Okładka wydania

Cnota Dla Machu Picchu

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Ewa Lenarczyk
  • Tytuł Oryginału: Cnota Dla Machu Picchu
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 232
  • Rok Wydania: 2015
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 140 x 210 mm
  • ISBN: 9788379428519
  • Wydawca: Novae Res
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Gdynia
  • Ocena:

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Cnota Dla Machu Picchu | Autor: Ewa Lenarczyk

Wybierz opinię:

Protzner

"Ręczników też nie znają. Niby taka technika, ściany się rozjeżdżają, mózgi latają, a syf, kiła i mogiła, i jak w tym żyć. O nie, spadamy, i to natychmiast." - Ewa Lenarczyk, Cnota dla Machu Picchu.

 

Autorka tym jednym zdaniem doskonale sama podsumowuje swoją powieść. Więcej nie trzeba na temat "Cnoty..." dodawać. Niestety, bo mogło być całkiem ciekawie...

 

Powieść to – jak mi się zdaje, nie znam twórczości Pani Lenarczyk zbyt dobrze – pierwsza próba w gatunku s-f. Tak przynajmniej jest napisane w rekomendacji z tyłu wydania, podczas, gdy treść książki... Cóż, powiedzmy, że stoi na pograniczu gatunków. Poza słabo zarysowanym i nieco nieudolnym science-fiction mamy tu elementy romansu i przygodówki o zabarwieniu familijnym. Całość odrobinę przypomina stare polskie filmy pretendujące do miana fantastyczno naukowych, jak na przykład "Łowca. Ostatnie starcie" z 1993 roku czy "Arche. Czyste Zło" z 2002.

 

Grupa turystów z Polski zwiedza Peru śladami cywilizacji Inków. Bohaterowie stanowią swoisty przekrój społeczeństwa: mamy dwie starsze panie, rodzinę z dzieckiem, młodą i samotną dziewczynę oraz młodego i samotnego chłopaka. Na dobitkę wyjątkowo nudny przewodnik – sadysta. Pierwsze parę rozdziałów, jak zakładam, służących zapoznaniu czytelnika z wesołą gromadką, upływa na karmieniu się stertą zawieszonych w próżni faktów na temat miejsca akcji. Polega to na tym, ekipa zwiedza, a oprowadzający ich Jakub cytuje całe ustępy z przewodnika turystycznego. Dosłownie, bez złośliwości. Jego wypowiedzi są żywcem wyrwane z tych nudniejszych egemplarzy.

 

Charaktery pozostałych postaci również nie odbiegają od takiego schematu. Są płaskie i nieciekawe. Autorka usiłuje pokazać czytelnikowi ich cechy osobowości przez wetknięte tu i ówdzie wypowiedzi czy czyny, ale efekt jest mizerny. Mamy do czynienia z grupą szarych ludzi, którzy raczej nie zainteresują przeciętnego odbiorcy.

 

Wkrótce jednak rozpoczyna się akcja. Część turystów w dziwnych okolicznościach wpada do tajemniczej dziury, gdzie znajduje się przejście do czegoś w rodzaju centrum wszechświata, zbiorowej świadomości pozyskiwanych przez lata umysłów. I tu zaczynają się komplikacje.

 

Autorka najwyraźniej pogubiła się we własnych pomysłach. A miała ich całkiem sporo, trzeba przyznać. Nie ma wielkich zaskoczeń i odkryć, jeśli mowa o motywach używanych już w science – fiction, ale jednak, potencjał jest. Wszystko opiera się o podróże w czasie i dokonywanie pewnych czynności na rzecz większego dobra. W tych podróżach uczestniczą nasi bohaterowie, sami właściwie nie wiedząc dlaczego. Rozmawiają z pewnym młodym faraonem, później z Aleksandrem Wielkim, a innym jeszcze razem przenoszą się w przyszłość. Mają dostęp do wszystkich punktów w czasie od początku wszechświata do jego końca (co implikuje pewną ciągłość i konsekwencję), a jednak wciąż są zmuszeni korygować rozmaite wydarzenia by coś innego mogło się stać. No cóż, tak to już jest z próbami opisania podróży w czasie – nie da się uniknąć błędów. Czasem wydaje się, że takie tematy trzeba zostawić na wyłączność Dickowi.

 

A to nie jedyne wpadki Pani Lenarczyk. Są miejsca, w których wykazuje się ignorancją w stosunku do opisywanych tematów (stąd moje wątpliwości odnośnie science w tym fiction). Prosty przykład? Przeciwne bieguny magnesu się przyciągają – tak przynajmniej uczono na fizyce już w gimnazjum. Zdaniem autorki jest zgoła odwrotnie. Niby różnica kosmetyczna, ale kiedy pisze się s-f, to trzeba na takie rzeczy uważać. I nie dziwić się, kiedy świat nagle przestanie istnieć z powodu narzucenia niekonsekwentnych praw fizyki (czy to realny, czy ten kreowany w głowie czytelnika).

 

A najgorsza w tym wszystkim jest końcówka – nie będę jej zdradzał, w końcu nie wypada, ale poziom kiczu i nonsensu pobił, zdaje się, wszelkie rekordy.

 

Język Ewy Lenarczyk jest prosty, poprawny i naturalny. Ten element, gdyby nie pewne drobne niedociągnięcia, które śmiem zwalić na karb słabej redakcji, byłby dużym plusem. Pisząc, Pani Lenarczyk nie zatrzymuje się na zbyt długo tam, gdzie akcja wymaga dynamiki. Opisy są zwięzłe i konkretne, a jednocześnie na tyle barwne by pobudzić wyobraźnię. Nie nudzą, ale też za bardzo nie popędzają. Jedynym niepasującym do krajobrazu ze strony literackiej elementem są nieciekawe postaci.

 

Drugim dużym plusem jest coś, co lubię nazywać "beztroską wyobraźnią" przelaną na strony książki. Ewa Lenarczyk posiada takiej wyobraźni bardzo dużo. Jest nieograniczona ramami gatunku, nie sili się na wielkie morały, nie wchodzi w zbędne filozoficzne wywody. "Cnota..." to seria dziecięcych marzeń wsparta, jak mi się zdaje, całkiem konkretną wiedzą historyczną. Miejscami pachniało mi to nieco Lemem (konkretniej "Bajkami robotów"), a to przecież najlepszy z komplementów jaki można wypowiedzieć w stronę twórcy s-f...

 

Przyznam szczerze, że miałem z tą powieścią pewne trudności. Z jednej strony chciałem walić głową w ścianę, czytając fragmenty przypominające starą, mrożoną rybę: drętwe i nieciekawe, niestrawne i trącące czymś przykrym. Z drugiej zaś podziwiałem autorkę za niektóre pomysły. Bolały mnie bzdury, cieszyły bezkompromisowe sceny rodem ze snu. Dlatego nie jest mi łatwo wystawić powieści Pani Lenarczyk ocenę. Ostateczna, słaba nota wynika z faktu umiejscowienia książki na półce z fantastyką naukową, gdzie nie powinna była się znaleźć.

 

Na codzień Ewa Lenarczyk pisuje powieści obyczajowe i romanse. Nie znam tej części jej twórczości, ale wnioskując po liczbie wydanych pozycji – musi być w tym dobra. Niska ocena dla "Cnoty..." nie ma być deprymująca, to przecież swoisty debiut. Jeżeli już, to mam na myśli zmotywowanie autorki do kolejnych prób i poprawy niedociągnięć.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial