Okładka wydania

Dożywocie

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Marta Kisiel
  • Tytuł Oryginału: Dożywocie
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 376
  • Rok Wydania: 2010
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 9788328048201
  • Wydawca: Foksal
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    4,5/6

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Dożywocie | Autor: Marta Kisiel

Wybierz opinię:

Wisienka

Dożywocie dla każdego jest karą, karą za czyn zabroniony, niedozwolony. Jednakże Dożywocie Marty Kisiel jest czymś zupełnie innym, niespodziewanym, zaskakującym. Jest to powieść naszpikowana specyficznym poczuciem humoru niemająca nic wspólnego z więzieniem (przynajmniej w tym prawnym znaczeniu).

 

Konrad Romańczuk, główny bohater powieści, jest początkującym pisarzem i zarazem spadkobiercą domu. Oczywiście każdy z nas chciałby odziedziczyć dom, jednakże w tym wypadku nie jest to byle jaki dom. Albowiem jest to stara, gotycka willa, a ściślej mówiąc istna maszkara o nazwie Lichotka. Został zbudowany przez pana Wincentego, najprawdopodobniej praprapra…dziada Romańczuka. Dom był ceglany, w idealnym rozmiarze (ani za duży, ani za mały), nadający się dla jednej rodziny, z werandą, koślawą przybudówką i wieżyczką (to właśnie ona nadawała mu wygląd willi). Wieżyczka była w stylu gotyckim, upiorna, niczym z kiczowatych horrorów klasy B.

 

Już sama podróż do Lichotki obfitowała w niespodziewane wydarzenia. Samochód, tico, w którym przewoził bagaże popsuł się na środku drogi. Na szczęście nowopoznany mężczyzna (jak się później okazało, złota rączka), Szymon Kusy, pomógł mu go odholować pod dom. Gdy Konrad wszedł do środka okazało się, co ciekawe, że nie ma tam ani grama kurzu! Jak to w ogóle było możliwe, przecież dom stał opuszczony przez długi czas. Jednakże nim mężczyzna mógł się nad tym głębiej zastanowić, poznał pierwszego, z wielu, lokatorów domu. Był nim nikt inny, jak… ANIOŁ. Nosił obszerny i długi za kolano T-shirt z Garfieldem, bambosze i skrzydła, które, najprawdopodobniej, były porośnięte jasnym, długim i miękkim puchem. A na imię mu było…Licho. Oczywiście Konrad nie mógł uwierzyć własnym oczom, przecież anioły nie istnieją, jest to z pewnością wytwór jego wyobraźni. Jednakże Szymon Kusy uświadomił mu i nawet przedstawił tego anioła.

 

Następnie Konrad poznał utopce, które podczas nieobecności pana domu korzystały z jego łazienki. Na szczęście Licho szybko je przegonił i obiecał bohaterowi, że już nie będą go więcej niepokoić.
Zmorę, kocicę, poznał…we własnym łóżku. Otóż zgotowała mu ona iście ,,królewską’’ pobudkę – trzymała łapkę na jego policzku i rytmicznie wysuwała i chowała pazurki. Na szczęście Konrad był miłośnikiem kotów, więc bez wahania pozwolił jej na to.

 

Krakers to nie rodzaj słonej przekąski, tylko pradawany stwór z głębin odwiecznego zła, który w 1836 roku został przywołany przez panicza Zygmunta, bratanka pana Wincentego. Jednakże Krakers wcale nie jest zły i tak naprawdę to zamiast siać zagładę, woli siedzieć w spiżarce i gotować, bo to jest coś, co lubi i co mu wychodzi.
W Lichotce mieszka jeszcze panicz, ale jest on odludkiem i Licho zapewniał, że nie będzie się narzucać Konradowi. Tak naprawdę to jest on widmem, które w ciągu dnia jest całkiem niewidoczne, a nocą widać jedynie jego zarys.

 

Ta wesoła gromadka umila Konradowi każdą chwilę, a ich dni i świat są całkowicie oderwane od naszego codziennego życia. Jest to świat, z którym nie mamy styczności, a mieć ją możemy dzięki umiejętnościom pisarskim Marty Kisiel. Autorka używa ciętego języka, ironii i komizmu sytuacyjnego. W wielu momentach po prostu nieuniknione są wybuchy głośnego śmiechu. Pozycję można śmiało traktować jak czytadło, oderwanie od szarych i nudnych dni, lekarstwo na poprawę złego humoru. Jest lekka i przyjemna i choć nie wymaga zbyt dużo od czytelnika, to z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić.

Pani M

Pisarz Konrad Romańczuk dziedziczy dom po swoim dalekim krewnym i wbrew swojej lubej postanawia go przyjąć. Nawet nie wiedząc, w co się pakuje. W gotyckiej willi, do której się sprowadza, odnajduje naiwnego anioła, rozmiłowanego w gotowaniu morskiego potwora, widmo romantycznego poety, cztery utopce, kotkę o bardzo ostrych pazurach oraz dziwnego królika. Takiego towarzystwa się raczej nie spodziewał. Już pomijając fakt, że sam dom nie jest tym, czego oczekiwał. A to dopiero początek niespodzianek. Czy uda mu się poukładać relacje z nietypowymi współlokatorami?

 

Dość długo krążyłam wokół tej powieści. Wielu znajomych recenzentów piało nad nią zachwyty, a ja mam coś takiego, że jeśli jakaś książka wyskakuje mi zewsząd, nie zabieram się za lekturę od razu. Czekam aż fala zachwytu się przeleje, żeby przekonać się, czy powieść faktycznie jest tak dobra. Na początku kompletnie nie potrafiłam wczuć się w klimat tej historii i zaczęłam już myśleć, że podłożono mi świniaka, polecając książkę, która wcale dobra nie jest. Ale postanowiłam dać „Dożywociu” szansę i przekonać się, co ma mi do zaoferowania. I wcale nie żałuję, że nie rzuciłam powieści w kąt. Pokochałam Licho. Jeśli wiecie, gdzie takie można adoptować, dajcie znać, chętnie je przygarnę. I chętnie zatrudniłabym agentkę Konrada. Co prawda to mogłoby być samobójstwo, ale co tam, raz się żyje.

 

Marta Kisiel ma lekkie pióro i potrafi w bardzo plastyczny sposób opisywać przedstawiony przez siebie świat. Miałam wrażenie, że przeniosłam się do gotyckiej willi i widziałam jej niecodziennych mieszkańców.
Należę do czytelniczek, które bardzo trudno jest rozbawić książką. Podczas czytania „Dożywocia” musiałam sobie przykładać poduszkę do twarzy, żeby nie obudzić śpiącego męża. Zdecydowanie odradzam czytanie tej książki w środkach komunikacji miejskiej, czy w miejscu, gdzie jest dużo nieznanych wam ludzi. Nie wiem, czy będą w stanie wytrzymać wasze wybuchy śmiechu i czy nie zadzwonią po kogoś z kaftanikiem do przytulania.

 

Nie umiem tej książki porównać z żadną inną i to jest jej największa zaleta. Fakt, na początku nie było nam po drodze, zastanawiałam się, w co ja się właśnie wpakowałam, ale koniec końców uważam, że to jest kawał bardzo dobrej, zabawnej historii. Co najważniejsze, humor nie jest tutaj sztuczny, naturalnie wynika z powstałych sytuacji i nie miałam wrażenia, że autorka próbuje rozśmieszyć mnie na siłę. Za to ma u mnie duży plus.

 

To jedna z tych książek, przy której będą dobrze bawić się zarówno młodzi czytelnicy, jak i ich rodzice. Bohaterowie zapadają w pamięć, trudno się z nimi rozstać. A i na nudę nie można narzekać. Dzieje się tutaj sporo i na przemian zazdrościłam i współczułam Konradowi. Chociaż w ostatecznym rozrachunku muszę przyznać, że chętnie bym się z nim zamieniła na domy. Przynajmniej na parę dni.
„Dożywocie” to książka, przy której można odpocząć i dobrze się bawić. Jest idealna na chandrę. Bardzo chętnie jeszcze do niej kiedyś wrócę. Teraz będę musiała zająć się nadrabianiem zaległości i z chęcią przeczytam kolejne części cyklu. Jestem bardzo ciekawa tego, co będzie czekało Konrada Romańczuka. Jeżeli szukacie powieści, w której spotkacie wielu nietuzinkowych bohaterów i która na chwilę oderwie was od szarej rzeczywistości, polecam „Dożywocie”. Mam nadzieję, że będziecie się z nim dobrze bawić.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto