Nic Do Stracenia Początek

Autor: Kirsty Moseley

Okładka wydania

Nic Do Stracenia Początek


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

To Read Or Not To Read

Zapowiadało się ciekawie i inaczej, wyszło dokładnie tak samo jak wszystko inne.

Bo internecie chodziły pogłoski, jakoby pani KirstyMoseley napisała w swojej karierze tylko jedną dobrą książkę i nie była to żadna z części dylogii Nic do stracenia. Mimo wszystko uznałam, że nie może być aż tak źle, każdy przecież zasługuje na szansę. Fabuła Początku przemówiła do mnie bardziej niż opisy innych powieści tej pani i niestety, ale streszczenie na tylnej okładce to jedyna dobra strona tej historii.

Annabelle Spencer obchodzi swoje szesnaste urodziny. Jej świętowanie w żadnym stopniu nie przypomina programu My Super SweetSixteen. Postanawia wybrać się do klubu razem ze swoim chłopakiem, Jackiem. Ten wyjątkowy wieczór szybko się kończy spotkaniem z Carterem Thomasem, handlarzem narkotyków i psychopatą. Jack ginie z jego rąk, a Annabelle zostaje uprowadzona, by przez rok być przetrzymywaną wbrew swojej woli, bitą i gwałconą. Dziewczyna odzyskuje wolność przypadkiem, jej oprawca zostaje aresztowany, a niedługo czeka go powtórny proces. Z tego powodu ojciec Annabelle zatrudnia osobistego ochroniarza, Ashtona, by ten strzegł jego córki.

I to by było tyle jeśli chodzi o fabułę książki, bo ta zamyka się w granicach pierwszych 30 stron. Ciąg dalszy jest po prostu nudny, nie dzieje się nic ciekawego. Wstęp zapowiada naprawdę świetną powieść, która będzie obfita w nagłe zwroty akcji, ale nie dostajemy żadnej chwili pełnej napięcia. Autorka na wiele sposobów mogłaby wykorzystać fakt, że Carter jest groźnym przestępcą, że nie działa sam, że niedługo może wyjść z więzienia. Prawda jest taka, że pani Moseley nie zrobiła z tym nic oprócz monotonnego przywoływania jego procesu co określoną liczbę stron, by dwa zdania później zamieść całą sprawę pod dywan.

Rzeczą, która wysuwa się na pierwszy plan, to bohaterowie. Jest to całkowicie uzasadnione, bo skoro książka nie posiada żadnej ciekawej fabuły, to musi o czymś opowiadać. I tutaj autorka pokazała swoje umiejętności. W pierwszym rozdziale, gdy Annabelle ma szesnaście lat, zachowuje się jak rozkapryszona, rozpieszczona nastolatka, która myśli, że świat leży u jej stóp. Gdy następuje przeskok czasowy, psychika bohaterki ulega diametralnej zmianie. Wpływa na to nie tyle wiek, co złamanie psychiczne i przeżyte tortury. Postać Anny była tak realnie zbudowana, a jej ból i strata były aż namacalne. Szkoda tylko, że ten efekt nie utrzymał się dłużej. Bardzo szybko autorka zaczęła zmuszać dziewczynę do robienia rzeczy, których ofiara gwałtu nigdy by się nie dopuściła, cały czas twierdząc, że Anna jest poszkodowana i skrzywdzona. Przypominało to trochę sytuację typu, „nie lubię jeść szpinaku” – powiedziała jedząc szpinak.

 

Z drugiej strony głównego duetu jest Ashton – boskość w ludzkim ciele. Wysportowany, przystojny, uroczy, a w dodatku dzierży pistolet i profesjonalnie dba o bezpieczeństwo. W dodatku wciągnął się w czytanie Zmierzchu, za co dostaje dodatkowe punkty. Ale… no właśnie. Dzieje się z nim dokładnie to samo co z Anną. Mówi jedno, robi drugie, a myśli o zrobieniu trzeciego. I tak przez całą książkę, a że narracja przeskakuje, raz jest z perspektywy Ashtona a raz z Anny, nic się nie da ukryć.

 

Główny wątek opiera się na relacji, jaka łączy dwoje głównych bohaterów. Wszyscy wiemy już od samego początku, w którym kierunku ona będzie zmierzać, ale ta droga wiedzie przez same wyboje. I jedna i druga połowa tej pary zachowuje się, jakby miała poważne problemy z utrzymaniem nastroju dłużej niż przez kilka sekund. W jednej chwili oboje są na tak, zaraz jedno już zmienia zdanie na nie, drugie obstaje przy tak, ale wkrótce przyznaje rację temu pierwszemu, wtedy jednak to pierwsze już wraca do wersji początkowej. I tak w kółko, i w kółko, i w kółko… przez 450 stron.

 

Teraz mam dla was niespodziankę. Myślicie, że skoro pierwsza miłość głównej bohaterki nie żyje, to nie ma żadnej szansy na wystąpienie trójkąta miłosnego? No i tu się mylicie. Jack jest obecny w każdej scenie jako ten jeden jedyny, jako ostateczny wybór Annabelle. To Ashton jest tu na doczepkę i jeśli tylko sytuacja na to pozwala, jest mu wypominane, że jest przecież jeszcze Jack, że Anna dalej go kocha i nie pogodziła się z jego śmiercią. Główny sprawca całego zamieszania związanego z Annabelle jest nieobecny i sam nie może się wypowiedzieć, jego obecność jest platoniczna, co czyni ten trójkąt jeszcze bardziej irytującym.

 

Pomijając niezdecydowanie bohaterów, słabe i suche żarty, dziwne i nie mające sensu sceny erotyczne… nie, jednak nie. To w dalszym ciągu będzie słaba książka.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!