Kotlet Na Wynos, Czyli Autostopem Za Równik

Autor: Mateusz Kotlarski

Okładka wydania

Kotlet Na Wynos, Czyli Autostopem Za Równik


Dodatkowe informacje

  • Autor: Mateusz Kotlarski
  • Tytuł Oryginału: Kotlet Na Wynos, Czyli Autostopem Za Równik
  • Gatunek: Literatura Podróżnicza
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 328
  • Rok Wydania: 2016
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 150x210 mm
  • ISBN: 9788328326354
  • Wydawca: Bezdroża
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Kraków
  • Ocena:

    -

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Czytelnik7

Książki podróżnicze to nieodzowny element wakacyjnego ekwipunku. Nie tylko, takie pozycje czyta się przecież z rumieńcem na polikach przez cały rok, jednak latem, gdy czasu i sposobności niewątpliwie więcej, po tego typu wydawnictwa sięga się jakby chętniej. Przynajmniej ja tak mam. Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik zaintrygowało mnie wielce, gdyż traktuje o rejonach świata, którymi ja, jako podróżnik amator, jestem zainteresowany, oraz przedstawia formę podróżowania autostopem, czyli tą, która dla wielu jawi się jako zupełnie obca.

 

Mateusz Kotlarski popełnił taką książkę, którą czyta się nie tylko z przyjemnością, ale przede wszystkim z niebywałą ciekawością tego, co dalej, co kartkę, rozdział później. Trudno to wyrazić, bazując wyłącznie na własnych odczuciach, najpełniej bowiem widać to podczas lektury recenzowanej pozycji, ale Kotlet na wynos zasysa, motywuje czytelnika na dalszą, nieprzerwaną wyprawę. Wynika to zapewne z tego, że opisy z podróży nie są długie, nie są nużące. Wręcz przeciwnie. Spisane są w sposób zwięzły, obrazowy, dynamiczny i prędki. To, co autor przeżywa, doznaje i obserwuje podczas podróży, ukazane jest w sposób nieco impresyjny – nie roztacza szerokich i przesadzonych relacji, ma miejsce natomiast lapidarny rzut, wyrażający jednak nie to, co powierzchowne, a to, co stanowi istotę. Kotlarskiego intryguje podróż jako możliwość poznawania czegoś innego, rozumianego bardzo szeroko – miejsc, ludzi, kultur, tradycji, mentalności. Zajmuje go zarówno to, co widoczne od razu – warunki bytowania, sposoby odnoszenia się społeczności poznawanych zarówno do tubylców, jak i obcych, codzienne rytuały, relacje z otoczeniem i miejscem zamieszkania, a także to, co ukryte, a znamienne – postrzeganie rzeczywistości czy siebie w kontekście innych. Widoczne jest wyraźne zaintrygowanie dwoma płaszczyznami: człowiekiem, jako tym, do którego warto podróżować (można odnieść wrażenie, że cała ta podróż odnosi się wobec człowieka) oraz podróżą, jako czynnością. Z jednej strony, co charakterystyczne dla przemieszczania się autostopem, poświęcany jest ogrom uwagi stopniowemu zbliżaniu się do wyznaczonych miejsc, przy czym należy wspomnieć, że relacje z przejazdów są niezwykle szerokie – Mateusz Kotlarski przygląda się i tym, którzy zdecydowali się go zabrać, i temu, co podczas podwózki doświadcza. Zajmuje go zarówno towarzystwo, jak i nastrój towarzyski – czego dotyczą rozmowy, jak przebiegają, jak zachowuje i odnosi się wobec Niego kierowca. Z tych relacji wyłaniają się poszczególne typy nie tyle ludzi, którzy podróżują, ile obywateli konkretnych państw. Możemy zaobserwować ich naturę oraz kontrastowość, która występuje zarówno w stosunku do nas, ludzi zachodu, jak i tych, których autor podczas swojej wyprawy spotkał prędzej. Ten dualizm dostarcza odbiorcy niewątpliwie szeroką panoramę, zawierającą przede wszystkim człowieka – w całej jego istocie.

 

Kotlet na wynos zawiera opis z podróży, w której zwiedzający integruje się z napotkanymi podczas przemierzania społecznościami. To ważne, gdyż czytający doświadcza nie tylko ogólnego obrazu tego, jak wygląda życie, jak się żyje w obcych miejscach, ale przenika do znacznie głębszych struktur, do jądra – codzienności, mentalności i sytuacji, które podejrzeć można wyłącznie wtedy, gdy zostanie się w pełni przyjętym, zaakceptowanym przez tubylców. Mateusz Kolarski zamieszkuje na przykład z mongolską rodziną w jurcie, nie tylko obserwując ich zachowania czy rytuały, ale przede wszystkim stając się częścią ich świata – przejmuje nawyki, dostosowuje się do warunków i panujących tam zasad, pracuje, wyprowadza owce. On sam, a w rezultacie i odbiorca relacji, nasiąka klimatem i istotą odwiedzanych miejsc. Kotlarski podróżuje bez ograniczeń czasowych, pozwala sobie zatem na dłuższe pozostawania w jednym miejscu, a co za tym idzie – szersze poznanie i głębszą penetrację tego, co nowe.

 

Recenzowana książka to pozycja, którą czyta się jednym tchem. Dostarcza nie tylko wymownych wizji i obrazów tego, jak wygląda świat, jak toczy się życie w miejscach przez autora odwiedzonych, ale również wymiernych informacji, ciekawostek i spostrzeżeń. Kotlet na wynos przyczynia się do wygenerowania niesamowicie bogatego wyobrażenia o świecie przedstawianym, sprawiając, że czytelnik odkłada to wydawnictwo na półkę w równie wielkim zaintrygowaniu, co trwa podczas lektury. Polecam wszystkim tym, którzy interesują się podróżami na wschód, oraz tym, którzy cenią dobrze napisaną, niewymagającą literaturę podróżniczą.

Scarlett

Są tacy ludzie, których podziwiam za odwagę. Za odwagę życia tak jak lubią, bohaterstwo życia i ryzykowania. Za to, że mają lekkość podchodzenia do spraw codziennych. Nie przejmują się rachunkami, gdy zechcą to pewnego dnia pakują się i jadą na Laos autostopem. Z mojej strony to podziw i jednocześnie zazdrość typowego pionka, którym jestem, który ma odłożone pieniądze na czynsz na 3 miesiące z góry i codziennie chodzi do pracy na 8 godzin, potem wraca, czyta i idzie spać. Jedyne podróże jakie odbywam to wtedy, gdy mam urlop w pracy, palcem po mapie lub za pośrednictwem książek.

 

Kotlet, czyli autor książki i jej główny bohater zarazem, pewnego dnia postanowił wyruszyć w podróż, która nie miała ani konkretnego celu ani terminu zakończenia. Samo podróżowanie było celem. Przebył 30 tysięcy kilometrów i nie zapłacił za to ani złotówki (no prawie). Podróżował przez Rosję, Mongolię, Chiny, Laos, Tajlandię, Kambodżę, Birmę, Malezję, Singapur i Indonezję. Przedzierał się przez syberyjską tajgę, lasy deszczowe i biwakował nad Bajkałem razem z niedźwiedziami. Był pasterzem owiec i chorował na febrę. Uczył angielskiego mongolskie dzieci i brał udział w żniwach ryżu. Jadł obrzydliwe jedzenie w najbardziej zapyziałych ruchomych budkach, poznawał ludzi, przeżył w Azji kilka Bożych Narodzeń i zrobił to wszystko na co ja nie mam odwagi.

 

Oceniam tę książkę jako niezłą. Albo inaczej – za odwagę daję najwyższą liczbę punktów. Autor daje liczne rady, by nie poruszać się all inclusive, tylko faktycznie poznawać ludzi i dzikie rejony. Udowadnia, że Azja prawdziwa niewiele ma wspólnego z Azją przeznaczoną dla turystów. Poleca zdać się na swoją intuicję, a nie ślepo podążać za wytycznymi przewodnika.

 

Podobała mi się idea tej publikacji. Miałam wrażenie, że tekst jest jednak odrobinę zbyt osobisty. To trochę jest tak, że blog czasem powinien pozostać blogiem, bo pewnych treści nie wypada umieszczać w książce. I tak, narracja była wybiórcza i bardzo chaotyczna. Autor wybierał kilka epizodów z danego kraju i je opisywał. Oczekiwałam głębszej analizy, uwiecznienia liczniejszych przygód. Ponadto pisarz zarzekał się, że będzie obalał stereotypy, a mam wrażenie, że stare zastąpił nowymi. Formułuje ogólniki na podstawie, bądź co bądź, krótkich wizyt. Po każdej podróży autorytarnie uznawał – ten jest taki a inny śmaki. Trudno uciec przed szufladkami, ale miło byłoby gdyby chociaż spróbował.

 

Przy tych wadach „Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik" jest dość ciekawy. Zawiera liczne ciekawostki, których nie znalazłabym w przeciętnym przewodniku. Opisuje swoje prywatne opinie, co mu się podoba a co nie. To trochę literatura lubię-nie lubię.

 

„Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik" została pięknie wydana. Papier jest gruby i błyszczący. Genialnie prezentują się na nim zdjęcia pana Kotleta z podróży. Całość jest kolorowa, każdy dział zakończony został podsumowaniem, w którym pisarz zawiera uogólnione przemyślenia na temat poszczególnych nacji. Według mnie książka jest słabo napisana, język prezentuje dość ubogi poziom, jednak wydaje mi się, że to bardziej historia do podziwiania i zazdroszczenia, aniżeli do oceniania pod względem językowym. Okładka pasuje do treści i przyciągnęła moją uwagę od razu.

 

Mam liczne zastrzeżenia, ale wydaje mi się to nieważne. I żeby nie zostać oskarżonym o prostacką zawiść daję wysoką notę. Chciałabym, by takich ludzi było więcej, by zarażali nas swoją pasją i energią.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!