Na Kujawach Tuż Po Zmierzchu

Autor: Agata Sobczyk

Okładka wydania

Na Kujawach Tuż Po Zmierzchu


Dodatkowe informacje

  • Autor: Agata Sobczyk
  • Gatunek: Powieści I Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 140
  • Rok Wydania: 2017
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 150x210 mm
  • ISBN: 9788365795090
  • Wydawca: Mamiko
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Nowa Ruda
  • Ocena:

    3/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

MB

Recenzowana książka jest po kilkoma względami niejednoznaczna. W tej niejednoznaczności ukryte są elementy, które szczególnie zwróciły moją uwagę. Przeanalizuję je dwutorowo. Pierwszy aspekt tworzy łącznie kilka drobnych spraw. Po pierwsze tytuł. Książka ta mogłaby funkcjonować równie dobrze pod "szyldem" "Pewnego razu na Kujawach", albo "Hokus pokus" (już bez Kujaw) i tytuł oddawałby tak samo sedno treści. Zatem nijak nie współgra on z opowiedzianą historią, nie jest ani odzwierciedleniem zawartości, ani nie ma w sobie elementu enigmatycznego, który książka ma za zadanie rozwiązać. Ot zgadzają się Kujawy. Po drugie narracja jest specyficzna. Dużo tu opisów, mało dialogów - ba! mało; praktycznie ich nie ma. Całość jest zatem swojego rodzaju opowieścią... ale snutą w taki sposób, jakby czytało się monolog. To z jednej strony powoduje, że książkę czyta się sprawnie, ale z drugiej cały czas drzemało we mnie oczekiwanie na coś więcej. Na wzbicie się ponad płynny słowotok... i teraz pytanie czyj. Z jednej strony jest to poniekąd monolog głównej bohaterki (którą wcale nie okazuje się zaginiona, ale jej koleżanka); a z drugiej strony czułam nieustającą obecność Autorki. I to jest chyba mój największy zarzut do książki... nie dała mi w żadnym momencie zapomnieć o Autorce i przenieść się w zakamarki opowieści. Jednym słowem tylko połowicznie byłam zagłębiona w tytułowych Kujawach. Na pewno oczekiwałam czegoś więcej.

 

Pozostaje jeszcze druga strona medalu. Autorka ma do powiedzenia coś ciekawego. Miałam takie wrażenie, że naprawdę mogłaby powstać (bardzo?) dobra książka jej pióra. Jest tu kilkanaście fragmentów ciekawych merytorycznie, ale pozostaje wrażenie, że zostały one jakoś wciśnięte w całość... Trochę zabito ich potencjał. Np. strona 56 i takie fragmenty: "Nigdzie nie można się ruszyć, żeby nie natknąć się na jakąś atrakcję. (...) A na Krakowskim Przedmieściu na ławce nie można usiąść, żeby nie zaczęło grać. Ludzie siadają, spod tyłków zaczyna im się wydobywać muzyka i cali happy, że Chopinem pierdzą. (...)" Lub ten (również strona 56): " I zapychają sobie ludzie na potęgę tę pustkę symulakrami oraz tonami jedzenia, które jednak nie może być zwykłym jedzeniem, tylko musi nazywać się malinowy poemat (...), bo sprzedawcy tego całego asortymentu już nie wiedzą, jak zrobić, żeby ludzie poczuli, że są kimś lepszym, niż są (...)". Doskonałe ujęcie współczesnej rzeczywistości. Jest też odniesienie do multi-kulti, które przecież funkcjonowało u nas przed wojną, gdy na tych samych ziemiach, miedza w miedzę żyli ze sobą Żydzi, Tatarzy i Polacy. Można było? Można. A, że potem przyszła wojna i zweryfikowała ludzkie charaktery? Jak to napisała kiedyś Szymborska "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono" - każdy w nas ma jakiś własny avatar, z którego dumny być nie może.

 

Opowieść ma potencjał. Nie wiedzieć czemu została spłycona i potraktowana bardzo lekko... stając sie bardziej opowiastką. I nawet to można wybaczyć (nie każdy chce pisać ostro, mocno i śmiertelnie poważnie), ale akcja toczy się, toczy, poszukiwania trwają, już nawet zmierzają ku końcowi. I jakby nie było pomysłu na to jak z tego "ku końca" przejść do finału. Z braku laku nagle, niczym królik z kapelusza, wyskakuje rozwiązanie sprawy. Ot tak po prostu. "Kończ waść..." - no i skończył.

 

Wszystko powyższe traktuję w kategorii niedociągnięć... No ale jakby nie patrząc biorą one górę nad całościową oceną książki. A ta wynosi 3.

 

Bo i było mądrze, i bywało zabawnie (str. 87) i też o czymś (rozdział 24 dedykowany przedwojennej Nieszawie). Ale takie to wszystko niezgrabnie pozszywane i na dodatek z rozdarciem na łokciu (mam tu na myśli zakończenie).

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!