Okładka wydania

Kłamca Machinomachia

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Jakub Ćwiek
  • Seria: Kłamca
  • Gatunek: Fantasy i S F
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 272
  • Rok Wydania: 2018
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 135x210 mm
  • ISBN: 9788381292900
  • Wydawca: SQN
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Kraków
  • Ocena:

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Kłamca Machinomachia | Autor: Jakub Ćwiek

Wybierz opinię:

Groteska

Polskim miłośnikom fantastyki z pewnością nie trzeba przedstawiać Jakuba Ćwieka – pisarza obecnego na rynku literackim od 2005 roku, a poza tym stałego bywalca konwentów oraz publicysty. Jego książki to swoista mieszanka popkultury i mitologii z dodatkiem rubasznego poczucia humoru. Za kwintesencję stylu Ćwieka można uznać debiutancką serię „Kłamca”, która dziś doczekała się ponownego wydania. „Machinomachia”, czyli zlepek czterech opowiadań rozgrywających się gdzieś pomiędzy pierwszym, a trzecim tomem cyklu, jest ukłonem autora w stronę filmowego topos Godzilli, gigantycznych mechów czy King Konga. Książka zawiera również bonus w postaci prowizorycznej wersji gry karcianej, „Kłamcianki”, powstałej w oparciu o uniwersum stworzone przez Ćwieka i będącej niegdyś dodatkiem do pierwszego wydania „Machinomachii”.

 

Gdyby mityczni bogowie naprawdę istnieli, to co właściwie robiliby dzisiaj, w dwudziestym pierwszym wieku? Pozbawieni wiernych wyznawców, na wzór ludzi tworzą grupy wsparcia lub, jak tytułowy Kłamca, odwalają czarną robotę na zlecenie archaniołów, których celem jest eksterminacja wszystkich pogańskich bóstw. Kłamca to nie kto inny jak skandynawski bóg oszustwa i intrygi Loki. W pierwszym i najkrótszym z opowiadań udaje mu się przechytrzyć innego mitycznego trickstera – indiańskiego Kojota. W kolejnym, zatytułowanym „Swat”, Loki pomaga aniołowi-dezerterowi zdobyć serce ukochanej śmiertelniczki, stosując w tym celu nieco niekonwencjonalne metody. Wiodącym i najciekawszym z opowiadań jest „Machinomachia”. W Tokio pojawia się gigantyczne niebezpieczeństwo, za którym stoi jeden z bogów olimpijskich. Loki wraz z archaniołami – Gabrielem i Michałem oraz duetem Eros-Dionizos starają się go powstrzymać. Po „Machinomachii” na czytelnika czeka jeszcze ostatnie opowiadanie – „Jestem Mike…”, w którym to nasi bohaterowie trafiają na spotkanie boskiej grupy wsparcia.

 

Opowiadania Jakuba Ćwieka wzbudzają uczucia dość ambiwalentne. Pokusiłabym się nawet o anglojęzyczne określenie „guilty pleasure” dla tej pozycji. Do pozytywów z pewnością należy zaliczyć zaskakujące zwroty akcji. Jest dynamicznie i nieprzewidywalnie, co sprawia że można przy „Machinomachii” dobrze się bawić. Poza tym, autor wykreował charakterystycznych bohaterów, którzy uatrakcyjniają przedstawione historie. Miłym mrugnięciem oka w stronę czytelnika są liczne żartobliwe nawiązania do popkultury. Ogólnie żartów, mniej lub bardziej udanych, jest u Ćwieka sporo. Dowcipy oparte na stereotypach zapewne rozbawią część czytelników, podczas gdy przeciwnicy umacniania stereotypów mogą ich nie polubić. Podobnie jest ze sprośnym poczuciem humoru, które zdecydowanie nie przypadło mi do gustu, a książka jest nim wprost naszprycowana. Ten kalejdoskop żartów o tematyce erotycznej spodoba się nastolatkom, ale dojrzałym czytelnikom już niekoniecznie. Momentami irytuje również idealizacja głównego bohatera – przystojnego, sprytnego mistrza ciętej riposty i podrywu. Pomimo całej sympatii jaką wzbudza Loki, jest chyba trochę zbyt „super”.

 

„Machinomachia” pierwotnie ukazała się bardziej jako dodatek do gry karcianej niż książka. Tak właśnie się prezentuje – opowiadania są dość krótkie i właściwie niczego nowego nie wnoszą do serii. Pierwsze z nich – „Handlarz snów”, pozostawia pewien niedosyt. Akcja rozkręca się tylko po to, aby gwałtownie się urwać. Pozostałe są już bardziej rozbudowane i zaskakują czytelnika ciekawą puentą. Warto zwrócić uwagę na to, że ostatnie opowiadanie – „Jestem Mike...”, nie pojawiło się w pierwszym wydaniu książki.

 

Pomimo sprośnych żartów i przerysowania głównego bohatera, „Machinomachia” to dobra książka – dynamiczna, ironiczna i zaskakująca. Niewymagająca, możliwa do przeczytania w jedno popołudnie. Fanom stylu Jakuba Ćwieka opowiadania z pewnością przypadną do gustu i to głównie im polecam po nie sięgnąć.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto
  • Zobacz Mini Tutorial