Okładka wydania

W Śmiertelnym Boju

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 3 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

W Śmiertelnym Boju | Autor: Gottlob Herbert Bidermann

Wybierz opinię:

Pani M

W śmiertelnym boju to wspomnienia Gottloba Herberta Bidermanna z frontu wschodniego. Cudem udało mu się przeżyć wojnę. Wielokrotnie go zraniono, a większość jego kolegów, z którymi walczył, poległa na polu boju. Front wschodni przyciągał autora jak magnez. Wracał tam, chociaż nie musiał tego robić. Proponowano mu bowiem bezpieczniejsze stanowiska. Uzależnił się jednak od adrenaliny, której doświadczył podczas walki. Walczył na Krymie, gdzie brał czynny udział w zdobyciu twierdzy Sewastopol, brał też udział w walkach pod Leningradem. W końcu bronił Prus Wschodnich, mając naszyty na ramieniu legendarny dziś napis tamtejszych wojsk: "Kurland". Wojska broniące Kurlandii nie poddały się nigdy. Dopiero kapitulacja Niemiec spowodowała, że wywieszono białe flagi. Autor po kapitulacji trafia do rosyjskich łagrów na lata. Wycieńczony, będąc na skraju życia i śmierci, powraca do Niemiec. Wspomnienia zostały napisane po wojnie. 

 

Na lekturę tej publikacji zdecydowałam się z czystej ciekawości. Intrygowało mnie to, co właściwie pociągało autora w walce na froncie. Przecież proponowano mu inne stanowiska, więc po co pchał się prosto w paszczę lwa?

 

Nie była to lekka książka. Przeczytanie jej zajęło mi ponad dwa tygodnie. I nie mam tu na myśli tego, że to gniot. Po prostu trochę przeceniłam swoje siły. Nie siedzę jakoś specjalnie w tematyce wojennej. Sięgam po nią raczej sporadycznie. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, jeśli czytaliście tę książkę, ale moim zdaniem to pozycja dla pasjonatów publikacji związanych z wojennymi przeżyciami. To dość ciężki kaliber i momentami byłam nim nieco przytłoczona.

 

Nie jest to książka, którą czyta się na raz. Ja musiałam robić sobie przerwy, które czasem trwały kilka dni. Nie umiałam jakoś wgryźć się w tę publikację. Podkreślę jeszcze raz to, że nie uważam, że jest zła, ale nie wszyscy czytelnicy będą nią zainteresowani. Jeśli nie lubicie wspomnień z frontu, lepiej odpuśćcie sobie lekturę, bo nie znajdziecie tu niczego dla siebie.

 

Sporo tu ciekawostek dla pasjonatów publikacji wojennych i oni najwięcej wyniosą z tej lektury. Na ile pewne kwestie poruszane przez autora są prawdziwe – trudno to powiedzieć. Mam wrażenie, że niektóre rzeczy mógł trochę podkoloryzować, ale nikt pewnie nie będzie w stanie tego zweryfikować. W każdym razie jeśli chodzi o stosunek autora do Niemiec i Hitlera – nie był on pozytywny. Przynajmniej on tak twierdził.

 

Na końcu znajdują się aneksy, w których znajdziecie na przykład chronologię działań bojowych 132. Dywizji Piechoty Wermachtu w latach 1940-1945. Opisano także towarzyszów broni autora. Z dwunastu osób tylko trzy wróciły do domu. To byli bardzo młodzi ludzie, którzy mieli przed sobą całe życie. Polegli jednak na froncie. Niektórzy z nich w wieku 21 lat stali się inwalidami wojennymi.

 

To publikacja raczej dla osób siedzących w tematyce związanej z II wojną światową. Pozostali czytelnicy mogą w pewnym momencie poczuć znużenie lekturą. Nie radzę jej czytać po ciężkim dniu, bo może wtedy pokonać. Całość uzupełniają czarno-białe zdjęcia w miarę dobrej jakości. Niektóre z nich są jednak trochę makabryczne.

 

Najlepiej będzie, jeśli sami zdecydujecie, czy chcecie przenieść się z autorem na wojenny front. Mówi ciekawie, ale czasem trochę męczy. Mimo wszystko nie żałuję tego, że poznałam jego historię. Może i nie rozumiem jego pogoni za adrenaliną, ale podziwiam jego odwagę.

Jarosław Drożdżewski

Front wschodni był bez wątpienia jednym z najtrudniejszych i najbardziej brutalnych, na których prowadzono zmagania w trakcie II WŚ. Walki o Stalingrad i Leningrad przeszyły do historii jako te, w których ginęły tysiące żołnierzy, a ani jedna ze stron nie chciała odpuścić nawet jednego metra ziemi i ani jednej kryjówki. NKWD stało na tyłach radzieckiej strony frontu i pilnowało, aby żaden z żołnierzy nie uciekł czy nie cofnął się z pola walki. Na wschodzie starły się dwa niezwykle brutalne reżimy i dało się to odczuć w poniesionych stratach i prowadzonych walkach.

 

Z dużą dawką ciekawości przystąpiłem więc do lektury wspomnień żołnierza (a następnie oficera) Wermachtu Heberta Gotloba Biedermana zatytułowane – „W śmiertelnym boju”. Spisane przez niego po zakończonej wojnie historie prowadzą nas przez poszczególne etapy walk na nieludzkiej ziemi. A, że Biederman miał szansę przeżyć całą wojnę to i materiału do opowiadania ma dużo. Krym, Sewastopol w końcu Leningrad to tylko część z wydarzeń, w których brał czynny udział. Co ciekawe zarówno on, jak i jego kompani nigdy się nie poddali przeciwnikowi. Broń złożyli dopiero wówczas, gdy Niemcy po śmierci swojego Wodza skapitulowały. O tych wszystkich bataliach czytelnik przeczyta w niniejszej pozycji.

 

To, co w pewien sposób wyróżnia książkę Biedermana spośród książek historycznych traktujących o II WŚ to fakt, jak dużo miejsca poświęca on relacjom, które wytworzyły się między żołnierzami poszczególnych kompanii. Braterstwo broni, które ich połączyło, przywiązanie do nich czy w końcu uzależnienie zarówno od towarzyszy, jak i od samej adrenaliny związanej z walką. Temu wszystkiemu Biederman poświęca doprawdy sporo miejsca. Dzięki temu czytelnik poznaje emocje, które towarzyszą żołnierzom w trakcie walk, ich reakcje na śmierć, ale także pokazuje to, jak żołnierz, który spędził kilka lat na brutalnej wojnie, nie może odnaleźć się w normalnym życiu. Opisy te są niezwykle osobiste i szczere do tego stopnia, że Niemiec przyznaje się do pewnych kłamstw, które miały na celu umożliwienie mu powrotu do swoich przyjaciół z frontu. Fragmenty, w których otwiera się on w pełni przed czytelnikami, są chyba najmocniejszym punktem tej książki, gdyż niezwykle cenne jest móc spojrzeć na wojnę oczami jej uczestnika, który był na pierwszym froncie. Fakt, że tak wielu jego przyjaciół zginęło, że widział tak dużo okropieństw, miał też zapewne wpływ na osobiste postrzeganie II WŚ przez Biedermana.

 

I choć dziś można powątpiewać, czy jego niezwykle negatywny stosunek do Fuhrera jest rzeczywiście szczery, czy może jednak chce się on wybielić, to mimo wszystko wspomnieć trzeba, że temu elementowi poświęca on spore fragmenty swoich wspomnień. Płynie z nich obraz Wermachtu jako silnej, skrajnie honorowej armii, która przez całą batalię na wschodzie nie dopuściła się niczego, co przekraczałoby ramy odpowiedniego zachowania. Niemiecki oficer stwierdza w swojej książce, że nigdy nie dotarło do niego to jakie okropieństwa są udziałem jego towarzyszy na wszystkich frontach. Cóż, być może tak rzeczywiście było i cała krytyka Wodza i prowadzonej przez niego polityki jest uczciwa. Tak czy inaczej, jest to kolejny z elementów, który bardzo dobrze się czyta i, który daje czytelnikowi możliwość poznania i porównania spojrzenia szeregowego (i co ważne uczestniczącego w walkach) żołnierza z tymi sterującymi całą wojną. Autor w co najmniej kilku przykładach pokazuje jak ci rządzący, niewiele o samej wojnie wiedzieli, a szło za tym całkowite niezrozumienie walczących, przejawiające się choćby w karaniu za najdrobniejsze przewinienia. Z wykonaniem kary, wiąże się zresztą niezwykle emocjonalny fragment wspomnień, w którym autor zwierza się z tego, jak z uwagi na pełnioną funkcję musiał uczestniczyć w egzekucji skazanego na śmierć niemieckiego szeregowca. Moment przejmujący.

 

„W śmiertelnym boju” to jednak nie tylko opis emocji i wspomnień z wojennego życia żołnierza, ale też cenna podróż przez poszczególne bitwy na froncie wschodnim. Dość dużo tu danych, dat i opisów prowadzonych walk, napisanych barwnym i wciągającym językiem. Dzięki temu lektura tej książki jest interesująca. Całość kończy epilog, w którym Biederman przedstawia swoje powojenne losy, gdy trafił do sowieckiej niewoli. Część ta jest równie interesująca co wcześniejsze rozdziały i udanie kończy rzeczone wspomnienia – ich obraz jest dzięki temu epizodowi pełny.

 

Czy więc można polecić książkę Biedermana? Myślę, że fascynaci historii znajdą w niej naprawdę wiele wartościowych informacji, ale i ciekawą oraz wciągającą lekturę. Obraz, jaki z niej płynie jest niezwykle smutny, ale przecież taka była cała ta okropna wojna. Niemiec swoją książką nie tylko jednak dał możliwość zajrzeć czytelnikom za jej kulisy, ale oddał też hołd swoim towarzyszom, z którymi przeżył tak wiele niebezpieczeństw, a część, których została na rosyjskiej ziemi na zawsze.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto