Przez Pryzmat Samotności

Autor: Agnieszka Świderska

Okładka wydania

Przez Pryzmat Samotności


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Ruda Recenzuje

O czym pisze Agnieszka Świderska? O sobie samej i trochę o nas. O życiu i chyba nieco o śmierci. O ciężarze bycia samym i wielkich trudach bycia we dwoje. Bez wątpienia ile czytelników, tyle możliwych interpretacji. Bo najpiękniejsze jest to, że w tych wierszach każdy z nas może znaleźć coś dla siebie.

 

Świderska pisze w taki sposób, że można w tych jej słowach (refleksjach?) się zatracić. Pomyśleć przez chwilę nie tylko, o czym są, ale również, co nam oferują. Mam wrażenie, jakby autorka równocześnie mówiła szczerze i otwarcie, pozwalając sobie przy tym na pewien dystans i niedopowiedzenie. Podobnie jak wtedy, kiedy z jednej strony posługuje się prostym i dobitnym słowem, zaraz obok niego stawiając szereg metafor.

 

Pewne jest natomiast, że pięknie przelewa myśli na papier. Z gracją i dojrzałością operuje słowem, czerpiąc przyjemność ze składania tych wyrazów w wybrany ciąg. Raz dłużej, raz krócej. Czasami bardziej na temat, czasami jakby tego tematu unikając. Opowiadając po trochę i nie ciesząc się szczegółem, by na następnej stronie przedstawić nam coś dłuższego.

 

Każdy z tych wierszy to zbiór jej słów. Przemyśleń. Doświadczeń. Wyobrażeń. Stąd bardzo osobisty przekaz. Wartości, których czasem trzeba się doszukać. Stwierdzenia, do których trzeba się dopasować. Wydarzenia, które trzeba po prostu przeżyć. Jej słowa jednak działają mocno, uderzają głęboko. Trafiają i do rozumu, i do serca. Działają.

 

Choć w każdym z tych utworów można dopatrzeć się wartości, to nigdy nie jest tak, by wszystkie mogły podobać nam się w jednakowy sposób. Do mnie szczególnie przemówił „Dotyk”. Wiersz bardzo krótki, ale jakże treściwy. Jak bardzo pełen uczucia, tęsknoty, potrzeby bliskości, a przy tym niejakiej konieczności zapomnienia. Mam wrażenie, że te 12 drobnych linijek stanowi świetną charakterystykę dla całego tomiku. Emocjonalne podsumowanie tego, o czym Świderska chce mówić i chce pisać.

 

„Przez pryzmat samotności” to 65 stron pokrytych tekstem bardzo oszczędnie. Krótko, ale jakże na temat. Mało, ale jakże wiele. Pusto, a przy tym w pełni korzystając z dostępnego miejsca. To mała książeczka z wielkim przekazem. To piękny dowód na to, że warto czerpać z poezji, warto do niej wracać i poświęcać jej czas. Bo ona także przywołuje wspomnienia, powoduje wzruszenia, zostaje z nami.

Sylfana

Tomik poezji o tytule Przez pryzmat samotności Agnieszki Świderskiej to przemyślanie skomponowany zbiór o jednorodnej tematyce. W każdym z zapisanych wierszy pojawia się właściwie tego samego rodzaju podmiot liryczny – nie chcę mówić, że we wszystkich utworach jest on ten sam, jednak jego profilowanie jest jednorodne i zbieżne właściwie w każdej lirycznej linijce tekstów autorki.

 

Najważniejszymi motywami są tutaj – wspomniana w tytule zbioru samotność, przeważnie chodzi tutaj o samotność cierpiącej z miłości kobiety, co za tym idzie pojawia się także motyw uczucia miłosnego, oraz bardzo często wychyla się śmierć, która jest wynikiem przywołanych wcześniej symboli. Narracja poetycka jest tu bezwzględnie jednolita, już lektura pierwszych kilku tekstów uświadamia nam, że mamy do czynienia z cierpiącym z powodu niezrealizowanej miłości podmiotem czynności twórczych. Po czasownikach i kontekstach całych wypowiedzi możemy wnioskować, że stroną uzewnętrzniającą się w tekstach jest kobieta – porzucona, osamotniona, zobojętniała na świat, odczuwająca rozpacz i nieograniczony smutek. Choć ta tematyka właściwie cyklicznie w każdym z utworów się powtarza, każdy wiersz jest jakby osobną opowieścią, wykorzystującą różne zagadnienia i zróżnicowaną semantykę i pola tematyczne. Autorka bawi się tu między innymi kolorami, wykorzystuje różne przysłowia i aforyzmy – tak dzieje się przykładowo w tekście o tytule Zielono mi. Bez lektury tego utworu można by pomyśleć, że kobiecy podmiot liryczny snuje jakąś wesołą refleksję, gdyż właśnie z takimi odczuciami związany jest ten zbitek tekstowy – „zielono mi” przeważnie oznacza stan uniesienia, radości, beztroski, swobody i pewnego rodzaju wewnętrznej wolności i poczucia braku konieczności przejmowania się czymkolwiek. Tutaj jednak twórczyni bawi się tą formą, zmieniając kompletnie jej znaczenie. Nastrój całego wiersza jest raczej smutny, nostalgiczny, refleksyjny, ale bardziej w ten pesymistyczny sposób. Ta gra słów nieco szokuje, zmusza do zastanowienia się nad problemem podmiotu, wzbudza zatrważające uczucia. Coś podobnego dzieje się także w innych tekstach, ten nie jest odosobniony w takiej odsłonie.

 

W innym tekście miłość utożsamiana jest przez podmiot z niewyleczalną chorobą, z piętnem, którego nawet „lekarz od specjalnych chorób” nie może zdiagnozować i wyleczyć. Kobieta zostaje więc ze swoim problemem sama, szukanie pomocy na zewnątrz jest bez wątpienia wołaniem o ratunek, o próbę uwolnienia się ze wspomnianej psychologicznej więzi. W niektórych utworach przebrzmiewa echo nadziei, jednak jej słaby ton nie jest w stanie zaburzyć ogromnej pesymistycznej mocy, ładunku uczuciowego osoby zranionej, odrzuconej i sponiewieranej. Podmiot liryczny – skrzywdzona kobieta, bardzo często swoje wymarzone szczęście utożsamia z powrotem ukochanego mężczyzny. To jej wołanie o powrót, o w jej mniemaniu, normalność i stabilizację, wzbudza w czytelniku naprawdę ogromne i wstrząsające emocje. Ma się wrażenie, że poetka chciała nam wszystkim uświadomić, że każda z nas, kobiet, znajduje się czasem w podobnym położeniu, każda z nas przechodzi etap odchorowania złej, toksycznej miłości, lub takiej, która po prostu nie miała prawa się rozwinąć i rozłożyć skrzydeł.

 

Po lekturze całego tomu jestem przekonana, że jest to zbiór, który powinien trafić w ręce każdej kobiety – i tej młodszej i starszej, szczęśliwiej w miłości i do tej, której w tych sprawach się nie powodzi. To dobra liryka – mocna, z jasnym przesłaniem, typowo jednak kobieca i bez wątpienia dla kobiet dedykowana. Agnieszka Świderska skomponowała pewnego rodzaju manifest miłosny, uniwersalny, zróżnicowany, mądry w swojej prostocie i niezwykle potrzebny. Polecam!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!