Okładka wydania

Poszukiwani, Poszukiwany

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Poszukiwani, Poszukiwany | Autor: Małgorzata Falkowska

Wybierz opinię:

Ruda Recenzuje

„Poszukiwani, poszukiwany” to trzecia część przygód szalonych, zabawnych i budzących sympatię czytelnika przyjaciółek. W swojej najnowszej powieści Falkowska postanowiła poświęcić więcej uwagi tym, które wcześniej nie miały szansy na wątek pierwszoplanowy- Monice i Joli. Kobiety są z związku homoseksualnym , ale do pełni szczęścia zaczyna brakować im dzieci. Rozpoczynają się szalone poszukiwania odpowiedniego kandydata do spełnienia ich marzeń.

 

Bardzo się cieszę, że autorka zdecydowała się na podjęcie takiego tematu. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio miałam z takowym do czynienia (może w ogóle?). A przecież to kwestie ważne, aktualne, na czasie, skłaniające do refleksji, budzące emocje. Falkowska udowadnia, że każdy ma prawo do szczęścia i może żyć po swojemu, niezależnie od tego czy innym się to podoba, czy nie. Wydaje się, że autorka próbuje nas nauczyć nieco tolerancji, sprawić, żebyśmy do tematu podeszli inaczej, pewne rzeczy sobie uświadomili, a może zwyczajnie przymknęli nieco oko i nie brali życia tak całkiem na serio.

 

Bo choć tematyka jej powieści jest jak najbardziej istotna i poważna, to sposób przekazania tej treści już nieco mniej. Autorka bawi się formą. O rzeczach ciężkich pisze lekko, nadając im swobody, opatulając w poczucie humoru, czy ironię. Ten humor wydaje się być charakterystyczny dla jej opowieści i to jest świetna sprawa. I dodać trzeba, że przecież wcale nie łatwo jest w ten sposób potraktować temat, z takim luzem i nonszalancją. Ona nie umoralnia, nie wywyższa się, czy nie próbuje nas przekonać do swoich racji. Porusza ważny temat, ale robi to bezpiecznie, z rozwagą, nie razi nim i nie irytuje, co sprawi, że nawet osoby o zdecydowanie odmiennych poglądach nie będą jej miały tego za złe.

 

Podoba mi się, w jaki sposób Falkowska przedstawiła tę historię, wykorzystując dwutorową narrację. Taki zabieg jest w tym przypadku, ze względu na tematykę, jak najbardziej wskazany. Dzięki temu możemy poznać lepiej obydwie bohaterki, a co za tym idzie zrozumieć ich emocje, motywację, podejmowane decyzje. Choć dążą do tego samego, każda patrzy inaczej na pewne sprawy, w inny sposób postrzega życie i przygotowane przez nie niespodzianki. Uwielbiam taką narrację, a taki sposób wprowadzania czytelnika w historię zdecydowanie mnie przekonuje. W ten sposób autorka kupiła mnie całkowicie.

 

Nie mam powodów, by przyczepiać się również do bohaterek powieści. Każda z nich jest niezwykle wyrazista, barwna, zabawna, charyzmatyczna. Świetnie dopełniają się wzajemnie, ale również osobno niczego im nie brakuje. Chciałoby się rzec, że co jedna, to lepsza. Naprawdę. Podczas czytania przez oczami miałam film „Lejdis”, o bandzie szalonych przyjaciółek. I te powieściowe świetnie sprawdziłyby się w jakiejś ekranizacji.

 

Falkowska pisze lekko, swobodnie, z dużą dawką luzu i poczuciem humoru. Tej książki się nie czyta, ją się po prostu pochłania. Szybko i z wielką ciekawością.

 

To taka komedia o rzeczach ważnych i ważniejszych, o tym co boli, ale też porusza, o wyborach, interesujących spotkaniach, życiowych niespodziankach i ludzkich dylematach. Interesująca, wybuchowa mieszanka. Co najważniejsze, trzecia część bardzo dobrze dopełnia pozostałe, to sympatyczna kontynuacja historii, uzupełniona o nowe wątki. Wydaje mi się, że mogą po nią sięgnąć również osoby, które nie poznały dwóch pierwszych części, a mimo to nie będą miały problemu z odnalezieniem się w tym osobliwym świecie.

Lew Kanapowy

Lektura tej książki skłoniła mnie do przedsięwzięcia naprawdę poważnego postanowienia noworocznego, jakim jest staranniejsza selekcja tytułów do recenzji. Dotychczas w swoich wyborach sugerowałam się przede wszystkim porywem serca sięgając po książki, które wydawały mi się ciekawe, zabawne, czy intrygujące i zwykle moja intuicja sprawdzała się mniej więcej w połowie przypadków – trafiałam i na książki rewelacyjne i na przeciętne, ale w każdej pozycji potrafiłam znaleźć coś dla siebie, każda lektura zapewniła mi rozrywkę, czegoś mnie nauczyła albo skłoniła do luźnej refleksji, szczególnie, że bardzo cenię sobie różnorodność i próbowanie nowych autorów i gatunków. I tak było aż do tej chwili. Bo oto trafiłam na książkę, która jest tak absurdalnie zła, że gorszej chyba nie czytałam.

 

Na powieści Małgorzaty Falkowskiej już od dawna miałam ochotę, wyobrażałam sobie, ze jej powieści to coś pomiędzy „Przyjaciółmi”, a „Lejdis” w książkowej wersji – luźny, pełny humoru babski gang pakujący się w zaskakująco komiczne, ale jakże życiowe sytuacje. Wybór padł na jej trzecią książkę ze względu na jej tematykę – polowanie na męża już nie mieści się w granicach moich zainteresowań, za to macierzyństwo jak najbardziej. No i pomyślałam, że będzie tak jak z „Przyjaciółmi” właśnie – nie ważne, że zaczynasz swoją przygodę od 13 odcinka piątego sezonu – i tak będziesz się świetnie bawić! I faktycznie, książkę można spokojnie czytać bez znajomości poprzednich części – każda z bohaterek została w przedstawiona w kilku zdaniach, a po około 20 stronach wiemy już kto z kim i dlaczego. I to by było na tyle, jeśli chodzi na plusy.

 

Minusów jest trochę więcej – przede wszystkim kuleje konstrukcja postaci. To wciskanie czytelnikowi papierowych schematów nieskażonych siłą osobowości, mdłych, nieciekawych wydmuszek. Marietta jest kreowana na poważną i ułożoną dyrektorkę, wobec czego nosi okulary, całkiem poważnie zgłasza się do roli protokolanta babskiego spotkania (zwanego również sabatem). Kiedy dowiaduje się, że jej partner ma 18 letniego syna wybucha płaczem, ale nie z powodu życia w kłamstwie, a dlatego, że ten chciałby mieć kolejne dziecko. Z nią. A dzieci są takie niehigieniczne.

 

„Chcę dziecko, ale to takie niesterylne, brudne i nieuporządkowane (…). Wyobrażacie sobie moje białe dywany, na których byłyby okruszki jedzenia lub walające się zabawki? Dziecka nie nauczy się segregacji jak jest takie małe. To przyjdzie z czasem, a ja nie wiem, czy wytrzymam ten czas oczekiwania, dopóki nie stanie się idealną kopią mnie.” – Tak, to są słowa pani dyrektor, dorosłej kobiety. Tej najrozsądniejszej w towarzystwie.

 

Za to hitem jest Zosia, która chyba miała być kreowana na rozpuszczoną, roztrzepaną, pełną szalonych pomysłów córeczkę bogatego tatusia, a wyszła po prostu przygłupia dziewoja myląca znaczenie słów „skorumpowana” i „skomplikowana”…

 

„Przecież wiadomo, że jak się z wami prześpi, to nie będzie zdrada, bo wy i tak wolicie siebie, znaczy się kobiety. Więc taki trójkąt w czworo nie byłby niczym złym”. – czyż to nie oczywiste, zdrowe, normalne podejście?

 

Ale najlepsze są główne bohaterki tej części – Jola i Monika, będące w związku lesbijki pragną dziecka. Ale nie jednego, a dwóch – każda własnego. Synchronicznie – żeby razem być w ciąży, razem rodzić, razem wychowywać. To nie ważne, że jeszcze nawet razem nie mieszkają. I pomijam tu zupełnie naiwne myślenie o tym, że tak łatwo zajść w ciążę, bo sama również miałam na początku wszystko zaplanowane (moja urodzona w styczniu Majka miała być sierpniowym Frankiem :D), ale one nie za bardzo wiedzą jak się do całej sprawy zabrać. Wiec pytają przyjaciółek i wspólnie porównują opcje.
„Pomysł banku spermy wydawał się całkiem dobry, jednak dla mnie był ostatecznością. Niby jak miałabym z Monią się zapłodnić. Wstrzyknąć sobie spermę strzykawką, czy może wkładać drewnianym patyczkiem?”

 

Jako, że in vitro jest za drogie, przyjaciółki, nie widząc w tym żadnego dylematu moralnego ani najmniejszych powodów do zazdrości, jako potencjalnych kandydatów na partnera do poczęcia naturalnego rozważają własnych mężów! Ale Jola z Monią odrzucają ich ze względu na ich charaktery. Wobec tego dwie zdeklarowane lesbijki będące ze sobą w związku wybierają poszukiwanie potencjalnego ojca swoich dzieci na dyskotece. Bo przecież to lepsze wyjście niż dowiedzieć się czy zapłodnić się patyczkiem, czy strzykawką spermą z pewnego źródła, jakim jest bank…

 

Nie muszę chyba dodatkowo podkreślać, że bohaterki są infantylne, a ich sposób podejścia do poważnych życiowych decyzji pasowałby bardziej do średnio rozgarniętych trzynastolatek, niż do dorosłych kobiet. W tym momencie (jak już zniechęcona wróciłam do czytania po dobrym miesiącu odrazy do tej książki) sprawdziłam dokładniej autorkę. I faktycznie, jest to osoba stosunkowo młoda, tylko trzy lata starsza ode mnie. Ale jednak 28 lat to nie -naście, jakieś pojęcie o świecie już się ma. To może jest to książka skierowana do nastolatek (chociaż problematyka jakoś mało nastolatkowa)? Też nie – literatura obyczajowa/romans. Nie jest to też debiut autorki? To dlaczego jest tak źle, tak naiwnie? Bo niestety dalej wcale nie robi się lepiej.

 

Cała książka jest przegadana, męcząca i mało zabawna, a momentami wręcz żenująca. Wypełniona desperacja tragikomedia pozbawiona dojrzałości i zdrowego rozsądku. Pomysł wydawał się fajny, ale w moim odczuciu, jego realizacja jest tragiczna. Chociaż licząc na odprężającą rozrywkę, nie miałam względem tej książki szczególnie wygórowanych oczekiwań, to i tak mocno się przejechałam, bo po prostu źle się ją czyta. Bridget Jones była głupawa, ale zabawna. Może dlatego, że była jedna, a sześć idiotek w jednej powieści to zdecydowanie zbyt wiele nawet dla naprawdę tolerancyjnego czytelnika.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial