Nic Do Stracenia Wreszcie Wolni

Autor: Kirsty Moseley

Okładka wydania

Nic Do Stracenia Wreszcie Wolni


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

To Read Or Not To Read

Czemu ta książka została podzielona na dwa tomy?

 

Pamiętacie historię z Nic do stracenia. Początek? Okazuje się, że w wersji oryginalnej została ona wydana w jednej części, która ma gdzieś około 600 stron. Z przyczyn niewiadomych polski wydawca zdecydował się rozbić powieść na dwa nierówne tomy. Dla pieniędzy? Dla rozgłosu? Efekt jest taki, że po bardzo słabej pierwszej części mało kto zdecydowałby się sięgnąć po drugą, która okazała się być o wiele lepszą pozycją.

 

Anna kilka lat wcześniej została porwana przez mordercę swojego chłopaka. Po uwolnieniu się od oprawcy, zamyka się w sobie i nie dopuszcza nikogo w pobliże. Ojciec dziewczyny startuje w wyborach na prezydenta Stanów Zjednoczonych i zbliża się proces Cartera, dzięki któremu może wyjść z więzienia. Ochrona Anny jest większa niż do tej pory, a na jej czele stoi przystojny Ashton.

 

Gdy zaczynamy lekturę, podchwytujemy pozostawiony wątek dokładnie w tym samym momencie i kontynuujemy zabawę z pierwszego tomu pod tytułem „Ja cię kocham, a ty masz milion wykrętów”. Bohaterowie tak samo przerzucają się swoimi uczuciami, nie potrafią podjąć decyzji i zadręczają czytelnika swoimi umysłowymi wywodami. Pozornie dzieje się wiele, ale tak naprawdę nie dzieje się nic. Główny wątek akcji, który jako jedyny trzyma poziom, jest przyćmiewany przez afery między Anną i Ashtonem czyli ponownie nudzimy się jak mopsy przez 200 stron.

 

W pierwszej części autorka próbowała trochę przybliżyć czytelnikowi, co dokładnie działo się z Anną podczas jej pobytu z Carterem za pomocą sennych koszmarów. Wtedy były one jedynie parafrazą tego, co wiedzieliśmy z prologu czy dopowiedzeń poszczególnych postaci. Jednym zdaniem, to nie wnosiło nic nowego. W drugim tomie ten zabieg w końcu nabiera sensu i zaczyna w większym stopniu wpływać na fabułę, a przywoływane sceny zwiększają swój kaliber. To już nie są przypadkowe urywki, a prawdziwe zdarzenia, które znacząco odkształciły się na psychice głównej bohaterki.

 

Jak już przebrniemy przez te pierwsze 200 stron, dostaniemy w końcu to, na co tyle czekaliśmy. Okazuje się, że książka ma w sumie dwa punkty kulminacyjne, jeden lepszy od drugiego. Doczekaliśmy się akcji, ciosów w szczęki, ścielących się trupów i wystrzałów z pistoletów. Nareszcie potencjał, który niosła ze sobą postać Cartera, został wykorzystany. Nie do końca w pełni, bo do ideału trochę brakowało, ale na pewno w sposób mnie satysfakcjonujący.

 

Wreszcie wolni pokazali też, że autorka nie do końca wzięła sobie do serca zrobienie poprawnego i obszernego researchu. Kirsty Moseley pochodzi z Anglii czyli z kraju, który ma zupełnie inny ustrój polityczny niż Stany Zjednoczone, a mimo wszystko zdecydowała się na umieszczenie wątku kampanii i wyborów prezydenckich w USA. Dodatkowo zanim ojciec Anny zdecydował się kandydować na prezydenta, był senatorem. Był szanowaną osobą w branży politycznej, a jego córka była trzymana w niewoli przez jednego z największych przestępców w kraju. Mimo wszystko udało im się to utrzymać w ścisłej tajemnicy zarówno wtedy, jak i podczas wyborów. Brawo dla nich, ale nie wyobrażam sobie, by media tak po prostu odpuściły sobie historię rodziny Spencerów w normalnych warunkach. Do tego dochodzi aspekt Secret Service. Jeżeli tacy agenci ochraniają Biały Dom, to ja się dziwię, że prezydent jeszcze chodzi po tym świecie, a budynek jest cały i zdrowy. W tej książce SS wypadło jako banda nastolatków z piątkami z wuefu, którzy dostali do rąk pistolety i sobie umyślili, że mogą zrobić wszystko. Otóż nie, nie mogą.

 

Podsumowując, cała historia liczy sobie około 700 stron. Z powodzeniem można byłoby skrócić ją do 400 nie odbierając jej sensu, a wręcz czyniąc ją bardziej dynamiczną i po prostu ciekawszą. Początek pierwszej części wróżył bardzo dobrze, zakończenie drugiej rzeczywiście trzymało w napięciu i było idealnym zwieńczeniem powieści, za to cała reszta jest po prostu mdła i pokazuje Annę z Ashtonem, którzy nawzajem obrzucają się uczuciami, flirtują, kłócą się, odpychają, schodzą się znowu i tak w kółko. To bohaterowie, który zdecydowanie nadają się do odstrzału. Za to Carter był najlepiej napisaną postacią w całej książce, a występował na bodajże 30 stronach. Mimowolnie czujesz przed nim respekt i się go boisz, bo jest prawdziwym psychopatą. Żałuję, że autorka tak oschle potraktowała jego możliwości i nie pokazała jego potencjału.

 

Ta część jest o wiele lepsza od swojej poprzedniczki, głównie ze względu na drugą połowę, jednak w dalszym ciągu dylogia Nic do stracenia nie jest literaturą ambitną. Nie zaliczyłabym jej nawet do tej przyjemnej, bo przyjemność z czytania znika w momencie, gdy Anna i Ashton dzielą ze sobą scenę, albo co gorsza, znajdują się daleko od siebie. Spokojnie mogą oboje aspirować do nagrody dla „najbardziej irytującej pary”, bo mają duże szanse ją zdobyć. Sam wątek z Carterem chyba nie jest w stanie obronić obu tych książek, bo one po prostu są nierzeczywiste i nudne. Ale przynajmniej szybko się je czyta.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!