Stacja: Nowy Świat

Autor: Bartek Biedrzycki

Okładka wydania

Stacja: Nowy Świat

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Pani M

Postapokaliptyzne książki czytam raczej rzadko. W naszym domu w tej dziedzinie specjalizuje się pan mąż. On lubi takie klimaty. Ja zdecydowanie lepiej czuję się wśród kryminałów i historii. O Bartku Biedrzyckim słyszałam jednak sporo dobrego i postanowiłam dać mu szansę. Kompleks 7215 przypadł mi do gustu i postanowiłam z ciekawości sięgnąć po Stację: Nowy Świat.

 

Wojna wygnała ludzi z Warszawy. Została tam tylko garstka ocalonych, którzy żyją w podziemiach. Ich nowym domem stały się tunele, podziemne dworce i stacje. Tam nie ma słońca. Jest tylko mrok. Nie ma zbyt wiele jedzenia, a i o miejsce do spania też trudno. Ta część cyklu opisuje wydarzenia, które miały miejsce wcześniej niż w Kompleksie 7215. Jeśli chcecie m.in. poznać legendę warszawskiego metra, dowiedzieć się, za co zginął Licznik, sięgnijcie po Stację: Nowy Świat.

 

Kiedy wyjęłam książkę z paczki i zobaczyłam okładkę, pomyślałam sobie, że będzie moc. Zapowiadało się, że będzie mrocznie. Chorowicie wyglądająca osoba z szaleństwem w oczach była dla mnie zapowiedzią radioaktywnej lektury. Muszę z żalem przyznać, że pośladków mi w trakcie czytania nie urwało. Zabiła mnie kompozycja szkatułkowa. Bardzo dużo tu przeskoków czasowych i momentami gubiłam się, w którym roku aktualnie jestem. Nie lubię, gdy w trakcie opisywania teraźniejszości nagle pojawia się przeszłość. Nie do końca spodobał mi się też sposób łączenia poszczególnych historii. Był dla mnie sztuczny. Często denerwowałam się w trakcie lektury i mylenie postaci zaczęło mnie denerwować. Książka kilka razy lądowała na półce i nie miałam pewności, czy ponownie po nią sięgnę. Do tej pory nie miałam problemów z Fabryczną Zoną i jestem rozczarowana.

 

Nie mogę nic zarzucić bohaterom. Starszy kapral Jerzy Nowicki jest bezwzględny. Silną ręką trzyma utworzone przez siebie mikropaństewko, choć źli doradcy, nad którymi nie zawsze jest w stanie zapanować, nieźle dają mu w kość. Jest dyktatorem i jak na dyktatora przystało, ciągle chce więcej władzy, więc wyrusza na wojnę. Do życia budzą się członkowie ruchu oporu, którzy mają dość despotyzmu i dążą do przewrotu. Nieco przerażali mnie fanatyczni przywódcy religijni Świętego Krzyża. Nie chciałabym mieć z nimi na pieńku. Byli zdolnymi manipulatorami. Od takich lepiej trzymać się z daleka. Moje serce należy jednak do generała Groma, który twardą ręką trzymał Przymierze, dochodząc do swojej pozycji nie siłą, lecz wypracowanym przez lata szacunkiem.

 

Ta część cyklu, podobnie jak poprzednia, została uzupełniona o opowiadanie. W dodatkowym tekście czytelnicy poznają patronkę i opiekunkę wszystkich stalkerów, Panią Światłowłosą. Kim była? Tego musicie dowiedzieć się sami.
Po tę książkę powinni sięgnąć fani Bartka Biedrzyckiego, którzy znają poprzednią część. Jest tu sporo odwołań do niej. Bez przeczytania Kompleksu 7215 nie ma sensu sięgać po kontynuację. Myślę, że przed rozpoczęciem lektury Stacji warto zapoznać się z poprzednimi powieściami wydanymi w cyklu Fabrycznej Zony. Pojawiają się przypisy, które odsyłają do konkretnych pozycji i bez ich znajomości może być czytelnikowi trudno zorientować się o co właściwie chodzi. Jestem trochę zmęczona tym spotkaniem. Będę musiała odpocząć od postapokaliptycznych klimatów. Potrzebuję czasu, żeby ochłonąć po lekturze tych brutalnych momentami opisów. To nie była bardzo zła książka, ale czytało się ją opornie. Może zamienienie miejscami kilku rozdziałów coś by zmieniło?

Uleczkaa38

W ubiegłym roku ukazała się debiutancka powieść Bartosza Biedrzyckiego - "Kompleks 7215", która to zebrała liczne pochlebne recenzje polskich czytelników. Ta post apokaliptyczna wizja po nuklearnej Warszawy i zamieszkujących jej podziemia ocalałych ludzi, wniosła pewien powiew świeżości i niejako "rodzimej" swojskości, do czytelniczego życia miłośników zagranicznych, głównie rosyjskich, klimatów "post - apo" z metrem w tle.. Oczywiście, powieść ta nie była wolna od pewnych błędów, niedociągnięć, koniecznych pomyłek debiutanta.., ale całość zwiastowała bardzo obiecującą karierę młodego autora. I oto dziś, ukazała się druga powieść Bartka Biedrzyckiego - "Stacja: Nowy Świat", będąca zarazem prequelem (choć też nie do końca) poprzedniej książki autora. Czy powieść ta dorównuje swojej poprzedniczce, czy też może jest od niej lepsza i czy jej powstanie było uzasadnionym i właściwym krokiem autora..? O tym wszystkim opowiem w poniższej recenzji.

 

Tak jak już wspomniałam powyżej, książka ta stanowi prequel "Kompleksu 7215", opowiadając o wydarzeniach mających miejsce na długo przed fabułą debiutanckiej powieści autora, jednocześnie serwując Nam jednak kilka rozdziałów o dalszych losach Borki i jego towarzyszy, już po ich powrocie z "Kompleksu". Początkowo wydaje się to nieco zagmatwanym układem prequelowo - sequelowym, ale po kolei..
Akcja powieści przenosi Nas do okresu ok. 3 lat po wojnie nuklearnej, w której to ocaleli tylko nieliczni, schodząc do podziemnych tunelów metra i kanałów.. W tych okolicznościach poznajemy dwóch bohaterów tej historii - kaprala Nowickiego i kapitana Raczkiewicza, z których to każdy tworzy nowe struktury "swojego" podziemnego państwa, na dwóch przeciwległych końcach warszawskiego metra.. Konfrontacja tych dwóch światów jest nieunikniona, zaś jej punktem finalnym będzie wielka wojna określana mianem "Przymierza".. W międzyczasie zaś, poznajemy równie intrygującą historię Borki..

 

Lektura najnowszej powieści Bartka Biedrzyckiego jest swoistym kalendarium i kroniką post apokaliptycznych losów Warszawy, tak doskonale ukazanych w "Kompleksie 7215". To opowieść o tym co było, i co zarazem doprowadziło do takiej, a nie innej teraźniejszości.. Ponadto jest to doskonałe rozwinięcie i uzasadnienie wielu kluczowych wydarzeń i czynów bohaterów z poprzedniej części, jak chociażby dramatycznej sceny zamachu "Licznika", którego celem był jego własny ojciec.. Tym samym książka ta stanowi swoiste uzupełnienie "Kompleksu..", jak i również początek zupełnie nowej, nieznanej i pasjonującej historii.. To bardzo ciekawe, zaskakujące i niecodzienne podejście autora, które z pewnością zasługuje za zauważenie i docenienie..

 

Myślę, że największą wartością i zarazem problemem tej opowieści jest to, iż autor postawił wysoką poprzeczkę przed swoimi czytelnikami. Poprzeczkę, którą można "pokonać" jedynie dzięki wielkiej uwadze, zaangażowaniu w lekturę i chęci zaakceptowania konceptu autora, co do budowy osi fabularnej tej historii.. Oto bowiem najprościej rzecz ujmując, otrzymujemy tutaj bardzo rozbudowaną i wyczerpującą relację o powstawaniu, kształtowaniu się, ewoluowaniu po nuklearnego świata warszawskiego metra. I to zasługuje na jak największe brawa, gdyż do tej pary w żadnej ze słynnych książek "Metro.." nie poruszono tego wątku w tak szczegółowy sposób. Oczywiście można się oburzyć na owe porównanie, tym bardziej że książka Pana Bartka nie stanowi części tego Universum.., niemniej takie porównaniu są naturalne i w moim mniemaniu, ze wszech miar uzasadnione. Tak więc wracając do meritum - to nowe i interesujące spojrzenie na tematykę tego podgatunku literackiego. I wszystko byłoby piękne i wspaniałe, gdyby nie chęć autora do ukazania czegoś więcej, a ściślej rzecz ujmując - teraźniejszości wynikającej z przeszłości, i widoków na przyszłość nią rysowanych.. To odważny i dobry pomysł, który jednak wymagał wielkiego kunsztu i chyba także doświadczenia pisarskiego.. Wedle mej oceny, udało się to mniej więcej w 70%, co nie jest złym wynikiem, ale też nie perfekcyjnym. I w związku z tym rozumiem odczucia wielu czytelników, którzy na licznych forach piszą o pewnym zagubieniu się między tym co stanowi elementy prequelu, a tym co jest najczystszym sequelem, czyli kontynuacją "Kompleksu 7215". Choć z drugiej strony, kto nie próbuje, ten się nie rozwija.., i chyba warto o tym pamiętać przy ocenie tej powieści:)

 

Jeśli chodzi o pozostałe składniki tej literackiej historii, to wszystko stoi na bardzo wysokim, solidnym poziomie. Wprowadzenie do opowieści jest bardzo czytelne, zrozumiałe i przystępne, zaś kolejne rozdziały skrupulatnie rozwijają tę narrację, zachowując przy tym logiczny porządek, jak i również odpowiednie stopniowanie napięciem. Akcja ma charakter interwałowy, zwalniając w odpowiednich i uzasadnionych momentach, by za chwilę przyspieszyć i co rusz zaskakiwać czytelnika kolejnymi niezwykłymi wydarzeniami.

 

Miejsce, czyli ciemne tunele warszawskiego metra i przerażające przestrzenie na powierzchni, zostały przedstawione w niezwykle barwny, wyrazisty i drobiazgowy sposób. Tutaj nie tylko wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, ale także i zmysły człowieka. Słyszę, czuję i widzę te wilgotne, ciemne, niepokojące tunele, jak i również czuję na własnej skórze powiew chłodnego powietrza na powierzchni wyniszczonego świata.. Moim skromnym zdaniem opisy te są bardziej widowiskowe, przejmujące i intrygujące, aniżeli miało to miejsce w poprzedniej książce Pana Bartka, co świadczy o coraz to większym doświadczeniu pisarskim autora.

 

Podobnie nie mam uwag co do postaci, które również wypadły bardzo przekonująco, naturalnie, ciekawie. Znajome twarze z poprzedniej odsłony cyklu - m.in. Borka, Licznik, Strażak, Chudy czy też Grom, są jakby bardziej "z krwi i kości", ludzcy, bliżsi czytelnikowi, łatwiejsi w zrozumieniu i poznaniu, a przy tym zachowujący wciąż tę nutkę niedopowiedzenia, tajemnicy.. Nowe postacie, z kapralem Nowickim i kapitanem Raczkiewiczem na czele, to bohaterowie bardzo interesujący, wnoszący wiele dobrego do fabuły. Autorowi w idealny sposób udało się ukazać tutaj charaktery, bądź co bądź normalnych i poczciwych ludzi, którzy ulegli ogromnej wewnętrznej przemianie, za którą odpowiedzialna jest władza..

 

Całość historii spaja zaś bardzo spektakularne i nieprzewidywalne zakończeniu, zwiastujące ciąg dalszy, jak i również stawiające mnóstwo pytań o to, co tak naprawdę się wydarzyło i co jeszcze się wydarzy.. Dla Mnie historii ta wymaga kontynuacji, już takiej z prawdziwego zdarzenia, bez retrospekcji, ukierunkowanej na tym co będzie, a nie na tym co już było przed laty.. I w tym miejscu mówię stanowcze "NIE" komentarzowi autora na końcu tej powieści, który niejako żegna się z bohaterami tej historii na zawsze.. To byłoby po prostu zbyt proste, łatwe, nie efektywne.. W tym świecie, w tych bohaterach, w tej opowieści tkwi bowiem zbyt wielki potencjał, by stawiać na nim "krzyżyk" już tu i teraz.. Dlatego też mam nadzieję, że kiedyś, być może za kilka lat, autor raz jeszcze wróci do warszawskiego metra i opowie o tym, co było dalej..

 

Na koniec muszę wyrazić swoją opinię na temat wydania tej książki przez "Fabrykę słów".. Otóż, mogę im tylko podziękować i pogratulować:)! Począwszy od okładki, która swoim wizerunkiem uzbrojonej po zęby postaci z maską gazową na twarzy wprost hipnotyzuje, poprzez wysokiej jakości papier, druk, mapki i kompletny indeks osobowy wszystkich postaci, a na fascynujących ilustracjach uzupełniających tekst, skończywszy. Robert Adler - rysownik tychże grafik, wykonał tutaj naprawdę świetną pracę, której nie powstydziliby się najwięksi mistrzowie komiksu.. Kto wie, może to właśnie ten gatunek byłby idealnym rozwiązaniem na kontynuację tej historii..;)

 

"Stacja: Nowy Świat" to książka, którą polecam wszystkim miłośnikom post apokaliptycznych klimatów. Książka udana, choć jednocześnie wymagająca i nie idąca na łatwe kompromisy. I to chyba dobrze, gdyż dzięki temu stanowi ona pewną odskocznię, nowość, powiew świeżości, potrzebny w literaturze science - fiction, jak nigdzie indziej. Dla Mnie lektura tej pozycji była świetną zabawą, która towarzyszyła Mi przez kilka dni, i której to na pewno nie zapomnę bardzo długo. Polecam i jednocześnie żywię nadzieję, że to nie ostatnie spotkanie z po nuklearnym warszawskim metrem..

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: