Okładka wydania

Księżyc Myśliwych

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Julita BielakKatarzyna Krenz
  • Tytuł Oryginału: Księżyc Myśliwych
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 512
  • Rok Wydania: 2015
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 145 x 210 mm
  • ISBN: 9788324040469
  • Wydawca: Znak
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Kraków
  • Ocena:

    6/6

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Księżyc Myśliwych | Autor: Julita BielakKatarzyna Krenz

Wybierz opinię:

Uleczkaa38

Dwie kobiety, dwie pisarki, dwa różne spojrzenia na literaturę i otaczający je świat.. - jedna niesamowita, magiczna powieść! Tak zapewne mogłoby by brzmieć hasło reklamowe książki "Księżyc myśliwych", autorstwa Katarzyny Krenz i Julity Bielak. Książki, którą napisały dwie nieznające się wcześniej autorki, zaś efektem tej pracy stało się dzieło monumentalne, niepowtarzalne, lawirujące pomiędzy tym co ludzkie, a tym co nienazwane, niepojęte, ponad wymiarowe.. Poznajmy zatem bliżej tę wyjątkową powieść, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

 

"Księżyc myśliwych" to wielowątkowa, wielowymiarowa i niezwykle barwna opowieść o małej wyspie na Morzu Północnym o nazwie Sylt, i jej wyjątkowych mieszkańcach. Jesień, czas zimnych sztormów, pochmurnego nieba, złowieszczo i zarazem pięknie świecącego księżyca na nocnym niebie. W tych oto okolicznościach na wyspie zostaje odnaleziony młody mężczyzna z wypaloną swastyką na ciele, który cierpi na amnezję i nie wiem kim jest. W tym samym czasie na pojawiają się na wyspie tajemniczy reporter i młoda kobieta, poszukująca swoich bliskich. Thomas, Eva, Sophie, Cyryl, Kurt.. to bohaterowie tej historii, którym to przyjdzie zmierzyć się z bolesną przeszłością, zbrodnią i zaskakującą prawdą..

 

Powieść Katarzyny Krenz i Julity Bielak to literatura wyższych lotów, w której fabuła, akcja i emocje ustępują pola metafizyce. To książka o wielu twarzach, licznych odwołaniach do literatury, kina, sztuki oraz poezji.. Lektura tej książki to niezwykła wyprawa na mroczną, tajemniczą i zimną wyspę gdzieś na środku morza, na powierzchni której to nic nie jest pewne, znane, zwyczajne i takie, jakim być powinno. Natura, siła żywiołu i nieubłagane tryby losu żądzą tym skromny kawałkiem świata, zaś mieszkający tam ludzie stają się tylko drobnymi marionetkami w rękach nienazwanej mocy.. To książka, jakiej dotąd w polskiej literaturze nigdy nie było i chyba długo też nie będzie.. Niepokojąca i zarazem tak bardzo piękna..

 

Pod względem gatunkowym mamy tu do czynienia z czymś absolutnie nowym, nienazywalnym, wymykającym się wszelkim regułom. Powieść historyczna, historia obyczajowa, magiczna baśń i mroczna opowieść o świecie.. Znajdziemy tutaj każdy z tych gatunków, które łącza się w jedną, litą skomplikowaną całość. Skąpa w dialogi, postacie, poboczne wątki, bogata zaś w emocje. Emocje nie wynikające z działania ludzi, lecz z najzwyklejszego istnienia, bycia, życia na tej wyspie. Czerń morza, złowieszczy szum fal, zapach morskiej bryzy i poświata księżycowego światła znaczą tutaj i mówią o wiele więcej, aniżeli słowa, czyny, decyzje.. I owszem, jest pewna zbrodnia, kryminalna zagadka, tajemnica do poznania i ludzkie namiętności.., ale wszystko to stanowi jakby tylko tło dla opowieści o wyspie..

 

Z pewnością lektura tej książki nie należy do najłatwiejszych, najprostszych, najszybszych. Początek stanowi swego rodzaju wprowadzenie, balansujące na tym co teraz, i na tym co wydarzyło się dawniej. Nie koniecznie możemy liczyć tutaj na pomoc autorek, które jakby zostawiają nam samym odnalezienie się w tym świecie i zrozumienie jego praw. Potem jest już zdecydowanie łatwiej, kiedy to poznajemy postacie tego dramatu, ich życiowe drogi, zaś wydarzenia rozgrywające się na Sylcie nabierają tempa.. Choć pojęcie "tempo" w tym przypadku ma także wyjątkowe znaczenie, gdyż w książce tej nic nie pędzi z zawrotną prędkością, bo i po co.. Czas ma tutaj zdecydowanie drugorzędne znaczenie, o czym doskonale przekonujemy się wraz z kolejnymi stronami lektury. I gdy już wydaje się nam że rozumiemy i wiemy dużo, to następuje taki moment, że wszystko to znów traci na swym znaczeniu, a my sami ponownie musimy skupiać się na tym, by zrozumieć tę opowieść i ten świat.. I szczerze mówiąc, to jest po prostu fascynującym i wyjątkowym odczuciem dla czytelnika. Dla mnie jest to kwintesencja literatury..

 

Wielką wartością tej opowieści jest miejsce, w którym została ona osadzona. Sylt to wyspa istniejąca naprawdę, o której na próżno szukać wzmianek w dziennikach, prasie czy też przewodnikach turystycznych. I właśnie takim miejscem jest wyspa w tej opowieści - zapomnianym przez świat, ludzi, być może i Boga.. Czytając i zarazem poznając po raz pierwszy w życiu to miejsce, czułam się jak na fascynującej wycieczce, które budzi we mnie wielkie emocje - od ekscytacji i ciekawości począwszy, a na strachu skończywszy. To inny świat, inni ludzie, inne życie, którego chyba jednak nie chciałabym być uczestnikiem na co dzień.. Równie ważną i świetnie zarysowaną stronę tej powieści są jej bohaterowie. To ludzie na pozór zwyczajni, tak naprawdę jednak kryjący w sobie zupełnie inną twarz, tę zdecydowanie bardziej mroczną. Nie są oni dobrzy, prawi, bohaterscy, lecz mimo wszytko dają się lubić. Może właśnie za tę swoją zwyczajność.. Kurt, Cyryl. Sophie.. - każdy z nich jest inny, wyjątkowy, niepowtarzalny..., ale jednak jest coś, co ich łączy. To Sylt, który był, jest lub właśnie staje się ich domem.. To twardzi i charakterni "ludzie morza", o których to opowieść jest niezwykłym i fascynującym doznaniem..

 

Książka obu autorek to także niewątpliwy ukłon w stronę klasyki literatury i kina. Klasyki w jak najlepszym wydaniu, odwołującej się do dokonań takich mistrzów jak Ingmar Bergman, Wiesław Myśliwski czy też chociażby David Lynch. Wszyscy oni reprezentowali i wciąż reprezentują nurt opowieści surrealistycznej, w której tajemnica i nadzwyczajność odgrywają najważniejszą rolę. Tak też dzieje się i w przypadku tej książki, w której nic nie jest proste i zwyczajne. Odkrywanie tych smaczków, odniesień i nawiązań jest bardzo przyjemnym doświadczeniem, które pozwala nie tylko cieszyć się wielkością tej lektury, ale także przywoływać w pamięci emocje towarzyszące spotkaniom z tamtymi twórcami i ich dziełami..::)

 

"Księżyc myśliwych" to literacka uczta dla smakoszy słowa, którzy odnajdą tutaj wszystko to, co w literaturze najsmaczniejsze i najważniejsze. Emocje, mądra historię, aura tajemnicy i niedopowiedzenia, piękny język i nieszablonowość, która emanuje z każdej strony, każdego zdania i każdego słowa.. Katarzyna Krenz i Julita Bielak stworzyły wyjątkową powieść, która na trwałe wpisze się w kanony i historię polskiej literatury XXI stulecia. Polecam i życzę udanej czytelniczej wyprawy na Sylt..

Vyar

Dwie osoby piszą książkę... jedną i tą samą. Co to za zwyczaje? Jak dogadują się co do tego, co ma się wydarzyć? Jak rozwiązują kwestię różnicy zdań? Czy któraś pisze lepiej, a któraś gorzej? Jak to się stało, że postanowiły zrobić coś takiego? Te i wiele innych pytań przechodziły mi przez głowę, gdy patrzyłam na – skądinąd bardzo urokliwą – okładkę „Księżyca myśliwych" Katarzyny Krenz i Julity Bielak. Dwie panie – jedna to znana poetka, pisarka i dziennikarka, druga to zupełna debiutantka; aż dziwne, że takie przedsięwzięcie się udało... A jednak udało się i to nie najgorzej.Ale o tym za chwilę.

 

Wyspa Sylt to enigmatyczne miejsce. Chłodne, nieprzyjazne, nawiedzane przez sztormy, ale zamieszkane – ludzie, którzy decydują się tu zostać, muszą posiadać pewną twardość charakteru, nie dać się zniechęcić wieloma przeszkodami. Do takich osób należy Eva Waltzer, pracująca jako pielęgniarka w miejscowym szpitalu. To ona była na nocnym dyżurze, gdy przywieziono ciężko rannego chłopaka, znalezionego, gdy leżał po prostu na ulicy. Młody mężczyzna przeżył, nie miał jednak przy sobie żadnych rzeczy osobistych, nie dało się więc ustalić jego tożsamości. Eva wraca do domu zmęczona – do domu pustego i zimnego. Jej mąż zginął na morzu kilka lat temu, córka niechętnie utrzymuje kontakt. Tymczasem do List przyjeżdża Jasmine, studentka i bliska przyjaciółka Sophie Waltzer. Wezwana przez Cyryla, narzeczonego, który zdążył jeszcze wyznać jej, że tak naprawdę kocha „tę drugą", udaje się w umówione miejsce, ale byłego chłopaka nie zastaje.Poznaje za to Oliviera, dziennikarza śledczego, który po prostu przysiadłszy się do jej stolika w pizzeriiszybko nawiązuje z nią bliską znajomość i naciąga na zwierzenia.

 

Przede wszystkim „Księżyc myśliwych" jest książką bardzo nierówną. W ogólnie sennym i statycznym klimacie wyspy, niemal pozbawionej akcji fabule wybijają się czasem momenty bardzo dynamiczne, na tyle jednak rzadko, że trudno nie odczuć nastroju miejsca akcji na własnej skórze tylko czytając. Z początku sprawia też wrażenie mocno przegadanej: wszystko, co się dzieje, zostaje przytłoczone czy to przez wewnętrzne monologi poszczególnych postaci, czy też opisy. Zaprzepaszczony został w ten sposób bardzo miły smaczek podrzucony przez Evę już na wstępie: fragment jej wspomnień na temat wpływu księżyca na ludzi i związane z tym przesądy – za kontynuację w tym stylu gotowa byłabym oddać duszę. Motyw wraca później, niestety pozytywne wrażenie zostało zatarte, ponieważ najzwyczajniej w świecie w międzyczasie zrobiło się nudno. Nastrój monotonii zwiększają przerywniki w postaci listów od niejakiej B. do J. – kim są te osoby? Tajemnica wychodzi na jaw w wyjątkowo powolny sposób.

 

Odnosząc się do samych bohaterów, tu jest o wiele lepiej. Zróżnicowanie charakterologiczne na wyspie, w małym List, gdzie zdają się żyć głownie ludzie przyjezdni, którzy uciekali skądś, by pozostać na „końcu świata", z dala od problemów, jest bardzo przyjemnym punktem do rozważań. Johannes, niewidomy właściciel knajpki, do której schodzą się wszyscy, by pogadać i rozluźnić się po ciężkim dniu pracy; Vincent, artysta z Francji o niejasnej przeszłości, lubiący siadywać zawsze w stałym miejscu; miejscowe plotkary i przyjezdni turyści, ciężarna Rose, notorycznie podkradająca mężczyznom swetry... O każdym można opowiedzieć dużo i autorki skwapliwie korzystają z tego faktu, wplatając historię każdej z tych osób w nurt kryminalnych wydarzeń na wyspie. Głównych bohaterów jest kilkoro: Evę, Jasmine i Oliviera można wymienić na samym początku, ale o ile panie są bardzo dopracowane pod względem osobowości, o tyle pan prezentuje się już w straszliwie stereotypowy sposób. Ot, przystojniak, uwodziciel i ktoś, komu się zawsze powodzi, a ponadto: manipulant. Czuje się, że powinien być postacią pozytywną; nic z tego. Jako osoba po prostu zniechęca zbytnią pewnością siebie i jawnym wykorzystywaniem wszystkich naokoło.

 

A gdzie podziewa się wspomniana zagadka kryminalna? Co łączy znalezionego na ulicy, poturbowanego chłopaka ze zmarłym w wypadku mężem Evy? Czego na wyspie szuka Olivier von Otter i dlaczego ukrywa się pod przybranym nazwiskiem? Jest o czym pisać, jednak na wyjaśnienie tajemnic przyjdzie czytelnikowi trochę poczekać. Nie można za to nie przyznać, że sam sekret intryguje, wspominane przez Ottera w rozmowach z Evą szczegóły pracy jej męża, okoliczności śmierci i jego przypuszczenia stanowią haczyk, na który chętnie się złapałam, dzielnie przetrzymując nawet rozwlekłe opisy życia osobistego pewnego francuza czy pisane trudnym językiem listy niewiadomego pochodzenia. Całość bardzo ładnie dopełnia klasyczna drama w wykonaniu trójki Jasmine-Cyryl-Sophie, czyli on jeden, one dwie oraz kto z kim i dlaczego. Bardzo odświeżający motyw, nawet jeśli oklepany do bólu.

 

Ostatecznie, chociaż poza rozróżnieniem pomiędzy właściwą fabułą a listowymi wstawkami nie doszukałam się elementów, które wskazywałyby na to, że książkę pisały dwie różne osoby, książkę czyta się jak dwie powieści złączone w jedno. Rzecz w tym, że nie w listach tkwi problem, a w wyraźnym rozgraniczeniu pomiędzy wątkami osobistymi bohaterów a właściwą akcją. Widać pewne różnice w sposobie prowadzenia narracji, przeskakuje z poetyckiego na o wiele bardziej konkretny dość często, co może powodować lekką dezorientację czytelnika; jednak zdarza się to dość często nawet w o wiele mniejszych objętościowo dziełach i jest uzasadnione przez odmienną tematykę fragmentów. Dodatkowym utrudnieniem będą bardzo rozbudowane dygresje dotyczące filmu, zwłaszcza na temat życia i twórczości Ingmara Bergmana, którymi może i była zafascynowana jedna z bohaterek i co najmniej jedna autorka, dla mnie jednak są elementem odrobinę zbędnym, bez którego książka obeszłaby się dobrze, ponieważ niewiele do niej wnoszą, poza może specyficznym smaczkiem, który docenią wielbiciele kinematografii. „Księżyc myśliwych" z całą pewnością jest pozycją specyficzną, którą warto znać, bo znajdzie w niej coś dla siebie wiele osób z różnych biegunów gustu literackiego. Nie określę jej jako fascynującej, niesamowitej ani wybitnej – jednak na pewno jest jedyna w swoim rodzaju.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial