Z Każdym Oddechem

Autor: Nicholas Sparks

Okładka wydania

Z Każdym Oddechem


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Michał Lipka

MIŁOSNY LIST

 

Pewnie po powieści Sparksa nie sięgnąłbym nigdy, gdyby nie film „I wciąż ją kocham”. Jestem romantyczną duszą, ale książki o miłości to najczęściej tandetne czytadła kojarzące się z Harlequinami tudzież kobiecymi koszmarkami, które zdobyły co prawda sławę, ale przebrnąć się przez nie nie da, jeśli posiada się choć odrobinę czytelniczych ambicji. Do filmu przekonało mnie jednak nazwisko reżysera, potem kupiła mnie sama historia, jeszcze potem po prostu musiałem sięgnąć po literacki pierwowzór i jemu też uległem. Powieść okazała się bowiem naprawdę dobrym męskim romansem. Czymś z nieco wyższej półki, nawet jeśli miłosnym historiom Rotha czy Irvinga do pięt nie sięgała. Resztę możecie już sobie dopowiedzieć – i tak docieramy do niniejszego momentu, najnowszej książki Sparksa. Wiele sobie po niej obiecywałem, na wiele miałem nadzieję i choć nie wszystko okazało się takie, jakbym chciał, autor znów dostarczył mi naprawdę niezłej rozrywki i kilku emocjonujących momentów.

 

Bratnia Dusza – tak nazywa się skrzynka pocztowa stojąca od 1983 roku na Sunset Beach w Karolinie Północnej. Każdy, kto chce, może spisać swoją historię i zostawić ją tam. I każdy, kto chce może ją przeczytać. Nicholas Sparks dowiaduje się o niej od miejscowych, którzy zachęcają go do zajrzenia do niej, wierząc, że jej zawartość i ona sama przydadzą się w jego twórczości. I rzeczywiście. Pisarz natrafia tam na historię, która go wciąga tak, że postanawia o niej napisać. By to jednak zrobić, musi odnaleźć osobę, która ją spisała, a autor w liście zostawił jedynie nieliczne wskazówki. Dotarcie do niego staje się prawdziwą przygodą, ale jeszcze większa przygoda dopiero na Sparksa czeka. Przygoda z przeszłością i opowieścią o niezwykłej miłości.

 

Jest rok 1990. Tru pracuje w Zimbabwe jako przewodnik po safari i wydaje się, że w Ameryce nic go nie pociąga. Przynajmniej do czasu, kiedy dostaje wiadomość, że jego biologiczny ojciec umiera. Trusam właściwie nie wie czy chce go poznawać, ale ostatecznie rusza w drogę. Tymczasem Hope przybywa do Karoliny na ślub przyjaciółki. Choć jest w poważnym związku, przeżywa kryzys, a jakby tego było mało, jej ojciec także jest umierający. Spotkanie tej dwójki wkrótce odmieni ich życie, ale czy będzie im dane być razem?

 

Lekka i prosta, dokładnie taka jest ta powieść. Po Sparksie spodziewałem się czegoś więcej, ale jak na romans to i tak dobra lektura. Sprawnie napisana, czasem trochę zbyt potocznie i nieskomplikowanie, potrafi jednak obudzić nieco emocji. Wzruszyć? Mnie osobiście nie zdołała, ale niewiele jest dzieł, które potrafią zadziałać na mnie w ten konkretny sposób, myślę jednak, że co wrażliwsi czytelnicy ulegną niektórym fragmentom.

 

Co jeszcze warto dodać to fakt, że Sparks nie łamie tu schematów. Co prawda nigdy tego nie robił, jednak te jego powieści, z którymi miałem styczność, posiadały w sobie mocno przekonującą i oddziaływującą na czytelnika życiową nutę. Tu, choć autor od początku stara się przekonać nas, że mamy do czynienia z rekonstrukcją faktów, wkracza na grząski grunt typowo skrojonej fabuły romansu. Inspirowanej co prawda autentycznym miejscem i wyprawą autora do Afryki, ale nic poza tym. Co, przy moich oczekiwaniach, jest zarzutem, choć patrząc na to pod względem obietnic, jakie składa sam gatunek, trudno jest odbierać ten fakt w taki właśnie sposób.

 

Tak czy inaczej jednak, „Z każdym oddechem” to niezła książka. Mniej męska, niż np. „I wciąż ją kocham” (tak, dobrze się domyślacie – to mój ulubiony utwór pisarza) i mniej też od niej realistyczna, ale całkiem udana, przyjemna w odbiorze i dostarczająca porcji niewymagającej i niezaskakującej rozrywki. Prości bohaterowie, prosty świat i proste, mimo zawirowań, uczucia. Ale to i tak o niebo lepsze dzieło (nawet jeśli Sparks nie wykorzystał kilku elementów, które aż prosiły się o to) niż Harlequiny, więc możecie sięgnąć po nie bez obaw. Tym bardziej, że całość połyka się dosłownie na raz.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!