Rosyjska Ruletka

Autor: Mirosław Szwonder

Okładka wydania

Rosyjska Ruletka

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Thalita

Po przeczytaniu zajawki na końcu książki nie wydaje się ona być interesująca - po co czytać prawie 300 stron o przemycie kawioru z Rosji do Polski, i to jeszcze prawie 30 lat temu? Po raz kolejny jednak sprawdza się tu przysłowie "nie oceniaj książki po okładce". Bo ten nieszczęsny kawior jest tak naprawdę jedynie tłem fantastycznej, przygodowej opowieści o Rosji i jej mieszkańcach w czasach transformacji ustrojowej.

 

Gdy przestało istnieć ZSRR, a wraz z nim cały komunizm, wszystkie kraje byłego bloku wschodniego zmuszone były otworzyć się na kapitalizm, do którego kompletnie nie były przygotowane. Porządnym ludziom sprawiało to sporo kłopotu, lecz dla mniejszych i większych oszustów ten chwilowy "bałagan" był wyśmienitą okazją do ustawienia się na całe życie. Różnego rodzaju "biznesy" wyrastały niczym grzyby po deszczu. Ludzie poczęli trudnić się wszystkim, co tylko przyszło im do głowy. Na przykład sprowadzaniem z Rosji kawioru, którego wywóz na większą skalę był nielegalny. Eksportowania go na Zachód podjął się właśnie pan Mirosław. W tym celu wyjechał do rosyjskiego Astrachania, by - jeśli się da to "po bożemu", jeśli nie - innymi metodami - wwieźć jak największe jego ilości do Polski. Planował być tam 2-3 tygodnie, został na dwa lata. Co w tym czasie przeżył i czego doświadczył, opisuje w "Rosyjskiej ruletce".

 

Książkę czyta się jak dobrą powieść przygodową, klimatem przypominającą nieco utwory Ferdynanda Ossendowskiego. Mimo faceta z wyciągniętym pistoletem na okładce nie ma tu dużo przemocy, jest za to mnóstwo nieprawdopodobnych wręcz, komicznych i tragicznych (a najwięcej to chyba tragikomicznych) sytuacji, których świadkiem lub uczestnikiem był autor. Sytuacji i przygód jakże odmiennych, bo z jednej strony mamy tu fascynujące doświadczenie zderzenia kultur, obcowania z obyczajami zupełnie nieznanymi przeciętemu Polakowi, mentalnością Kazachów, Czeczenów, Ormian, mieszkańców Kaukazu, Tadżykistanu, Uzbekistanu... Z drugiej zaś będące na porządku dziennym strzelaniny, wszechobecna korupcja, mafijne wtyczki i poczucie, że bycie uczciwym jest w tym kraju praktycznie niemożliwe. I wódka, wódka, wódka, na śniadanie, obiad, kolację i przy wszelkich możliwych okazjach (Ostatnio w tramwaju usłyszałam opinię, że na świecie istnieją tylko dwa kraje, których mieszkańcy chodzą pijani w każdy dzień tygodnia - Polska i Rosja. Ta złota myśl od razu skojarzyła mi się z tą książką).Można powiedzieć, że Rosjanie wdepnęli z deszczu pod rynnę - od równającego wszystkich do szeregu socjalizmu do zupełnej anarchii wczesnych lat 90-tych. Trudno stwierdzić, co było gorsze.

 

Swój interesujący tekst pan Mirosław ilustruje rysunkami własnego autorstwa, na końcu zaś załącza autentyczne zdjęcia ze swojego pobytu w Rosji, a także skany dokumentów (niekoniecznie legalnych), którymi wówczas się posługiwał. Jedyną wadą tej powieści jest jej koszmarna wręcz korekta - przypadkowo stawiane przecinki, liczne literówki, w wielu miejscach tekst porwany na nielogicznie rozmieszczone akapity - brrr.., coś okropnego.

 

Książka "Rosyjska ruletka" to nie tylko świetny portret Rosji na początku lat 90-tych, ale też początków kapitalizmu, na starcie praktycznie zawsze krwiożerczego. Po jej przeczytaniu nasunęło mi się wiele gorzkich refleksji, bo choć żyję w Polsce, gdzie przemiany ustrojowe nie przyniosły takich problemów jak w Rosji, a na rynek pracy weszłam 20 lat po tych przemianach, kiedy już zdawać by się mogło że Polacy nieco przyzwyczaili się do zasad kapitalizmu, i mnie nie ominęły jego krwiożerce łapska. Takich przygód jak pan Mirosław oczywiście nie miałam, ale też byłam zastraszana, szantażowana przez pracodawcę, który byłby gotowy posunąć się do wszystkiego byle tylko nie zapłacić mi 1200 zł. wynagrodzenia. Czy zatem mieszkańcy dawnych krajów socjalistycznych pozostaną już na zawsze ofiarami tego systemu, na którego gruzach tworzy się teraz wynaturzona postać kapitalizmu, za swą uczciwą pracę dostaną jedynie parę gróźb i wyzwisk, a życie zwykłych obywateli wciąż będzie w rękach "układów", łapówkarzy, "agentów" i innych tworów żywcem wyjętych z "Rosyjskiej ruletki"?

TomG

Ostatnimi czasy raczej nieczęsto zdarza mi się czytać książki sensacyjne, a tym bardziej te oparte na faktach, czyli w tym akurat przypadku przeżyciach autora. Dokładnie taką książką jest Rosyjska ruletka Mirosława Szwondera, powieść już z samej okładki krzycząca do czytelnika, że zawiera w sobie autentyczną historię. Dla jednych czytelników będzie to dużym plusem, drudzy podejdą do lektury jak do każdej innej książki.

 

Fabuła Rosyjskiej ruletki zdaje się być niczym scenariusz filmu sensacyjnego z ostatniej dekady XX wieku. W powieści nie zabraknie czytelnikowi ucieczek, wprowadzanych w życie przestępczych planów, wartkiej akcji, zderzenia rosyjskiego socjalizmu z polską rzeczywistością lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Rosyjsko-czeczeńska mafia, konfrontacja ze służbami specjalnymi na tle obrazu ówczesnej Rosji, ukazanej ze specyficznej, właściwej autorowi perspektywy – to wszystko i jeszcze więcej znajdziemy w Rosyjskiej ruletce. I choć to tytuł niezbyt oryginalny i – można by rzec – dziś już mocno wyświechtany, to jednak z drugiej strony mocno adekwatny do zawartości książki Mirosława Szwondera.

 

Podczas lektury, czytając o żywcem wyjętych z filmów sensacyjnych niebezpiecznych pościgach i zmaganiach ze służbami wywiadowczymi, możemy odnieść wrażenie, że autor chciał trochę podkolorować opowiadaną historię. Jest to jednak wrażenie mylące, gdyż fabuła wielokrotnie broni się sama pod względem autentyczności. Czego by nie powiedzieć, największym plusem Rosyjskiej ruletki, jej najmocniejszą stroną, jest właśnie prawdziwość opowiadanej historii.

 

Przyznam szczerze, że w moje czytelnicze gusta powieści typowo sensacyjne nie do końca się wpisują. Z jednej strony lubię ich zmienną akcję i wyobrażenie, że opisywane sceny równie dobrze mogą rozgrywać się gdzieś obok mnie, a z drugiej brakuje mi w nich odrealnienia, tego pierwiastka fantastycznego, który niejednemu utworowi nadaje kolorytu i przyciągającej niczym magnes niesamowitości. Dlatego też, podczas lektury Rosyjskiej ruletki i zagłębiania się w tekst Mirosława Szwondera coraz dalej i dalej, treść powieść zamiast intrygować i wciągać, zaczęła mnie nieco nużyć. Zaznaczam jednak, iż nie jest to winą samej książki, a raczej moich obecnych gustów czytelniczych – historia opisana w książce Szwondera jest opowieścią skierowaną do zwolenników sensacji i kryminału, i takim właśnie czytelnikom powinna sprawić najwięcej radości z czytania. Dodatkowym jej plusem jest oczywiście wiarygodność opisywanych zdarzeń, ale to również trzeba lubić, aby w pełni docenić. W każdym razie Rosyjska ruletka w swoim gatunku broni się bardzo dobrze.

 

Rosyjską ruletką nie będzie zawiedziony nikt, kto czytuje sensację osadzoną w znanych nam, nieodległych czasowo polskich realiach, kogo fascynują służby wywiadowcze i realizowanie skomplikowanych, układanych z mozołem i rozpatrywanych pod każdym względem przestępczych planów. Polecam więc powieść Mirosława Szwondera zwłaszcza tej grupie czytelniczej, która w młodości oglądała z zapartym tchem filmy Juliusza Machulskiego, zaczytywała się powieściami Toma Clancy'ego i Iana Fleminga, a dodatkowo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, jak wyglądało życie w naszym kraju trzy lub cztery dekady wcześniej. Nieco starsi wiekiem czytelnicy z pewnością nie poczują się Rosyjską ruletką rozczarowani.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: