuje.  

 

Bakhita jest postacia autentyczną. Cytując za Wikipedią „Św. Józefina Bakhita patronuje chrześcijanom mieszkającym w Sudanie, zgromadzeniom sióstr kanosjanek i braci kanosjanów, a także wszystkim dziełom miłosierdzia, w szczególności nastawionym na ubogie dziewczęta i kobiety”. Rzeczywiście całe swoje życie poświęciła ubogim dzieciom i dziewczętom. Miała wyjątkowy dar zbliżania ich do siebie. Wycierała zasmarkane nosy, całowała obtłuczone kolana, ale – co najważniejsze – podtrzymywała na duchu i pokazywała którą drogą należy iść.

 

Książka jest niesamowita. Stanowi rewelacyjny zapis życia, ale nie można tego nazwać biografią. Zbyt wiele emocji i uczuć. To tak jakbyśmy mieli w ręku film tylko, że wydrukowany. Opisy są tak plastyczne, że czytelnik czuje się tak, jakby tam był. Niby siedzę w fotelu i trzymam książkę, ale słyszę świst bata nad głową i ból wywołany tworzeniem tatuażu na skórze. Talent pisarski autorki jest niewątpliwy i zauważalny. Za Bakhitę autorka została uhonorowana nagrodą Prix Fnac, a także znalazła się w finale Nagrody Goncourtów i Prix Femina. To idealny przykład tego, jak można pięknie rozwinąć warsztat pisarski. Pierwsza powieść tej autorki nie zachwyciła mnie. Bakhita już tak. 

Literanka

„Bakhita” to jedna z tych książek, po których nie spodziewałam się wielkich wzruszeń, a która zaskoczyła mnie kompletnie. Ot, historia czarnej niewolnicy, która nieoczekiwanie zostaje chrześcijanką, a do tego świętą, nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Książka od pierwszej strony pochłonęła mnie całkowicie i dała niesamowitą dawkę wzruszeń, niedowierzania, współczucia i zadziwienia. Pozostanie we mnie na zawsze.

 

Książka opowiada o życiu Józefiny Bakhity, chrześcijańskiej świętej, która jest patronką Sudanu oraz uwolnienia dziewcząt i kobiet od ucisku i przemocy. Tych właśnie doświadczyła w swoim życiu najwięcej. Jako około siedmioletnia dziewczynka została porwana z rodzinnej wioski i sprzedana jako niewolnica. Potem trafiała od domu do domu, a wszędzie była bita za najmniejsze przewinienia, zmuszana do ciężkiej pracy, poniżana, wykorzystywana, traktowana nieludzko okrutnie. Odmawiano jej wszelkich praw, a najbardziej odmawiano jej człowieczeństwa. Apogeum doświadczanego cierpienia był pomysł jej ostatnich właścicielek, aby zrobić na jej ciele tatuaże, które wycinano brzytwą i posypywano solą, aby rany pozostawiły widoczne blizny. Podczas tego zabiegu Bakhita była świadkiem śmierci pięcioletniej dziewczynki, która nie wytrzymała tortury. Ona sama została sprzedana włoskiemu konsulowi, co całkowicie odmieniło jej życie. Od tego czasu skończyły się cierpienia fizyczne, nadszedł ratunek. Razem z konsulem Bakhita wyjechała do Włoch, gdzie podarował ją przyjaciołom i zamieszkała w okolicach Wenecji. Gdy jej właściciele musieli wyjechać z kraju na dłuższy czas, oddali niewolnicę do domu zakonnego sióstr kanosjanek, a wstawiennictwo przyjaciół i sióstr sprawiło, że została z nimi, przyjęła chrzest i inne sakramenty, a ostatecznie uzyskała wolność. W klasztorze pełniła posługę w kuchni, pralni, zakrystii i przy furcie. Zmarła dobiegając wieku osiemdziesięciu lat.

 

Życie Bakhity, opisane w książce, naznaczone było niewyobrażalnym cierpieniem i samotnością, która nie skończyła się nawet po uzyskaniu wolności. Wyrwana z objęć rodziny jako dziecko nie rozumiała, co się wokół niej dzieje, nie rozumiała, dlaczego traktuje się ją z takim okrucieństwem, uczyła się boleśnie, czego oczekują od niej kolejni właściciele. Zamykano w ciemnych, brudnych lepiankach, często razem ze zwierzętami, głodzono, trzymano na skraju życia. Mimo że szukała więzi i czasami udało się nawiązać nić porozumienia z towarzyszkami niedoli, szybko te okruchy cieplejszych uczuć były niszczone, rozrywane, bez zważania na emocje. Również w czasie, gdy już we Włoszech traktowano przynajmniej jej ciało z szacunkiem, gdy pokochała córeczkę swoich właścicieli i wzajemnie się do siebie przywiązały, nie liczono się z jej uczuciami i brutalnie je rozdzielono. Wiele bólu dostarczały jej również reakcje otoczenia na smolistą czerń jej skóry, która wzbudzała zawsze przynajmniej zakłopotanie, a u dzieci strach. Przekonywała jednak wszystkich swoją dobrocią, uśmiechem, łagodnością i wyrozumiałością.

 

Sama wiara Józefiny Bakhity jest w książce jakby odsunięta na boczny tor. Autorka skupiła się na pokazaniu jej woli życia mimo nieustającego cierpienia, samotności, tak często wymuszanej przez zewnętrzne okoliczności, bolesnych rozstań z kochanymi ludźmi. Nie dowiemy się jednak, jak narodziła się jej wiara w Boga, jak się potem ujawniała. Całe swoje chrześcijańskie życie kobieta podporządkowała służeniu innym ludziom – siostrom zakonnym i sierotom, które trafiały pod ich pieczę.

 

Książka jest poruszająca, trzyma za serce od pierwszego zdania, do ostatniej strony i nie pozwala pozbyć się wzruszenia. Jest wielkim manifestem przeciwko niewolnictwu i handlowi ludźmi, które bezwzględnością i okrucieństwem zostawiają ślad w ludzkich losach na zawsze. Dotyka najgłębszych struny, największych emocji. Jestem pod wrażeniem zdolności autorki do pokazania bezdennej samotności swojej bohaterki i jej zapomnienia o sobie, o łamanym ciągle na nowo sercu. Tą dramatyczną historię, która mimo wszystko zdaje się nie mieć szczęśliwego zakończenia, po prostu trzeba przeczytać.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!