Okładka wydania

Żółkiew

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Ryszard Jan Czarnowski
  • Tytuł Oryginału: Żółkiew
  • Gatunek: Historia Polski
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 130
  • Rok Wydania: 2015
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 170 x 250 mm
  • ISBN: 978-83-7399-638-0
  • Wydawca: Rytm
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    6/6

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Żółkiew | Autor: Ryszard Jan Czarnowski

Wybierz opinię:

Pani M

Żółkiew ̶ miasto położone na Ukrainie zostało założone w 1597 roku przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Po tym mieście oprowadza czytelników Ryszard Jan Czarnowski. Robi to w niezwykły sposób. Uwielbiam czytać takie relacje. Mam wrażenie, że stoję obok autora i wraz z nim podziwiam zabytki.

 

Żółkiew to było miasto, które szczególnie upodobał sobie król Polski Jan III Sobieski, który umocnił miasto murami, dekorował je w stylu barokowym i przywoził do niego swoje trofea wojenne. To była jego ulubiona siedziba. Spędzał tu sporo czasu. Przyczynił się w dużej mierze do rozwoju tego miasta. Ryszard Jan Czarnowski opowiada o tym, jak ten władca zdobył tron. Wspomina także o jego rodzinie, głównie o matce, która była dość surową kobietą i często krzyżowała plany matrymonialne swoich dzieci. Zofia Teofila z Daniłowiczów Sobieska nigdy nie zaakceptowała małżeństwa Jana z Marysieńką. Nie mogła przeżyć tego, że syn poślubił ją podczas trwania żałoby po jej mężu, choć nie był to jedyny powód jej niechęci do synowej. Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat, musicie doczytać to sami, ja już nic więcej nie zdradzę. Przypadło mi do gustu to, że autor wplótł historię do swojej opowieści o Żółkwi. Takie publikacje są dla mnie niezwykle cenne. Nieczęsto zdarza mi się trafić na tego typu przewodnik. Przeważnie wzmianki historyczne nie są przedstawianie w takich publikacjach w zbyt ciekawy sposób. Pojawiają się dla samej idei bycia i nie wnoszą zbyt wiele do przewodnika.

 

Śmiało mogę porównać styl opowiadania Ryszarda Jana Czarnowskiego do Sławomira Kopra, którego przewodnik po Kresach miałam przyjemność recenzować kilka miesięcy temu. Obaj panowie „kupili mnie" swoim lekkim piórem i nadrabiam teraz zaległości w czytaniu napisanych przez nich publikacji.

 

Wspomniałam już o tym, że miałam wrażenie, że przemierzam Żółkiew razem z autorem. Miałam wrażenie, że widzę na własne oczy opisywane przez niego budynki. Moja wyobraźnia działała na najwyższych obrotach. Aż nabrałam chęci, by tam kiedyś pojechać. Publikację uzupełniają czarno-białe zdjęcia, na których znajdują się nie tylko budynki, ale także opisywane przez Ryszarda Jana Czarnowskiego postacie. Kilka z nich znałam już wcześniej, bo pojawiały się w podręcznikach, lecz oglądałam je z zaciekawieniem. Niestety, pojawiło się parę fotografii w niezbyt dobrej jakości i niektóre obiekty uwiecznione na nich były zamazane.

 

Cieszę się, że mogłam odbyć z autorem tę podróż. Lubię zarówno historię jak i podróże, więc Ryszard Jan Czarnowski zaoferował mi idealne połączenie tych dwóch rzeczy. Nie dość, że zachwyciłam się miastem i nabrałam ochoty na wyjazd do niego, to jeszcze zrobiłam sobie małą powtórkę z historii i dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Liczę na to, że na naszym rynku wydawniczym pojawi się więcej tego typu publikacji.

 

Komu mogę polecić tę książkę? Osobom, które podobnie jak ja lubią podróże i historię. Może tego drugiego nie ma tu zbyt wiele, ale to, co zawarł tu autor, na pewno zadowoli wymagających czytelników. Wszystko zostało podane w odpowiednich proporcjach. Nie za dużo, nie za mało, ale w sam raz. Jestem bardzo ciekawa tego, co przyniesie mi lektura pozostałych publikacji tego autora. Mam nadzieję, że nie będę się czuła zawiedziona.

Sonrisa

Są na Kresach miasteczka, o których zapominamy. Tak, jakby istniały tylko na kartach podręczników do historii. Miejsca ważne przecież dla Polaków, miejsca, które znamy, o których uczymy się w szkole i... o których później nie pamiętamy zupełnie. Takim miejscem jest Żółkiew, dziś niewielkie miasteczko, kiedyś – siedziba jednego z najznamienitszych rodów polskich. O hetmanie Żółkiewskim wiedzą przecież wszyscy. O jego zasługach dla Rzeczpospolitej wiele mówi się na lekcjach czy to historii, czy języka polskiego. O miejscu, z którego ten wielki człowiek pochodził, nie mówi się nic. Ba... nie ma go nawet na trasach wycieczek tam gdzieś za granicę, na ziemie niegdyś polskie, dziś ukraińskie. Jeździ się do Lwowa, może do Kamieńca. A Żółkiew, przecież tak niedaleko, omija się, jakby ta miejscowość w ogóle nie istniała, jakby nie miała większego znaczenia. A przecież właśnie takie odkrywanie historii, dotykanie jej śladów w miejscach, gdzie się tworzyła, sprawia najwięcej przyjemności. I o tym wszystkim pisze w swojej książce Ryszard Jan Czarnowski, autor niezbyt długiej, ale wyczerpującej i pięknie napisanej książki opowiadającej o miejscowości przed laty nazwanej „Żółkiew"...

 

W swojej książce autor przedstawia krótką historię Żółkwi. Choć raczej nie nazwałabym tej książki pełna monografią historyczna. Nie ten język, nie ten styl, żeby mówić o tej publikacji jak o opracowaniu stricte naukowym. Choć nie da się ukryć, iż autor posiłkował się przy tworzeniu swojej książki fachową literaturą, sięgał do źródeł, o czym świadczy umieszczona na końcu publikacji krótka bibliografia. Ważniejsze jednak podczas czytania wydaje się to, że autor w całych Kresach i w samym miasteczku jest po prostu zakochany. Te swoją miłość, fascynację przekazuje nam, czytelnikom, w sposób tak sugestywny, że w pewnym momencie ma się ochotę wsiąść w samochód i pojechać na Ukrainę. Nie do Lwowa, który przecież każdy Polak choć raz w życiu powinien odwiedzić, ale po to, by zwiedzić Żółkiew. Piękne ilustracje: zdjęcia i obrazki, którymi tekst książki został uzupełniony, tylko wzmagają to uczucie. Kiedy czytałam tę książkę, ogarniało mnie po prostu ogromne pragnienie, by pójść na spacer po Żółkwi śladami autora, a wraz z nim śladami słynnego hetmana Żółkiewskiego, śladami żółkiewskich Żydów, którym przecież autor poświęca cały jeden rozdział. Odnaleźć ślady historii tej starszej i tej najnowszej. Te ślady, które jeszcze zostały, których nie zatarły wojny, polityczne zawirowania.

 

Książka Ryszarda Jana Czarnowskiego jest pełna romantyzmu, choć wyczuć w niej można i nutę nostalgii. I braku zgody na to, że historia tak się potoczyła, iż dziś Żółkiew nie jest już miastem polskim, choć przecież, w przekonaniu autora, wciąż takim pozostaje. Wiele tu ciekawych informacji na temat historii miasta, ale i na temat tego, co warto w miasteczku zwiedzić, gdzie warto pójść, czego dotknąć. Na pewno nie jest to typowy przewodnik, ale Żółkiew, jeśli kiedyś dotrę do tej miejscowości, chciałabym zwiedzać właśnie z tą pozycją w ręku...
Czy warto tę książkę przeczytać? Na pewno! Nie jest to pozycja adresowana dla wszystkich. Jeśli jednak ktoś choć trochę interesuje się historią naszego kraju, jeśli lubi poznawać miejsca zapomniane, nieodkryte, powinien sięgnąć po tę książkę. To wartościowa, pełna naprawdę interesujących, a czasem być może i budzących pewne zdziwienie, informacji lektura, do której z całego serca zachęcam.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto