Konan Destylator

Autor: Andrzej Pilipiuk

Okładka wydania

Konan Destylator


Dodatkowe informacje

  • Autor: Andrzej Pilipiuk
  • Tytuł Oryginału: Konan Destylator
  • Gatunek: Fantasy & SFFantastyka
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 400
  • Rok Wydania: 2016
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 125x195 mm
  • ISBN: 9788379641970
  • Wydawca: Fabryka Słów
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Lublin
  • Ocena:

    4/6

    6/6

    6/6

    4/6

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 4 votes
Akcja: 100% - 4 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 3 votes
Klimat: 100% - 3 votes
Okładka: 100% - 3 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Michał Lipka

WEŹMISZ SPERMĘ SŁONIA…

 

Dodasz do tego składnik główny, czyli dwóch starców alkoholików, którzy zwarzywszy na swój wiek już dawno powinni leżeć w grobie, potem dorzucisz ich odwiecznych wrogów, nieudolnych policjantów, szalonego naukowca, kosmitów, samuraja, zombie, alternatywną rzeczywistość i dużo, dużo więcej (w szczególności procentów i promili) i co otrzymasz? Rozbrajające do łez, choć jednocześnie często porażające głupotą opowiadania, które czyta się szybko i przyjemnie, choć zarazem często równie szybko zapomina.

 

Jakub Wędrowycz, egzorcysta amator, miłośnik psów (dobrze przyrządzonych na talerzu), posiadacz imponującego przyrodzenia i nie mniej imponującej liczby lat na karku. Zawsze ubrany w gumiaki i czapkę uszatkę, w kufajce i prostych spodniach, w równej mierze wygląda na menela ze stroju, co z sinego nosa. Za wrogów ma ród Bardaków, których „skutecznie” tępi, a którzy mają dość rozległą rodzinę przez co głów do ścięcia nigdy nie brakuje. Za przyjaciela Semena Korczaszko, człeka o podobnych zainteresowaniach i poglądach, z którym praktycznie mieszka. Z miejscowymi policjantami natomiast – Birskim i Rowickim – łączą go dość zagmatwane relacje oparte na utrudnianiu sobie życia, wzajemnej pomocy, wyśmiewania i lęku.

 

W „Konanie…” Jakub wraca myślami do pewnego wydarzenia, postanawiając dopowiedzieć swojemu prawnukowi, Piotrusiowi, co spotkało Conana po przygodach opisanych w książkach i pokazanych w filmach. Otóż jakiś czas temu w ulubionej knajpie Wędrowycza pojawił się kolejny Bardak, ale wyjątkowo silny. Przegrana i wyrzucenie z lokalu staje się dla egzorcysty powodem do zemsty. A skąd wziąć mocniejszego osiłka? A gdyby tak cofnąć się w czasie i sprowadzić… Conana?

 

Oczywiście tytułowy tekst nie jest ani jedynym, ani najdłuższym, ani nawet najlepszym opowiadaniem, jakie znalazło się w najnowszym, ósmym tomie przygód Jakuba. Na „Konanan…” złożyło się bowiem piętnaście premierowych tekstów, które zdecydowanie przypadną do gustu miłośnikom opus magnumPilipiuka. Czy jednak nowi odbiorcy mają tu czego szukać? W końcu seria trwa już od tak długiego czasu. Na szczęście, jak zawsze zresztą w przypadku Jakuba, znajomość innych części nie jest wcale konieczna – przydaje się, to prawda, bo autor puszcza oko do stałych czytelników, nie mniej nie stracą też ci z tematem zupełnie nieobeznani.

Co jeszcze należy zaliczyć in plus to fakt, że otrzymaliśmy nie powieść, a zbiór

opowiadań. Bo niestety, ale z długimi formami Pilipiuk ma duży problem. Za wiele bowiem stara się wrzucić do jednego worka tematów, wydarzeń i akcji, fabuła szybko traci więc spójność i nuży. W przypadku opowiadań nadmiar pomysłów nie grozi – jeden na tekst śmiało wystarcza, a autor nie próbuje zbytnio szaleć (jedynie historia o szalonym naukowcy, który ukradł spermę słonia mogłaby być krótsza), w przeciwnym razie zabrakłoby mu materiału na resztę. Poza tym krótkie formy tu zebrane są śmieszne (zdecydowanie najlepiej prezentuje się historia, w której Jakub i Semen trafiają do alternatywnej rzeczywistości, gdzie spotykają swoje abstynenckie odpowiedniki) i idealne jako smaczne kąski na raz. Czasem Pilipiuk zbyt dużo rzuci mięsa, a przynajmniej więcej niż dotychczas, ale całość czyta się lekko i przyjemnie, a momentami lektura wyzwala takie pokłady śmiechu, że wyciska łzy. Wprawdzie nie ma tu głębi ani wyższych wartości, ale jako czysta rozrywka „Konan…” sprawdza się znakomicie.

 

Dlatego polecam. Pilipiuk ma talent pisarski i nawet jeśli nie zawsze potrafi ukierunkować go właściwie, o tyle w przypadku Jakuba wspina się na wyżyny. I co z tego, że humor jest niskich lotów, koszarowy i fizjologiczny, skoro śmieszy i bawi. Sięgnijcie więc, w ponure dni taka dawka dowcipów bywa ożywcza.

Uleczkaa38

Największy ochlapus, gbur, wieśniak i prostak polskiej literatury powraca w wielkim stylu! Oczywiście, chyba każdy już wie że chodzi o niejakiego Jakuba Wędrowycza - prywatnie zadeklarowanego pijaka, kłusownika, egzorcysty i mieszkańca mało urokliwej wsi o nazwie Wojsławice, a publicznie uwielbianego bohatera cyklu powieściowego Andrzeja Pilipiuka. Powraca za sprawą premiery najnowszej odsłony owej komediowo-fantastycznej sagi pt. "Konan Destylator", która to raz jeszcze przynosi nam mnóstwo niezwykłych historii z życia Jakuba, jego druha Semena, mieszkańców wsi ze znienawidzonymi Bardakami na czele, jak i również nietuzinkowych gości w codziennej egzystencji Wędrowycza..., no może nie tak do końca codziennej;)

 

Najnowsza odsłona przygód poczciwego Jakuba oferuje nam kilkanaście opowiadań z nim w roli głównej, odkrywających przed nami kolejne barwne przygody z życia tego bohatera. Przygody te wypełnia oczywiście alkohol, tradycyjne już zwady z wrogą familią Bardaków, mniej lub bardziej nadprzyrodzone wydarzenia, jak i przede wszystkim potężna dawka dobrego humoru, raczej natury tej bardziej rubasznej...;) Wdając się nieco bardziej w szczegóły, poznamy tu m.in. krewnego kozaka Semena Korczaski, odkryjemy prawdę o szkolnych latach Jakuba, wybierzemy się z wizytą do najbliżej rodziny Wędrowycza, kilkukrotnie uratujemy miejscową okolicę, a być może i cały świat od szalonych naukowców, wampirów, ufoków i innych dziwactw, jak i również udamy się na wycieczkę do samej Cymerii (tej od Konana) oraz do Stalkerskiej Z.O.N.Y., oczywiście z wielce uzasadnionych powodów... Reasumując - dzieje się tu bardzo wiele, bardzo nieprzywidywanie i cholernie ciekawie:)

 

"Konan Destylator" raz jeszcze zachwycił mnie pomysłowością i wyobraźnią Andrzeja Pilipiuka, który to za każdym razem oferuje nam mnóstwo kompletnie zwariowanych opowieści o Jakubie Wędrowyczu i jego kompanach:) Zachwyca z tego względu, iż gdy za każdym razem zasiadam do lektury kolejnego tomu cyklu, to jestem święcie przekonana, iż kolejna książka o tym bohaterze niczym mnie już nie zaskoczy, nie zaszokuje, nie zmusi do powiedzenia słów - "nie możliwe...", co oczywiście zawsze ma miejsce! Miało i tym razem, gdyż lektura tego zbioru po prostu rzuca na kolana, zarówno za sprawą nieokiełznanych ataków śmiechu, jak i barwnością przedstawianych tu wydarzeń. To przygoda, sensacja, horror, fantastyka na najwyższym poziomie w jednym, otoczona warstwą przedniego, choć nieco grubiańskiego, ale za to jakże przyjemnego, humoru! I tym sposobem mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, iż tom ten stanowi nie tylko godną i udaną kontynuację poprzednich części, ale także i nawet jedną z najlepszych z nich:)

 

Zwariowany główny bohater, zwariowani jego przyjaciele i sąsiedzi, równie zwariowane życie tychże postaci i oczywiście nie mniej szalone przygody Jakuba i Semena - oto co wypełnia nam lekturę tej książki, która to jest arcyciekawa, wciągająca w swój - zwariowany, a jakże - świat i po prostu przezabawna:) I najbardziej imponujące w tym wszystkim jest to, iż mimo przeczytanych tak wielu poprzednich odsłon cyklu o Jakubie Wędrowyczu, kolejne jego przygody wciąż nas pociągają, intrygują, bawią i w żadnej mierze nie nudzą, gdyż wciąż są po prostu interesujące, odkrywcze, nieprzewidywalne. I choć sam nasz główny bohater z każdym tomem jest coraz to starszy, to jego życie, sposób myślenia i postrzegania świata, pozostają niezmienne:) I w tym tkwi siła tego cyklu i tych opowieści...:)

 

Naturalnie sercem tej opowieści są jej dwaj głowni bohaterowie - Jakub i Semen, którzy nieco na wzór starego, dobrego małżeństwa, spędzają ze sobą każdą wolną chwilę. Spędzają na piciu domowego samogonu w zapadającej się chacie Wędrowycza, na piciu innych alkoholi w miejscowej spelunie, na wdawaniu się bijatyki z przesiadującymi tam równie często Bardakami, ewentualnie na wykonywaniu pewnych specyficznych misji i zadań, m.in. konfrontacji z przestępcami, potworami, zombiakami, czy też wampirami...;) I tak rolę odważniejszego, bardziej narwanego, impulsywnego, ale też i skuteczniejszego w działaniu, odgrywa tu sam Jakub. Z kolei Semen to ten twardziej stąpający po ziemi, inteligentniejszy (oczywiście w pewnych granicach), światły, kulturalny i bardziej doświadczony życiowo ochlapus, którego także trudno nie polubić. I tak oto ci dwaj panowie tworzą doskonale uzupełniający się wzajemnie duet kumpli, towarzyszy, przyjaciół, którego z pewnością nikt nie chciał by spotkać na swojej drodze, ale też i nikt nie mógłby powstrzymać się przed polubieniem tej pary:) Kolorytu tej opowieści dodają także bohaterowie drugiego planu, choćby z miejscowym policjantem Birskim na czele, czy też wnukiem Jakuba - Piotrusiem, który także sporo namiesza w życiu obu starców... Nie czytać o takich bohaterach, było bo jawnym grzechem wobec literatury!;)

 

Zawarte w tym zbiorze opowiadania niosą nam nie tylko barwne przygody z życia ich bohaterów, ale także i cenne wiadomości dla całego tego literackiego cyklu. Tak oto bowiem z tego najnowszego tomu dowiemy się m.in. o skomplikowanej i trudnej szkolnej młodości Jakuba i wynikającej z niej awersji do wszelakich gmachów edukacji państwowej, poznamy sekret długowieczności Semena Korczaski, jak i również przypomnimy sobie w konkretny i bardzo szczegółowy sposób o przyczynach odwiecznej wojny pomiędzy Wędrowyczami i Bardakami... Wszystko to nie tylko uzupełnia naszą wiedzą o tych postaciach, ale także rzuca nieco inne światło na cały ten cykl, czyniąc go jeszcze bardziej intrygującym i fascynującym:)

 

Co do zawartych tu opowiadań, to oczywiście wszystkie one stoją na bardzo wysokim poziomie literackim. O takich kwestiach jak warsztat nie będę nawet wspominać, gdyż Pan Andrzej Pilipiuk jest niekwestionowanym mistrzem polskiej literatury fantastyczno-przygodowej, a mistrzowie są po prostu perfekcyjni w tym co robią. Naturalnie, każdy ma swój gust i dla każdego inne z tych opowiadań będą szczególnie genialne i wyjątkowe, co jest rzeczą jak najbardziej zrozumiałą. I tak też moją osobę zachwyciły szczególnie trzy z zawartych tu mini opowieści, tj. "Konan Destylator", "Zamiana" i "Źródło", które to po prostu są fantastyczne! Każda z nich odnosi się do swego rodzaju wyprawy, kolejno do mitycznej Cymerii znanej z filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej, następnie do współczesnej szkoły licealnej, wreszcie do pewnego starego i tajemniczego klasztoru na dalekiej Syberii... "Konan Destylator" niszczy nasze wyobrażenia o świecie legendarnego wojownika, jego sile, odwadze i sposobie życia, choć jednocześnie i napawa pewną nadzieją na to, że kolejne jego pokolenia wezmą sprawy w swoje ręce...;) "Zamiana" przenosi nas do najprawdziwszej dżungli życia, czyli współczesnej szkoły, w której musi odnaleźć się Semen, oczywiście w roli ucznia radzącego sobie świetnie z rosyjskim, awanturniczymi klasowymi osiłkami, oraz widokiem skąpo odzianych koleżanek... Wreszcie "Źródło" oferuje nam sobą klasyczną opowieść drogi, której to finał odpowiada na pytanie o to, jakim cudem Semen wciąż żyje i cieszy się dobrym zdrowiem...? I każde z tych opowiadań przepełnione jest przygodą, humorem i bardzo intrygującym oraz kompletnie nie przewidywalnym zakończeniem;) To arcydzieła wśród opowiadań całego cyklu, które z pewnością na trwałe zagoszczą w pamięci miłośników tej sagi...

 

"Konan Destylator" to kolejna doskonała odsłona cyklu o Jakubie Wędrowyczu, której to poznania po prostu nie można sobie odmówić:) Świetny humor, barwni bohaterowie, intrygująca fabuła i piękne ilustracje Andrzeja Łaski - oto co czeka na każdego czytelnika przy lekturze tej powieści. Polecam i życzę mnóstwa niezwykłych wrażeń i przeżyć przy spotkaniu z Jakubem i Semenem, których to dokonań i czynów nie zapomnimy z pewnością przez bardzo, bardzo długi czas...:)

Freya

Andrzej Pilipiukto polski pisarz fantastyczny i publicysta oraz laureat nagrody literackiej im. Janusza A. Zajdla za rok 2002. Sam siebie nazwał Wielkim Grafomanem. Jego książki wydawane są w zaskakująco szybkim tempie. Z wykształcenia jest archeologiem, z zamiłowania łowcą meteorytów. Wykreował wielu wspaniałych bohaterów, wśród których najbardziej znanym jest Jakub Wędrowycz – bimbrownik i wiejski egzorcysta. O tym autorze mogłabym napisać znacznie więcej, ale to nie jest właściwe miejsce na jego biografię.

 

Miałam okazję dwa razy pojawić się na spotkaniu z pisarzem. 5 grudnia tego roku udało mi się nawet zdobyć autograf z dedykacją. Jak do tej pory przeczytałam tylko dwie książki Andrzeja Pilipiuka, najstarszą i najnowszą część o przygodach egzorcysty amatora Jakuba Wędrowycza. Oba zbiory opowiadań wywarły na mnie ogromne wrażenie i mam nadzieję, że wkrótce uda mi się uzupełnić wszystkie braki. W przyszłości chcę też zmierzyć się z innymi seriami.

 

Najnowszy, ósmy już zbiór opowiadań o Jakubie Wędrowyczu nosi tytuł „Konan Destylator”. Książkę czytałam z ogromnym uśmiechem na twarzy. Przygody Jakuba i jego najlepszego przyjaciela Semena Korczaszko z pewnością rozbawią każdego czytelnika. Tym razem autor odwołał się do wielu znanych pozycji literackich. „Szkolne wspominki” nawiązują do „Akademii pana Kleksa” Jana Brzechwy i to właśnie tutaj dowiadujemy się, z jakich przyczyn główny bohater spalił niegdyś swoją szkołę. W opowiadaniu „Źródło” poznajmy sekret długowieczności Semena. Pisarz doskonale zaspokoił ciekawość czytelników. W książce pojawił się też oktoelefant – potwór rodem z opowieści Lovecrafta, tajemniczy ninja czy ufoludki. W tytułowym opowiadaniu z tego zbioru Wędrowyczrelacjonuje swojemu prawnukowi Piotrusiowi kontynuację przygód Conana z Cymerii, znanego również jako Conan Barbarzyńca, po tych, które zostały już przedstawione w książkach i filmach. Conan z Cymerii jest postacią literacką stworzoną przez amerykańskiego pisarza Roberta E. Howarda w serii opowiadań fantasty z pierwszej połowy XX wieku.

 

Wśród fanów twórczości Pilipiuka krąży opinia, że Jakub w najnowszych tomach nieco złagodniał. Nadal jednak nienawidzi rodu Bardaków, ale powstrzymuje się przed zlikwidowaniem trzynastego, bo jak powszechnie wiadomo, trzynastka to pechowa liczba. Wciąż ma zatargi z prawem i miejscowymi policjantami – Birskim i Rowickim.

 

Na zbiór składa się piętnaście opowiadań poświęconych Wędrowiczowi i jedno bonusowe nawiązujące do wydanych kilka lat temu książek o wampirach: „Wampir z M3”, „Wampir z MO”. Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Znajomość poprzednich części nie jest konieczna. Bez obaw, możecie rozpocząć swoją przygodę z Jakubem od „Konana Destylatora”, a gdy lektura przypadnie Wam do gustu, a jestem przekonana, że w większości przypadków właśnie tak się stanie, sięgnąć po pozostałe tomy.

 

Autor z niezwykłą swobodą operuje słowami. Lektura jest lekka i przyjemna. Przedstawione przez niego wydarzenia niezwykle mocno działają na wyobraźnię czytelnika, a wykreowani przez niego bohaterowie są niezwykle charakterystyczni i na długo zapadają w pamięć. Książka pełna jest charakterystycznego dla autora humoru i choć jest on raczej niskich lotów, niektóre momenty rozbawiły mnie do łez.

 

Na uwagę zasługują ilustracje Andrzeja Łaskiego, które pojawiają się w każdym z opowiadań i najczęściej przedstawiają Jakuba w sytuacji opisanej w danym opowiadaniu. Nasz bohater ma na sobie gumofilce, czapkę uszatkę i starą kufajkę. Wyglądem przypomina typowego menela, zarówno z ubioru jak i malinowego nosa, który swoją barwę przybiera dzięki wypitemu przez Jakuba samogonowi własnej produkcji.

 

„Konan Destylator” to ósmy tom niesamowitej serii opowiadań o Jakubie Wędrowyczu. Jeżeli lubicie fantastykę i jesteście zwolennikami krótkiej formy, z pewnością tak jak ja polubicie przygody głównego bohatera. Gorąco polecam książkę na długie, nudne zimowe wieczory, dostarczy Wam sporo rozrywki. Jest wspaniałą alternatywą dla „odmóżdżaczy” w telewizji czy Internecie.

Linda

„Nad Wojsławicami zapadał chłodny październikowy wieczór. (...) Ludzie powoli udawali się na spoczynek przed telewizorami. Psy barykadowały się w budach. I tylko knajpa, rozjarzona blaskiem nagich żarówek, zdawała się być oazą życia, ciepła i światła ... Dym tanich papierosów wypłoszył z wnętrza nieliczne już jesienne muchy i komary. Karaluchy drzemały w szparach. Nic nie zakłócało atmosfery niewymuszonej plebejskiej wesołości.”

 

Jakub Wędrowycz powraca w kolejnym tomie Andrzeja Pilipiuka, „Konan Destylator”, w którym znaleźć można zupełnie nowe opowiadania o przygodach niepokornego i niezwykłego bohatera. Wiejski egzorcysta i miejscowy bimbrownik, do spółki ze swym wiekowym przyjacielem, Semenem, spotykają na swej drodze siły nie z tego świata, ale także stawiają czoła znienawidzonemu klanowi Bardaków i codziennej egzystencji w zapomnianych przez Boga i ludzi Wojsławicach.

 

Ogromnie ucieszyłam się na wieść o tym, że Pilipiuk ponownie sięga po swego sztandarowego bohatera - postać, która na trwałe zagościła na firmamencie najbardziej rozpoznawalnych fizjonomii polskiej fantastyki. Kultowy już Jakub Wędrowycz to absolutny fenomen, jeśli chodzi o ten gatunek – w charakterystycznych walonkach, wiekowy pijak, bimbrownik i kłusownik, nosi w sobie również sporą garść zdolności przewyższających zwykłych ludzi. Czytałam już wszystkie książki z serii o Wędrowyczu i muszę przyznać, że „Konan Destylator” to znakomity zbiór opowiadań, które mogły przecież tchnąć już nudą, ale Pilipiuk dowodzi, że jego wyobraźnia posiada jeszcze spore zasoby historyjek o wiejskim egzorcyście, które nie dość, że ciekawe, to w dodatku są rozbrajająco zabawne i absurdalne

 

Autor swobodnie czerpie zarówno z klasycznej fantastyki, współczesnych zjawisk popkulturowych. jak i polskich przywar i zabobonów, daje tej całej mieszance sporą dozę przaśnego, nieco chamskiego humoru. Opowiadania są dobrze skonstruowane, nie ciągną się i nie dłużą, dzięki czemu nie odnosi się wrażenia ciężkostrawnej papki, a przy tego rodzaju historiach, w których ważna jest stosunkowo szybka akcja, zabawne sytuacje, proste dialogi i niestworzone zdarzenia, ryzyko mdłej, jednostajnej fabuły jest duże.

 

Moją uwagę najbardziej przykuły takie opowiadania jak: „Szkolne wspominki” czy „Trudny teren”. W pierwszym można co nieco dowiedzieć się na temat dzieciństwa samego Jakuba, a konkretnie jego edukacji – nawiązanie do „Akademii Pana Kleksa” jest całkiem udane i zaskakujące. Drugi tytuł, w którym to nie Wędrowycz jest na pierwszym planie a policyjny praktykant i jego zetknięcie się z miejscowymi zwyczajami i niełatwymi zasadami, według których musi nauczyć się żyć i pracować, jest zabawne, ciekawie zobaczyć też inny „punkt widzenia” niż głównego bohatera serii.

 

Prawda jest jednak taka, że „Konan Destylator” nie skusi każdego, nie każdemu się także spodoba. Dla wielbicieli prozy Pilipiuka to niewątpliwa gratka, osobiście jestem zadowolona z lektury, opowiadania czytało się naprawdę dobrze, chociaż to szczególne poczucie humoru i schematyczność fabuły lekko mnie irytowały, mimo to powrót do Wojsławic i starego Wędrowycza to sama przyjemność. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy jest wielbicielem tego typu pisarstwa i nie każdy znajdzie w „Konanie Destylatorze” coś, co go zainteresuje czy rozśmieszy.

Bnioff

„Księżyc spoglądał tego wieczora na Wojsławice mocno zdegustowany. Żaby kumkały jakby z potępieniem. Ślimaki milczały, jak to one, ale i w tym milczeniu dawało się wyczuć naganę.”

 

„Konan Destylator” to ósmy już tom przygód jednej z barwniejszych postaci na naszym literackim podwórku, zwanej jako Jakub Wędrowycz - bimbrownik i egzorcysta. Dla tych, którzy mieli już przyjemność zetknąć się z tym cyklem i z postacią wiejskiego ochlaptusa, przed którymi drżą wszystkie poczwary, od wampirów, poprzez wilkołaki ,zombie, aż po wredny i zaciekły ród Bardaków, odwiecznych Jakubowych adwersarzy, właśnie wydany zbiór Jakubowach opowieści będzie z cała pewnością ucztą równie sycącą, co każda z poprzednich. Czy zadowoli czytelników, którzy zaciekawieni opisem na okładce, czy po prostu samą okładką, jak zwykle kapitalnie namalowaną przez Andrzeja Łaskiego, który jak zwykle perfekcyjnie oddał ducha tych opowieści w charakterystycznych ilustracjach, trudno wyrokować. Pewnie tak, bo obietnica świetnej zabawy, literackiej gry z konwencjami, kliszami i schematami, jaka zawarta jest w okładkowym blurpie czy samym spisie treści, została wypełniona do cna, do ostatniej, chciałoby się powiedzieć, kropli Jakubowego samogonu.
„Ubranie Jakuba przesiąkło dymem, oczy poczerwieniały, zapewne od wpatrywania się ogień, a nos z nieznanej przyczyny nabrał lekko fioletowej barwy.
- Chcesz spróbować? – wyciągnął w stronę wnuka aluminiowy kubek. – pierwszy gon, siedemdziesiąt obrotów.
- Nie dziękuję. Mam dopiero dwanaście lat.
- Co, z własnym pradziadkiem się nie napijesz!? – Oburzony egzorcysta z wrażenia omal nie rozlał eliksiru.”

 

Oto dostajemy piętnaście nowelek (plus jedna bonusowa, spoza wojsławickiego uniwersum), w których nasz wiekowy zakapior, straszy, tumani i zabawia, to ostatnie tyczy się naturalnie czytelników, ewentualnie wiernego druha, zaprawionego w bojach kozaka Semena. Pilipiuk, sam określający siebie mianem Wielkiego Grafomana, nie próbuje udawać, że w cykl kronik Jakuba Wędrowcza ofiarował nam dla szczerej, niczym nie zmąconej rozrywki. Nie taniej jednak i byle jakiej, mimo lekkości stylu, mającej w sobie sporo finezji, jest to literatura wymagająca jako takiego oczytania i obycia z dorobkiem przeróżnych tworów kultury nie tylko masowej, z uwagi na liczne nawiązania, cytaty i bardziej bądź mniej zawoalowane inspiracje. Bawić się będą świetnie miłośnicy wszelakich opowieści z dreszczykiem, praktycznie bowiem każdym opowiadaniu przyjdzie zmierzyć się Wędrowyczowi z jakąś siłą nieczystą. Czasem pokona ją fortelem, czasem prymitywnymi metodami słowiańskiej wersji legendarnego Van Helsinga, czasem w sukurs przyjdzie mu jego legenda, która zdaje się już żyć własnym życiem. „Konan destylator” to lektura, która świetnie sprawdza się jako przerywnik w literaturze bardziej wymagającej, jest wręcz idealna jako terapia rozładowująca napięcie, myślę, że zarówno autor, jak i sam Wędrowycz nie obraziliby się za epitet kapitalne czytadło.
Każde z opowiadań to skończona historia, mająca swój wstęp, rozwinięcie i zazwyczaj zaskakującą pointę. Mimo pozorów lekkości, czuć tu solidny warsztat zaprawionego w literackich bojach rzemieślnika. Można te nowelki smakować nie tylko na płaszczyźnie samych historii i anegdot, zwróć też trzeba uwagę, na charakterystyczny styl, na bogate słownictwo i umiejętność słownictwem tym zabawy. Wiele fraz z powodzeniem może stać się za jakiś czas kultowymi cytatami, są też osoby, które mówią Wędrowyczem, jak mówi się cytatami z ulubionych książek i filmów. Nie spodziewajmy się dzieła wybitnego, spodziewajmy się wybitnej rozrywki. Stworzonej z rozmachem dorównującym filmom o Conanie Barbarzyńcy, mającej coś z Opowieści z krypty i Akademii Pana Kleksa w jednym.

 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!