Masz Na Imię Camille

Autor: Agnieszka Bryndza Stabro

Okładka wydania

Masz Na Imię Camille


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

MB

Warto zacząć od tego, że mamy do czynienia ze zbeletryzowaną biografią francuskiej rzeźbiarki Camille Claudel. Z tej perspektywy należy oddać ukłon w stronę Autorki za mrówczą pracę, którą wykonała śledząc korespondencję i inne źródła informacji o bohaterce książki. Sprostać temu zadaniu było o tyle trudniej, że Claudel należy do osób barwnych, których życie w żadnym wypadku nie było statyczne i monotonne. Okiełznać taką postać i stworzyć humanitarne w zasób stron dzieło, nie ujmując przy tym nic z jakości - chapeau bas.

 

To wspaniała opowieść o marzeniach, pragnieniach, wielkiej pasji, miłości i o upadku. Napisana w dość osobliwej formie - listu do bohaterki. Jeżeli tę konwencję przeskoczy czytelnik, otrzyma ciekawą historię o ciekawej, acz mało znanej osobie. Istnieje prawdopodobieństwo, iż o Claudel słyszało dość wąskie grono czytelników (chyba, że są wśród nich entuzjaści sztuki/rzeźby). Natomiast równie prawdopodobne jest to, że mierząc wiedzę o Rodin'ie, tenże zakres odbiorców jest większy. Otóż, Szanowni Państwo, postaci te trzeba połączyć - tak jak uczynił to ich romans. I bynajmniej nie jest to drugorzędny bohater tej książki (w sensie, że romans, a nie Rodin). Odgrywa on dużą rolą. Przekłada się bowiem wprost na życie Claudel. Jak? Pozwolę sobie pozostawić to w niedopowiedzeniu, nie znoszę odbierania Czytelnikowi przyjemności odkrywania historii. Stąd też krążę z moją recenzją tak jakby wokół sedna. Ale żeby odkryć owo sedno, trzeb tę opowieść przemielić, przetrawić i przepuścić przez głowę. Trzeba ją wchłonąć i przedumać. Przespać się z nią i zasmucić. Pozazdrościć i współczuć jednocześnie. Trzeba ją przesączyć przez siebie.

 

Mimochodem wspomniałam o konwencji, w której Stabro utrzymuje swoją książkę. Zabieg to osobliwy i dość ryzykowny. Cała akcja ujęta w formie listu do postaci będącej główną bohaterką... Na dwoje babka wróżyła. Istnieje duża szansa, że czytelnik podda się w trakcie brnięcia przez pierwszy rozdział - dużo tu pytań do bohaterki, trudno na samym początku dać się ponieść samej opowieści. Wydaje się to dobrym momentem na zadanie pytania: czy warto?

 

Jest pytanie, musi paść odpowiedź. Tak. Zdecydowanie warto. Mam nieodparte wrażenie, że czasy ludzi gotowych "ginąć" za swoje marzenia odeszły gdzieś w niepamięć. Claudel jest na swój sposób wyjątkowa - niezależnie od tego czy powinno się ją potępić, czy pozazdrościć konsekwencji. Jest autentyczna. Ale jest drugie "warto", dla którego lektura się zwyczajnie opłaca. Stabro tworzy świetny list. Jej narracja jest doskonała. Przypomina mi to zabieg zastosowany przez Katarzynę Nosowską z zespołu Hey. Miała napisać piosenkę, nic a nic nie przychodziło jej do głowy i zaczęła opisywać to co widzi, co się w danym momencie tworzenia działo. I tak powstał "Teksański"... Słynne "herbata stygnie, zapada (z)mrok, a pod piórem ciągle nic..." obroniło się na rynku muzycznym. I dokładnie tak jest z książką Stabro. Wydawać się może, że Autorka nie miała pomysłu na napisanie tej biografii i poszukała alternatywnego rozwiązania. Okazało się nim stworzenie listu... i trzeba uczciwie przyznać, że obroniła tę książkę. Dała czytelnikowi biografię inną od innych (sic!). Genialny wytrych. "Tak już będzie wyglądać nasza dziwna rozmowa: ja będę mówić, a ty jedynie słuchać; będzie musiało wystarczyć mi twoje chmurne spojrzenie, baczny wzrok, którym patrzysz na mnie ze zdjęcia w sepii".

Morrigan

Może nie powinnam się do tego przyznawać, ale zanim sięgnęłam po biografię autorstwa Agnieszki Stabro, nie wiedziałam nic na temat Camille Claudel, nie miałam okazji obejrzeć ani filmu z Isabelle Adjani, ani tego z Juliette Binoche. W mojej głowie nazwisko "Claudel" łączyło się zawsze jedynie z imieniem "Paul" - dopiero teraz dowiaduję się, że ten poeta posiadał niezwykle utalentowaną siostrę.

 

Dzieje Camille nie mają w sobie nic z bajki. Sto pięćdziesiąt lat temu świat nie wyglądał przecież tak jak wygląda dzisiaj, pozostawiał o wiele więcej do życzenia. Kobiety pragnące czegoś innego lub czegoś więcej niż ciepło domowego ogniska, traktowano właściwie jak wybryki natury. A Camille nie mogła żyć zwyczajnie, być standardową żoną i matką. Chciała rzeźbić, tworzyć, mieć wkład w historię sztuki, nie być jedynie dodatkiem do mężczyzny, nie mierzyć się wciąż z cudzymi oczekiwaniami. Zupełnie nie odpowiadała ideałowi epoki, w której żyła. Jej ambicje nie pokrywały się z wizją przyszłości, jaką dla niej przygotowano. O tym między innymi jest książka Agnieszki Stabro. Przedstawia zagmatwane losy artystki - jej trudne relacje z rodziną, walkę o niezależność, rozkwit talentu, burzliwy związek ze słynnym rzeźbiarzem Auguste'em Rodinem i wiele, wiele więcej.

 

Romans dwojga artystów to jeden z głównych wątków książki. Moment, w którym Rodin zawładnął sercem młodej, emocjonalnie dojrzałej, ale niedoświadczonej Camille, zadecydował o całym jej życiu, był pierwszym aktem jej osobistej tragedii. Tragedii, która miała wyjątkowo ponure zakończenie - nawet jak na ten gatunek.

 

Tym, co zdecydowanie zasługuje na podkreślenie, jest fakt, że Masz na imię Camille to biografia o bardzo ciekawej, rzadko wykorzystywanej formie. Autorka opowiada historię Camille samej rzeźbiarce, można powiedzieć, że przypomina jej wydarzenia z przeszłości, próbuje je zinterpretować. Książka to piękny, poetycki list, w którym Stabro opisuje nie tylko dzieje Claudel, ale także jej emocje, a robi to z taką sprawnością, że czytelnicy mogą niemal wejść w skórę głównej bohaterki i odczuwać razem z nią. Czasem miałam wrażenie, że czytam autentyczną korespodencję, że nadawczyni i adresatka długo się znają, że istnieje między nimi silna więź. Autorka świetnie wykorzystuje listy wysyłane przez Claudel, odnosi się do ich treści - przy czym często wydaje się odgadywać to, czego rzeźbiarka z jakichś powodów nie napisała wprost.

 

Łatwo byłoby przedstawić życiorys artystki, podać tytuły jej dzieł, sypnąć faktami, ale pani Stabro robi o wiele więcej. Pokazuje nam duszę głównej bohaterki, jej radość i strach, chwile triumfu i proces upadku, jej Wyspę szczęścia i Trzydzieści lat samotności. Pozwala ją polubić, ale przede wszystkim zrozumieć, poznać ją naprawdę, a więc dokonuje czegoś, co wielu mogłoby uznać za niemożliwe. Za to należą jej się ogromne wyrazy uznania

 

Masz na imię Camille to niebywale poruszająca powieść o trudnym, wręcz najeżonym przeszkodami życiu nietuzinkowej artystki. O sztuce, o miłości, o stracie i o osamotnieniu. Nie przesadzę pisząc, że to jedna z najlepszych biografii, które trafiły w moje ręce i z pewnością szybko o niej nie zapomnę. Jestem bardzo wdzięczna autorce książki za to, że dzięki niej miałam okazję poznać historię kolejnej odważnej kobiety, która nie wahała się płynąć pod prąd.

 

Gorąco polecam nie tylko miłośniczkom i miłośnikom rzeźbiarstwa, bo Camille Claudel to postać, o której warto czytać. Po prostu.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!