W Ogniu Wojny

Autor: Evan Currie

Okładka wydania

W Ogniu Wojny


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

TomG

Space opera – nie po raz pierwszy już zastanawiam się, dlaczego ktokolwiek pisze jeszcze tego rodzaju powieści? Po dziś dzień nie mogę zrozumieć, jak komukolwiek mogą podobać się sztywne dialogi, pozbawione emocji kosmiczne batalie, płascy i sztywni bohaterowie i wydumane, heroiczne wysiłki mające na celu ocalenie Ziemi i ludzkości przed definitywną zagładą. Wszystko to już było tyle razy, że chyba by się nawet zliczyć nie dało, ile, a mimo to ludzie nadal produkują te wyjątkowo mało oryginalne, wtórne wręcz książki. No ale nic, postanowiłem się nie poddawać i raz na jakiś czas zajrzeć w jakąś space operę, z nadzieją na to, że może jednak moje zdanie na temat tego podgatunku fantastyki naukowej się odmieni.

 

W ogniu wojny jest kolejną, czwartą już częścią serii Evana Currie, z tym że w tym tomie mamy do czynienia z inwazją Dresinów na Ziemię i walkami w miastach takich jak, na przykład, Pensylwania. Oczywiście autor przenosi się także w inne miejsca, jak Pekin, Teksas czy Indie, jednak są to szczątkowe relacje z obejmującej całą planetę inwazji obcych. Już od samego początku części czwartej, kontynuując wątki z poprzedniego tomu, Evan Currie rzuca czytelnika w wir walki, utrzymując to samo tempo przez dłuższy czas.

 

Kapitan Eric Stanton Weston rozbija się w statku kosmicznym Konfederacji na Long Island, uprzednio prowadząc ostrzał powietrzny i niszcząc drony Drasinów. Kiedy odzyskuje przytomność, natychmiast rusza do walki w Central Parku, którego starają się bronić zupełnie nieprzygotowane do tego siły policyjne. Gwardia narodowa jest dopiero w drodze, czołgi mają duże problemy z dotarciem na miejsce, więc kilku śmiałków usiłuje powstrzymać znacznie lepiej uzbrojone jednostki bojowe najeźdźców. Wśród nich jest Lyssa Myriano, była marines, a także ludzie z policyjnych oddziałów szybkiego reagowania. Jednak z bronią, jaką dysponują, nie mogą zdziałać zbyt wiele. Sytuacja wydaje się dramatyczna.
Dresinowie zaatakowali największe, najbardziej zaludnione miasta na Ziemi, jednak ich statki nadal znajdują się na orbicie i stanowią ciągłe zagrożenie. Prezydent Konfederacji Connor planuje atak. Zdaje sobie sprawę z faktu, że walki na powierzchni planety na nic się nie zdadzą, jeśli ludzkości nie uda się wyeliminować wrogich jednostek otaczających Ziemię.

 

I tak to idzie. Od samego początku czytamy o tym, jak Lyssa czy Weston pokonują tego czy tamtego obcego, jak znajdują słabe punkty jednostek bojowych Drasinów i kolejno ich likwidują. Poza tym do trwających walk dołączają Priminae i dostajemy także bitwy w przestrzeni, przewidywalne i mało innowacyjne.

 

Muszę powiedzieć, że autorowi łatwo jest utrzymać zainteresowanie czytelnika w trakcie lektury dzięki ciągłej, szybkiej akcji. Mimo to jednak napięcie jest dość stonowane przez właśnie te nieprzerwane, lecz mało emocjonujące starcia; pierwsze sto stron to nic innego tylko partyzantka. Potem fabuła staje się nieco bardziej zróżnicowana, ale nadal nie na tyle, by nie można było się od powieści oderwać. Generałowie, sierżanci, porucznicy – tak jest, sir, nie, sir, oczywiście, sir... I do tego trochę heroizmu i skutecznego działania kapitana Erica Westona, mającego zresztą wsparcie istoty nadrzędnej, nieokreślonego bytu zwanego Gaią.

 

Nikomu nie sprawi problemu domyślenie się, że czwarta część serii Odyssey One jest przeznaczona dla zwolenników trzech pierwszych tomów tej właśnie serii, prawda? Poza nimi zadowoleni z lektury tej powieści ewentualnie mogą być tylko czytelnicy rozmiłowani w space operach i militarnej science fiction, do której tomowi czwartemu zdecydowanie bliżej. Jeśli więc nie jesteś jednym z nich, to nie sięgaj po W ogniu wojny, gdyż nie będzie to miało większego sensu. Choć książkę czyta się szybko i bez większych problemów, to jednak jej treść jest bardzo nijaka. Dlatego jej lektura nie daje, niestety, zbyt wielu emocji, jeśli ktoś fanem gatunku nie jest.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: