Okładka wydania

Nałkowska I Jej Mężczyźni

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 3 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Nałkowska I Jej Mężczyźni | Autor: Iwona Kienzler

Wybierz opinię:

Pani M

Moje dotychczasowe spotkania z twórczością Iwony Kienzler kończyły się dotąd zawsze fiaskiem. Zarówno Romanse żon polskich królów elekcyjnych, jak i Mroczne karty historii Polski odłożyłam na półkę, nie dochodząc nawet do połowy. Treść nie miała zbyt wiele wspólnego z tytułem, a całość była napisana w bardzo usypiający sposób. Postanowiłam jednak dać tej autorce ostatnią szansę. Zrobiłam to z miłości do Nałkowskiej. W końcu miłość wymaga poświęceń, czyż nie?

 

Zofia Nałkowska (1884-1954) nie miała szczęścia do mężczyzn. Zarówno pierwsze małżeństwo z Leonem Rygierem, jak i drugie z Janem Jurem-Gorzechowskim skończyły się fiaskiem. Nie znaczy to, że w jej życiu nie było innych mężczyzn. Trudno nie zgodzić mi się z autorką książki, że gdyby ta pisarka żyła dzisiaj, byłaby często wspominana w artykułach na portalach plotkarskich. Kto wie, może nawet założyłaby bloga i na jego łamach dzieliła się z czytelnikami swoimi przemyśleniami?

 

Z bólem serca muszę przyznać, że w Kobiecie wyzwolonej. Zofii Nałkowskiej i jej mężczyznach podobał mi się jedynie wstęp. Czytając go, nastawiłam się na ciekawą i odkrywczą lekturę. Im dalej w treść, tym było gorzej. Miało być o mężczyznach w życiu Nałkowskiej, a jakoś tak mało ich było. Za to sporo było o relacjach kobiety z rodziną i przyjaciółmi. To była raczej kolejna biografia tej pisarki, nie opowieść o jej romansach. Owszem, pojawiają się wątki jej małżeństw, mówi się o ojcu kobiety, pojawiają się nawet wzmianki o mężczyźnie, który próbował zdobyć serce Nałkowskiej, ale nie dowiedziałam się na ich temat niczego, czego bym wcześniej nie wiedziała. Liczyłam na fajerwerki, a dostałam ledwie tlącą się petardę. Lektura mnie nużyła, podczas niej czułam się jakbym była na bardzo nudnym wykładzie, który po prostu trzeba odbębnić. Mam wrażenie, że straciłam czas. Ta książka ogromnie mnie rozczarowała. Po raz kolejny tytuł publikacji autorstwa Iwony Kienzler nie bardzo pasował do treści.

 

W Kobiecie wyzwolonej nie urzekło mnie nic. Nie lubię lektur, które w żaden sposób nie uzupełniają mojej wiedzy na jakiś temat, tylko podają to, co już od dawna dobrze wiem. Powiem szczerze, że więcej na temat Nałkowskiej i jej mężczyzn dowiedziałam się w trakcie trwającego 45 minut wykładu na mojej uczelni, niż w trakcie kilkugodzinnej lektury.

 

Po przebrnięciu przez tę książkę wiem już, że nie sięgnę po raz kolejny po pozycję autorstwa Iwony Kienzler. To dla mnie strata czasu. Nie przemawia do mnie sposób, w jaki prowadzi ona narrację i nie dowiaduję się niczego nowego, co sprawia, że się nudzę i zasypiam z książką w ręce. Nie tego oczekuję od literatury. Odradzam, by po Kobietę wyzwoloną. Zofię Nałkowską i jej mężczyzn sięgnęli czytelnicy, którzy, podobnie jak ja, bardzo dobrze znają biografię tej pisarki, bo odłożą oni lekturę po kilku stronach z powrotem na półkę i podejrzewam, że już nigdy więcej do niej nie powrócą. Ja popełniłam ten błąd. Myślałam, że ta publikacja uzupełni moją wiedzę wyniesioną ze studiów polonistycznych, ale się rozczarowałam. Jeśli ktoś o tej tworzącej na przełomie trzech epok pisarce wie jedynie tyle, że napisała Granicę, mogą zaryzykować i zdecydować się na spotkanie z biografią autorstwa Iwony Kienzler. Radzę jednak przed lekturą uzbroić się w kubek mocnej kawy. Może się przydać, by monotonna narracja nie uśpiła czytelnika.

Vyar

Z lektur szkolnych pamiętamy zapewne (a może nie pamiętamy, ale kontakt mieliśmy) z dziełami pani Zofii Nałkowskiej. Były to głównie historie kobiet, w większości nieszczęśliwych, kończące się tragicznie, ale pełnych walki o szczęście, w których jednocześnie główne bohaterki nie wpasowywały się w stereotyp kobiecych sylwetek swojej epoki. „Granica", tak lubiana przez nauczycieli i trochę mniej przez uczniów, przeanalizowana już wzdłuż i wszerz, opowiada przecież historię straszną głównie przez to, że nie ma w niej upiększeń. Takie opowiadania w pełni rozumie się dopiero po paru latach, kiedy dociera do nas świadomość realności przedstawianych tam faktów, to, jak bardzo lekkomyślność i nieporozumienia mogą zniszczyć życie.

 

A co z sama autorką? Czy jej powieści pisane były czysto z wyobraźni, czy też są to historie z życia wzięte? Biografii słynnej autorki powstało nawet kilka, a ona sama prowadziła dziennik, z którego wiele można dowiedzieć się o niej, a dołożywszy do tego relacje przyjaciół i rodziny otrzymuje się niemal kompletny obraz, choć w większości przypadków skupiający się właśnie na jej literackiej części. Pani Nałkowska była postacią barwną jak na swoje czasy, wielokrotnie żyła na skraju skandalu i właśnie ten aspekt jej postaci zawarła w swojej książce Iwona Kienzler. Zamierzeniem autorki było wydobyć kobiecość Zofii, przedstawić ją na tle epoki i wskazać, co takiego było w niej wyjątkowego, czy zasłużyła sobie na opinię kobiety wyzwolonej i nieprzystającej umysłowością do czasów, w których żyła. Jak jej się to udało? Przyznam: dobrze.

 

Zosia przyszła na świat w rodzinie niezbyt zamożnej, ale wykształconej. Jej ojciec, choć był człowiekiem surowym i nie kochał się z bogaczami, był pasjonatem geografii i większość życia poświęcił na tworzenie i wydawanie związanych z tym publikacji, mając jako wierną pomoc żonę Annę, również literacko utalentowaną. Naukę rozpoczęła w czternastym roku życia, wcześniej edukowana przez rodziców w domu, co było powodem faktu, że w grupie rówieśniczej wyróżniała się posiadaną wiedzą i odwagą w podejmowaniu dyskusji z nauczycielami. Wtedy też zaczęła zwracać uwagę na mężczyzn: początkowo platonicznie, choć z gorąco opisywanymi w dzienniczku uczuciami i po raz pierwszy zderzyła się z murem ograniczeń, jakie na kobietę nakładają konwenanse.

 

To, co sprawia, że sięga się po tę pozycję, jest najpewniej właśnie motyw feministyczny. Nałkowska boleśnie przeżywała w swych rozważaniach różnice między płciami dotyczącymi swobód i przywilejów obyczajowych, to, że u mężczyzn romanse to rzecz wręcz pożądana i normalna, natomiast taka przygoda w przypadku pani skończyć się jedynie mogła łatką ladacznicy i społecznym ostracyzmem. Pomimo jednak świadomości tych utrudnień, długo pozostała jedynie żoną swego pierwszego męża, nawet parę lat po rozwodzie. W książce wspomniano też o jej kontaktach z ówczesnym ruchem feministycznym i ich spotkaniami, który to moment wspominam szczególnie ciepło, jako że poglądy Zofii i jej postawa w tamtej chwili były czysto antyfeministyczne: potrafiła wygłosić mowę, w której wytykała paniom hipokryzję, ograniczenie i nieskuteczne metody działania, które to rzeczy przejawiało się najjaskrawiej przy omawianiu prostytucji. Na uwagę zasługuje też fakt, że Nałkowska uznała sprawy takie jak prawo do głosowania za drugorzędne wobec bardziej rażących problemów w sferze obyczajowej. Wiele z ówczesnych działaczek miało jej za złe ten przejaw buntu.

 

Mężowie, przyjaciele, fascynacje, kochankowe... tych panów poznamy w książce pani Kienzler, widząc ich z perspektywy słynnej pisarki. Sporą część książki stanowią cytaty z jej dziennika, interpretowane przez autorkę. Trochę niewygodnie mi się to czytało – wolałabym chyba zapoznać się z samymi „Dziennikami" i wyciągnąć własne wnioski, choć nie byłyby one pełne bez wspomnienia o pewnych historycznych faktach oraz przedstawienia sylwetek wspominanych w niej postaci, więc ostatecznie: autorka zrobiła dobrą rzecz, upraszczając i tłumacząc wiele niejasności.Przyczepić więc mogę się jedynie do nagromadzenia cytatów w tekście. Zabolał mnie za to moment, w którym przy wspominaniu jednej z na krótko pojawiających się w życiu Zosi postaci, Marii Komornickiej i jej trudnego życia (której poświęcono cały rozdział, notabene jeden z najciekawszych w książce) została przytoczona opinia blogera na temat jej zmian w postrzeganiu własnej płciowości, z którą następne autorka polemizuje, ujawniając własny pogląd na sprawę. Czy to naprawdę było konieczne? Nie wspominając już o tym, że w książce pisanej narracją trzecioosobową nagłe „ja uważam" wygląda dziwnie, to można było przemyślenia na temat życia Komornickiej i jej psychiki zostawić delikatnie do rozważenia czytelnikowi. Spory o to wydają się trochę nie na miejscu.

 

„Nałkowska i jej mężczyźni" jej pozycją ciekawą, przyciągającą wzrok właśnie ze względu na to, jak odmienny pogląd na miejsce zajmowane przez kobiety w społeczeństwie miała jej bohaterka. Warto się z nią zapoznać, żeby zobaczyć, jak naprawdę wyglądało życie pani Zofii, zanim się ją pochopnie oceni – a jej historia nie jest ani krótka, ani prosta. Iwona Kienzler dała się już poznać jako autorka książek pisanych stylem lekkim i przejrzystym, ta publikacja nie odstaje od reszty i czyta się ją równie przyjemnie. Jest to na pewno ciekawe ujęcie problemu z dość dokładnie przedstawionym tłem historycznym i społecznym. Nałkowska na pewno widziała dużo sprzeczności i problemów, a jeszcze więcej próbowała z własnym życiem zrobić, by po prostu być szczęśliwą na własny sposób. Co jej z tego wyszło? Polecam przeczytać.

Lolek90

Zofia Nałkowska jest kojarzona przez Polaków jako autorka psychologicznej książki „Granica", czy też zbioru opowiadań przedstawiających piekło obozów koncentracyjnych „Medalionów", ponieważ obydwie pozycje zazwyczaj przerabiane są jako lektury w szkole średniej. Jednak gdyby zapytać nas czy wiemy coś więcej o tej postaci, założę się, że bezradnie rozłożylibyśmy ręce. Pewnie nawet nie potrafilibyśmy podać roku jej urodzenia, ani śmierci. Nie ma się temu co dziwić, biografii Nałkowskiej nie poświęca się zbyt dużo miejsca w podręcznikach szkolnych. A już na pewno nie tyle, ile Adamowi Mickiewiczowi, Henrykowi Sienkiewiczowi, czy choćby żyjącej w tych samych latach Elizie Orzeszkowej. Wiemy, że Zofia Nałkowska istniała, znamy kilka jej dzieł, ale czy nie chcielibyśmy dowiedzieć się o niej czegoś więcej?

 

Iwona Kienzler postanowiła wgłębić się w biografię jednej z najbardziej tajemniczych pisarek początku XX wieku. Warto tutaj zaznaczyć, że autorka interesuje się historią, a w szczególności rolą kobiet wraz z ich niedocenionym, czy wręcz zapomnianym wpływom na losy i decyzje wielu mężczyzn rządzących państwami bądź będących wpływowymi politykami lub mężami stanu. I chociaż Zofia Nałkowska nie uwiodła żadnego władającego naszym państwem, to jej relacje z mężczyznami były niemniej pikantne, a ilość kochanków i adoratorów wcale nie mała. W ten sposób powstała książka „Nałkowska i jej mężczyźni" zawierająca biografię autorki „Granicy" ze szczególnym uwzględnieniem mężczyzn, z którymi miała styczność.

 

Zgodnie z chronologią, Iwona Kienzler, zaczyna swoją opowieść od ojca Zofii, Wacława Nałkowskiego, który z całą pewnością był pierwszym mężczyzną w życiu kobiety. Ten ziemianin i pasjonat nauk geograficznych w 1881 roku wyszedł za pochodzącą z Moraw Anną. Małżonkowie zamieszkali w Warszawie, a z ich związku urodziły się trzy dziewczynki – Celina, która umarła zaraz po urodzeniu, trzy lata po ślubie na świat przyszła Zofia, a cztery lata po niej Hania. Dziewczynki od małego wychowywane były w duchu sztuki, w ich domu często gościła elita literacka. Skutkiem tego Zosia już od najmłodszych lat wykazywała zdolności językowe, pisała tomiki poezji, a także pamiętnik, z którego możemy dowiedzieć się bardzo dużo na temat jej aktualnego stanu emocjonalnego.

 

Chociaż w oficjalnych biografiach pisarki jako jej mężowie figurują Leon Rygier, dla którego zdecydowała się przejść na kalwinizm oraz Jan Jur-Gorzechowski, to wokół Zofii obracało się dużo więcej mężczyzn. Nie da się ukryć, że Zofia Nałkowska była niezwykle urodziwą kobietą, która przykuwała uwagę płci przeciwnej. I to nie tylko z środowiska literackiego, ale ogólnie artystycznego. Najbardziej zaskoczyła mnie informacja o zażyłej znajomości Nałkowskiej z słynnym kompozytorem, Karolem Szymanowskim. A także o ciąży, którą pisarka miała utracić, a zwierzyć się temu jedynie swojemu pamiętnikowi.

 

Myli się jednak ten, kto twierdzi, że bierze do ręki erotyk zawierający pikantne smaczki z życia Nałkowskiej. Książka jest przede wszystkim ciekawą biografią pisarki, przedstawioną na tle jej znajomości z różnymi mężczyznami. Przedstawia dzieje naszego narodu w praktycznie pięciu okresach: rozbioru Polski, I wojny światowej, Dwudziestolecia Międzywojennego, II wojny światowej oraz PRLu. Iwona Kienzler w doskonały sposób przedstawia ówczesne realia, wplątując w nie postać Zofii Nałkowskiej.

 

Jedyne czego mi zabrakło, to jakiś zdjęć Zofii. Iwona Kienzler wiele razy na kartach książki wspomina, że pisarka się „starzeje", jednak trudno to sobie wyobrazić patrząc na kobietę na twardej oprawcę. Niemniej sądzę, że jest to świetna pozycja na uzupełnienie wiadomości o autorce „Granicy".

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial