W Cieniu Krzyża

Autor: Tomasz Graczykowski

Okładka wydania

W Cieniu Krzyża

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Vyar

Książki, takie jak przedstawiona poniżej nie trafiają się zbyt często. Wydawałoby się, że to z powodu tematyki, będącej odrobinę niszową z punktu widzenia fana fantastyki ogólnopojętej, nie mówiąc już o kimś, kto z nurtem niewiele ma styczności. Z okładki wołał do mnie mroczny obraz, zapowiadając dystopię z motywem religijnym, z pewnym dodatkiem cybernetyki w niewiadomym stopniu, trudno więc było długo się opierać, zwłaszcza, że ochotę na takie klimaty miałam już od dłuższego czasu. Książka okazała się być czymś nieco innym, niż tego się po niej spodziewałam, nie mogę powiedzieć jednak, że się rozczarowałam, chociaż uczucia co do niej pozostały mi odrobinę mieszane.

 

Polska, rok 2052. Patryk i Dominik już nie po raz pierwszy lądują na dywaniku pedagoga, zesłani tam za aroganckie zachowanie wobec nauczyciela na lekcji, nie oczekują jednak zbyt surowej bury, świadomi faktu, że mieli rację. Wydawałoby się, że dzień będzie taki jak każdy, pomijając nawet późniejszą bójkę między Dominkiem a miejscową grupką chłopaków wyłudzających pieniądze od słabszych. Wszystko zmieniło się, gdy wieczorem przybył do domu Patryka niespodziewany gość, znany dobrze, jak się okazuje, przez rodzicównastolatka. Co ma zrobić młody człowiek, który dowiaduje się, że ze względu na swój niezwykle wysoki iloraz inteligencji ma spędzić kilka najbliższych lat w zamkniętym ośrodku, by odbyć przyspieszony kurs wiedzy i walki, a to wszystko dla dobra kraju? Nasuwałoby się aż kilka możliwości, ale może najpierw trzeba by zobaczyć, co z tego właściwie wyniknie. Zwłaszcza, że ma się kumpla u boku.

 

Tytuł książki nawiązuje do kreacji przedstawionego w niej świata, w którym wiara katolicka znalazła się w centrum uwagi, jednak zdecydowanie nie w pożądany przez jej przedstawicieli sposób. Wśród księży szerzy się zepsucie; nie tylko pedofilia i wątpliwe więzi towarzyskie, ale i morderstwa, przez lata ukrywane przez zwierzchników. Gdy takie grzeszki zaczęły wychodzić na światło dzienne, pojawiła się lawina zgłoszeń kolejnych spraw, powodując rosnącą niechęć do religii katolickiej. W czasie, gdy Patryk i Dominik opuszczali rodzinne domy sytuacja była już stabilna, ale bardzo zła: wierzący byli prześladowani i likwidowani za milczącą aprobatą organów ścigania, ulice były więc pełne przemocy a wiara zeszła do podziemi. Można by powiedzieć, że historia zatoczyła koło (o czym nawet wspomina autor): prześladowani, którzy zmienili się w prześladujących, teraz na powrót muszą się ukrywać, by uniknąć żądnego ich krwi tłumu. Podobała mi się dokładność opisu tej części książki: pan Graczykowski zadbał o każdy szczegół, od wyjaśnienia korzeni całej masakry punkt po punkcie, przez pokazanie, jak rzecz odbiła się na społeczeństwie, zwłaszcza na młodszej jego części, z uwzględnieniem zarówno umiarkowanych w swej niechęci, jak i skrajnych jednostek, aż do przedstawienia sceny polityczno-dyplomatycznej, na której nastroje zmieniają się z napiętych w zdecydowanie wrogie w szybkim tempie. Cała wizja wydaje się być z jednej strony prawdopodobna, i momentami zastanawiałam się, czy czasem nie czeka nas coś przynajmniej podobnego; z drugiej – to niemożliwe. Prawda?...

 

Klasycznie futurystyczną wizją jest wykorzystanie dzieciaków o wybitnie wysokiej inteligencji do celów rządowych; tutaj jednak wiąże się to z konspiracją, która żywo przywodzi mi na myśl „Gamedec" Marcina Przybyłka: jest wielki, międzynarodowy turniej, jest konieczność zamiany „głównego bohatera", również tu nikt nie zorientuje się w podmianie, bo postać gracza jest ukryta. Steel Fights Graczykowskiego opiera się jednak na zupełnie innych założeniach, jest bowiem arenową walką... mechów. Polska od lat znajduje się na pierwszym miejscu tych zmagań za sprawą legendarnego już generała Karpena, wielkiego zwycięzcy, dzięki któremu nasz kraj nie kojarzy się jednoznacznie źle z kolebką wszelkiego katolickiego zła – bo newsy o zepsuciu kleru zaczęły się właśnie u nas. Wielkie mechy i pomysł z przyuczaniem do walki nimi nastolatków znany jest głównie z japońskich anime, a czytając fragmenty mówiące o tym stawały mi przed oczami sceny z Neon Genesis Evangelion, nadając Patrykowi twarz tamtejszego głównego bohatera. Jedno mi tylko nie pasuje w całej historii: wykorzystanie superinteligentnych dzieciaków dla dobra narodu – ok. Szkolenie ich w specjalnym ośrodku – ok. Walki mechów – ok. Ale po co ta niesamowita inteligencja do kierowania kupą żelastwa? Wydaje się to zbędne; w znacznej części przypadków zresztą młodzi nie nadają się do tego, będąc szczególnie uzdolnionymi w konkretnych dziedzinach, mając zdolność do błyskawicznego przyswajania wiedzy, ale żadnych zainteresowań walką, po prostu bojąc się dużych maszyn. Mimo to osoby zarządzające Ośrodkiem wytrwale szkolą wszystkich, nie chcąc wypuścić ani jednej osoby, by czasem nie umknął im „szczególny talent", posuwając się nawet do zatrzymywania przy sobie, we względnej swobodzie ruchu, jednostek potencjalnie stwarzających zagrożenie dla towarzyszy. A jest tam takich nawet kilka.

 

W tym wszystkim przewija się postać tajemniczego czarnego charakteru. Jest to najbardziej intrygujący, ale znowu nie tak nieprzewidywalny motyw; miłym smaczkiem jest to, że jego tożsamość jest nieoczywista aż do samego końca. Podejrzenie skupia się kolejno na kilku osobach, i dziwiłam się, gdy okazywało się, że to żadna z nich... Postacie Pierwszego i Drugiego są zresztą wyjątkowo dobrze skonstruowanie i opisane, ich charaktery są wiarygodne i nieprzesadzone, a Pierwszy aż się prosi, by zrobić mu małą psychoanalizę. To piękny przypadek połączenia wybitnych zdolności umysłowych z kompletnym skrzywieniem, mającym korzenie już we wczesnym dzieciństwie. Nasz główny złyjest też postacią zdecydowanie najciekawszą, przyćmiewającą „dobrego" Patryka, który przy nim wypada po prostu mdło. Brak mi w akcji Dominika, który, będąc przysłowiowy złotym środkiem pomiędzy antykatolicką mentalnością, typową dla swoich czasów, a byciem po prostu dobrze wychowanym chłopakiem z porządnej rodziny, stanowiłby ładne uzupełnienie walki między prześladowanym dobrem a ukrytym złem. W całości historii po prostu trochę zbyt dużo jest kontrastów.

 

Postacią, która rzuciła mi się w oczy w dość niemiły sposób, był Robbi, chłopak opisany jako autyk, do czego autor dorzucił opóźnienie emocjonalne i specyficzny sposób wysławiania się. Postać ta jest co prawda spójna i ciekawie napisana, problem mam jednak z „diagnozą", która nie do końca pasuje do jego faktycznego zachowania: Robbi, poza tym, że mówi rymami i wygląda jak sztandarowy przykład nerda z memów internetowych, nie zachowuje się jak osoba z autyzmem. Jest za to zdecydowanie osobą towarzyską, przejawia nawet pewną przebojowość, będąc świadomym swoich mocnych i słabych punktów. Mogę nie być precyzyjna w tym przypadku, bo nie jestem lekarzem; być może dałoby się rozpoznać w jego postaci jakieś pokrewną autyzmowi przypadłość, nie jest on jednak zdecydowanie klasycznym jego przykładem, co powinno zostać stwierdzone przez kadrę Ośrodka, która również brakiem pomyślunku się przecież nie charakteryzuje.

 

Mocną stroną książki jest akcja; sceny walk, nie tylko podczas treningu mechów, są opisane barwnie i dają jasny obraz sytuacji. Bardzo miłym smaczkiem są też postacie hakerów, występujących tu często. Autor pokusił się o dokładny opis każdorazowo przy wszelkich działaniach wirtualnych, a że mamy na tapecie najlepszych z najlepszych (nie tylko współcześnie, ale i w czasach dawniejszych: postać Insane, który zaczął pracować dla rządu, po prostu musiała w książce zaistnieć), to i technikaliów nie zabrakło. Cieszy mnie fakt, że umiejętności hakerskie nie zostały przyporządkowane jedynie „tym złym", bo jest to zdecydowanie jeden z ciekawszych motywów, pasujący idealnie do dystopijnych klimatów i osób ze znacznie wyższym od przeciętnego ilorazem inteligencji.

 

„W cieniu krzyża" wydaje się być książką kontrowersyjną ze względu na pozornie antykatolicki charakter; nie należy jednak tak tego rozumieć, jako że wyraźnie zaznaczono, że problemy na wyższych szczeblach, choć występują też u „normalnych" ludzi, nie przekładają się na wierzących jako całości. Przy całej otoczce rozwiewających się złudzeń znajdzie się i zwrot w przeciwną stronę: zachowywane często, choć w ukryciu, idealistyczne przesłanie chrześcijaństwa: nie krzywdzenie bliźniego, pomaganie słabszym, powierzanie swoich lęków i słabości bogu, ogólne bycie dobrym człowiekiem. To wszystko jest schowane pod grubą warstwą zniszczonego moralnie społeczeństwa, nawykłego do przemocy i częściowej anarchii; daje nadzieję na odrodzenie wartości kiedyś, w przyszłych czasach. Ten motyw może zostać jednak odebrany dwojako: jako jasna iskierka w wszechogarniającym mroku Polski za lat kilkadziesiąt, albo... po prostu jako mdły i patetyczny. Tu czytelnik musi rozważyć sam, jak to widzi, gdyż odbiór przesłania może być bardzo osobisty w tym przypadku. Mnie – niestety to nie przekonuje.

 

Książka opatrzona jest okładką, której grafikę wykonał sam autor; to, że dobrze oddaje klimat całości i pokazuje do razu motywy przewodnie występujące w niej, jest rzeczą oczywistą, jednak podoba mi się już ze względu na kolorystykę i cybernetyczny design. Co do strony technicznej, pojawiały się zarzuty co do problemów z korektą, poza kilkoma literówkami nie znalazłam jednak większych potknięć, uznaję więc, że pod tym względem ebook Gonety stoi może nie na bardzo wysokim, ale zdecydowanie na przyzwoitym poziomie. Właściwą powieść poprzedza słownik występujących w niej pojęć, co ze względu na wykreowaną, specyficzną, wirtualno-realną rzeczywistość może okazać się przydatne; ja w większości pominęłam czytanie go, obiecując sobie wrócić w to miejsce w razie jakichś trudności; przydało się to w przypadku nazw programów. Dodatkowym elementem jest mapa budynku, w którym toczy się akcja. Lubimy mapy. Nie tylko dlatego, że pozwalają prześledzić ważne wydarzenia punkt po punkcie.

 

Ogółem można uznać, że „W cieniu krzyża" to opowieść o Hogwarcie dla młodych hakerów, w którym, zamiast magii, uczniowie przyuczani są do walki w maszynach; to bardzo powierzchowne i oklepane skojarzenie, jednak było pierwszym, co przyszło mi na myśl, gdy przeczytałam o tajemniczym osobniku, zabierającym szczególnie uzdolnionych nastolatków do „szkoły". Klimat i tematyka są nietypowe, i nie każdy czytelnik się do nich przekona, nawet jeśli jest fanem fantastyki; mi jednak brakowało tematu znanego z gry karcianej „Android: Netrunner", z tym większą przyjemnością chwyciłam w dłonie (a może raczej: w czytnik) powieść pana Graczykowskiego. Mogę ją polecić, choć z zastrzeżeniem, które poczyniłam wyżej: nie każdy się tym odnajdzie, mając z jednej strony dzieciaki za bohaterów, a z drugiej mroczny, okrutny nastrój z pojawiającymi się czasem drastycznymi fragmentami, która to mieszanka została okraszona dodatkowo wielkim kryzysem wiary. Ale, z drugiej strony – czy to nie brzmi jak ciekawe wyzwanie?

Pani M

Pierwszy raz spotkałam się z twórczością Tomasza Graczykowskiego przy okazji Porzuconych. To była dobra książka. Co prawda momentami lektura mnie obrzydzała, ale w gruncie rzeczy wspominam ją dość dobrze. Dlatego też nie wahałam się, by sięgnąć po jego kolejną powieść, czyli W cieniu krzyża. Jaką tematykę porusza tym razem autor?
Niedaleka, alternatywna przyszłość
Witajcie w piekle, w którym na każdym roku będą towarzyszyć Wam lęk, nietolerancja, prześladowanie i niezrozumienie. Polski rząd powołuje do życia utajniony ośrodek, mający na celu kształcenie młodych, ponadprzeciętnie inteligentnych ludzi. Są oni edukowani zgodnie z indywidualnymi predyspozycjami umysłowymi, jednak każdy z nich musi brać udział w walkach treningowych mechanicznymi zbrojami. Dlaczego jest to tak ważne? Ze względu na turniej Steel Fights, podczas którego reprezentanci z wszystkich zakątków świata rywalizują ze sobą, sterując bojowymi mechami. Do rządowego ośrodka zostają zabrani nowi uczniowie, m.in. Dominik i Patryk. Wizja spędzenia wielu lat w zamknięciu, z dala od rodziny i przyjaciół, nie napawa wszystkich optymizmem. Nie mogą jednak odmówić wykonania powierzonego im zadania. Nie można zmarnować takiego potencjału inteligencji. Trzeba go wykorzystać i sprawić, by przyczynił się on do umocnienia pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Wśród uczniów znajduje się jednak ktoś, kto ma zupełnie inne plany. Kim on jest? Co chce zrobić? Tego musicie dowiedzieć się sami.
Chylę czoła przed autorem za to, co zrobił. Zupełnie odczarował gatunek, do którego podchodziłam jak pies do jeża. W cieniu krzyża to majstersztyk pod każdym względem. Bohaterowie są z krwi i kości, niczego im nie brakuje. Nie są jednoznaczni, mają swoje wady i zalety. Jeden z uczniów nieziemsko działał mi na nerwy. Był to Robbi, co gry robi. Sposób jego wypowiedzi sprawiał, że miałam ochotę, za przeproszeniem, trzepnąć go w ten jego inteligentny łeb, żeby złącza zaskoczyły na odpowiednie miejsce i on zaczął mówić normalnie, a nie rymami.
Wielu autorów popełniających książki science-fiction ma to do siebie, że rzuca niezrozumiałymi terminami i sprawia, że tekst staje się dla czytelników nieobeznanych w temacie zupełnie niezrozumiały. Tomasz Graczykowski na początku powieści umieścił słowniczek, w którym wyjaśnia obco brzmiące nazwy. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna. Nie czułam się dzięki temu zagubiona. Spodobał mi się też schemat Rządowego Ośrodka Kształcenia Nienormatywnego. To był strzał w dziesiątkę. Dzięki temu wiedziałam, gdzie aktualnie toczy się akcja.
Nie sposób było nudzić się w trakcie lektury. Wszystko działo się bardzo szybko, bez zbędnych zapychaczy. Tomasz Graczykowski przemyślał kompozycję W cieniu krzyża. To widać. Każdy szczegół jest dopięty na ostatni guzik. Wiem, że nie każdemu ta książka przypadnie do gustu, tym bardziej, że autor poruszył dość kontrowersyjny temat dotyczący spraw Kościoła. Dla wielu osób to drażliwa kwestia. Dla mnie nie i nie miałam problemu z czytaniem tych fragmentów.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. To idealna propozycja dla wszystkich fanów science-fiction. Na pewno nikt nie będzie narzekał na nudę, a samo zakończenie - majstersztyk, który wgniata w fotel. Miałam wobec tej książki duże oczekiwania, byłam żądna wrażeń i krwi. Tomasz Graczykowski w 100% spełnił moje wymagania. Liczę na to, że nie zaprzestanie pisania i zaserwuje mi niedługo kolejny smakowity kąsek. Będę czekać na to z niecierpliwością.

Anena

W cieniu krzyża to trzecia powieść w dorobku literackim Tomasza Jacka Graczykowskiego. Jest to pisarz dobrze znany czytelnikom Sztukatera, gdyż w 2014 roku zamieścił tutaj opowiadanie Spoczywaj w spokoju. Autor do tej pory opublikował kilkanaście opowiadań grozy i science fiction z elementami thrillera i horroru. Jego debiutancka powieść thriller psychologiczny Przypadek Morrowa została wydana w 2012 roku. Rok później w ręce czytelnika trafiła cyberpunkowa powieść science fiction z apokaliptyczną wizją świata zatytułowana Porzuceni.

 

Tym razem autor ponownie sięga po sprawdzony gatunek, w którym czuje się najlepiej. Akcja powieści dzieje się w alternatywnej przyszłości, w której jednostka jest całkowicie podporządkowana woli władz. Polska przyszłości nie jest taka, jaką chcielibyśmy, aby była. Państwo jest nieprzyjazne obywatelowi, którego życie w każdym niemalże aspekcie musi być zależne od sprawujących władzę. W atmosferze lęku i braku tolerancji wzrastają kolejne pokolenia. W celu zwiększenia pozycji kraju na arenie międzynarodowej rząd decyduje się na powołanie, oczywiście ściśle tajnego, ośrodka, który miałby kształcić wybitnie inteligentnych nastolatków. Nauka w ośrodku odbywa się zgodnie z ich predyspozycjami, a szczególny nacisk kładzie się na umiejętności obsługi mechanicznych zbroi. Jest to niezwykle ważne, ponieważ Polska bierze udział w międzynarodowym turnieju Steel Fights. Reprezentanci każdego kraju biorą udział w walkach specjalistycznymi mechami bojowymi. Stawką są oczywiście pieniądze i władza w pewnych rejonach świata oraz poważanie ze strony obywateli świata. Władzom Polski szczególnie zależy na utrzymaniu prestiżowej pozycji, gdyż ostatni zwycięzca Generał Karpen był ich reprezentantem.

 

Czytelnik śledzi zatem kolejne etapy szkolenia młodych adeptów i poznaje ich rozterki. Młodzi ludzie są oddzieleni od rodzin i przyjaciół na kilka lat, co powoduje tęsknotę i ogólne niezadowolenie. Kilkunastolatkowie są przecież jedynie narzędziami w rękach polityków. Przewodnikiem czytelnika po ośrodku rządowym zostaje główny bohater powieści Partyk Rezanter.

 

Niektórzy czytelnicy mogą zarzucić autorowi wtórność historii. Pomysł z walkami robotów widzieliśmy już w wielu amerykańskich filmach, takich jak Giganci ze stali. Zależność jednostki od państwa obecna jest w literaturze dla młodzieży, choćby w osławionych Igrzyskach śmierci. Poza tym w tle autor umieszcza nadal kontrowersyjny temat kościoła katolickiego a jego roli w strukturze państwa, czym może narazić się niektórym.

 

Autor prezentuje fatalistyczną wizję świata pozbawionego religijnego aspektu życia człowieka. Kościół katolicki utracił zaufanie wiernych, którzy po wyjawieniu kolejnych przykładów molestowania, a nawet tuszowanych przez władze Watykanu, morderstw, postanowili pozbyć się każdego aspektu jego potęgi. Watykan otoczono murem nieustannie pilnowanym przez zbrojne oddziały. Księża zaczęli być stale inwigilowani, a w każdym mieście rozpoczęto niszczenie katolickich świątyń. Wszystkich nadal wierzących ściga się jak zwierzęta i zmusza do wyrzeczenia się chrześcijaństwa. Taka wizja świata bez kościoła jest jakby stworzona ku przestrodze. Autor w ten sposób ostrzega zwierzchników kościoła, że zaufanie ludzi można łatwo stracić, co spowoduje trwałe i nieprzyjemne w skutkach konsekwencje.

 

W poruszaniu się po świecie wykreowanym przez wyobraźnię autora pomaga słowniczek umieszczony na początku książki. Ciekawostkę stanowi również szczegółowy plan ośrodka kształcenia nienormatywnego młodzieży.

 

Powieść W cieniu krzyża jest pozycją obowiązkową dla każdego fana fantastyki. Akcja jest wartka i pełna zaskakujących zwrotów. Styl pisania jest prosty, ale przyjemny w odbiorze, co powoduje, że książkę czyta się szybko. Trochę nużące mogą wydawać się walki bojowych mechów, które raczej nie zyskają aprobaty zwłaszcza czytelniczek. Niemniej fabuła jest interesująca i zawiera elementy kryminału. Jednym z bohaterów jest także pewien haker, który przybył do ośrodka szkoleniowego w pewnym celu- zamierza krwawo się zemścić. Polecam.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: