Złodziej Luster

Autor: Martin Seay

Okładka wydania

Złodziej Luster


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Pani M

XVI-wieczna Wenecja. Osławieni w swoim fachu szklarze pracują nad niezwykłym projektem. Chcą stworzyć lustro i to nie byle jakie. Lustro weneckie, obiekt pełnej lęku fascynacji, to wytwór najnowocześniejszej technologii, przedmiot pożądania sułtanów i władców na całym świecie, zdeterminowanych wykraść sekret jego produkcji. Nic dziwnego, że bezwzględny trybunał Republiki, Rada Dziesięciu, wydaje edykt zakazujący, pod karą śmierci, rzemieślnikom trudniącym się wyrobem luster opuszczania miasta. Lecz pewien człowiek – zmęczony życiem bohater wojenny, który nie ma nic do stracenia – opracowuje plan. Sądzi, że zdoła w ten sposób przechytrzyć złowrogą Radę. Jednocześnie w dwóch innych wcieleniach Wenecji: w kalifornijskiej Venice Beach w 1958 roku oraz w Kasynie Weneckim w Las Vegas w roku 2003 dwóch innych spiskowców wprowadza w życie równie niebezpieczne plany, aby odkryć i wykraść cudze sekrety. Jaki finał będą miały te historie?

 

Kiedy w opisie powieści przeczytałam, że składają się na nią trzy historie, nieco obawiałam się tego, czy książka przypadnie mi do gustu i czy nie pogubię się w czasoprzestrzeni. Na szczęście tak się nie stało i autor zaserwował mi prawdziwą literacką ucztę.

 

Chociaż jestem po filologii polskiej, nie potrafię przyporządkować tej książki do żadnego gatunku literackiego. Znajdzie się tu odrobina magii, historia oraz intrygi mające na celu doprowadzenie do wykradzenia pilnie strzeżonych tajemnic. To mieszanka wybuchowa. Ryzykowna, ale w tym przypadku doskonale wyważona. Autor stanął na wysokości zadania i przemyślał dokładnie konstrukcję swojej powieści. Tu nie ma przypadkowych elementów czy chaosu. Każdy z bohaterów jest dopracowany, a wątek domknięty. To duży wyczyn przy tak złożonej powieści.

 

Akcja dzieje się w trzech płaszczyznach czasowych, między którymi bardzo zgrabnie lawiruje Martin Seay. Nie ma opcji, żeby pogubić się w tym, w którym roku aktualnie mają miejsca opisane wydarzenia. Początkowo wydawało mi się, że te wydarzenia mają ze sobą niewiele wspólnego. Szybko okazało się, że się myliłam. Ale musicie sami odkryć, co je łączyć, ja nie chcę już więcej zdradzić, bo zniechęcę was do lektury.

 

W powieści pojawia się sporo intryg. Żadna z nich nie jest przewidywalna. Autor kilka razy skutecznie wyprowadził mnie w pole, gdy już myślałam, że znam rozwiązanie zagadki. To zdecydowany plus w tej powieści. Byłabym bardzo rozczarowana, gdyby moje przypuszczenia się sprawdziły.

 

Ta książka to opowieść o pasji, obsesji i namiętnościach. Wciąga już od pierwszych stron. Nie jestem w stanie porównać jej z żadną inną powieścią. Jest niezwykła. Skomplikowana, ale dopracowana w każdym calu. Nie spodziewałam się tego, że zrobi na mnie takie wrażenie. Przyznam szczerze, że podeszłam do niej z nastawieniem, że prędzej czy później rzucę ją w kąt. Teraz będę się musiała za to ubiczować. Musicie mi to jednak wybaczyć. Już kilka razy nacięłam się na wielowątkowe powieści, w których najlepsza była okładka, a treść pozostawiała wiele do życzenia. Tutaj nie mam się do czego przyczepić. Chociaż Złodziej luster liczy sobie ponad 700 stron, pochłonęłam go niemal jednym tchem. Jak dla mnie to genialna i wielopłaszczyznowa powieść. Jeżeli szukacie nietuzinkowej książki i nie boicie się literackich cegieł, myślę, że spokojnie możecie rozejrzeć się za tym tytułem. Mam nadzieję, że jeśli zdecydujecie się na lekturę, nie będziecie rozczarowani.

Mina

Są takie książki, że czasami ma się je ochotę od razu odłożyć na półkę, ale jednak cały czas pozostaje iskierka nadziei, że jednak coś się jeszcze wydarzy. Do tego rodzaju powieści zaliczyć można Złodzieja luster. Początek jest bardzo trudny do przejścia, ale potem idzie już z górki, a czytelnik do ostatniej strony trzymany jest w niepewności.

 

Thrillery historyczne w ostatnich latach zyskały na znaczeniu. Chyba wszystko zaczęło się te kilka dobrych lat temu, gdy furorę robił Kod Leonarda da Vinci. Ktokolwiek czyta powieści z tego gatunku wie, że bardzo często fabuła, bohaterowie jak i ich przygody są do siebie podobne na tyle, że z czasem robi się to nudne. I właśnie dla wszystkich spragnionych czegoś nowego można polecić powieść Złodziej luster. Sama sięgnęłam po nią skuszona obietnicą jakiegoś powiewu innowacyjności w tworzeniu tajemniczego klimatu. Inną sprawą jest to, że zainteresowałam się nią ze względu na wykorzystanie motywu Wenecji. Osobiście przekonałam się o tym jakie fascynujące jest to miasto więc nic dziwnego, że stało się kanwą niejednej powieści.

 

Muszę przyznać, że się nie rozczarowałam. Chociaż miałam poddać się w już początkach. Wszystko spowodowane jest dziwnym stylem jakim operuje Martin Seay. Krótkie i urywane zdania, a do tego brak typowych dialogów są dosyć męczące. Ale tu pojawia się klasyczne „ale...”. Z jednej strony ciężko jest się wdrożyć w akcję właśnie przez taką, a nie inną konstrukcję powieści, a z drugiej strony wprowadza to taki nastrój niepokoju i tajemniczości, że trudno się od niej oderwać.

 

Wydarzenia jakie rozgrywają się na kartach książki można podzielić na trzy zasadnicze wątki. Pierwszym są te, które mają miejsce w Las Vegas w 2003 roku. Drugie w Venice Beach w Kalifornii w 1958, a trzecie w XVI-wiecznej Wenecji. Żeby poznać wszystkie szczegóły,a nawet i ogóły należy samemu spędzić czas nad lekturą. Wszystko to co dzieje się w Złodzieju luster jest bardzo trudne do zdefiniowania żeby przy tej okazji nie zdradzić szczegółów. Mogłyby to zepsuć przyjemność samodzielnego podążania tropami mającymi pomóc rozwikłać zagadkę jak te trzy historie się łączą.

 

Jest to wspaniała powieść,gdzie wzajemnie przeplatają się elementy sensacji, fantastyki, thrillera żeby skończyć na powieści szpiegowskiej. Wcześniej wspomniane krótkie zdania, dodatkowo urozmaicone plastycznym słownictwem, tworzą niesamowity klimat, który wprowadza zarówno niepokój jak i ciekawość. Na poszczególnych stronach mieszają się ze sobą namiętności i tajemnice, które splatają całą fabułę w zawiłą intrygę.

 

Podsumowując, Złodziej luster pokazuje, że warto być wytrwałym i nie poddawać się nawet jeśli lektura wymaga trochę większej uwagi. Osobiście uważam, że autorowi udało się otworzyć nowe drzwi w tworzeniu thrillerów historycznych. W natłoku książek, które powielają jeden i ten sam model, Martin Seay pokazuje, że da się stworzyć coś nowego i niezwykle frapującego. Obawiam się tylko o to, że ciężko będzie jemu samemu przebić tą powieść, ale o tym przekonamy się w przyszłości. Każdy kto jest fanem zagadek powinien dosłownie zatonąć w tej powieści. Zwroty akcji, które funduje nam autor są takie przewrotne, że zaprzeczają podejrzeniom czytelnika. Trzeba przygotować się na sporą dawkę emocji i napięcia. W związku z tym, że powieść jest dosyć gruba to gwarantowane jest kilka bezsennych nocy z lekturą, która przy okazji nie pozwala o sobie zapomnieć nawet po odłożeniu na półkę przeczytanych. Gorąco polecam. Warto poświęcić czas na tą niezwykle magiczną i jednocześnie porywającą książkę.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!