Okładka wydania

Król

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Król | Autor: Szczepan Twardoch

Wybierz opinię:

Czytelnik7

Szczepan Twardoch jest postacią bez wątpienia interesującą. I mam na myśli głównie jego pozycję na rynku wydawniczym, gdzie poza szerokimi kampaniami promocyjnymi, które związane są z premierami kolejnych książek, pisarz wydaje się nieustannie obecny i aktywny – czy to za sprawą felietonów, czy uczestnictwa w różnych nie tak oczywistych dla świata literatury wydarzeniach (na przykład ambasadorowanie marce Mercedes Benz-Poland), czy brania udziału w rozmaitych publicznych dyskusjach. Dlatego też wielu czytelników i krytyków, przede wszystkim za sprawą skutecznej promocji, wiele oczekiwało od wydanego w 2016 roku „Króla0. Niepotrzebnie.

 

Pisanie recenzji niemal dwa lata po premierze książki związane jest z jednej strony z pytaniem o zasadność tej czynności (bo co nowego można dodać, gdy tak wiele z tak wielu stron już powiedziano?), a z drugiej z wyraźnym komfortem, wynikającym najpewniej z tego, że wszelkie, choćby najgorętsze, dyskusje albo jakiś czas temu wygasły, albo powoli wygasają. W wypadku „Króla” jest to też o tyle praktyczne, o ile pozwala na chłodne, szerokie spojrzenie na spory, które przetoczyły się odnośnie tej książki w mediach: gdy z jednej strony wielu krytyków zauważyło najpierw nadmuchany marketing, a następnie powierzchownie czy wybiórczo przedstawioną rzeczywistość, a z drugiej strony inni doceniali „wielkość” tej prozy.

 

Myślę, że największym problemem tej książki (a może samego Twardocha?) jest przypisywanie jej (także za sprawą wspomnianej kampanii marketingowej) ogromnej wartości pozarozrywkowej, odnoszącej się do wyrokowania w kwestiach społecznych, definiowania czy porządkowania historii. Owszem, jak dobrze wiemy, akcja dzieje się w przedwojennej, wielokulturowej Warszawie, a bohaterowie Króla żyją – za wydawcą – na granicy codzienności, polityki i gangsterki. Wplątany w to wszystko młody Mojsze Bernsztajn, którego ojciec ginie z rąk Jakuba Szapiry, późniejszego „opiekuna” chłopca, próbuje odnaleźć się w tej rzeczywistości – już jako dorosły, gdy stara się po zrozumieć, pojąć to, co minione. Brakuje jednak tej historii (a także przedstawieniu realiów) szerszej perspektywy w opisywaniu i ukazywaniu problemów (zarówno tych prawdziwych, jak i wykreowanych), bo lektura „Króla” proponuje raczej prosty, zerojedynkowy, zdefiniowany świat, w którym przemoc determinuje bieg wydarzeń i relacje między postaciami czy grupami społecznymi, stając się przy tym głównym motorem napędzającym powieść. W tym też zdaje się tkwić problem, będący kością niezgody w krytycznej recepcji książki, a także utrudnieniem podczas lektury. Myślę, że warto rozpisać go na kilka punktów.

 

Po pierwsze, bohaterowie Twardocha to postaci od początku (właściwie pierwszych stron) konkretnie przypisane danej postawie (równie oczywiście zaprezentowanej) czy raczej stronie konfliktu, co sprawia, że całe towarzystwo „Króla” okazuje się – jak w nie najlepszym szwedzkim kryminale – dość powierzchowne, mało przekonujące. Dostajemy między innymi wspomnianego wcześniej Szapirę – brutala, który w mniej lub bardziej przekonujący sposób wykazuje się wrażliwością, Kuma Kaplicę, groźnego i wpływowego gangstera, przed którym drży miasto, Bernsztajna, niepewnego własnej tożsamości i zmagającego się z nieprzerobioną wciąż przeszłością oraz lojalne, wierne, usługujące kobiety. Wszystkie te kreacje literackie wynikają nie tyle z pojedynczych doświadczeń czy wydarzeń, ile gotowych, gatunkowych wręcz, konceptów, spisanych w sam raz na czasy, w których rozgrywa się akcja.

 

Po drugie, mówiąc o dość płytkich, jednowymiarowych postaciach, należy wspomnieć o wszystkim tym, co je otacza. Przedmioty, przestrzenie, mieszkania, rzeczy, ubrania, bronie – wszystko to, co wyposaża tę wykreowaną rzeczywistość, a co aspiruje też do uwiarygodniania realności opisu i samych bohaterów, wydaje się nie mniej, co same postaci, punktowe i powierzchowne. Twardocha interesuje tylko to, co męskie (o ile można podzielić przedmioty na męskie i niemęskie), w dodatku kulturowo jednoznacznie, lub to, co powiązać możemy w jakiś sposób z siłą. Ta fetyszyzacja oraz detaliczność tylko konkretnej grupy przedmiotów sprawia, że z jednej strony cała ta fikcja wydaje się zarówno „jednostronna”, nienaturalnie nacechowana, wyolbrzymiona, jak i złudnie realistyczna – cóż to za realizm, który w sposób pedantyczny, przerysowany skupia się tylko na wybiórczo wybranych elementach?

 

Po trzecie, ostatnie, nie sposób podczas czytania uciec od przekonania, że proste kreacje bohaterów idą w parze z prostotą samej treści, znaczenia. O czym właściwie, gdyby chcieć nieco wybiec od samego przebiegu fabuły, jest ta powieść? O tym, że zło jest złe? O używaniu przemocy w celu zaprowadzania porządku? O tym, że zło (a może Zło?) dotyczy nas wszystkich, bo taki po prostu jest świat? Nie wiem, trudno powiedzieć, ale też nie chcę, prawdę mówiąc, stawiać tych pytań „Królowi”. Moim czytelniczym zamiarem bynajmniej nie było w tym wypadku mierzenie się z tak poważnymi kwestiami, pytanie: „unde malum?”, tylko raczej rozrywka, która mimochodem zabierze mnie w podróż do dawnego świata. Nie da się ukryć, że choć powieść dotyczy przedwojennej Warszawy, jej problemów, przemocy, nierówności społecznej, to cała ta polityczno-kulturowa płaszczyzna zrealizowana została nie tyle po macoszemu czy nieumiejętnie, ile wybiórczo, punktowo, co z kolei sprawia, że książka przestaje być – nazwijmy to górnolotnie – uniwersalna, „prawdziwa”. Czytając, nie sposób uwierzyć, że opisywana rzeczywistość jest dokładnie przytaczana, oddawana. Odnosi się raczej wrażenie (głównie za sprawą fabularnych uproszczeń, uwagi poświęcanej wspomnianej wcześniej grupie przedmiotów, rozległości opisów walk oraz przemocy) poprawnie (to znaczy gatunkowo) zrealizowanej powieści – w tym wypadku sensacyjnej. Twardoch przyjmuje wszystkie wyznaczniki tego gatunku, skrupulatnie wypełniając własną fabułę „stałymi” elementami i motywami, a różnego rodzaju dodatki, tło historyczne i komplikacje mają najpewniej przekonać nas, odbiorców, że „Król” to coś znacznie więcej, niż dobrze skonstruowana powieść sensacyjna. A szkoda, bo w gruncie rzeczy tę książkę czyta się naprawdę dobrze, głównie za sprawą dynamicznej akcji, ciekawej fabuły i plastycznego, jak zawsze, języka, co – mam wrażenie – bez niepotrzebnych elementów i starań samo by się w oczach odbiorcy obroniło.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto
  • Zobacz Mini Tutorial