Tajemnica Wyspy Flatey

Autor: Viktor Arnar Ingólfsson

Okładka wydania

Tajemnica Wyspy Flatey


Dodatkowe informacje

  • Autor: Viktor Arnar Ingólfsson
  • Tytuł Oryginału: Flateyjargáta
  • Gatunek: Kryminał
  • Język Oryginału: Islandzki
  • Przekład: Jacek Godek
  • Liczba Stron: 256
  • Rok Wydania: 2017
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 140x208 mm
  • ISBN: 9788328326316
  • Wydawca: Helion
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Gliwice
  • Ocena:

    3/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Sonrisa

Niewielka islandzka wioska położona na małej, bo w najszerszym miejscu liczącej około dwóch kilometrów wiosce. Miejsce, do którego dostać się można raz dziennie – na pokładzie statku dostarczającego pocztę. W taki sam sposób można stąd wyjechać. Część mieszkańców oczywiście dysponuje też swoimi łodziami – używanymi najczęściej w celu łowienia ryb lub fok, które stanowią tutaj nie tylko główne źródło utrzymania, ale także podstawowy produkt spożywczy. Oprócz tego mieszkańcy wyspy Flatey zajmują się także hodowlą krów czy owiec oraz pędzą spokojne, choć nierzadko trudne i wymagające życie. Mieszkańców na wyspie jest zresztą niewielu. Większość z nich to osoby starsze. Młodzi wyjeżdżają do większych miast, przede wszystkim do islandzkiej stolicy, w celu podjęcia nauki, zdobycia wykształcenia i szukania nowych perspektyw. Niewielu decyduje się tu zostać lub przyjechać tu, by osiąść na stałe, tak jak miejscowa lekarka Johanna. Mimo to jednak wyspa przyciąga pewną charakterystyczną grupę. Są to osoby zainteresowane obejrzeniem przechowywanego w miejscowym muzeum egzemplarza zbioru sag wikińskich. Zbioru, z którym związana jest pewna tajemnicza zagadka.

 

Wielu naukowców próbuje ją rozwiązać mimo, iż panuje powszechne przekonanie, że zagadka ta lub raczej klucz do niej, może przynosić nieszczęście. Ta swego rodzaju klątwa zdaje się spełniać, gdy na jednym z okolicznych szkierów zostaje znalezione ciało, które, jak się później okazuje, należy do pewnego słynnego naukowca badającego właśnie zagadkę słynnej „Flateyjarbok”. Do zbadania sprawy zostaje wysłany przedstawiciel prefekta – Kjartan. Nie spodziewa się, iż cała ta historia jest bardziej skomplikowana. Tym bardziej, że wkrótce odnalezione zostają kolejne zwłoki…

 

Tak w skrócie można opisać fabułę tej książki. I opis ten wydaje się niezwykle ciekawy. Sugeruje bowiem, że mamy do czynienia z ciekawym, wciągającym kryminałem, który z pewnością będzie trzymał w napięciu. Z takim właśnie nastawieniem sięgnęłam po tę historię i powiem szczerze, że troszkę się rozczarowałam. Oto bowiem zamiast naprawdę mocnego kryminału, a po literaturze islandzkiej właśnie takiego się spodziewałam, dostała historię stosunkowo krótką, a mimo to bardzo się dłużącą. Naprawdę z początku musiałam wręcz zmuszać się do czytania kolejnych rozdziałów. Było… po prostu nudno. Co więcej, autor pod koniec każdego rozdziału umieścił fragment rozmowy dotyczący słynnej, tajemniczej „Flateyjarbok” i poszczególnych zagadek, które z tą księgą są związane. Owszem, same historie tu opisane, zaczerpnięte z dawnych wikińskich sag, mogą być bardzo ciekawe. Jednak przerywanie i tak już niespiesznie prowadzonej akcji powieści sprawiło, że traciłam watek, gubiłam się w fabule. Dopiero pod koniec lektura zaczęła być nieco bardziej ciekawa, akcja nieco przyspieszyła, prowadzone śledztwo nabrało tempa. Tyle, że wszystko to doprowadziło do zakończenia, które także rozczarowuje. Być może zakończenie to jest pewnym zaskoczeniem, ale nie takim, które wbija czytelnika w przysłowiowy fotel. Raczej takim, które sprawia, że zostaje się z poczuciem, iż lektura tej książki była właściwie stratą czasu. A szkoda, bo sama historia ma naprawdę, moim zdaniem, ogromny potencjał.

 

Jestem jednak w stanie dostrzec w tej powieści pewien plus. Jest nim pokazanie sposobu, w jaki żyją, lub raczej żyli w latach sześćdziesiątych, Islandczycy mieszkający na prowincji. Powiem szczerze, że obraz ten wcale nie jest zachwycający. Bo życie na małej islandzkiej wyspie jest trudne. Dotyczy to nie tylko samych warunków naturalnych, jakie tu panują, ale także ograniczonej przestrzeni, w której trzeba funkcjonować i jeszcze mniejszej społeczności, w której każdy o każdym wie niemal wszystko, choć przecież i tu wiele osób skrywa poważne sekrety.

 

Podsumowując mogę stwierdzić, iż nie jest to, moim zdaniem, lektura najlepsza. To pozycja raczej dla miłośników Islandii i wszystkiego, co z tym krajem związane.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!