Przemytnicy

Autor: Konrad Janczura

Okładka wydania

Przemytnicy

Dodatkowe informacje

  • Autor: Konrad Janczura
  • Tytuł Oryginału: Przemytnicy
  • Gatunek: SensacjaThriller
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 160
  • Rok Wydania: 2017
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 140x200 mm
  • ISBN: 9788365739117
  • Wydawca: Korporacja Ha!art
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Kraków
  • Ocena:

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

MB

Książka, chociaż zakotwiczona jest w podkarpackich realiach, wcale nie odzwierciedla specyfiki szczególnie właściwej dla tego regionu. Lubaczów to małe miasteczko przygraniczne. Urokliwe, ale sprawiedliwie należy powiedzieć, iż poza okolicznościami przyrody, nie ma za wiele do zaoferowania młodym ludziom, którzy z natury swej są głodni życia. Tymczasem Autor akcję umieścił jeszcze dosadniej - pod Lubaczowem. Aż chce się powiedzieć "wsi spokojna, wsi wesoła". Sprawiedliwie należy również oddać to, że podobne realia są w zasięgu wspaniałego Miasta Stołecznego Warszawa... ot choćby przypomnieć dokument "Czekając na sobotę", który pokazał wszem i wobec jak wygląda życie nieopodal najprężniejszego miasta w Polsce. Także, patrząc na recenzje z okładki, ja ulokowanie akcji ignoruję - wiosek takich bowiem w naszym kraju są setki. Natomiast zwracam uwagę na fantastyczną konstrukcję bohaterów. Fery, który skończył studia i zasadniczo mógł spokojnie rozwinąć skrzydła poza rodzinnymi stronami był równocześnie więźniem swojej rzeczywistości, z której nawet jeżeli fizycznie wyrwał się na chwil parę - mentalnie pozostał na zawsze. Zola - młodszy i zapatrzony w kolegę - powodowany brakiem inicjatywy i wewnętrznej aspiracji/odwagi do pójścia dalej, jest tu gdzie jest... Obydwaj młodzi, niegłupi, zaradni, ale obydwaj z nieodciętą pępowiną odpowiedzialności za dorosłych przecież rodziców (w przypadku Ferego), albo zżycia się z tym co znane i lękiem przed tym co nieznane (Zola).

 

Każdy z nas zna to uczucie kombinowania forsy na pierwsze piwa, wypady ze znajomymi i pożyczanie samochodów od rodziców. Przedsmak dorosłości, który o tę prawdziwą nawet się nie otarł. Ale człowiek miał w tych momentach wrażenie, że jest panem losu. A to są odczucia stałe, wcale nie warunkowane współrzędnymi geograficznymi. To Autorowi udało się oddać. Skoro natomiast mamy realia podlubaczowskie, to usprawiedliwiony jest tutaj wątek przemytu. Przygraniczna rzeczywistość - zwłaszcza kilka lat wstecz, przed masowymi migracjami - sprzyjała faktycznie takiemu "cinkciowaniu" alko-spożywką.

 

Janczura posługuje się językiem dodającym autentyczności całej historii. Jest on luźny, swobodny, prosty. Tak jak lokalna społeczność. Historia rozwija się z każdą stroną, a wraz z nią rośnie napięcie. Autor akcję buduje stopniowo. Nawet moment, w którym Zola dokonuje smutnego odkrycia nad rzeką - na swój sposób przełomowy dla całej historii, dopiero zapowiada to co dalej. A to "dalej" jest jeszcze mroczniejsze, jeszcze bardziej smutne i cholernie autentyczne. Dopiero w tym momencie ukazuje się jeszcze jeden istotny element dla całej opowieści. Lokalny "wujek Sam" - Sensej, czyli szef całego przemytu, zyskuje obraz jasny i klarowny odzierając życie młodego chłopaka z błyskotek i blichtru, a przede wszystkim z perspektyw na przyszłość. Koniec Autor rozegrał po mistrzowsku. De facto zamyka historię nagle - na przestrzeni jednej kartki ucina wszystko. Ale to doskonale odzwierciedla fakt, że w taki sam sposób - z zaskoczenia, brutalnie i w li tylko sekundę, Sensej ograbia Zolę z planów, które ten ośmielił się po pierwsze mieć, po drugie mu wyjawić.

 

Dlatego ta historia to majstersztyk. Albowiem niezależnie czy na Podkarpaciu, czy gdziekolwiek indziej w Polsce, ludzie żyją, jakby nie czekało na nich nic w życiu... a dzieje się tak tylko dlatego, że nikt im we właściwym momencie nie powiedział, że może być inaczej. Przykładem na tę inną jakość życia jest Karolinka - dziewczyna Zoli. Ta sama wieś, te same szkoły ukończone... ale inne realia domowe. Książka Janczury pokazuje, że chociaż w życiu nie ma sprawiedliwości, że trzeba czasami wziąć to samo życie za rogi i zawalczyć o siebie, to bardzo ważne jest to, żeby umieć popatrzeć ponad horyzont. Nawet, jeżeli pierwotnie wydaje się to koniecznością wyrwania z czarnej matni. Tę pułapkę zasianą w opowiedzianej przez Janczurę historii doskonale odzwierciedla okładka... Brawo. Świetna książka.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: