Summoner. Księga Pierwsza: Początek

Autor: Taran Matharu

Okładka wydania

Summoner. Księga Pierwsza: Początek


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 5 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 3 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 3 votes
Okładka: 100% - 3 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Pani M

Słyszałam, że ta książka to następca serii Zwiadowcy. Znam wszystkie powieści Johna Flanagana niemalże na pamięć, więc postanowiłam przekonać się, ile będzie prawdy w pijarze wydawców. Postawiłam Summonerowi. Księdze 1. Początek poprzeczkę bardzo wysoko. Udało mu się przez nią przeskoczyć?

 

Fletcher jest uczniem wioskowego kowala. Przez przypadek odkrywa w sobie umiejętność przywoływania demonów. Niewielu ludzi może się nią pochwalić. Wkrótce chłopak zostaje oskarżony o popełnienie pewnej zbrodni i zostaje zmuszony do ucieczki z rodzinnej miejscowości. Fletcher, wraz ze swoim demonem, Ignatiusem, trafia do Akademii Vocanów, gdzie młodzi, utalentowani ludzie z całego królestwa uczą się, jak panować nad wrodzonymi umiejętnościami. Ten kurs ma na celu wykształcenie studentów na magów bojowych, którzy później jako wojownicy dołączą do wojsk królestwa Hominum, by wraz z nimi rozgromić orków. Wśród uczniów akademii narasta rywalizacja. Fletcher szybko orientuje się, że zostanie wyznaczony do niezwykle ważnej misji. Czy uda mu się jej podołać?

 

Kiedy zaczęłam czytać książkę, nie mogłam opędzić się od wrażenia, że gdzieś już to czytałam. Fabuła bardzo przypominała mi Eragorna. Tylko smoczego jaja mi brakowało. Mój zapał do lektury nieco się przez to osłabił. To miała być wyjątkowa lektura, od której nie będę się mogła oderwać. Tak, a świstak siedzi... Nie muszę chyba dodawać, że porównanie Summonera ze Zwiadowcami to jakieś nieporozumienie. Mają ze sobą tyle wspólnego, że wydał je ten sam wydawca i na tym podobieństwa zasadniczo się kończą. Taran Mathau nawet nie dorasta Johnowi Flanaganowi do pięt.

 

Nie mogę nic zarzucić bohaterom. Byli dość dobrze skonstruowani, choć gołym okiem widać to, że autor szukał inspiracji w innych książkach. Podejrzewam, że dobrze zna książki Johna Flanagana. Fletcher bardzo przypomina Willa. Jedyną rzeczą, jaka mnie niesamowicie drażniła, było to, że niektóre imiona przetłumaczono na język polski. Albo tłumaczy się wszystko, albo nic. Wiem, że w jednym momencie było potrzebne tłumaczenie, bo inaczej kontekst byłby niezrozumiały, lecz można było je podać w przypisie.

 

Stworzony przez autora świat jest magiczny, lecz nie brakuje w nim mroku. Żyją tu nie tylko uczciwi, ciężko pracujący ludzie. Pojawiają się też źli bohaterowie. Cieszę się, że autor nie wyidealizował wszystkich. To zabiłoby wiarygodność opowieści.

 

Nie czytałam dotąd żadnej książki, w której byłby bohater potrafiący przywoływać demony. Znałam ludzi, którzy je mordowali i starali się nimi manipulować. To było w tej powieści oryginalne. Reszta była dość mocno inspirowana innymi powieściami fantasy. Nie mówię, że to coś złego. Podejrzewam, że w ten sposób Taran Mathrau próbuje odnaleźć własny styl. Jest jeszcze młody, ma czas, żeby się wyrobić.

 

W trakcie lektury czułam, że jestem nieco na nią za stara. Nie czuję potrzeby, by poznać dalsze losy bohaterów. Myślę, że na pierwszym tomie cyklu zakończę swoją przygodę z twórczością Tarana Mathrau. Nie mówię, że jest zła. Po prostu czuję spory niedosyt po odłożeniu Summonera na półkę. Podejrzewam, że szybko o nim zapomnę. W moim sędziwym wieku to całkiem normalne. Radziłabym sięgnięcie po tę powieść nastolatkom. Oni na pewno bardziej docenią to, co przeczytają. Ja zdecydowanie wyrosłam już z takich opowieści. Może podsunę Summonera swojemu synowi, jeśli kiedykolwiek go będę miała. Będę ciekawa, jak on zareaguje na to, co kiedyś czytała jego mama.

Turquiss

Pamiętacie ten okres, kiedy marzyliście o tym, żeby znaleźć starą szafę, która przeniesie Was do innego świata? Moją „szafą" dawno temu stały się książki. To dzięki nim odwiedziłam Hogwart, Śródziemie, Panem i milion innych miejsc i innych czasów. I oto w moje ręce wpadł kolejny świat. I to nie byle jaki. Taran Matharu w serii „Summoner. Zaklinacz" stworzył porywający świat, który ma szanse podbić i Wasze serca! Zapraszam zatem do Hominium!

Fletcher mieszkał w niewielkiej wiosce Skóry na szlaku wiodącym ku północy królestwa. Był sierotą, ale trafił pod opiekę bardzo dobrego człowieka, który traktował go jak własnego syna. Ciężko pracował i próbował spełniać swoje marzenia (nie były one jakieś szczególnie wielkie). Mimo świetnego ojczyma i kilku niezłych umiejętności nie było mu łatwo (zawsze znajdzie się jakiś głupi, przemądrzały i najczęściej bogaty rywal). Wszystko zmieniło się, kiedy Fletcher poznał żołnierza, który z frontu południowego został przeniesiony na front północny. Cienka nić sympatii i porządna bójka sprawiły, że w ręce Fletchera wpadła książka będąca dziennikiem jednego z magów walczących z orkami na froncie południowym. To właśnie dziennik staje się motorem wydarzeń prowadzących do opuszczenia przybranego ojca i Skór oraz rozpoczęcia nauki w Akademii Vocanów.

Mówiłam, zawsze mówiłam, że książki mogą zmienić życie!

Nie jest to książka, w której znajdzie coś nowego i odświeżającego. Wątki i motywy raczej się powtarzają: biedna sierota, magia, trójka najlepszych przyjaciół, bogaty gnojek (albo kilku), „specjalna" szkoła, ork albinos. Każdy fan fantastyki przyzna, że to wszystko już było. I tak jak w „Czerwonej Królowej" denerwowało mnie wykorzystanie tych samych wątków, które pojawiają się we wszystkich dystopiach, tak w Zaklinaczu zupełnie mi to nie przeszkadza. Być może dzięki sentymentom z dzieciństwa, do których autor się ewidentnie odwołuje, a może dlatego, że to naprawdę dobra, trzymająca w napięciu powieść. Taran Matharu połączył wszystko to, co uwielbiam w fantastyce, dodał kilka swoich modyfikacji i splótł w porywającą, zachwycającą stylem całość. Bo tak naprawdę w tej książce nie chodzi wcale o samą fabułę (chociaż ta też jest ciekawa). Dla mnie porywający jest przede wszystkim sposób narracji. Akcja toczy się bardzo szybko, od pierwszych stron (które znowu nasuwają skojarzenia np. z Eragonem) zostajemy wciągnięci w opowieść, od której oderwiemy się dopiero po jej zakończeniu. I będziemy wściekli, że na drugi tom trzeba czekać.

Mocną stroną Zaklinacza wydają się też bohaterowie. Oczywiście wpisują się w określone kanony, ale mają też głębszą warstwę. Szczególnie Othello jest postacią, na którą warto zwrócić uwagę. Autor doskonale przedstawia jego cechy charakteru, rozterki a przede wszystkim motywację. To właśnie taka „pogłębiona analiza" każdego z bohaterów sprawia, że zyskują rzesze fanów. Bo przecież nie może chodzić tylko o ich urok osobisty, inteligencję, spryt czy też tak banalnie brzmiące dobre serce, prawda? J

I demony! Och! Demony! To jest coś nowego. Coś fajnego. Fascynują jak kiedyś pokemony, a obecnie smoki z dragon city. Rasy, klasy i unikatowe moce. Co ja bym dała za takiego demona! Bardzo podoba mi się pomysł nadania nowego charakteru negatywnie dotąd kojarzonym stworom. Teraz, choć nadal groźne, nabierają rysów przyjaznych.

Po za tym książka ma mapę. Każda książka, w której jest mapa ma u mnie dodatkowe plusy.

Słowa uznania należą się także Wydawnictwu Jaguar, które doskonale zadbało o szatę graficzną. Szczególnie okładka prezentuje się świetnie! Dodatkowe wyrazy uznania należą się przedstawicielkom wydawnictwa, które napisały słowo wstępne. Wydaje mi się, że jeśli wydawnictwo tak bardzo wierzy w sukces książki i tak bardzo zachywca się powieścią, która do nich trafiła to musi się udać!

Taran Matharu publikował swoją opowieść na początku na platformie wattpad.com. Tam w krótkim czasie zdobył rzesze oddanych fanów, a Zaklinacz stał się fenomenem. A ja to naprawdę rozumiem. I jeszcze coś o czym muszę wspomnieć: autor jest przesympatyczny! Wiem, że to nijak nie powinno wpływać na odbiór książki (Zaklinacz spodobał mi się w końcu zanim napisałam do autora), ale fajnie mieć świadomość, że ktoś kto tworzy coś fajnego sam też jest fajny. I że zależy mu na swoich czytelnikach.

To nie jest opowieść doskonała. Ba, przyczepiać się można do wielu jej aspektów. I naprawdę rozumiem każdego, kogo nie zauroczy. Ale jako debiut rokuje naprawdę dobrze. Czekam z niecierpliwością na kolejny tom, autorowi (tym razem na forum) życzę wielu inspiracji, a samą książkę z czystym sercem mogę polecić, każdemu kto z sentymentem wspomina książki młodości.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!