Cuda I Dziwy Mistrza Haxerlina

Autor: Jacek Wróbel

Okładka wydania

Cuda I Dziwy Mistrza Haxerlina

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Pani M

Trochę wstyd mi się do tego przyznać, ale twórczość Jacka Wróbla odkryłam dopiero niedawno. Wcześniej mówili mi o nim znajomi, polecali, że to świetny autor i muszę zacząć czytać jego opowiadania, ale jakoś niespecjalnie paliłam się do tego pomysłu. W końcu jednak postanowiłam sprawdzić co wyszło spod pióra człowieka, którym tak zachwycają się zapaleni fatastykoholicy z mojego najbliższego grona.

 

Cuda i dziwy mistrza Haxerlina to zbiór kilku opowiadań, których bohaterem jest, czego łatwo się domyślić, mistrz Harleqiun, przepraszam, mistrz Haxerlin. Kim jest ów mężczyzna? To były uczeń szkoły magów, który został z niej wydalony za to, że nie miał za grosz talentu. To jednak nie przeszkodziło mu w jeżdżeniu z miejsca na miejsce z wozem pełnym "magicznych" przedmiotów. Haxerlin był na tyle sprytny, że udało mu się sprzedać kilku osobom swoje cuda i dziwy. Nie zawsze dobrze wychodził na tej transakcji, ale czego nie robi się dla pieniędzy? Haxerlin ma jednak jeden talent, którego nie sposób mu odmówić. Wpadanie w tarapaty wychodzi mu wprost koncertowo. Dzięki temu nie może narzekać na nudę w życiu. Chcecie się dowiedzieć, co go spotkało? Chwytajcie zatem za książki.

 

Wielu czytelników porównywało opowiadania tego autora z Terrym Pratchettem czy Jackiem Piekarą. Nie mogę wypowiedzieć się w tej kwestii, bo nie znam twórczości tych autorów, ale takich głosów było sporo, więc coś musi w tym być. Mnie na myśl przyszło coś innego. Film Nieustraszeni bracia Grimm. Bohaterowie wmawiali wszystkim, że znają się na zwalczaniu sił nieczystych, a tak naprawdę nie mieli o tym zielonego pojęcia. Problemy zaczęły się dopiero później. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi. Zarówno bracia Grimm, jak i Mistrz Haxerlin mogli się przekonać o tym na własnej skórze.

 

Mam nieco wątpliwości co do układu tych opowiadań. Osobiście umieściłabym ostatnie, czyli Totalną evangelizację, na początku. Ono sporo wyjaśnia i przedstawia kim właściwie jest główny bohater. To byłoby zdecydowanie lepsze wprowadzenie niż Nie wszystko złoto, co się świeci. Nie wiem, dlaczego zdecydowano się na taką kolejność.

 

Mam nieco mieszane uczucia po przeczytaniu tych opowiadań. Nie twierdzę, że były złe, bo nie nudziłam się w trakcie lektury i nie miałam ochoty odłożyć ich na później. Polubiłam autora za jego cięty humor i to, w jaki sposób skonstruował postacie. Do gustu przypadła mi także postać Kordaka, właśnie z mojej sympatii dla niego przekręciłam na początku imię mistrza. Był trochę, jak to mówią młodzi, nieogarnięty życiowo, ale chętnie spotkałabym go w rzeczywistości. Sam tytułowy Mistrz Haxerlin jakoś średnio przypadł mi do gustu. Nie wiem w sumie dlaczego. Niczego mu nie brakowało i długo będę o nim pamiętać, lecz wolałabym nie natknąć się na niego na swojej drodze. Nie przepadam za ludźmi wciskającymi mi buble. Mam wrażenie, że cała akcja skończyła się, nim na dobre udało jej się rozpocząć. Dlatego rzadko sięgam po opowiadania. Swoją drogą, ciekawe, jakie byłyby moje wrażenia, gdybym dostała te krótkie opowieści w formie ciągłej narracji?

 

Cuda i dziwy mistrza Haxerlina to przyjemna lektura, przy której można oderwać się na chwilę od rzeczywistości. Fani fantastyki powinni być z niej zadowoleni. Nie wiem, czy przypadnie do gustu weteranom. Mnie, osobie, która po ten gatunek sięga raczej od święta, spodobała się ona. Pomimo pewnego poczucia niedosytu po lekturze Cudów i dziwów mistrza Haxerlina, z pewnością jeszcze kiedyś sięgnę po twórczość Jacka Wróbla. Jestem bardzo ciekawa tego, co ten autor ma swoim czytelnikom do zaoferowania. Obym się na nim nie zawiodła.

Ewa Chani Skalec

Rewelacyjna okładka i zachęta ze strony Andrzeja Pilipiuka zupełnie wystarczyły, by zainteresować się powieścią Jacka Wróbla. Zastanawiałam się, czy "Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina" dorównają któremuś z, tak przeze mnie lubianych, tekstów Wielkiego Grafomana. Zainteresowani, co też wynikło z lektury tej książki? Czytajcie dalej.

 

Początkowo książka wydaje się zbiorem zupełnie ze sobą niepowiązanych opowiadań. Głównym bohaterem jest oczywiście tytułowy mistrz magii, który de facto ani magią nie włada, ani nawet magicznej szkoły nie ukończył. Zarabia... sprzedając niby-to-magiczne przedmioty, podróżując od wsi do wsi, od sioła do sioła, byleby z dala od ośrodków, w których mógłby napotkać członków Gildii magów. Nic dziwnego. Kiedy bowiem jego klienci orientują się, że za niezły majątek nabyli zwyczajny szpadel, a zamiast magicznej mikstury przykładowo trzy funty mąki... Cóż, nie są najszczęśliwsi i wielu z nich marzy o zemście. Niektórym się nawet taka sposobność nadarzy, ale o tym nie tutaj.

 

W pewnym momencie jednak te luźno dobrane opowiadania przeistaczają się w powieść. Jest więc i kolejny pierwszoplanowy bohater, jest i chronologia zdarzeń pomiędzy kolejnymi rozdziałami. Czy zmiana ta wychodzi na dobre, trudno orzec. Mistrz nadal jest irytujący i "niekoniecznie uczciwy". Fabuła wciąż ma wielki potencjał, który czasem zostaje wykorzystany, a innym razem totalnie zaprzepaszczony. Język bez zmian, bardzo obrazowy, a cuda i dziwy, które znajdują się w obwoźnym kramiku Haxerlina... niezbyt porywające.

 

Dużym plusem tej książki jest humor. Wróbel nawiązuje często i chętnie do popkultury, przeistaczając ją dla swych własnych celów, czasem puszczając do czytelnika oczko, innym razem śmiejąc się wraz z nim. W pewnym momencie weźmiecie więc udział w polowaniu na ciubakę, w innym zaś będziecie poszukiwać pewnej niecodziennej nimfy. Na stronicach książki odnajdziecie Łopatę Skarbu, Krwiopija, gobliny, nawiązania do He-Mana czy nawet Shreka. Przeżyjecie zarazę i poszukiwanie legendarnej groty wielkiego króla.

 

Wszystko to wygląda pięknie i emocjonująco, a jednak... czegoś zabrakło. Bohaterowie są ciekawi, ale poza kombinującym, niczym polski robotnik z czasów PRL (nikomu nie ubliżając), Haxerlinem i świetnie wykreowanym złośliwym Thuzem żaden nie zapadł mi w pamięć. Dobrze, może panna Rozgwiazdka, ale tylko ze względu na zakończenie opowieści o niej. Przygody zdają się być fascynujące, a jednak wcale nie czytasz z wypiekami na twarzy i męczącym głosikiem z tyłu głowy, który pogania, bo chce koniecznie dowiedzieć się, co dalej. Odkładasz książkę, idziesz spać, wstajesz rano i wcale o niej nie myślisz. Dlaczego? Chyba właśnie po tym można poznać dzieło – nie daje o sobie zapomnieć, nie pozwala spokojnie zasnąć. "Cuda i dziwy Mistrza Haxerlina", choć godne uwagi i dobrze napisane, dziełem nie są.

 

Zakładając, że ta książka to jednak powieść, a tytuły dotyczą rozdziałów, a nie opowiadań, najbardziej spodobały mi się następujące trzy rozdziały: "Nie wszystko złoto", "Succi vitalis" i "Śpiew przez łzy". Kompletnie nie wyszła Autorowi próba napisania fantasy w klimacie "Władcy Pierścieni". Grupie o (nie)wdzięcznej nazwie Trzecia Kompania daleko do Drużyny Pierścienia. Przygody w podziemiach ciągną się jak korytarze goblinów i są równie nudne. Współtowarzysze niedoli Haxerlina i Thuza natomiast... poza Rozgwiazdką i Gladiusem tak niecharakterystyczni, że nie potrafiłam ich nawet w trakcie lektury rozpoznać.

 

Świat przedstawiony jest niezmiernie ciekawy i widać, że Autor przyłożyć się do jego kreacji. Choć bywały momenty, że trochę się gubiłam w jego geografii. Przydałaby się jakaś mapka, ale ogólnie rzecz ujmując – jest interesująco i można by jeszcze do tego świata powrócić i trochę lepiej go poznać.

 

Kilka literówek nie zakłóciło mi odbioru tekstu, naprawdę było dobrze.

 

Podsumowując zatem: miałam wielkie nadzieje i sięgające szczytów Mount Everest oczekiwania. Dostałam natomiast książkę, która jest po prostu dobrze napisana. Ma ciekawy pomysł, bywa zabawna. Znalazłam w niej lepsze i gorsze fragmenty. Niektóre z nich rozbawiły mnie i urzekły, większości jednak zabrakło tego "czegoś", co tak chwyta za serce, gdy czytam utwory Pilipiuka. Cóż, Wróbel Pilipiukiem nie jest. Myślę, że ma duże szanse, by stać się poczytnym Autorem, ale jeszcze musi nad tym popracować.

 

Książka przeczytana w ramach Akcji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają.

Protzner

Wśród powieści fantasy istnieje grupa podniosłych, epickich historii o głębokim wydźwięku. Można odnieść wrażenie, że twórcy powyższych są tak zapatrzeni w stworzony przez siebie świat, że pozbawia ich to zdrowej dozy obiektywizmu – i przez to również poczucia humoru. Jest też druga grupa, dla której właściwe jest odwrócenie tej zależności. Humoreska dominuje utwór i wszystko staje się w gruncie rzeczy komedią osadzoną w realiach fantasy. Perełkami są hybrydy, znajdujące się w części wspólnej tych dwóch zbiorów, które łączą w sobie odpowiednią dawkę zdrowego dystansu z ciekawą opowieścią.

 

„Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina" to zbiór krótkich historii o handlarzu podszywającym się pod czarodzieja. Całość stoi zdecydowanie bardziej po stronie grupy humorystycznej – w fantastycznym świecie osadzono twardo stąpającego po ziemi, cynicznego sprzedawcę, usiłującego zarobić na chleb prowadzeniem interesu. Jak się można domyślać, biznes nie zawsze jest legalny, a sam handlarz nie wszędzie cieszy się dobrą opinią. Na każdym kroku rodzi to zabawne sytuacje, z których sprytny bohater musi się jakimś sposobem wykaraskać. Raz będzie chodziło o sprowadzenie nimfy dla pewnego władcy (choć nikt nie powiedział, że ta musi być prawdziwą nimfą), innym zaś trzeba będzie bronić interesu małych sprzedawców przed monopolistą. Jakby tego było mało, mistrz Haxerlin ma tendencje do ciągłego pakowania się w kłopoty, więc i przygód nie może zabraknąć.

 

Autor podchodzi do stworzonego przez siebie świata w ciekawy sposób; połączenie problemów harującego na swoje utrzymanie sklepikarza ze światem fantasy samo w sobie jest poniekąd nowatorskie. Nie dostajemy kolejnego, kopiowanego bohatera z gatunku wojowników, czarodziejów, arcyzłodziei czy tym podobnych. Haxerlin jest kimś zupełnie nowym, wnoszącym do środowiska osobistości fantastycznych odmienne spojrzenie. Tacy jak on zawsze gdzieś się przewijali, stanowili tło dla przygód „prawdziwych" bohaterów. Tym razem to właśnie postać tła jest obiektem zainteresowania.

 

Podejście Haxerlina do otoczenia również wzbudza szczery uśmiech. Fałszywy czarodziej wszędzie szuka okazji do zarobku, traktując fantastyczny świat jako gigantyczny rynek, na którym każdy musi zarobić jakoś na swój kawałek chleba. A będąc krępym, niezbyt silnym i nieznającym magii osobnikiem, musi radzić sobie na swój sposób. Jest zatem swego rodzaju mieszanką dowolnego hobbita ze świata „Władcy Pierścieni" z magiem Rincewindem znanym ze Świata Dysku Pratchetta. Rzucony w nieprzyjazne środowisko (świat Jacka Wróbla może nie należy do wyjątkowo mrocznych, ale z pewnością nie jest miejscem bezpiecznym) będzie musiał radzić sobie przy pomocy wszelkich dostępnych środków.

 

Opowiadania są napisane przyjemnie, nie męczą czytelnika przydługim opisem, jednocześnie karmiąc odpowiednio wyobraźnię. Zarówno styl autora, jak jego poczucie humoru są dobrze wyważone – wprawdzie do czołówki gatunku droga jeszcze daleka, ale na pewno zmierza w dobrym kierunku. Troszkę gorzej wygląda sprawa e-bookowego wydania, które miejscami straszy literówkami, przesuniętymi akapitami i tym podobnymi maszkaronami. Cóż, tak to już bywa w wirtualnym świecie, że wszystko jest jakieś mniej dopracowane – przecież to tylko cyferki na dyskach, bez materialnej wartości. A może to ja jestem przewrażliwiony na punkcie elektronicznych książek...?

 

Ogólne wrażenie z „Cudów i Dziwów Mistrza Haxerlina" jest bardzo pozytywne. Celem autora było zapewnienie czytelnikowi rozrywki i udało mu się to. Uśmiech na twarzy pojawia się często, czyta się łatwo i przyjemnie. Czego chcieć więcej od powieści? Owszem, można doszukiwać się wartości, podtekstów, moralitetów... To zapewne będzie w wypadku przygód Mistrza dosyć trudnym zadaniem. Ale co z tego, skoro czytając można się po prostu dobrze bawić?

Obsesja Kasiulka

To stara prawda, że najlepszym towarzyszem na drodze ku niespełnionym marzeniom jest twardy żołądek.

 

Coś w tym jest, że sięgam coraz śmielej po polskich, nieznanych dotąd dla mnie autorów. Jestem ciekawa debiutantów, zainteresowana ich piórem, czy podołają, czy dadzą radę i dorównają tym starym wygom w danym temacie, a może ich prześcigną? Po ebook Jacka Wróbla Cuda i dziwy Mistrza Haxerlina sięgnęłam z czystej ciekawości, jak również z faktu, że o magach już dawno nie czytałam.

 

Haxerlin miał plan na siebie od dawna. Swoje prawdziwe imię porzucił już dawno temu, kiedy to w końcu zdecydował wziąć sprawy w swoje ręce. Stał się wędrownym kupcem. Jednak nie takim zwykłym kupcem. Wykreował się na osobę władającą tajemną mocą, zapakował wóz tajemniczymi przedmiotami i wyruszył w świat. Tajemne drobiazgi jak się okazuje mają swoich nabywców. Ludzie chorzy kupią i uwierzą we wszystko, aby tylko polepszyć swój los. Dlatego też interes Mistrza Haxerlina dość dobrze się rozwija.. do czasu, gdy okazuje się, że miłosny napój to zwykła wódka, a Miecz Posępnego Czerepu to zwykły zardzewiały sztylecik. W tym wypadku trudno szukać sprzedawcy i reklamować towar, gdyż jest on już bardzo daleko – dla niego samego to słuszna decyzja. Haxerlin musi również uważać na tych prawdziwych magów, gdyż z ich strony grozi mu niebezpieczeństwo.

 

Cuda i dziwy Mistrza Haxerlina to zbiór chronologicznie ułożonych opowiadań z życia bohatera. Autor świetnie opisał głównego bohatera, niesamowicie ciekawie nakreślił jego losy, dzięki czemu książkę czyta się dość szybko, historie bohatera migają nam przed oczami, komicznych sytuacji również nie brakuje, by za chwilę poczuć niedosyt, gdy okazuje się, że to już koniec – koniec książki.

 

Haxerlin to niesamowity mały człowieczek w intrygującym stroju z planem na przyszłość, którego trzymają się kłopoty. Autor nie pozwala mu odpocząć i co rusz rzuca mu kłody pod nogi, wymyśla kolejne historie, wydarzenia, które wydawałyby się trudne do rozwiązania, jednak Haxerlinowi się udaje nie raz i nie dwa wybrnąć cało z opresji, chociaż czasami zdarzy się też potknąć, dzięki czemu czytelnik ma większy ubaw. Haxerlin to sprytny oszust, który właśnie „niewielkimi" kłamstwami zarabia na życie, ale biznes to biznes i trzeba coś do garnka włożyć, czasami nie ważne jakim kosztem.

 

Cuda i dziwy Mistrza Haxerlina to świetny debiut autorski, na który warto zwrócić uwagę. Zasięgając informacji o zawartości książki, byłam pewna, że będzie to historia heroicznych czynów wielkiego maga, z jakimi do tej pory miałam okazje się zapoznać w innych powieściach. Tym razem jednak mamy przed sobą historie z przymrużeniem oka, które nie raz wzbudzają uśmiech a nawet parsknięcie.

 

Cieszę się, że w niedługim czasie pojawi się kontynuacja przygód bohatera, gdyż na tę książkę warto zwrócić swoją uwagę.

 

Jacek Wróbel Rocznik '88. Przygodę z pisaniem rozpoczął przed kilkoma laty i dobrze zrobił, bo z pewnością uratowało go to przed zupełnym pogrążeniem się w marazmie codzienności. Został nagrodzony w paru ogólnopolskich konkursach literackich – cieszy zwłaszcza wyróżnienie na IX Międzynarodowym Festiwalu Opowiadania oraz statuetka Kryształowego Smoka, jaką wręczono mu na wrocławskich Dniach Fantastyki 2014. Publikował w Nowej Fantastyce, Qfancie i Esensji. Jego opowiadanie znalazło się również w zbiorze „Ostatni dzień pary". W sieci publikuje pod nickiem uthModar. Mieszka i pracuje w Lublinie. Lubi nieobjęte akcyzą papierosy. Ukochana kobieta oraz Mistrz Haxerlin powstrzymują go przed zostaniem politycznym terrorystą.

Polecam serdecznie.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: