Gruzja Welocypedem

Autor: Anna Kołodziejska

Okładka wydania

Gruzja Welocypedem


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Gosia

Zazdroszczę ludziom, którzy mają skrzydła u ramion, którzy są na tyle odważni, aby spełniać swoje marzenia. Każdy podróżnik to właśnie taki Ktoś, z portem w każdym mieście, z życiowym mottem: "Tam mój dom, gdzie ja". Mam wrażenie, że Anna Kołodziejska to właśnie taki człowiek. Kobieta, której doba wynosi 48 godzin, a swoimi planami na najbliższe kilka lat wypełniłaby życiorysy kilku spokojnych osób. W ostatnich dniach przeczytałam Jej książkę pt. "Gruzja welocypedem" i powiem, Wam, że jestem oczarowana. Zarówno autorką jak i Jej książką.
"Gruzja welocypedem" to właściwie taki reportaż z podróży w formie książkowej. Reportaż, pamiętnik... trudno powiedzieć. Właściwie to chyba to drugie, bo pomimo tego, że wyprawa odbyła się w towarzystwie przyjaciela autorki Pawła, to właśnie Pani Ania jest tu główną bohaterką wydarzeń i to Jej odczucia i komentarze towarzyszą czytelnikowi przez całą lekturę.
Pani Anna bardzo sprawnie i lekko przeprowadza czytelnika przez całą rowerową podróż. Z iście dziennikarską dokładnością opisuje przygody i perypetie, jakie spotykały Ją w poszczególnych dniach wyprawy. Już pierwszego dnia nasi podróżnicy musieli stawić czoło grupie namolnych taksówkarzy, agresywnym bezpańskim psom i ciągle trąbiącym kierowcom. Kolejne dni to również ciągłe zderzenie zwyczajów i kultur. Gruzja jest krajem o wiele mniejszym niż Polska, jednak ludność ją zamieszkująca stanowi istną mozaikę zwyczajów i języków. Ludzie są bardzo dumni, łatwo ich urazić, a z drugiej strony ilość alkoholu przez nich pochłaniana po prostu poraża. Zupełnie inaczej niż w naszej kulturze traktuje się tam kobiety. Nie mają One zbyt wiele do powiedzenia. Nie wolno im usiąść przy stole z mężczyznami do posiłku, no chyba że są turystkami. W jednej z rodzin, które gościły naszą autorkę, żona gospodarza częstując gości kawą nie odważyła się samodzielnie wybrać miejsca na stole, na którym postawi szklanki z naparem. Dopiero po wskazaniu miejsca przez męża kawa została podana. Z zasady kobieta jest to prowadzenia domu i wychowywania dzieci, a mężczyzna do utrzymywania rodziny. Podział jest wyraźny i nikt nie wyobraża sobie, że może być inaczej.
W opowieściach Pani Ani uderza czytelnika łatwość, z jaką miejscowi mężczyźni przekraczają bariery dobrego smaku i wychowania. Nachalność zachowań o podtekście seksualnym skierowanych do obcej przecież kobiety naprawdę poraża. Ciągłe zapraszanie do samochodu, obłapywanie... coś strasznego. Nie jestem osobą pruderyjną, ale w czasie lektury zastawiałam się, ile zdrowia kosztowała autorkę ciągła walka z nachalnymi pijanymi Gruzinami. Z Jej opisów wynika, że sporo. Właściwe jedyne, co odstraszało od prostackich zalotów, to obecność męskiego towarzysza podróży.
Ta niepozorna książeczka oprócz perypetii i przygód uczestników zawiera również przepiękne opisy miast i gruzińskiej przyrody. Niewątpliwie piękne - zwłaszcza zza kierownicy roweru - ale jednocześnie przytłaczające i przygnębiające. Wszędzie gdzie nasi podróżnicy się ruszyli, z kątów wyzierała bieda. Nawet, jeżeli budynek z zewnątrz przypominał europejskie standardy, to już w środku nie było tak wesoło. Za to przyroda, dzika i pierwotna - zachwyca. W Gruzji nie ma pieniędzy na rozwój infrastruktury, więc jak tylko podróżnicy wyjeżdżali poza miasta, przyroda porażała dzikością.
Wspaniała książka. Zabrała mnie na kilka godzin w niezapomnianą podróż. Bardzo żywe i wartkie opisy powodują, że tu nie ma czasu na nudę. Nawet, jeżeli zatrzymujemy się w jakimś miejscu, to ciekawostek związanych z nim jest tyle, że zanim się spostrzeżemy, już pędzimy dalej. Szkoda, że książka zawiera tak mało zdjęć, ale z drugiej strony daje to większe pole naszej wyobraźni. Miejscowe zwyczaje, potrawy, miejsca, ludzie... Dominują jednak opisy związane z piciem alkoholu. Mam wrażenie, że mocne trunki są podstawą życia tamtejszych mężczyzn. W tamtejszych lasach i zagajnikach można znaleźć konstrukcje przypominające stoły, ponieważ Gruzini nie piją w domach, a na świeżym powietrzu :-) Musi się tam dziać!
Wszędzie lasy, łąki, biegające luzem zwierzęta... robi to wszystko wrażenie.
Polecam serdecznie każdemu, kto chce na kilka chwil oderwać się od rzeczywistości i poszybować w nieznane...

Jarr74

Ta niewielka objętościowo książeczka stanie się, z całą pewnością, czytelną wskazówką (a przy tym, myślę, niesłychanie ciekawa i inspirującą) dla wszystkich miłośników rowerowych podróży, zwłaszcza zaś tych, którzy swoje następne kroki planują skierować w stronę urzekającej Gruzji;

 

Ów mocno nacechowany emocjami i prezentujący bardzo subiektywne spojrzenie autorki, reportaż z fascynującej podróży jest dokładnie tym za co pragnie uchodzić i czego się spodziewamy, biorąc lekturę do ręki. Dobrym, interesującym i bardzo praktycznym, rowerowym przewodnikiem, który pozwoli nam, z jednej strony, przebrnąć przez gąszcz przygotowań (zarówno od strony typowo sprzętowej jak i tej jak najbardziej formalnej) z drugiej zaś docenić w pełni uroki i bogactwo tego wspaniałego, górskiego kraju.

 

Zaznajomić czytelnika z ciekawą i zróżnicowana topografia kraju, stanem dróg, klimatem, przyrodą i wieloma innymi, bardzo przydatnymi dla turysty, informacjami dotyczącymi miejsc, które warto odwiedzić lub też, raczej, omijać szerokim łukiem (watahy głodnych, bezpańskich psów, pijani kierowcy, nachalni taksówkarze). Znajdziemy bardzo wiele użytecznych wskazówek dotyczących min: pozwoleń, wiz, walut, noclegów, smacznych, niedrogich restauracji , barów, cen podstawowych produktów spożywczych, pamiątek, opłat oraz tego jak najłatwiej odnaleźć się w tej, nowej dla nas, rzeczywistości.

 

To również bardzo interesujące spojrzenie na mentalność, tradycję, kulturę i obyczaje mieszkańców Gruzji, których Pani Anna Kołodziejska (wraz ze swym towarzyszem) dość licznie napotyka, podczas rożnych etapów swojej podróży. Ogromna serdeczność, gościnność, ścisłe rodzinne i sąsiedzkie więzy, brak pośpiechu, ale i aspekty (dotyczące np. roli kobiet w społeczeństwie), które znacznie odstają, zwłaszcza dla Polki, od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w naszej, zachodnioeuropejskiej, części Europy.

 

Oprócz barwnych opisów dotyczących przyrody i odwiedzanych miejsc najbardziej zainteresowały mnie wątki dotyczące wspaniałej gruzińskiej kuchni (uwielbiam khaczapuri) i słynnych alkoholi, zarówno tych dostępnych na sklepowych półkach (znane na całym świecie gruzińskie wina) jak i będących wytworem „prywatnej", miejscowej produkcji (Czacza).

 

„Podczas spotkania nie może też zabraknąć posiłku na który najczęściej składa się tradycyjne i wszechobecne khaczapuri, warzywa w postaci ogórków i pomidorów, najczęściej podawanych razem z dodatkiem pietruszki, a także mięso-tutaj jest pewna dowolność, jednak najczęściej podawana jest wieprzowina w postaci szaszłyków (kawałki świniny nabijanej na metalowe pręty i pieczonej nad ogniem) lub baranina, podawana w sosie paprykowym na ostro".

 

„Najważniejsze w biesiadach zdaje się jednak nie sam alkohol, pity tutaj w oceanicznych ilościach [...] ale sam fakt przebywania w towarzystwie bliskich sobie osób, zacieśniania więzów, celebrowania pracy, dnia i w końcu życia. W formie toastu, każdy może dostać swoja kolejkę, aby wygłosić słowa podzięki dla bliskich, dla towarzyszy, wreszcie dla Boga".

 

To wyłaniający się z treści, niestety, trochę słodko–gorzki obraz gruzińskiego państwa w którym wspaniałe, urzekające malowniczością krajobrazy i turystyczne enklawy, przeplatane są walącymi się ruderami domów, fatalną infrastrukturą, biedą i brakiem pieniędzy na inwestycję.

 

Każda z opowiedzianych tu historii wnosi coś nowego do naszej obiegowej, choć, najczęściej, bardzo powierzchownej, wiedzy dotyczącej tego kraju i jego mieszkańców. Historii, obyczajowości, nawyków, tradycji i narodowych przywar oraz tego jak reagują na różne życiowe sytuacje. Jest to dla nas tym bardziej ciekawe (zwłaszcza z poznawczego punktu widzenia) iż opisane zdarzenia widzimy z perspektywy naszej rodaczki oraz jej „nadwiślańskiego" podejścia do otaczającej ją rzeczywistości.

 

"Gruzja welocypedem" Anny Kołodziejskiej to bardzo pożądana pozycja dla wszystkich, którzy w niedługim czasie planują udać się tam w celach turystycznych. Bez wątpienia przybliży nam ten kraj i jego obywateli (rozwiewając przy okazji kilka mitów) i zrobi to w sposób, którego próżno by szukać w typowych przewodnikach turystycznych.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!