2 Miliony Za Grunwald

Autor: Joanna Jodełka

Okładka wydania

2 Miliony Za Grunwald


Dodatkowe informacje

  • Autor: Joanna Jodełka
  • Gatunek: Thriller
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 352
  • Rok Wydania: 2018
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 142x202 mm
  • ISBN: 9788328060272
  • Wydawca: W.A.B.
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Justyna

Namalowanie obrazu przedstawiającego bitwę pod Grunwaldem zajęło Janowi Matejce sześć lat (1972-1878). W lutym 1878 artysta sprzedał obraz za kwotę 45 000 złotych reńskich warszawskiemu finansiście Dawidowi Rosenblumowi. Obraz mierzący 426 x 987 cm pierwszy raz przedstawiono szerszej publiczności we wrześniu tego samego roku w sali krakowskiego Urzędu Miasta. Od tej daty rozpoczęła się jego wielka podróż przez Wiedeń, Petersburg, Berlin, Lwów, Bukareszt i Paryż, by w 1880 roku wrócić do Warszawy (do galerii Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych). W okresie I wojny światowej obraz ze względów bezpieczeństwa został wywieziony do Moskwy. Do Polski powrócił w 1922 roku i ponownie umieszczono go w Warszawie.

 

Najnowsza powieść Joanny Jodełki „2 miliony za Grunwald” przenosi czytelnika w czasy II wojny światowej, kiedy to na wieść o zbliżających się wojskach niemieckich obraz postanowiono ukryć. Szerzyła się plotka, że Niemcy mają na obraz chrapkę i że ma on zasilić zbiory prominentów Rzeszy. Bohaterskie działania podjęło środowisko związane z Zachętą. Obraz spakowano i przewieziono do Lublina. W tym wypadku „spakowano” to skrót myślowy – wielkie płótno wymagało wielu działań logistycznych oraz planowania i zmysłu organizatorskiego, by nie tylko obraz dotarł w całości ale nikomu nic się nie stało. Wojna rządzi się swoimi prawami, przebyć drogę Warszawa-Lublin do łatwych nie należało. A i gabaryty obrazu nie pozwalały na łatwe sfinalizowanie przedsięwzięcia.

 

Prócz realnych postaci zaangażowanych w ratowanie obrazu (Stanisław Ejsmond, Bolesław Surałło-Gajduczeni, Stanisław Mikulicz-Radecki, Władysław Woyda czy Roman Pieczyrak) Jodełka serwuje nam cały wachlarz wymyślonych bohaterów. Na czele z Dziurawcem – łobuzem i drobnym złodziejaszkiem, który uczciwą pracą się brzydzi i przez przypadek zostaje wmieszany w misję ratowania „Bitwy”. Jodełka – trochę jak Matejko - daje nam to co prawdziwe i niosące historię, wymieszane z fikcją w tle, która ma zachęcić i zabawić czytelnika. Matejko na płótnie prócz realnych postaci umieszczonych w centrum ukrył tych nieznanych z imienia, niepasujących do epoki bohaterów drugiego planu.

 

Po lekturze powieści nasunęła się jedna myśl – książka jest poprawna. W warstwie językowej nie można jej nic zarzucić. Dobór tematu fascynuje – prostym językiem opowiedziano historię najważniejszego dzieła malarstwa polskiego, wplatając w to wątki powieści sensacyjno-obyczajowej. W sprytny sposób przemycono atmosferę ówczesnych czasów, nawet stylistyka nie jest typowo współczesna. To autentyczna opowieść o odwadze i poświeceniu, które towarzyszyło ratowaniu przed nazistami Matejkowskiej „Bitwy pod Grunwaldem”. To też lekcja patriotyzmu – nie dziwi więc, że premiera powieści została przewidziana w setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. Na szczęście ta lekcja pozbawiona jest zbędnego patosu.

 

Udał się mariaż historii z fikcją literacką, dlatego „2 miliony za Grunwald” to swoisty thriller patriotyczny. Autentyczności dodaje fakt, że przy tworzeniu książki Jodełka musiała przecież przenieść się w czasie i czerpać nie tylko z otaczającej rzeczywistości, ale i ze starych gazet, książek, filmów. Jak deklaruje, skoro wyobraźni trzeba pomóc, odwiedziła miasta z książki. Była więc w Krakowie w Domu Matejki, w pracowni konserwacji Muzeum Narodowego czy w Lublinie, gdzie obraz przechowywano. Taka forma przybliżania historii może zachęcić do czytania tych, którzy książki historyczne omijają szerokim łukiem. Dodatkowo przecież mówi o obrazie, o który ze słyszenia zna chyba każdy Polak.

 

Czytanie to flirt autora z czytelnikiem, a jeżeli książka jest dobra flirt przechodzi w romans. Choć po książki sensacyjne sięgam często, dobrą historią opartą na prawdziwych wydarzeniach nie pogardzę, to Joanna Jodełka w „2 milionach za Grunwald” mnie do siebie nie przekonała. Nie było chemii. Chociaż doceniam pracę i chwalę tematykę, to jednak nie moja bajka. Randka z thrillerem patriotycznym się nie udała. Wątek związany z ratowaniem „Bitwy”, jak najbardziej „na tak”, pozostałe już mniej. Choć próbowałam, nie mogłam wczuć się akcję, żaden z bohaterów nie pozostał w pamięci, żadna z historii nie przyciągnęła na dłużej. W wywiadzie na stronie internetowej sztukater.pl autorka mówi o tym, że jej stosunek do mediów społecznościowych jest umiarkowany, a aktywność nie jest systematyczna i zależna od literackiego zapału. Przy okazji premiery książki „puści” kilka postów. Wszystkich recenzji nie czyta, można wyczuć między wierszami że zdanie „zwykłych” czytelników się nie liczy, a jedynie ich liczba. Z tą opinią pewnie też nie będzie miała okazji się zapoznać.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!