Everest

Autor: Odd Harald Hauge

Okładka wydania

Everest


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Gosia

Jedni wolą morza, inni wolą góry... ten tekst popularnej piosenki bardzo dobrze oddaje nasze gusta. Często jest tak, że jeżeli lubimy smażyć się całymi dniami na plaży, to już wyprawa w góry niekoniecznie nam odpowiada. Ta druga połowa uwielbia wędrówki i zmęczenie, więc leżenie na plaży przeplatane kąpielą wśród tłumu półnagich ciał powoduje jedynie frustrację. Ja uwielbiam góry i rzeczywiście nie lubię wypoczynku nad morzem. Lubię zdobywać szczyty, a moje dzieci dzielnie zbierają punkty do odznaki górskiej PTTK. Mówimy jednak o górach rodzimych, które wysokością nie przekraczają 2 500 n.p.m. Wyższe góry... może kiedyś... Na razie pozostaje mi literatura z ośnieżonymi szczytami na okładkach.
„Everest” to książka, która zabiera czytelnika w góry. Te najwyższe. Zanim jednak tam dotrzemy, musimy na początku powieści dokonać karkołomnego zadania, a mianowicie zaprzyjaźnić się z głównym bohaterem Martinem. Nie ukrywam, że początkowo nie wzbudził On mojej sympatii. Ekscytacja krótkim czasem, w jakim pokonał drogę do biura koncernu samochodowego Audi oraz zachwyt gadżetami będącymi w jego posiadaniu sprawiła, że odebrałam go jak pustego chłystka. Tak było aż do rozmowy z przedstawicielem sponsora,w trakcie której okazało się, że jeżeli Martin nadal chce być twarzą Audi, musi dokonać czegoś wielkiego. Osiągnięcia sprzed kilku lat mocno zatarły się w pamięci społeczeństwa i czas ponownie wejść na szczyt. Dosłownie i w przenośni. Zdobycie Everestu to coś, co zapewni Martinowi sławę na długi czas. Problem jest jeden - Martin nie jest himalaistą. Ale cóż z tego? Przecież ON może wszystko! No zagotowałam się po prostu.

 

Szybki przeskok w Himalaje i już poznajemy towarzyszy wyprawy. Dwie kobiety, dwóch mężczyzn i Szerpowie to podróżnicy, którzy będą towarzyszyć Martinowi na dach świata. Od początku czuć, że każdy z nich ma tajemnice, które rzucają się cieniem na zachowanie i nastrój całej ekipy. Im wyżej wchodzą i im bardziej oddalają się od cywilizacji, tym bardziej dręczące sprawy wyłażą na powierzchnię. Czy się uda?

 

Powieść wzbudziła we mnie burzliwe odczucia. Krótkie rozdziały i suchy, wręcz reporterski styl pisania spowodowały, że następujące po sobie wydarzenia czytelnik przeżywa ze zdwojoną wrażliwością. Tu nie ma owijania w bawełnę. Wszystkie uczucia, żale i niesnaski na wysokości 7 000 metrów urastają do rangi wojny światowej. Dochodzi zmęczenie, nuda i zwykła ludzka niecierpliwość. Kiedy autor przedstawia to stosując dziennikarski styl, czytelnik przeżywa to dużo bardziej, niż gdyby ująć to w ciepłe słówka. W książce nie ma opisów przyrody, rozwodzenia się nad zachodami słońcai pięknem krajobrazu. Za to jest śnieg, mróz, wiatr i wszędzie czyhające niebezpieczeństwo.

 

Nie da się ukryć, że ekipa naszych Himalaistów od początku łatwo nie miała. Pytanie, które nasuwa się od początku lektury i siedzi w głowie aż do ostatnich stron dotyczy zaufania. Bo przecież nasza ekipa to zlepek przypadkowych osób, które połączył ten sam cel - zdobycie szczytu. Poznali się właściwie już w górach i nie mieli wyjścia - musieli sobie zaufać. Problem tkwi chyba w słowie musieli. Wyraźnie widać, że ukazanie samego trudu wspinaczki to jedno, ale emocje i budujące się relacje pomiędzy uczestnikami wyprawy, to wcale nie mniej ważny wątek historii. Czy gdyby byli paczką przyjaciół znającą się od lat, byłoby łatwiej? Czy może właśnie trudniej, bo wybory, jakich należy TAM dokonywać są obciążone wspólnymi wspomnieniami i sympatiami... Trudna kwestia, która siedziała mi w głowie przez cały czas lektury.

 

Powieść na pierwszy rzut oka prosta i banalna. Ot relacja z przygotowań, wejścia, zejścia... no właśnie nie! Poczucie prostoty i banalności znika, kiedy do głosu dochodzą emocje. Autor przeraźliwie wyraźnie ukazuje, jaki człowiek jest mały, jak zależny od pogody, sprzętu i drugiego człowieka. Brak butelki z wodą, czy utrata gogli może kosztować życie. Autor nie patyczkuje się i bardzo surowo opisuje wszystkie dylematy i rozważania bohaterów. Nie mogę napisać tyle, ile bym chciała, żeby nie zdradzić zbyt wiele, ale napiszę jedno: cena, jaką przyjdzie zapłacić niektórym za brawurę jest bardzo wysoka.

 

Literacko książka „Everest” tytułu książki roku na pewno nie dostanie. Zdarzają się literówki i błędy językowe, ale nie powinno to przesłonić wartości, jakie autor stara się przekazać. Przecież Odd Harald Hauge (autor powieści) sam również jest podróżnikiem i trudno wymagać od niego kwiecistego języka. Nie ulega wątpliwości, że zawinili polscy redaktorzy. Dość długo dokuczała mi dziwna budowa zdań. Nie wiem - może miało to na celu podkreślenie surowości książki. Jeżeli tak - zabieg udany.

 

Cichymi bohaterami tej książki są Szerpowie. To Oni wnoszą, przynoszą i zanoszą wszystko to, co turystom jest potrzebne. Nie mówi się o nich zbyt wiele, raczej się od nich wymaga. Kiedy schodzi lawina, pod jej zwałami najwięcej ginie właśnie Szerpów. To tak naprawdę dzięki nim cokolwiek można osiągnąć – lud twardy i zaprawiony w bojach.

 

Książka wielka sercem. Pokazuje czytelnikowi, że w obliczu przyrody i matki natury często nie wystarczy chcieć. Pokazuje, że po wygranej walce tam, na górze, nic już nie będzie takie samo tu, na dole. Pokazuje wiarę w człowieka i ogrom jego ułomności. Warto przeczytać.

Anna Wójcik

Podróż w najniebezpieczniejsze miejsce świata

 

W 2007 norweski dziennikarz Odd Harald Hauge zdobył szczyt Mount Everest. Efektem jego podróży jest książka przepełniona realizmem i dbałością o detale. Jednak w opozycji do wydawcy thrillerem bym jej nie nazwała.

 

Bohaterem powieści jest światowej sławy podróżnik Martin Moltzau, któremu aż 2 razy udało się zdobyć tytuł Podróżnika Roku. Poznajemy go w momencie, gdy stara się o kontrakt sponsorski w Audi. Swój plan kolejnej wyprawy wzdłuż równika dopracował w najdrobniejszych szczegółach, jednak ku jego zaskoczeniu nie wszystko idzie zgodnie z jego oczekiwaniami. Zmiana planów sprawia, że mimo wyraźnej niechęci będzie on przemierzał Himalaje by zdobyć najsławniejszy ze szczytów.

 

W eskapadzie Martinowi towarzyszy legenda himalaizmu sir Richard Lawrance, meteorolożka, alpejska przewodniczka górska oraz amerykański finansista. Każdy z nich pragnie zdobyć szczyt z różnych powodów, a różnice w ich charakterach coraz wyraźniej będą wpływały na przebieg całej wyprawy. Ile człowiek jest w stanie poświęcić dla sławy, pieniędzy i podziwu innych? Tego dowiecie się gdy sięgnięcie po „Everest”.

 

Pozytywów w tej powieści jest kilka. Fakt, iż Hauge sam doświadczył wyprawy na Everest i zdołał zdobyć szczyt sprawia, że książka zawiera w sobie bardzo dużo realizmu. Czytając ją można wręcz odnieść wrażenie, że podróżuje się razem z bohaterami. Norweski pisarz zadbał tu o niemal każdy detal – używa fachowych nazw sprzętu, opisuje dokładnie skutki znajdowania się w tzw. strefie śmierci, przedstawia pracę jaką wykonują Szerpowie oraz trudności w przewidywaniu pogody i jej gwałtowną zmienność.

 

Kolejną zaletą powieści są portrety psychologiczne bohaterów. Każdy z nich ma inną motywację i w obliczu żywiołu budzą się w nich różne instynkty. Poznają siebie, granice swojej wytrzymałości oraz stopień zaufania do innych ludzi. Najwięcej dowiadujemy się o Martinie, dla którego wspinaczka na Everest jest swego rodzaju podróżą inicjacyjną.

 

Drobną uwagę mam tylko do pojawiających się w książce przypisów. Tłumaczki Ewa Bilińska i Karolina Drozdowska często używają ich do tłumaczenia wstawek w innym języku. Robią to jednak dość chaotycznie pomijając niektóre zwroty. Tym co natomiast przeszkadzało mi nieco w lekturze był brak wyjaśnienia niektórych używanych w książce terminów – jak poręczówka czy trawersować.

 

Jedynym i jednocześnie największym problemem jaki mam z tą powieścią jest brak suspensu. Autor ma bardzo przejrzysty i wyraźny styl, jednak uparcie pozostaje on niezmienny od samego początku aż do końca powieści. Z tego powodu bardzo trudno jest mu nadawać tempo wydarzeniom stosowaniem odpowiednio statycznych długich zdań i dynamicznych krótkich. Hauge w zasadzie nie robi nic, co mogło by wywołać „karuzelę emocji”.

 

Konsekwencją takiego pisania jest przewidywalność. Niektóre wątki rozwijają się bardzo intrygująco jednak ich potencjał nie został przez autora wykorzystany. Mam wręcz wrażenie, że niektóre z nich zostały zupełnie porzucone na rzecz innych, prostszych i mniej efektownych rozwiązań. Żadnym zaskoczeniem nie są więc prawdziwe powody podróży sir. Richarda Lawrance'a, a historia która się za nimi kryła mogła być opowiedziana w przepełniony zwrotami akcji sposób. Zamiast tego dostajemy kilka tajemnic, które Hauge odkrywa powoli i bez wywoływania większych emocji. Zupełnie jakby czekał, aż czytelnik sam się domyśli, by mógł tylko owe domysły potwierdzić.

 

Podsumowując „Everest” jest dobrą książką ukazującą realia wspinaczki z naciskiem na niebywałą pracę Szerpów. Z pewnością warto ją przeczytać jeśli planujemy wybrać się w Himalaje. Jeśli jednak oczekujecie pełnego emocji i zwrotów akcji thrilleru, warto sięgnąć po inną książkę.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!