Okładka wydania

Lucynka, Macoszka I Ja

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Lucynka, Macoszka I Ja | Autor: Martin Reiner

Wybierz opinię:

Magda N

Lekcja dojrzałości? – „Lucynka, Macoszka i ja" M. Reinera

 

Zagubiony w swoim świecie Tomasz, 25-latek, któremu coś nie wyszło na studiach i pracuje jako listonosz – to narrator powieści. Lucynka – pięciolatka, dojrzała jak na swój wiek, doskonale radząca sobie w zmieniających się drastycznie warunkach. Jerzy Macoszka – zapomniany poeta, pochowany przez komunę, czuwa nad całością powieści i spaja jej wątki. I jest jeszcze Marta, mama Lucynki, która nie daje sobie rady z własnym życiem, a dzięki której Tomasz może się wiele dowiedzieć o sobie samym.

 

Fabuła? Dwutorowa. Z jednej strony śledziłam rozwijającą się fascynację Tomasza Jerzym Macoszką, rosnącą chęć odkrycia wszystkiego, co skrywa jego biografia. Z drugiej – piękną relację dziewczynki i młodego mężczyzny, u którego ona znajduje ojca, a on u niej – sens życia. Poplątane losy, które zaprowadziły ich do miejsca, w którym stoją mężczyzna i dziecko, gdy zapada decyzja, że on się nią zaopiekuje, rzucają cień (a może właśnie światło?) na ich dalsze życie. I wydaje się, że to Lucynka radzi sobie z tym wszystkim zdecydowanie najlepiej. Świat dorosłych to rzeczywistość obaw, chorób, trudnych przeżyć i bolesnych wspomnień. Te jeszcze nie hamują życiowego rozpędu dziecka.

 

To nie jest ani wyciskacz łez, ani historia zakończona happy endem, choć każde z bohaterów powieści trafia na swoją, wydawać by się mogło właściwą, ścieżkę życiową. Każde odchodzi w swoją stronę, choć czytelnik może łudzić się nadzieją na inne rozwiązanie akcji. I choć o samym narratorze wiadomo najmniej spośród bohaterów książki (co sam narrator wspomina w metatekstowym fragmencie powieści), dostrzec można, że studiowanie losów Jerzego Macoszki oraz szczera relacja z Lucynką pomogły mu zrozumieć samego siebie. Fascynacja zapomnianym poetą stała się intymnym jednostronnym związkiem, który wywarł ogromny wpływ na autodefinicję narratora. Czy jednak nie była to nadmierna sugestia lub ból wywołany utratą dziecka, które już uznał za swoje?

 

Powieść Reinera doskonale się czyta. Konstrukcja świata w niej przedstawionego jest absolutnie pełna, choć niepozbawiona „kluczy pozostawionych pod wycieraczką faktów" (s. 211), kluczy nieodkrytych, dzięki którym powieść nabiera dodatkowego smaczku. Z jednej strony to wycinek obrazu społeczeństwa podczas wielkich przemian społecznych i politycznych. Przemian, które dzieją się gdzieś obok, daleko ponad i nie są tak ważne jak na przykład rozcięta warga Lucynki. Z drugiej – to historia z nitką detektywistyczną, z innej – dramat rodziny i Bildungsroman, opowieść o dojrzewaniu. Wcale nie o dojrzewaniu Lucynki, ona jest pełną postacią od samego początku. To powieść inicjacyjna, której głównym celem jest wykreowanie na samodzielną jednostkę Tomasza, nieśmiałego listonosza. I jeszcze jedna wisienka dla fanów pięknej prozy – cudowny, poetycki język, nadający zszarzałej rzeczywistości kolejnego wymiaru.

Pani M

Kiedy byłam na studiach, na ostatnim roku mogłam wybrać jako jedne z zajęć swobodnego wyboru literaturę czeską. Niestety, nie udało mi się to. Ubolewałam nad tym, bo te zajęcia wydawały mi się ciekawe. Nie miałam dotychczas zbyt wiele wspólnego z literaturą czeską i chciałam nadrobić te zaległości. Dopiero po studiach znalazłam na to czas. Martina Reinera poleciła mi koleżanka. To ona namówiła mnie do zamówienia książki Lucynka, Macoszka i ja.

 

Tomasz Mróz, który jest nieśmiałym listonoszem. W jego życiu pojawiają się dwa punkty zwrotne, które wywracają je do góry nogami. Pierwszym z nich jest otrzymanie tajemniczej wiadomości przeznaczonej dla zaginionego poety Macoszki. Mężczyzna całkiem zatraca się w jego twórczości. Popada w obłęd na tym punkcie. Drugim ważnym wydarzeniem jest poznanie Marty i jej córeczki, Lucynki, a właściwie to, co dzieje się, gdy matka dziecka trafia do szpitala. Tomasz zostaje wyznaczony na opiekuna dziewczynki. Listonosz i Lucynka próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. On musi dowiedzieć się, jak to jest być tatą, ona uczy się, jak to jest mieć ojca. Na szczęście to przychodzi im naturalnie. Tomasz odnajduje przyjemność w opiekowaniu się dzieckiem. Nie wyobraża sobie tego, że mógłby ją stracić.

 

Martin Reiner w mistrzowski sposób połączył losy tej trójki bohaterów. Subtelne więzi, jakie się między nimi zawiązały, są zaskakujące i naturalne. Uzupełniają się idealnie jako trio. Tworzą niezwykle zgraną jedność. Nie potrafię sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek wcześniej czytałam tak dobrą książkę o relacjach ojczyma i dziecka. Owszem, pojawiali się kolejni partnerzy matek, ale nie pamiętam, by którykolwiek z nich miał ze swoim pasierbem aż tak dobre relacje.

 

Do tej pory jestem pod wrażeniem Lucynki. Urzekła mnie. Nie dziwię się, że Tomasz ją pokochał, sama bez zastanowienia otoczyłabym ją opieką. To, jak zachowała się w sytuacji, gdy jej mamie stała się krzywda, zasługiwało na pochwałę. Współczułam Lucynce. Nie miała ojca, wychowywała ją tylko matka. Co prawda Marta starała się być dla niej dobrą mamą, ale pewne wydarzenia z przeszłości nie pozwoliły o sobie zapomnieć i stało się coś złego. Nie dziwię się, że Reiner przewidział dla nich zakończenie związane z rozstaniem.

 

Do końca nie wiedziałam, jak potoczą się losy Tomasza i Macoszki. Kibicowałam nieśmiałemu listonoszowi i chciałam, by odnalazł samego siebie i drogę do szczęścia. Naprawdę na to zasługiwał. Niejedno dziecko chciałoby mieć takiego ojca jak on.

 

Lucynka, Macoszka i ja to niezwykle subtelna i piękna opowieść o miłości, literackiej obsesji i samotności. Nie ma tu nagłych zwrotów akcji, choć zakończenie zaskakuje. Wszystko toczy się raczej leniwie. Nie uważam jednak, że to minus. Akurat w przypadku tej historii to zaleta. Dzięki takiemu sposobowi narracji możemy wczuć się w klimat powieści, który jest niezwykły. Jestem oczarowana tą książką. Wiem na pewno, że jeszcze kiedyś do niej powrócę i będę polecać ją innym. Takich pisarz jak Martin Reiner warto znać. To klasa sama w sobie, literatura najwyższych lotów, majstersztyk. Nie potrafię odnaleźć tu żadnych mankamentów. Postacie są wyraźne, nietuzinkowe i nie sposób ich nie pokochać. Opisy działają na wyobraźnię, a dialogi są napisane w bardzo naturalny sposób. Lepszej reklamy tej powieści chyba już nie zrobię. Mogę tylko zapewnić, że nawet najbardziej wybredni czytelnicy będą tą lekturą zafascynowani.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial