Marzenia Na Agrafce

Autor: Barbara Spychalska Granica

Okładka wydania

Marzenia Na Agrafce


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 3 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Uleczkaa38

Lato... - czas beztroskiej zabawy, radości, lenistwa i wielce sprzyjających okoliczności ku temu, by się zakochać...:) Być to może to zasługa ciepłych promieni słońca, piękna kwitnącej przyrody, śpiewających tuż za oknem ptaków..., a być może po prostu działa tu nasza podświadoma tęsknota za tym, by ten letni czas dzielić z kimś obok... Faktem jest, że wakacyjny czas, to czas nowych znajomości, romantycznych spotkań, gorących uniesień i niezapomnianych wrażeń... A jeśli szukać miłości, to oczywiście tylko i wyłącznie nad polskim morzem:)! Z takiego założenie wyszła także główna bohaterka najnowszej powieści Barbary Spychalskiej - Granicy, która nosi tytuł "Marzenia na agrafce". O moich wrażeniach z tej lektury opowiem w poniższej recenzji:).

 

Powieść Pani Barbary rozgrywa się nad naszym kapryśnym, ale mimo wszystko najpiękniejszym Bałtykiem. Główną bohaterką tej opowieści jest Bogumiła - przesympatyczna i przezabawna dziewczyna, która jednak cierpi na wielkie kompleksy z powodu swojej nadwagi.... Z tego też powodu Bogusia decyduje się na wakacyjny wyjazd nad polskie morze, które to jak wiadomo ma zbawienny wpływ jodu na nasze zdrowie, a tym samym być może i nieodkrytą dotąd przez licznych dietetyków przyczynę powodującą otyłość (panie zmagające się z nadwagą zrozumieją ten tok rozumowania...), jak i również ma on stać się okazją do rozpalenia na nowo ognia miłości pomiędzy nią, a jej partnerem - Rafałem. Niestety, życiowy pech Bo (tak lubi być nazywana nasza bohaterka), daje ponownie znać o sobie, gdy oto Pan Rafał rezygnuje z wyjazdu, a ściślej rzecz biorąc z wyjazdu w towarzystwie naszej bohaterki... Wkurzona "na maksa" Bogumiła nie poddaje się, i postanawia wbrew wszystkiemu mieć te swoje wymarzone i udane wakacje nad morzem! Tym bardziej, że wkrótce poznaje dwóch bardzo intrygujących mężczyzn...:)

 

"Marzenia na agrafce" to druga powieść w dorobku Pani Barbary, i jak najbardziej równie udana jak jej debiutancka książka, czyli "Niespodzianka na 6 liter". Podobnie jak tamta opowieść, tak i ta historia stanowi niezwykle pogodną, ciekawą i przede wszystkim zabawną historię o przewrotności ludzkiego losu, który zawsze szykuje dla nas jakieś niespodzianki... I mogę stwierdzić tu z pełnym przekonaniem, że książka ta stanowi jedną z najlepszych komedii obyczajowych ostatnich miesięcy, a być może i lat, jakie to miałam okazję przeczytać. Jest przezabawnie, komicznie i radośnie, a przy tym bardzo inteligentnie:) Lektura tej książki to swoisty stan wakacyjnego, literackiego odprężenia, które to pozwala nie tylko nabrać pokaźnej porcji pozytywnej energii, ale także i większego dystansu do siebie samego, co od czasu do czasu przydałoby się każdemu z nas;)

 

Największą siłą tej opowieści jest to, iż jej bohaterka jest na wskroś zwyczajną kobietą, daleką od jakże modnych i popularnych wizerunków przepięknych i niezdrowo szczupłych supermodelek z okładek kolorowych magazynów. Otóż Bogumiła to puszysta dziewczyna, kochająca jedzenie, a przy tym marząca o prawdziwej, szczęśliwej miłości. Z jednej strony wstydzi się swego ciała, z drugiej zaś ów wstyd i żal zajada kolejnymi porcjami smakowitych łakoci... Ech, skąd ja to znam...;) Ale to właśnie dzięki temu książka ta jest dla mnie prawdziwa, szczera, po prostu moja... I myślę, że tak samo odbierają ją tysiące innych polskich czytelniczek, które także chciałyby być szczupłymi i pięknymi. ale kurcze jakoś nie wychodzi...;) I co ciekawe, z perspektywy właśnie takiej bohaterki jak nasza Bogusia, zupełnie inaczej wyglądają romanse, zauroczenia, marzenia o szczęściu i przede wszystkim dążenia ku niemu... Jest po prostu trudniej, mniej bajkowo i cukierkowo, ale przecież nie musi to oznaczać wcale, że jest to mniej możliwe...

 

Zastanawiam się, czy nie należałoby zwrócić się do Ministerstwa Zdrowia z tą oto petycją, by lekarze na wszelkie ludzkie depresje przypisywali właśnie lekturę "Marzeń nas agrafce":). Myślę, że byłoby to zdrowsze, przyjemniejsze i przede wszystkim skuteczniejsze w działaniu, gdyż zawarty tu humor po prostu nie pozwala utrzymać naszych mięśni twarzy w innym stanie, aniżeli uśmiechu:) Czytając o wewnętrznych rozterkach Bogumiły, jej walce z apetytem, zamiłowaniu do słodkich gofrów i chrupiących zapiekanek z nadmorskiej budki, ale także i relacjach z nowo poznanymi panami..., po prostu nie można się nie śmiać:) To 100% -owa komedia, która w bardzo inteligentny sposób ukazuje w krzywym zwierciadle współczesny, często jakże szalony w swej zapalczywości, modny świat kreowany przez telewizję i kolorową prasę... Otóż książka tu ukazuje ten prawdziwszy, realniejszy, zwyczajny świat nas wszystkich. A, że czyni to z uśmiechem, to już chyba tylko i wyłącznie lepiej:)

 

Oczywiście, jak w każdej powieści obyczajowej, tak i w tym przypadku pierwsze skrzypce odgrywa miłość. Bogumiła marzy o takim prawdziwym, gorącym, szczerym uczuciu, świadoma doskonale tego, iż to co łączy ją z Rafałem, czymś takim nie jest... I oto życie stawia na jej drodze nie jednego, ale dwóch wyjątkowych mężczyzn,.. I choć podobno od przybytku głowa nie boli, to jednak od konieczności dokonania wyboru, już tak...;) I tu także miłość ta ma inny wymiar, gdyż oto wydaje się że nasza bohaterka znacznie bardziej docenia ten dar, jakim to jest szansa na dzielenie życia z kimś najbliższym nam na świecie. I Pani Barbara Spychalska Granica pięknie pisze o ludzkich uczuciach, nie ubierając ich w sztuczne, przejaskrawione szaty, ale ukazują takimi, jakie są naprawdę. To nie tylko bowiem wieczny stan uniesienia i radości, ale także i wszelkie drobne kłopoty i pułapki, jakie to niesie sobą każdy związek... I to właśnie odnalazłam w tej opowieści, co bardzo mnie ucieszyło:)

 

Co do bohaterów, to oczywiście nie sposób nie polubić naszej drogiej Bogumiły, która wprost zaraża dobrą energią:) Jest bezpośrednia, szczera, zabawna, wesoła i przede wszystkim autentyczna, przez co przebywanie w jej towarzystwie stanowi wielką przyjemność:) Oczywiście, ma swoje małe wady i irytujące zachowania, ale któż z nas nie ma...;) Co do Panów to mam mieszane uczucia, gdyż zarówno Waldemar jak i super przystojny Karol nie do końca mnie do siebie przekonali, będąc chyba zbyt dużymi "dziwakami", jak na mój gust. Natomiast wiem jedno, bardzo nie lubię Rafała, który okazał się po prostu dwulicowym draniem, bynajmniej w mojej ocenie... Oczywiście, postacie w tej opowieści są bardzo intrygujące i ciekawe, za co należą się duże słowa podziękowania i uznania pod względem autorki.

 

W książce tej bardzo spodobało mi się również to, że jest ona na wskroś polska:) To nasze realia, nasze lato, nasze specyficzne morze i my - Polacy, ukazani tu wcale nie od tej najlepszej trony, ale za to jakże prawdziwej... Polak turysta - strzeż nas Panie od takiego towarzystwa!;) To także bardzo ładny, poprawny, polski język, którym to świetnie posługuje się Pani Barbara. Dzięki temu książkę tę odbiera się jako swoistą wakacyjną opowieść jednej z naszych koleżanek, przyjaciółek, sąsiadek, która to dzieli się z nami swoimi letnimi przygodami. Tym samym nie ma tu literackiego patosu, górnolotnych przemyśleń czy też irytującego wielkomiejskiego, korporacyjnego slangu, tak często obecnego w polskich powieściach obyczajowych. Jest natomiast naturalna narracja, którą odbiera się bardzo miło i przystępnie:)

 

"Marzenia na agrafce" to powieść idealna na przedwakacyjny relaks, która świetnie wprawi nas w ten letni nastrój. Ponadto książka ta pomaga walczyć z kompleksami i chorą modą na bycie pięknym i szczupłym za wszelką cenę, a dodatkowo czyni to w przezabawny i lekki sposób. Dlatego też każdemu bez wyjątku polecam tę opowieść o uroczej Bogumile i jej wakacyjnych perypetiach, gdyż z pewnością wszystkim nam przyda się taka porcja dobrego literackiego humoru, podana w piękny i intrygujący sposób:)

Pani M

Jeżeli mnie pamięć nie myli, pierwszy raz z twórczością Barbary Spychalskiej-Granicy spotkałam się w zeszłe wakacje. Zachwyciła mnie swoją Niespodzianką na 6 liter, więc bez wahania postanowiłam zapoznać się z Marzeniami na agrafce. Jakie są moje wrażenia po lekturze?

 

Poznajcie Bogumiłę. To kobieta, która boryka się z kompleksami, walczy z nadwagą, a na dodatek swoje w życiu przeszła. Z utęsknieniem czeka na wakacyjny wyjazd z Rafałem. Liczy na to, że będzie przełomowy. Niestety, wizja udanych wczasów szybko pęka jak mydlana bańka. Bogumiła wyjeżdża na wczasy sama. Wkrótce poznaje Waldemara, który jest samotnym ojcem kilkuletniego chłopca. Jakiś czas później na horyzoncie pojawia się boski Karol. Mało tego, Rafał jednak decyduje się na przyjazd. Jak zakończy się ta nadmorska przygoda?

 

Wspomniałam na początku, że Niespodzianka na 6 liter mnie oczarowała, choć średnio przepadam za tego typu historiami. Z Marzeniami na agrafce nie było już tak kolorowo. Powiem tak, cieszę się, że Bogumiła nie jest ideałem o wymiarach 90-60-90, ale jej narzekanie na figurę i jednoczesne jedzenie niezdrowych rzeczy nieco mnie irytowała. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. No litości. Chwilami miałam ochotę nią zdrowo potrząsnąć, krzycząc, żeby przestała się przejmować swoją wagą, bo nie wszyscy oceniają ludzi po wyglądzie. Ręce mi opadały, gdy czytałam o jej rozterkach podczas spotkania z mężczyznami. Bo niby co oni w niej widzą? Przecież jest gruba... Rozbroiło mnie też najpiękniejsze według Bogumiły słowo. Jakie? Tego musicie dowiedzieć się sami.

 

Książka, przynajmniej w moim odczuciu, była przewidywalna. Typowy schemat dla babskiej literatury. Jakoś niespecjalnie do mnie to przemówiło i tych 300 stron męczyłam przez parę dni. Pomimo tego, że z nieba leje się żar i to idealna pora na czytanie takich rzeczy, nie umiałam zmusić się do lektury.

 

Muszę jednak przyznać, że autorka ma dar do opisywania nadmorskich krajobrazów. Wybieram się nad nasz Bałtyk za kilka tygodni i niemal czułam na swojej twarzy morską bryzę. To był zdecydowanie najmocniejszy element w całej tej książce.

 

Liczyłam na więcej. Wysoko postawiłam autorce poprzeczkę i niestety nie udało się jej przeskoczyć. Szkoda, ogromna szkoda. Po Niespodziance na 6 liter liczyłam na dobrą lekturę. Niestety, musiałam obejść się smakiem. Miałam wrażenie, że akcja rozwija się zbyt wolno, niemalże stoi w miejscu. Momentami niewiele się działo. Ze smutkiem muszę przyznać, że przez większą część historii nieco się nudziłam. Czekałam na jakąś bombę, szukałam jej na każdej stronie i nie zostałam w żaden sposób niczym zaskoczona. Autorka miała bardzo dobry pomysł na powieść, miał potencjał, ale nie został wykorzystany, czego niezmiernie żałuję.

 

Po Marzenia na agrafce mogą sięgnąć czytelniczki, które liczą na lekką, niewymagającą lekturę. One na pewno będą usatysfakcjonowane. Podejrzewam, że ja za parę dni zapomnę o tym, że czytałam tę książkę. Będzie leżała na półce i się kurzyła, aż w końcu oddam ją jakiejś koleżance, która lubi typowo babskie lektury. Jestem zawiedziona. Mam wrażenie, że autorce zabrakło pomysłu na rozwinięcie fabuły i poszła na skróty. Czy przeczytam jej kolejną powieść, o ile powstanie? Na chwilę obecną ciężko jest mi to jednoznacznie stwierdzić. Nie chcę skreślać tej autorki. Ma lekkie pióro, ale tym razem coś tu nie zagrało.

Skrawki Myśli

Powieści obyczajowe z plażą i morzem w tle mają to do siebie, że są zazwyczaj lekturą łatwą, miłą i przyjemną, która wypełnia czas w sposób niemal niezobowiązujący. Takie powieści to doskonała lektura podczas wszelkiego rodzaju wyjazdów, podróży czy wakacji. To świetne uzupełnienie dnia, kiedy nie sposób skupić się nad czymś o cięższej wadze emocjonalnej. Z założenia powieści obyczajowe tego typu nie mają być dla czytelnika udręką, nie mają budzić emocjonalnych dylematów, a raczej powinny być sposobem na relaks. Często bawią, tryskając niebanalnym humorem. Czasami skłaniają do refleksji. Takich powieści nigdy zbyt wiele. Ważne jednak, by nie nudziły i nie męczyły. Czy Marzenia na agrafce autorstwa Barbary Spychalskiej-Granicy jest powieścią obyczajową, która spełnia wszystkie te wymagania? Czy warto tej lekturze poświęcić czas? Czy będzie to dobra lektura podczas zbliżających się wielkimi krokami wakacji?

 

Bogumiła postanawia spędzić choć tydzień, może dwa, nad morzem, nad rodzimym Bałtykiem. Chce piękny, słoneczny, letni czas spędzić oczywiście w towarzystwie ukochanego Rafała. Jak się jednak okazuje Rafał, ten wspaniały, jedyny w swoim rodzaju mężczyzna w życiu Bogusi, ma zupełnie inne plany na lato. Takim oto sposobem Bo, jak chce by do niej mówiono, ląduje nad Bałtykiem sama. Nie psuje to jednak aż nadto jej humoru. Cóż, może spędzić urlop od znienawidzonej pracy sama, a przy okazji popracować nad stanem swej tarczycy. I nikt jej nie wmówi, że nadmiar kilogramów to wynik nieustannego przyswajania zapiekanek i gofrów, które nad morzem smakują wręcz wybornie. Wkrótce jednak samotne wakacje Bogusi przestają być aż tak samotne. W jej życie z impetem wkracza samotny ojciec Waldemar i jego aż nadto ruchliwy syn. Znajomość ta zapowiada się nadzwyczaj obiecująco. Niestety czar szybko pryska, za to w życie Bogumiły wkracza kolejny mężczyzna – Karol zaś Rafał niespodziewanie ma jednak pojawić się nad pięknym, polskim Bałtykiem. A to jeszcze nie koniec nieoczekiwanych zwrotów w wakacyjnym wyjeździe Bogumiły nad piękny, polski Bałtyk. Co jeszcze czeka bohaterkę?

 

Marzenia na agrafce autorstwa Barbary Spychalskiej-Granicy to opowieść o młodej kobiecie, która niespodziewanie ma szansę, by w końcu zacząć w pełni decydować o swym losie. To powieść dowcipna, czasem może nawet groteskowa, lecz nie pozbawiona całkowicie życiowych przemyśleń. Niemniej nie jest to lektura, która na długo zapada w czytelniczą pamięć, ot opatrzona morałem letnia historia. Czytając ją nie sposób oprzeć się również wrażeniu, że główna bohaterka jako żywo przypomina pewną brytyjską dziennikarkę nieustannie walczącą z kaloriami. Porównanie do Bridget Jones jest tu jak najbardziej na miejscu. To sprawia niestety, że powieść wydaje się mało oryginalna. Zastrzeżenia budzi też konstrukcja bohaterów powieści. Mimo najlepszych chęci autorki, wydają się być dość mocno jednowymiarowi. Brak im cech wyróżniających, charakteru.

 

Powieść Marzenia na agrafce to również dość mocno przewidywalna fabuła. Pomimo kilku niezaprzeczalnie pomysłowych fabularnych rozwiązań, czytelnik dość szybko jest w stanie przewidzieć jaki finał znajdzie ta historia. Książka to nieskomplikowana wakacyjna rozrywka, przerywnik w plażowaniu. Jest dowcipna i taka zwyczajnie sympatyczna. To książka w sam raz na chmurne popołudnie. Nie przywiązuje jednak do siebie czytelnika. Łatwo o niej zapomnieć i przejść do kolejnej lektury. Może o to jednak w tego typu książkach chodzi?

Thalita

Jakoś tak się składa, że po powieściach czy też opowiadaniach o kobietach zmagających się z nadwagą czy też z innymi mankamentami sylwetki i niemogących z tego powodu ułożyć sobie życia spodziewam się depresyjnego nastroju, prób samobójczych, akcji z anoreksją i bulimią i tych podobnych wrażeń. Tymczasem „Marzenia na agrafce" to opowieść o przemiłej grubasce, która, owszem, powinna się odchudzić, ale nic nie robi sobie z niepowodzeń i z humorem podchodzi do życia.

 

Bogumiła Korzycka mieszka w Katowicach, ma nieco ponad 20 lat, nadopiekuńczą mamę i wyrozumiałego tatę, chłopaka Rafała i kilka (albo i więcej) nadprogramowych kilogramów, które koniecznie chce zrzucić, chyba bardziej po to, aby upodobnić się do szczupłych koleżanek, niż z własnej potrzeby serca. Wmówiwszy sobie, że jej problemy z nadwagą spowodowane są chorą tarczycą, wyjeżdża nad morze by nawdychać się zbawiennego dla tego organu jodu, a także zacieśnić tam swój związek z Rafałem, bo póki co ich znajomość nie wyszła jeszcze poza etap spacerów za rączkę i niczego poza tym. Niestety okoliczności sprawiają, że niewiele z tych ambitnych planów udaje jej się zrealizować, mimo to spędza jednak dwa pełne wrażeń tygodnie nad Bałtykiem.

 

Przy „Marzeniach na agrafce" bawiłam się setnie, choć niestety nie na gorącej plaży lecz pod kocem, wyziębiona przez wyjątkowo deszczowy w tym roku sierpień. Książka pozwoliła mi jednak przenieść się nad nasze piękne morze i przekonać się, jak łatwo jest obracać w śmiech większe i mniejsze życiowe niepowodzenia. Bogusia, choć od dziecka zmaga się z nadwagą i nie raz usłyszała wiele gorzkich słów na temat swojego wyglądu potrafi mimo to cieszyć się życiem, śmiać z siebie i machnąć ręką na osoby, które nie potrafią docenić jaka jest wspaniała. Chciałabym mieć w sobie tyle optymizmu co ona i podobnie „olewać" mankamenty swej figury czy też inne problemy bo – niestety – ja jestem niepoprawną pesymistką. Ktoś może powiedzieć, ze życie tak nie wygląda, że nie da się wszystkiego wiecznie obracać w żart i przejść przez życie z bananem na twarzy. Może i tak, ale mamy wakacje, czas wolny, trzeba się zrelaksować, a dobra literatura to taka, która potrafi również rozbawić, wyciągnąć z dołka, a nie tylko rozważać mroczne aspekty ludzkiego żywota. W końcu dramatów jeszcze nie raz dostarczy nam nasze własne życie.

 

Denerwowali mnie za to występujący w tej książce mężczyźni (oprócz pana Bogusława Korzyckiego, ojca głównej bohaterki), moim zdaniem żaden z nich nie pasuje do Bogusi. Niedojrzały Rafał wciąż woli grać na konsoli zamiast spotykać się z dziewczynami, poznany nad morzem Waldemar jest dla Bogusi za stary i niepotrzebnie obarcza dopiero co wchodzącą w dorosłość młodą kobietą swymi problemami z byłą żoną i małym synkiem, zaś Karol – syn właścicieli nadmorskiej budki z zapiekankami – jak dał do zrozumienia jego ojciec zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Na ostatnich stronach powieści Bogusia decyduje się niestety na jednego z nich, choć ja pozwoliłabym jej pocieszyć się jeszcze urokami stanu wolnego, lub też wymyśliła dla niej zupełnie innego „amanta", nieco roztrzepanego chłopaka z sąsiedztwa, takiego jak ona sama.

 

Chciałabym czytać więcej takich megapozytywnych książek jak „Marzenia na agrafce", w których od pierwszej do ostatniej strony nie ma ani jednego smutnego momentu. Ja, z wrodzonym pesymizmem, co i rusz prognozowałam jakieś nieszczęście – a to Bogusia zachoruje na bulimię, a to uzależni się od jakichś podejrzanych rozweselaczy, a to jej ukochany kotek wypadnie z pociągu – ale na szczęście nic takiego się nie stało. Bo powieść pani Barbary Spychalskiej-Granicy to przede wszystkim ponad 300-stronicowa dawka dobrego wakacyjnego humoru.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!