Okładka wydania

Moraliści Jak Szwedzi Uczą Się Na Błędach I Inne Historie

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Katarzyna Tubylewicz
  • Tytuł Oryginału: Moraliści Jak Szwedzi Uczą Się Na Błędach I Inne Historie
  • Gatunek: Literatura FaktuReportaż
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 408
  • Rok Wydania: 2017
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 140x205 mm
  • ISBN: 9788380321731
  • Wydawca: Wielka Litera
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    6/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Moraliści Jak Szwedzi Uczą Się Na Błędach I Inne Historie | Autor: Katarzyna Tubylewicz

Wybierz opinię:

MB

Książka Katarzyny Tubylewicz stawia wiele pytań. Pytania te są o tyle bardziej intrygujące, iż Szwecja, funkcjonująca w ogólnym mniemaniu jako kraj liberalny, otwarty i wręcz mlekiem i miodem płynący, musi stawić czoła tematom niewygodnym, trudnym i pozostającym w sporze z naturą szwedzką. Globalne procesy migracyjne powodują, że sprawy, które dotąd omijały Szwecję łukiem, aktualnie "kipią" i nie da się ich zamieść pod dywan milczenia. To kwestie trudne i dla Szwedów nierzadko niewygodne. Zmuszają ich do przyjmowania konkretnych stanowisk, do zajmowania określonej pozycji wobec problemów kulturowych, rasowych, ekonomicznych i kwestii bezpieczeństwa. Szwedzka natura ma już taką cechę, że tematów niewygodnych unika. W polskich realiach taka postawa jest szufladkowana w ramach moralności Dulskiej. I jest garść prawdy w tym porównaniu. Trudno jednak całkowicie pozbyć się wrażenia, że te prawdy w szwedzkim tyglu kulturowym są dwie. Bardzo trudno przeciwstawić się tradycjom kulturowym, które pozostają w sprzeczności z dorobkiem innych kultur. Natomiast nie można odpowiedzi szukać w milczeniu. Takie rozwiązanie - bierność wobec zachowań i postaw sprzecznych z tymi, które wynikają z tradycji szwedzkiej (ale i każdej innej) prowadzić może do sytuacji, którą przypomina mi twórczość Martina Niemoellera: "Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem. Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą. Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą. Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem. Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było"[1]. I jest w tym smutnym "wierszu" coś co poprzez lekturę książki Katarzyny Tubylewicz kojarzy się z ze Szwedami właśnie. Jeszcze w latach 90-tych nikt nie zamykał tam domu na klucz. Nie było problemów z przemocą. Dzisiaj tamtej Szwecji już nie ma. Doświadczenia z poprzednimi migracjami (jak chociażby liczny napływ Żydów polskich pod koniec lat 60-tych i na początku 70-tych minionego stulecia) zagłuszyły czujność tego ufnego kraju. Tymczasem wówczas do Szwecji przybywali ludzie wykształceni. Potrzeba integracji i osiągnięcia dobrej pozycji społeczno-ekonomicznej była dla nich czymś naturalnym. Szwedzi nie borykali się z problemem tworzenia gett przez Polaków. Polacy znaleźli się w Szwecji właśnie ze względu na te getta i alienację ich od reszty społeczeństwa. W nowym kraju chcieli płynnie wtopić się w nowe miejsca i nowe zwyczaje. Ich dążeniem było żyć godnie. Współcześnie Szwecja musi stawić czoła migracji, która jest inna. Nowe społeczności nie są tak otwarte, nie są tak wyedukowane, chłonne i tak plastyczne jak te z poprzednich doświadczeń. Otwarcie granic na inne kultury okazało się dla Szwecji bolesną lekcją, z którą mają obecnie duży problem. Trudność ta wynika nie tylko z różnic pomiędzy Szwedami a migrantami. Jest ona pokłosiem kultury Szwedów, którzy nie mają w zwyczaju komentować, zwracać uwagi i podejmować jednoznacznego stanowiska wobec tego co złe/niewygodne. Jeżeli nie mamy do czynienia z jasnym łamaniem prawa - Szwed nie zwróci uwagi drugiej osobie. Jeżeli nie mamy do czynienia z łamaniem prawa - Szwed uzna, że nie ma podstaw do wtrącania się. ALE. Określone zwyczaje kulturowe, tradycje (np. obrzezania, wydawania za mąż małoletnich dziewczynek) stawiają Szwedów w dużym i dość niewygodnym rozkroku. Reagować nie chcą (nie umieją? nie wiedzą jak?), a powinni jasno określić swój stosunek do wielu kwestii, które jątrzą społeczeństwo od środka. Problem ten jest złożony i bardzo ciekawi mnie jak Szwedzi sobie z nim poradzą. Tym bardziej, że szwedzcy aktywiści, którzy głośno wytykają palcem błędy rodzimej polityce, poddawani są nierzadko społecznemu ostracyzmowi.

