Okładka wydania

T2 Trainspotting

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

T2 Trainspotting | Autor: Irvine Welsh

Wybierz opinię:

Michał Lipka

PORNO NA TORACH

 

It seems no one canhelp me now
I'm in toodeep
There's no way out
Thistime I havereallyledmyselfastray

 

Runawaytrainnevergoingback
Wrongway on a one waytrack
Seemslike I should be gettingsomewhere
SomehowI'mneitherhere nor there
Soul Asylum

 

„Trainspotting” to dzieło kultowe. Mowa tu zarówno o wydanej w 1993 roku autobiograficznej powieść Irvine’aWelsha, jak również jej filmowej adaptacji, która pojawiła się trzy lata później. Powstanie ciągu dalszego było więc kwestią czasu. Sam autor do swoich bohaterów powracał zresztą dwukrotnie, a plotki o drugim filmie krążyły od lat. Teraz wreszcie nadszedł ten moment. Renton i spółka znów trafiają na kinowe ekrany, a wydawnictwo Burda postanowiło przypomnieć nam z tej okazji powieść, która po części stanowi kanwę ich nowych przygód. I dobrze się stało, bo „T2”, czy jak chce tego wcześniejszy tytuł pod jakim wydano książkę, „Porno”, to solidny kawał mocnej, odpychającej i podszytej czarnym humorem opowieści, gdzie tematyka z nizin zarówno społecznych, jak i literackich, wkracza na ambitne tereny „wyższej półki”.

 

Sick Boyowi (Choremu) nie wyszło. Co dokładnie? Właściwie wszystko. Nie wyszło mu bycie alfonsem ani kombinatorem, ani nawet bycie porządnym czy to biznesmenem, czy też ojcem i mężem. Wraca więc do Edynburga, zająć się odziedziczonym pubem. Wkrótce jednak decyduje się wejść w nowy biznes, a dokładniej kręcenie filmu porno. Do ekipy angażuje starych kumpli ćpunów, którzy przez minione lata spróbowali się zmienić. Łączy nawet siły z Markiem Rentonem, który niegdyś uciekł z ich pieniędzmi, a obecnie jest współwłaścicielem dobrze prosperującego klubu w Amsterdamie. Ich szeregi zasila także nimfomanka Nikki, ale nie brakuje problemów. Jednym z nich są oczywiście potrzebne pieniądze, drugim Begbie, który wychodzi z więzienia. A na tym nie koniec...

 

Trainspotting to hobby polegające na oglądaniu przejeżdżających pociągów. Konkretny model lokomotywy, konkretny numer – miłośnicy obserwują je, nagrywają, spisują... Mnóstwo ludzi uważa tę pasję za bezsens. Nic zatem dziwnego, że słowo to stało się również synonimem nie niosących nic ze sobą czynności. To jego znaczenie, w połączeniu ze sceną rozgrywającą się na nieczynnej stacji (która w filmowej adaptacji się nie znalazła) stało się poniekąd motywem przewodnim „Trainspottingu” i nie zniknęło także w drugiej części. Bohaterowie, jakby nie wyciągnęli wcale wniosków z popełnionych błędów, wciąż wikłają się w kolejne głupoty. Minęły lata, zmieniło się wiele, ale Renton i spółka pozostali tymi samymi chłopakami na kacu, których poznaliśmy przed laty. I fakt ten cieszy, szczególnie że jednocześnie mamy okazję zobaczyć wiele zmian, jakie zaszły w ich życiu.

 

„T2” to książka znakomita, ale pamiętajmy, że nie dla wszystkich. IrvineWelsh, jeden z literackich enfant terrible, pisze językiem slangowym, często wręcz rynsztokowym, pełnym wulgaryzmów i przekleństw, stroniąc od politycznej poprawności. A zarazem wszystko co przedstawia jest plastyczne, pokazujące kunszt i talent autora. Mocne? Kontrowersyjne? Tak, ale przy tym wcale nie puste. „Trainspotting” ma swoje przesłanie, ma również głębię i uderzający realizm. Szok stosuje jako metodę, nie cel, a brak poszanowania dla jakże nużącej politycznej poprawności staje się ożywczym powiewem, tym cenniejszym w dzisiejszym świecie.

 

Do tego, co bardzo ważne, Welsh czyniąc z każdej postaci narratora rozdziałów jej poświęconych, zdołał wyposażyć je indywidualne cechy – także te językowe. Tłumacz stanął więc przed nie lada zadaniem. W końcu autor posługuje się nie tylko slangiem, ale też i odmianami języka angielskiego charakterystycznymi dla danych miejsc, które zapisując fonetycznie oddał z niezwykłą starannością. Uchwycić tego w polskim przekładzie nie sposób, nie mniej Jarosław Rybski zrobił co mógł i wyszło mu to znakomicie (choć nadal zgrzytam zębami na tłumaczenie pseudonimów bohaterów).

 

Podsumowując: polecam gorąco. IrvineWelsh to autor nietuzinkowy, ciekawy, odważny i wart poznania, a jego „Trainspotting” to powieść, którą po prostu znać wypada. Nie wiem, co wyjdzie z filmowej adaptacji tego tomu losów Rentona i spółki (zwiastun wygląda ciekawie, ale jakże różnie od treści pierwowzoru), ale „T2” to rewelacyjna powieść. Nie wahajcie się zatem i wejdzie w ten brudny, odpychający, ale jakże przy tym pociągający świat.

Bnioff

„To jest źle napisana apoteoza kryminogennej subkultury mówiąca o ludziach, którzy nie osiągnęli niczego znaczącego w małej społeczności.”

 

Właściwie to powyższe zdanie mogłoby stanowić całkiem zgrabną, lapidarną recenzję opublikowanej w 2002 roku kontynuacji powieści „Trainspotting” autorstwa Irvine’a Welsha. Mogłoby, choć raczej trudno zgodzić się ze stwierdzeniem, że rzecz jest źle napisana. Jest napisana kapitalnie, ba, to swoista literacka petarda, zachwycająca na płaszczyźnie nie tylko narracyjnej, ale też stylistycznej. Mowa oczywiście o powieści pod tytułem „Porno”, której wznowienia z brawurowym tłumaczeniem Jarosława Rybskiego podjęło się właśnie wydawnictwo Burda Książki. „T2 Trainspotting” ukazuje się przy okazji ekranizacji książki, której podjął się nie kto inny, jak Danny Boyle reżyser, który z literackiego pierwowzoru uczynił kultowy manifest pokolenia lat 90-tych, który w gruncie rzeczy był niczym innym, jak wspomnianą wyżej apoteozą kryminogennej subkultury. Ćpunów, pijaczków, obiboków i nimfetek ze szkockich przedmieść. To oczywiści tylko bardzo naskórkowy opis tego czym w istocie jest Trainspotting i jego kontynuacja, rodzaj autoironicznego komentarza do świata przedstawionego przez niepokornego Autora. Cytat ów pochodzi właśnie z powieści „Porno” (zwanej dalej, jak chce Wydawca „T2 Trainspotting”) i wybrzmiewa z ust wydawcy, któremu Kartofel (Spud) przesyła swój wymęczony rękopis, mający być próbą monograficznego ujęcia historii miasteczka (w którym dzieje się akcja T2) z punktu widzenia szarego mieszkańca.
Welsh potrafi być ironiczny, co czyni jego pisarstwo szalenie seksowym. Mimo, że traktuje swoich bohaterów szalenie serio, nie cukruje ich losów i nie stara się wybielać, to jednak potrafi opakować tę opowieść w subtelnie ironiczny, momentami ocierający się o groteskę klimat.

Sam pomysł na tę powieść wydaje się szalenie prosty. Od wydarzeń przedstawionych w „Trainspotting” minęła już ponad dekada, czasy się zmieniły, bohaterowie także. Mają już pod czterdziestkę, powinni dojrzeć (jeśli udało im się przeżyć), coś osiągnąć. Spójrzmy jak im się wiedzie, przyjrzyjmy im się znowu, w tym samym miejscy, lecz innym czasie. Wcześniej pomysłem na życie, była jazda na permanentnym haju, teraz okazuje się, że dobrym pomysłem na biznes może być zaistnienie w branży porno.

 

„Ludzie, którzy kiedyś chodzili do klubów, teraz po prostu odwiedzają się w domach na wielkich orgiach. Wiele z tego dzieje się, ponieważ kokaina zastąpiła ecstasy, a ludzi nieźle wykręca, kiedy biorą za dużo koksu. Ma to też związek z technologią, cyfrowym wideo i Internetem” – tłumaczył Welsh w wywiadzie udzielonym „The Onion A.V. Club” w momencie premiery książki. „W latach 80. mężczyźni z klasy robotniczej byli postrzegani jako wykastrowani przez to, jak zamknięto ich wszystkie stare prace, kopalnie, huty. Yuppies bzykający się nawzajem po biurach postrzegani byli jako ci, którzy byli na fali. A teraz sytuacja się odwróciła: yuppies pracują w biurach długie godziny i są zbyt zmęczeni, żeby uprawiać seks po powrocie do domu, z tym całym stresem z powodu hipoteki i innymi rzeczami. Z drugiej strony mamy rosnącą grupę bezrobotnych lub zatrudnionych na niepełnym etacie, którzy bzykają się ze sobą tylko dlatego, że muszą mieć coś do robienia”.

 

Tak więc Chory (Sick Boy) podejmuje wyzwanie, by poprowadzić otrzymany od cioci pub, a na zapleczu organizuje partyzanckie studio filmowe, gdzie ma powstać epicki pornol na festiwal tak zwanych filmów dla dorosłych. Ściąga w tym celu Czynsza (Rentona) z Amsterdamu, który, jak pamiętamy w finale „Trainspotting” zwiał z kasą kumpli, by ułożyć sobie życie z dala od toksycznego towarzystwa. Gdzieś w tle snuje się Kartofel i miota Begbie, który właśnie opuścił więzienie, gdzie odsiadywał wyrok za morderstwo. Jest więc pieprzenie, jest kolorowo, jest słodko-gorzko i w sumie szalenie znajomo. Jak w życiu bowiem, okazuje się, że ludzie nie zmieniają się tak bardzo, jak by chcieli, a historie lubią się rymować. Warto podkreślić kapitalny zabieg stylistyczny, który czyni całą tę historię nie tylko bardziej wiarygodną, ale szalenie barwną (choć przez to karkołomną w tłumaczeniu). Welsh oddaje bowiem głos swoim bohaterom, każdy rozdział, to monolog wewnętrzny i narracja prowadzona przez poszczególnego bohatera z jego sposobem myślenia, mówienie, widzenia świata. Widzimy więc ową rzeczywistość bezpośrednio ich oczyma, niemal jak w grze czy filmie, gdzie reżyser zastosował zabieg zwany jako POV – to jakby kamera umieszczona na głowie filmującego.

 

Fantastyczny kawał soczystej, krwistej literatury. Wciąga bez reszty i nie bierze jeńców.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto