Legenda Orląt

Autor: Ryszard Jan Czarnowski

Okładka wydania

Legenda Orląt


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 3 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Iwona Banach

Ryszard Jan Czarnowski jest znanym grafikiem, teoretykiem sztuki, a był też bardzo aktywnym działaczem podziemnego ruchu wydawniczego z czasów PRL-u, jest też wielokrotnie nagradzanym założycielem Konfraterni Sztuki związanej z Kazimierzem Dolnym i miłośnikiem Kresów, który o Kresach wiele już napisał i z pewnością jeszcze napisze. Ma w swoim dorobku kilka publikacji dotyczących właśnie Lwowa, jak: ” Lwów – sacrum et profanum”, „Lwów. Legenda zawsze wierna”, czy „Lwów. Okupacja niemiecka”. Jego zainteresowanie tym miastem jest tak wielkie, że nie mogło w jego dorobku zabraknąć opracowania o Orlętach Lwowskich, a właściwie o ich legendzie. 

 

Książki historyczne lub mające pewne historyczne inklinacje muszą spełniać pewne wymogi, które jednak często bywają pomijane, bo nie ważne z jakiej opcji politycznej jest autor to książka musi, nie ma innego wyjścia, musi być napisana obiektywnie, albo choćby obiektywnym językiem. Opowieść o Lwowskich Orlętach poprzedzona jest obszernym materiałem historycznym dotyczącym historii konfliktu Polaków z Ukraińcami na terenach dawanej Rzeczpospolitej, konfliktu podsycanego przez dawnych zaborców, w czasach kiedy na oczach świata rozpadały się Austro -Węgry, a władze austriackie wspierały Ukraińców zachęcając ich do przejęcia władzy we Lwowie. W dużej mierze z tego powodu właśnie doszło do konfliktu, który w końcu przerodził się w bitwę w obronie Lwowa, bitwę, która trwała od listopada 1918 do połowy roku 1919, a potem w obronę Lwowa w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920. Opowieść o Orlętach dotyczy wielu polskich rodzin bardzo osobiście, tak jak dotyczy i mnie i mojej rodziny, bo mój dziadek brał udział w obronie Lwowa jako nieletni jeszcze chłopak - żołnierz Legionów i został odznaczony honorową odznaką „Orlęta. 

 

W swojej książce Ryszard Jan Czarnowski opowiada o tym co działo się w czasie obrony miasta i opisuje to pod każdym względem ciekawie. Opisuje atmosferę, walki, rannych, zabitych. Piosenki które wtedy śpiewano, warunki życia, strach, wiersze, które recytowano. Książka jest ilustrowana wieloma zdjęciami, posiada mapy i wiele innych graficznych odniesień jednak koszmarny ( nie zawaham się tego powtórzyć KOSZMARNY) gatunek papieru, na jakim j wydano wprost woła o pomstę do nieba! Graficzne dodatki to jakieś ledwie czytelne, rozmazane plamy, a mogły to być piękne, choć czarno białe fotografie oddające tamte czasy, ale i pomagające o wiele lepiej zrozumieć fenomen tego patriotycznego zrywu, przede wszystkim młodych Polaków, którzy niedozbrojeni stanęli przeciwko przeważającym siłom wroga.
W żadnym wypadku nie odważę się oceniać tej publikacji jako źródła historycznego nie będąc historykiem i nie mając do tego niezbędnej wiedzy. Uważam jednak, że dla zakochanych w Kresach miłośników legend polskiego oręża i jego wielkości będzie to tekst interesujący i ciekawy.

 

Mnie przeszkadzała pewna tendencyjność w wyrażaniu opinii. W tekście wyraźnie było widać sympatie autora. Jakiekolwiek by nie były te sympatie, to jednak nie powinny być aż tak jednoznaczne i widoczne.
To nie jest kwestia podzielania lub nie podzielania jego opinii, to tylko zarzut formalny. Autor tekstu historycznego lub quasi historycznego powinien przedstawiać fakty i pozwolić czytelnikowi na samodzielną ich ocenę.

 

Komu polecę tę publikację? Każdemu, kto interesuje się tymi sprawami, a ma za mało wiedzy i czasu by grzebać się w opracowaniach stricte historycznych, każdemu, kto gdzieś tam sto lat temu miał w rodzinie kogoś kto walczył o to miasto!

MB

Przy okazji poprzedniej recenzji ("Zmierzch świata arystokracji" autorstwa Państwa Drozdowskich) napisałam:

 

Recenzowana książka wpadła mi w ręce zaraz po lekturze innej historycznej publikacji ("Legendy Orląt" autorstwa Ryszarda Jana Czarnowskiego). Wspominam o tej drugiej książce ze względów komparatystycznych. Obydwie dedykowane są tematowi historycznemu; obydwie mają zatem takie same szanse wciągnąć czytelnika, albowiem dotykamy tożsamej materii. Tymczasem jest pomiędzy nimi diametralna różnica. Pierwsza - ta recenzowana dzisiaj, czyli dotykająca losów polskiej arystokracji - jest bardzo interesująca. Druga natomiast rozczarowuje. O tym dlaczego jedna jest dobra, a druga zła napiszę w dwóch osobnych recenzjach.

 

Ad rem: dlaczego jest źle, czyli recenzja książki "Legenda Orląt".

 

Kwestie, od których warto zacząć krytykę (niestety, ale jednak) należy uporządkować.
Po pierwsze chodzi o język. Po drugie o skakanie po wątkach, po trzecie o obietnicę w tytule, do której trzeba się dokopywać.

 

Książka ma w sobie pewien mix w postaci faktów plus trochę rozmowy Autora z czytelnikiem. To może być atutem, albowiem nadaje książce odrobinę ludzkiego oblicza. Zwłaszcza, że obecność Autora nie jest rozpraszająca, a ma bardziej wydźwięk dialogu prowadzonego z odbiorcą. Ja to w stu procentach kupuję. Ale oto taki fragment:

 

"Nie bez kozery będzie przypomnieć, że wielki udział w nastawieniu Ukraińców do Polaków i Polski miała cerkiew greckokatolicka. I nie chodzi bynajmniej o wcześniej wspomnianego zwierzchnika, metropolitę Szeptyćkiego. Każdy z unickich parochów (pasterzy, czyli proboszczów) miał w swej parafii dobrze ponad tysiąc dorosłych wiernych. A przecież tych parafii było grubo powyżej 2 tysięcy. Liczę wyłącznie teren zaboru austriackiego - w rosyjskim unici byli zakazani. A rzeczeni księża, stanowiący zaczątek ukraińskiej inteligencji z powodów wcześniej wyłuszczonych, poza opieką nad krzywdzonymi włościami budowali podstawy schematów nacjonalistycznych". A zaraz potem przenosimy się do Lwowa żeby następnie przeskoczyć (po dosłownie kilku linijkach) do ugrupowań politycznych.
Faktograficzny bigos.

 

W tym samym rozdziale (trzecim), na jednej tylko stronie mamy 3 wątki historyczne. O dwóch niby się jedynie wspomina, a ostatni jest "klu" dla podjętego tematu. Ale czy na pewno? No właśnie... niby wydaje się nam, że będzie o czymś konkretnym, a tu przełom i wątek się rozmywa... I nie jest to jednostkowy przypadek, jak ten wzmiankowany przeze mnie (chodzi o strony 28 i n.). Taka maniera jest notoryczna. Teoretycznie krążymy wokół jednego tematu, ale te przeskoki są tak nieskoordynowane, że wychodzi miszmasz. Mam po prostu wrażenie, że Autor chciał powiedzieć za dużo i wszystko to streszczał do kilkuzdaniowych akapitów. Bo wiedzy Autorowi nie można odmówić - tę posiada naprawdę imponującą. Być może po prostu przecenił czytelnika, którym może być również laik (zwłaszcza mając na uwadze tytuł). A propos...

 

Pozostał ostatni zarzut względem książki. Mianowicie obietnica złożona w tytule, ale nie tylko w tytule. Blurb również zwodzi trochę na manowce. "Legenda Orląt". Kto spodziewałby się, że będzie o kresach, kształtowaniu granic..? Pardon, ale ja nie. Naiwnie sądziłam, że będzie o tworzeniu i działaniu Orląt, czyli, że poniekąd znajdę się od razu w ogniu wydarzeń z obrony Lwowa.

 

To znaczy, iż recenzowana książka jest o Ukrainie, o Lwowie, trochę o Przemyślu, a o Orlętach jakby przy okazji. W wielu momentach to co miało być wątkiem głównym gubi się rozdrobnione przez rzeczy poboczne. Poboczne pozornie, albowiem widać, że Autorowi chodziło o to, aby obrany temat przedstawić z jak największym pietyzmem... tymczasem umiar, umiar i jeszcze raz umiar. Tu mamy przesyt, Za dużo detali, przez co umyka całość. Nie czyta się tego dobrze. Mam wrażenie, że materiału starczyłoby tutaj na dwie, albo trzy książki. Przez to momentami nie do końca wiadomo czy czytamy o Orlętach... można zapomnieć, że to o nich ma realnie być.

 

Z tej perspektywy bardzo żałuję, że tak się rzeczy mają, albowiem ewidentnie Autor chce opowiedzieć czytelnikowi historię prawdziwą. Nie taką, jaką niektórzy z nas znają ze szkół - zakłamaną przez PRL-owskie władze. Dlatego tło polityczne jest uzasadnionym elementem całości. Ale odgórne założenie, że czytelnik posiada wiedzę o polskich kresach jest niespójne z tematem książki. Powinna być podpowiedź, podtytuł, który wskazywałby na to, że to nie jest o Orlętach sensu stricte. Dodatkowo złudne wrażenie wzmacnia okładka, która wprost zerojedynkowo ukazuje Orlęta Lwowskie podczas walki.

 

Jeżeli odbiorcą będzie osoba zaznajomiona z tematyką m.in. wojny polsko-ukraińskiej, to recenzowana publikacja powinna przypaść do gustu. Ale jeżeli ktoś liczy na to, że poczyta sobie o Orlętach,... rozczaruje się.

 

Ponieważ jednak nic nie wskazywało na to, że książka o Orlętach jest jakby przy okazji, to oceniam publikację na 2.5.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!