 

Autorka prowadzi rozmowy ze Szwedami (wyznacznikiem nie jest tu natomiast pochodzenie, ale fakt i czas bycia/życia w Szwecji) pokazując, że kraj ten może uratować dorobek kulturowy, którego my Polacy często mu zazdrościmy. Ale musi podjąć działania. To, co aktualnie trapi Szwecję to bierność. Przebija ona przez całość książki, podzielonej na VI części, w których Autorka dobiera Rozmówców według określonego klucza. Część I to Solidarność - stanowi ona doskonałe wprowadzenie do całości i przejście do rozdziału drugiego następuje już płynnie - nieomal niezauważalnie. Ten element dedykowany jest prawom kobiet i feminizmowi. Dużo tu o różnicach kulturowych, o pozycji kobiety w społeczeństwie. I zaskakujące jest to, że nawet w przypadku Szwecji - im głębiej w las, tym więcej drzew. To nie jest Nibylandia, w którą tak mocno wierzymy od lat. To także kraj z krwi i kości, gdzie kobieta jest produktem wtórnym rynku pracy, a nierzadko kolorowe powinny być tylko liście drzew i ulice przedmieść. Część trzecia to "Dobroć, człowieczeństwo, tolerancja". I ten fragment wciąga jeszcze mocniej. Szczególnie interesująca jest rozmowa z Evą Brunne - homoseksualną pastorką, która wspólnie ze swoją partnerką (również duchowną) wychowują dziecko. W rozmowie tej jest dużo prawdy, racjonalności i mądrości. Dochodzę do wniosku, że łatwo jest w Szwecji być osobą blisko związaną z kościołem. "Człowiek" ma tam inny wymiar, inne znaczenie i liczy się bardziej. Trzy ostatnie fragmenty to "Równość, integracja", "Wolność" i "Uniwersalność".

 

To doskonała książka. Wciągająca i kotłująca się w człowieku jeszcze długo po jej zakończeniu. Katarzyna Tubylewicz podjęła się karkołomnego zadania opowiedzenia o sprawach, które lepiej przemilczać. Nawet, a może zwłaszcza w Szwecji. Tymczasem mam nieodparte wrażenie, że właśnie od Szwedów chciałabym dowiedzieć się jak współcześnie interpretować człowieczeństwo i dobro. Demokrację i otwartość (w tym umysłu) na inność. Mają w tej materii nie byle jakie osiągnięcia. Ale wiem również, że dzisiaj nie potrafią na te pytania odpowiedzieć.

 

P.S.
Zupełny przypadek sprawił, że książkę tę czytałam bezpośrednio po "Wygnani do raju. Szwedzki azyl" autorstwa Krystyny Naszkowskiej. Ale traf ten spowodował, że łatwiej i lepiej było mi obiektywnie popatrzeć na szwedki sposób bycia i postrzegania świata. Każdemu polecam taką sekwencję. Te dwie książki doskonale się uzupełniają.

 

[1] http://wiersze.doktorzy.pl/kiedyprzyszli.htm; dostęp: 19.06.2017.

Czytelnik7

Moraliści, w mojej opinii, to książka bardzo ważna. Nie tylko dla tych, którzy interesują się krajami północy, w tym Szwecją, ale także dla tych, których obchodzą sprawy społeczne – zwłaszcza tak głośne, o wymiarze politycznym, we współczesnym świecie. Katarzyna Tubylewicz, kreśląc portret północnego społeczeństwa, zdaje się ukazywać pewien typ człowieka, kraju, który uważamy za niedościgły, doskonały. Robi to jednak w sposób swoiście szokujący, ponieważ pokazuje, jak wiele nieprawidłowości panuje w jego postrzeganiu, jak daleka jest prawda od wyobrażenia.

 

Moraliści to pozycja, która weryfikuje wiele stereotypów i dość propagandowych, utrwalonych za sprawą realizacji pewnych idealistycznych dążeń, obrazów, zgodnie z którymi Szwecja powinna stanowić kraj-wzór, przestrzeń i społeczną, i kulturową, stanowiącą przykład dla wszystkich nacji, zwłaszcza w kwestiach równouprawnienia. Katarzyna Tubylewicz, wieloma sposobami (i za sprawą reportażu, i wywiadu, i przytaczania cudzych tekstów czy wypowiedzi), kreśli prawdziwszy, mniej reklamowy, obraz kraju z północy, prezentując przede wszystkim jego obecne umiejscowienie – w, jak się można przekonać, ślepym zaułku. Opowiada, przytaczając konkretne historie i obserwacje, do czego może doprowadzić bezrefleksyjna poprawność polityczna, następująca przy absolutnej pomocy i otwarciu. Przywołując słowa uznanych ekspertów i znawców spraw społecznych, maluje wielowarstwowy portret społeczny, zdeterminowany dwoma biegunami: akcją i reakcją. W ten sposób opowiada nam wiele nie tylko o Szwecji, ale i o innych krajach, zwłaszcza Europy, gdyż problemy, które stanowią punkt wyjścia opowieści, dotykają nas wszystkich w równym stopniu.

 

Katarzyna Tubylewicz przedstawia Szwecję jako kraj, który toczony jest dwiema skrajnościami. Obie wynikają z jednego problemu, z jednego zjawiska, związanego głównie z uchodźstwem, będącym coraz poważniejszym wyzwaniem dla naszego społeczeństwa, ładu polityczno-społecznego oraz szeroko rozumianego humanitaryzmu. Kraj, którym zajmuje się autorka, w wyobrażeniach wielu uchodzi za przykład idealnej, spełnionej, przyszłościowej przestrzeni, głównie w rozumieniu społecznym. Należy bowiem zaznaczyć, że ludziom na ogół żyje się w nim dostatnio, a prawa, które im przysługują, dążą do tego, by nikogo – wliczając w to różnego rodzaju mniejszości – nie wykluczać czy ograniczać. Dlatego, rozmawiając o równouprawnieniu, feminizmie, związkach jednopłciowych czy polityce multikulturowej, często przytaczamy właśnie Szwecję, jako dowód na to, że można niwelować różnice społeczne oraz tworzyć jedno integralne, dobrze funkcjonujące społeczeństwo, złożone z wielu mniejszych, różnych grup, w których, zwłaszcza w krajach o prawicowym usposobieniu, upatruje się źródła rozpadu społeczeństw. Autorka podchodzi do tematu rzetelnie, pokazując nam, czytelnikom i czytelniczkom, z jednej strony ten piękny świat równości i prawa, świat, w którym każdy znaczy tyle samo i dla każdego jest miejsce, mówiąc o różnych zjawiskach, przepisach czy postawach, dzięki którym i kobietom, i obcokrajowcom, i gejom, i mniejszościom religijnym żyje się dobrze – ponad podziałami, wykluczeniami oraz marginalizacją. Zauważa, jakie są powody takiego stanu rzeczy, tak światłego i rozwiniętego społeczeństwa, i jak to, takie podejście, przekłada się na codzienne życie. Z drugiej strony kreśli obraz daleki od spokojnego, trwającego w symbiozie narodu, zauważając, jak otwarta polityka – zwłaszcza migracyjna – naznaczona niezwykle szerokim gestem, związanym z przyjmowaniem uchodźców, odbija się (ten proces nieustannie trwa) na szwedzkim środowisku, rozbijając i niszcząc porządek oraz wartości, w których imię nawoływano do masowej pomocy.

 

Katarzyna Tubylewicz dokonuje wnikliwej analizy społecznej, obserwując wszystko to, co stanowi o dzisiejszej Szwecji. Portretuje przede wszystkim rozbieżność między wyobrażeniami, ideami, planami oraz wartościami, którymi zdeterminowana jest i natura obywateli, i polityka rządu, a owocami, do jakich doprowadziły pewne decyzje, wynikające właśnie z – jak się okazuje, nazbyt idealistycznego – podejścia. Bo w tej skomplikowanej, jakże smutnej i wymownej, relacji, między zamiarem a rezultatem, zawarty jest cały duch narodowy, główna myśl i zasada, naznaczająca szwedzkie społeczeństwo. Polityka otwartych drzwi, masowe przyjmowanie tych, którzy uciekają przed wojną, spowodowało nie tylko zawahania, powiedzmy, statystyczne czy gospodarcze, ale przede wszystkim niemałe problemy społeczno-kulturowe, których wygaszenie uniemożliwia szeroko rozumiana poprawność polityczna. W Moralistach wprowadzone zostało interesujące pojęcie, tzw. narcystycznego dobra, które dość trafnie opisuje panującą sytuację. Oznacza mniej więcej tyle, co mocno postępującą poprawność polityczną, zasłaniająca ewidentne wykroczenia czy nawet przestępstwa, których dopuszczają się – świadomie lub nie – obcokrajowcy. Ma to na celu niewykazanie się nietolerancją względem obcych nawyków kulturowych czy społecznych. Problem ten, jakże obecny w Szwecji z racji przyjęcia setek tysięcy uchodźców, coraz mocniej dostrzegalny, zaczyna przebijać pewne szklane sufity, zmieniając struktury społeczne. Jest to ciekawe z socjologicznego punktu widzenia o tyle, o ile dotyczy nie tylko tego jednego kraju; także szerszej społeczności, czym między innymi możemy tłumaczyć dojście do władzy prawicowych ugrupowań w wielu szerokościach geograficznych w ostatnim czasie.

 

Moraliści to książka, którą należy przeczytać, chcąc brać aktywny, uwzględniający wiele perspektyw, udział w dyskusji związanej z uchodźcami oraz tworzeniem społeczeństw multikulturowych. Katarzyna Tubylewicz kreśli wielopoziomowy portret zarówno Szwecji, jak i całej europejskiej mentalności, nie popadając ani w moralizatorski, ani apokaliptyczny ton. To pozycja, która pozwala odnaleźć się w opisywanym zjawisku, przede wszystkim dzięki dość obiektywnej perspektywie, respektującej i wszystkie „za”, i wszystkie „przeciw”.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial