Okładka wydania

Uzdrowiciel Cienie Przeszłości

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 3 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 4 votes
Klimat: 100% - 3 votes
Okładka: 100% - 4 votes
Polecam: 100% - 4 votes

Polecam:


Podziel się!

Uzdrowiciel Cienie Przeszłości | Autor: Magdalena Kułaga

Wybierz opinię:

Uleczkaa38

Zawsze marzyłam o tym, żeby posiadać dar uzdrawiania..:) Wiem, że to bardzo naiwne, dziecięce i nierozsądne pragnienie.., ale gdy pomyślałam sobie jak wielu ludziom na świecie mogłabym pomóc posiadając tę umiejętność.., to nie mogłam się przed tą myślą powstrzymać.. Cóż, ponieważ nie od dziś wiadomo, iż najprostszą drogą ku spełnianiu marzeń jest literatura.., tak i oto do Moich rąk trafiła książka, której główny bohater jest uzdrowicielem. Książka z gatunku fantasy, która co prawda podejmuję ów tematykę w nieco innej formie niż moje marzycielskie wizje, to jednak z pewnością warto bliżej przyjrzeć się tej oto historii.. Poznajmy zatem powieść "Uzdrowiciel. Cienie przeszłości" autorstwa Magdaleny Kułagi, która to ukazała się nakładem Wydawnictwa Goneta.

 

Głównym bohaterem tej opowieści jest Wiwan - człowiek posiadający dar uzdrawiania. Pewnego dnia zostaje on porwany ze swojej rodzinnej wioski na królewski dwór, by tam chronić Króla i całą jego świtę przed panującą w kraju zarazą. Wycieńczony swoją uzdrawiającą działalnością , wymęczony i bliski utraty życia Wiwan, zostaje odbity z królewskiego dworu przez swojego brata - Pafiana, i towarzyszących Mu przyjaciół z "Domu Rozkoszy" (domu publicznego). Od tej chwili cała grupa zostaje zmuszona do walki o przetrwanie w kraju objętym panowaniem straszliwej epidemii.. Ponadto pojawia się tu także tajemnicza postać Oliviera.., który w przebraniu za pokojówkę pragnie zbliżyć się do Wiwana i zaskarbić sobie jego przyjaźń..

 

Hmm.., skoro miało być tak dobrze, dlaczego wyszło tak źle..? To zdanie przyświecało Mi mniej więcej od 10 strony lektury i towarzyszyło do jej zakończenia. Co prawda wraz z końcowymi rozdziałami zmieniło swoją temperaturę z zimnego "złe" na letnie "średnie".., to jednak nie zmienia to mojej oceny całości lektury, jako ledwo dostatecznej z dużym minusem.. Przystąpiłam do do tej powieści z wielkimi nadziejami, oczekiwaniami i ogromnym apetytem na książkę, o jakiej zawsze marzyłam. Niestety bardzo się rozczarowałam tym oto faktem, iż potencjał tej historii (naprawdę ogromny) nie został wykorzystany choćby w ćwierci.. Rozumiem oczywiście, iż to debiut autorski Pani Magdy.., ale tak po prostu nie można.. Jestem bowiem przekonana, iż po gruntownych poprawkach powieść ta miałaby szansę stać się wielkim dziełem..

 

Lista moich obiekcji jest naprawdę długa.., ale postaram skupić się na kilku kluczowych kwestiach, które najbardziej Mnie tutaj zirytowały. Przede wszystkim po lekturze tej książki nie jestem w stanie powiedzieć, o kim jest ta opowieść. Bo, że nie o tytułowym uzdrowiciele, to tego jestem pewna w 100%. Uzdrowiciel - czyli Wiwan, pojawia się na początku, po czym znika na dłuższy czas, by ponownie zjawiać się na scenie tej historii w kluczowych monetach, niejako cementując wiele innych, pobocznych wątków. Oczywiście, taka może być konwencja opowieści.., ale jej wykonanie w takim przypadku musi być perfekcyjnie logiczne, uporządkowane, uzasadnione z przebiegu akcji. W tym przypadku niestety tak nie jest. W rzeczywistości otrzymujemy bowiem opowieść o losie kilku drugoplanowych bohaterów, z Olivierem w przebraniu kobiety na czele.. To o nich dowiadujemy się najwięcej, ich losy śledzimy najdłużej, i to oni są tutaj nieustannie na pierwszym planie.

 

Zgoda.., duża liczba bohaterów, rozbudowane wątki każdego z nich, mnóstwo lokacji. - wszystko to stanowi plus na korzyść autorki, głównie względem jej odwagi i oczekiwań względem samej siebie. Tylko że ponownie wszystko to było by świetne, gdyby nie absolutny chaos.. Mam na swoim koncie z pewnością powyżej tysiąca przeczytanych książek.. i choć jestem tylko czytelnikiem pozbawionym wyobraźni i talentu pisarskiego, to nie potrafię sobie wyobrazić innych czytelników, którzy mogliby się w tym gąszczu osób, miejsc, wydarzeń i sposobie prowadzenia opowieści - odnaleźć. Nie wierzę, że ktoś mógłby czerpać przyjemność z tej lektury w takim stopniu, na jaki ona zasługuje. Wydaje Mi się, że autorka po prostu chciała opowiedzieć za dużo i w za bardzo rozbudowanej formie, na raz. To trochę tak, jakbyśmy otrzymali 2 lub 3 tomy cyklu fantasy, w postaci jednej - 350 stronicowej pracy.. Dla Mnie to zdecydowanie zbyt wiele..

 

Język.. Zazwyczaj wychodzę z założenia, iż autor ma zawsze prawo do stosowania własnego języka, nie koniecznie w 100% zgodzie z zasadami budowy zdań, interpunkcji itd.. Oczywiście o tyle, o ile ów tekst jest dzięki temu żywy, naturalny, logiczny. W tym przypadku znów muszę użyć słowa "niestety", w odniesieniu do oceny zastosowanego tu przez autorkę języka. Dialogi są sztuczne, nienaturalne, często przejaskrawione i nazbyt wydłużone. Konstrukcja zdań wielokrotnie przypomina bardziej wpisy na blogu lub forum internetowym, aniżeli powieść. O powtórzeniach, występowaniu "oczywistych oczywistości" czy też nie logicznej konstrukcji samych zdań, już nie będę wspominała. Dodatkowo nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż tekst ten nie został poddany procesowi korekty redaktorskiej, po której całość tekstu z pewnością prezentowała by się o niebo lepiej. Kropki przy przecinkach, brak odstępów, literówki.., być może tylko mój egzemplarz e-booka tak wyglądał, ale jeśli nie, to nie świadczy to nazbyt dobrze o wydawnictwie..

 

Z pewnością na większe słowa uznania zasługuje odwaga autorki, szczególnie widoczna w kwestii odniesienia do mieszkańców czy też raczej rezydentów "Domu rozkoszy". Otóż w dużej mierze są to przedstawiciele odmiennej orientacji seksualnej, czyli geje i lesbijki. Musze przyznać, że nie często spotykamy w polskiej literaturze takie postacie, a zwłaszcza już w przypadku gatunki fantasy. Co więcej, ich udział w tej historii jest akurat jak najbardziej uzasadniony dla przebiegu fabuły jak i również interesujący z punktu widzenia przebiegu akcji tej historii. Być może jednak czasami aż za nadto eksponowany raz po raz i w zbyt dużych proporcjach.., ale to tylko taka drobna uwaga. Fakt faktem, że to ciekawy pomysł Pani Magdaleny, który zasługuje na zauważenie i podkreślenie.

 

Przejdźmy teraz do przyjemniejszej rzeczy, czyli pochwał pod adresem debiutantki. Nie chciałabym bowiem aby niniejsza recenzja miała tylko i wyłącznie charakter krytyczny, gdyż w lekturze tej powieści znalazłam także kilka pozytywów. Przede wszystkim zaliczałbym do nich wspominany już wielokrotnie pomysł na tę historię, czyli ukazanie jednej z głównych postaci jako uzdrowiciela, który zmaga się nie tylko z najgroźniejszymi chorobami i plagami, ale także zawiścią, żądaniami czy też wręcz terroryzmem ze strony otoczenia. To świetny materiał wyjściowy, który po pewnym opracowaniu i dopracowaniu, ma wielka szansę na to by stać się jedną z ważniejszych powieści, czy też sag powieściowych spod znaku fantasy.

 

Drugim ważnym atutem tej opowieści i zarazem komplementem pod adresem Pani Magdy, jest niezwykle barwny świat Wermodu, czyli owej fantastycznej krainy znajdującej pod władaniem panującego tu Króla. I przyznać tutaj trzeba, że ów kreacja robi naprawdę wielkie wrażenie, zwłaszcza w kontekście rozmachu, kolorytu i szczegółowości przedstawionych tu lokacji. Wędrując ulicami tej krainy nie sposób nie wyobrazić sobie tych wszystkich gmachów, przybytków i tajemniczych miejsc, z pałacem i domem publicznym na czele. To się z pewnością udało autorce na piątkę z plusem:)

 

Kilka pozytywnych słów warto nadmienić także o drugoplanowych postaciach, których choć jest tu zdecydowanie zbyt dużo i zbyt wiele miejsca im poświecono, to jednak mimo wszystko są to ciekawe osobowości, począwszy od tych najbardziej pozytywnych z rodzeństwem bliźniąt na czele, a na odrażającym Morenie w pierwszym rzędzie skończywszy. I nawet główny (bynajmniej z założenia) bohater tej historii, czyli Wiwan, wypada nie najgorzej, choć jak już wspominałam powyżej, tak naprawdę nie mamy okazji go dobrze poznać, bo co rusz akcja przenosi Nas do innego miejsca i innej postaci..

 

"Uzdrowiciel. Cienie przeszłości" to początek całej sagi, na co wskazuje zakończenie tej powieści. Początek będący lekkim falstartem, ale jednocześnie i iskierką nadziei na to, że kontynuacja będzie lepsza, bardziej dopracowana, dojrzalsza. Mam głęboką nadzieję, że Pani Magdalena Kułaga nie podda się i nadal będzie konsekwentnie realizować swoje pisarskie marzenia, czerpiąc jednocześnie cenne uwagi z opinii czytelników, którym naprawdę zależy tylko i wyłącznie na tym, by jej książki były jak najlepsze. Mimo wszystko zachęcam do poznania tej powieści i wyrobienia swojej własnej opinii, chociażby z tego względu, by mieć tym samym okazję i szansę na śledzenie dalszych losów bohaterów tej historii, jak i również kariery jej autorki.

Pani M

Muszę przyznać, że zaczynając lekturę tej książki, byłam przygotowana na to, że śmiertelnie się wynudzę i nie dotrę nawet do połowy. Dlaczego? Spotkałam się z kilkoma niezbyt pochlebnymi opiniami na jej temat. Jakie są moje wrażenia po lekturze? Przekonajcie się sami.

 

Trwa zaraza. Ludzie nie są w stanie się z nią uporać i jeden po drugim przenoszą się na tamten świat. Jedynie zamek królewski, gdzie przetrzymywany jest tytułowy uzdrowiciel, opiera się pomorowi. Odbija się to jednak niekorzystnie na zdrowiu Wiwana, który zaczyna wewnętrznie umierać. Zabijają go intrygi oraz złe emocje, których w tym zamku nie brakuje. Przeciwko królowi zostaje podniesiony bunt, w wyniku którego uzdrowiciel trafia za bramy twierdzy, by tam pożarli go ludzie. To tylko jeden z wątków w tej powieści. Drugim jest opowieść o połączonych niezwykłą emocjonalną więzią bliźniętach: Oliwierze i Julien. Brat i siostra próbują poradzić sobie po śmierci rodziców. Nie jest to łatwe zadanie. Trafiają bowiem w szpony ich wroga, Morena. Mężczyzna wyznacza Oliwierowi pewne zadanie, od którego zależy dobro Julien. Czy chłopakowi uda się wypełnić misję? Czy uzdrowiciel może liczyć na ratunek? Na te pytania odpowie lektura Uzdrowiciela autorstwa Magdaleny Kułagi.

 

Gdyby ktoś chciał zrobić wykres emocji, jakie odczuwałam podczas lektury, musiałby narysować sinusoidę. W niektórych miejscach byłam pełna podziwu dla pióra autorki. W innych zaś miałam wrażenie, że pisze ona na siłę i wtedy się nudziłam. Na początku trudno było mi ogarnąć chaos, przeskoki między miejscami akcji i nadmiar akcji, później było już nieco lepiej, choć zdarzały się gorsze momenty.

 

Co podobało mi się najbardziej? Bardzo dobrze zarysowani bohaterowie. Polubiłam bliźnięta, a zwłaszcza Julien, Oliwier nieco mnie drażnił, oraz ich przyjaciela, Sela. Z całego serca nienawidziłam Morena. Na szczęście jego historia nie miała zbyt dobrego zakończenia. Nieco przytłoczyła mnie ilość bohaterów. Nie jestem w stanie wymienić imion połowy z nich. Część do tej pory przekręcam, choć co ważniejszych wypisałam sobie na kartce. Przypadło mi do gustu także to, w jaki sposób autorka opisała ludzi w trudnej sytuacji. Scena, w której zdesperowany lud rzuca się na uzdrowiciela pokazuje, że nasza prawdziwa natura ukazuje się dopiero w ekstremalnej sytuacji. Wtedy robimy takie rzeczy, których w innych okolicznościach byśmy na pewno nie uczynili.

 

Nieco mniej podobało mi się ogólna treść książki. Ma ona potencjał, ale nie został on w pełni wykorzystany. Miejscami miałam wrażenie, że autorka urywa myśl w połowie, a w innym miejscu próbuje przekazać sporą ilość informacji, co kończyło się chaosem. Pojawia się też cała masa błędów. Pracuję jako korektorka, nie znaczy to wcale, że nie robię błędów, bo każdemu się to zdarza, ale gdybym puściła taki tekst do druku, poleciałaby za to moja głowa, więc dziwię się, że nikt nie zwrócił na to większej uwagi. To bardzo przeszkadza podczas lektury.

 

Nie powiem, że książka jest zła, bo nie jest. Owszem, jak już wspominałam, panuje w niej nieco chaosu, ale nie jest on niemożliwy do ogarnięcia. To całkiem dobra powieść fantasy i dobry debiut literacki. Myślę, że gdyby z autorką nad tym tekstem popracował dobry redaktor, wartość tej powieści na pewno by wzrosła. Mam nadzieję, że jeśli pani Magdalena zdecyduje się wydać kolejną książkę to skorzysta z fachowej pomocy.

Obsesja Kasiulka

Miłość do innych potęgowała jego dar. Nie mógł być inny. Gdyby stracił tę wrażliwość i zobojętniał, straciłby dar, który czasem, jak teraz, stawał się dla niego ciężarem, lecz jednocześnie był esencją jego istnienia

 

Szczerze powiedziawszy, po Uzdrowicielu pióra Magdaleny Kułagi nie oczekiwałam za wiele. Jak się okazało już po kilku przeczytanych stronach nie mogłam oderwać się od lektury. Co mnie w niej tak zauroczyło i przede wszystkim, o czym jest ta historia? Na początek kilka słów o fabule.

 

Tytułowy uzdrowiciel – Wiwan, zostaje porwany ze swojej wioski, aby chronić władcę Wermodu i jego poddanych na zamku przed szalejącą zarazą, która dziesiątkuje mieszkańców. Darem, który posiada bohater jest moc odczuwania nastrojów. Bez problemu odczuwa zło, które ogarnęło zamek i wysysa z niego i przebywających w nim osób chęć do życia. Niestety dar ma również swoje minusy. Chcąc pomóc, Wiwan wykorzystuje wszystkie swoje siły, co doprowadza do tego, że sam staje przed niebezpieczeństwem. W ostatniej chwili do zamku przybywa jego brat Pafian. W wyniku krwawych zamieszek Wiwan zostaje usunięty za bramę zamku, co powoduje, niebezpieczeństwo ze strony innych ludzi. Czy uda się uchronić Uzdrowiciela?

 

Z czym kojarzy nam się osoba uzdrowiciela? To ktoś, kto uzdrawia, pomaga, swego rodzaju egzorcysta czy energoterapeuta. Czy taką osoba jest główny bohater książki? Niestety, a może stety - nie.

 

Początkowo lektura nie napawała mnie entuzjazmem. Mnóstwo wątków, przeskoków z jednego bohatera na drugiego spowodowały niemały chaos w odbiorze historii. Na szczęście moja kobieca intuicja podpowiedziała mi, abym jednak dała książce szansę i nadal się w nią zagłębiała. To był dobry pomysł, gdyż od tej chwili działo się coraz więcej, a fabuła zaczynała się niesamowicie szybko klarować.

 

Uzdrowiciel to książka z podwójnym dnem. Z jednej strony opowiadanie fantasy osadzone w nieokreślonym miejscu i czasie, a z drugiej zgłębienie się w psychikę ludzką i zachowania w określonych sytuacjach. Tragedia, która dotyka określoną społeczność dziesiątkując ją, powoduje bardzo odmienne zachowania ludzkie. Ludzie, którzy chcą przeżyć i uratować swoich bliskich są zdolni do wszystkiego kosztem innych, aby tylko przetrwać.Aby przeżyć jeszcze jeden dzień człowiek posunie się nawet do skrajnych zachowań, aby osiągnąć wcześniej zamierzony cel.

 

Historia może początkowo odstraszać mnogością bohaterów, którym autorka poświęca więcej lub mniej stron w swojej powieści. Jednych polubiłam innych wręcz znienawidziłam.

 

Dużą zagadką jest sam Uzdrowiciel, który pewnie sam do końca nie wie, czy jego dar jest przekleństwem czy błogosławieństwem.

 

Uzdrowiciel to jedna z tych lektur, która się rozwija w trakcie. Czym głębiej w nią wnikamy, tym coraz więcej się dzieje, a my jako czytelnicy coraz więcej oczekujemy i o dziwo dostajemy to podane wręcz na tacy. Sam koniec książki wciąga niesamowicie i pozostawia niedosyt, że już koniec. Jednak wydaje się, że nastąpi kontynuacja (o którą ja bardzo proszę), gdyż zakończenie jest niejednoznaczne.

 

Moje pierwsze wrażenie po rozpoczęciu lektury, to myśl, że autorka (jako, że jest to jej debiut) chciała bardzo wiele napisać, co spowodowało dość spory chaos, który z czasem zaczął się stabilizować i systematyzować. Plusem fabuły jest mnogość bohaterów, każdy z nich jest dość dobrze nakreślony i posiada wcześniej ustalone zadanie do wykonania.

 

Pewnego rodzaju zagubienie odczuwałam również poprzez zastosowanie wieloosobowej narracji, co powodowało, że emocje bohaterów czasami mi się myliły i nie do końca wiedziałam, o kim w danej chwili czytam.

 

Pomimo tych kilku minusów lekturę Uzdrowiciela uznaję za dość dobry debiut, na którego warto zwrócić uwagę.

Vyar

Fantastyka polska jest na dzień dzisiejszy bardzo prężnie rozwijającym się gatunkiem, a w szczególności coraz więcej obserwuje się na rynku książkowym debiutantów. Młodsi czy starsi, czasem nawet jeszcze w wieku szkolnym, każdy chce spróbować swoich sił w temacie, a nic tak jak fantasy nie daje pola do popisu dla wyobraźni. Wiele takich debiutów trafiło ostatnimi czasy w moje ręce, o sporej części reszty można wiele przeczytać na rozmaitych stronach pozostających w tematyce i klimacie, i ogólny trend jest bardzo obiecujący – zdecydowanie jest się czym pochwalić. Wiele więc miałam nadziei, zabierając się za „Uzdrowiciela" Magdaleny Kułagi, która to książka określana jako fantasy właśnie i z bardzo obiecującym opisem wzbudziła we mnie wręcz ogromną chęć, by się z nią zapoznać. Jakie więc było moje zdziwienie...

 

Tytułowy uzdrowiciel to młody człowiek, Wiwan, obdarzony szczególnymi zdolnościami: poza tym, że leczy samym dotykiem (jak też i diagnozuje, oczywiście), potrafi odczuwać emocje osób będących wokół niego. Czasem tak silnie, jakby były jego własnymi. Jako najlepszy medyk w państwie szybko robi karierę, zostaje osobistym lekarzem na królewskim dworze, a władca nie chce go wypuścić spod swoich skrzydeł. Tymczasem w kraju trwa epidemia, a ludzie marzą, by choć z daleka zobaczyć słynnego uzdrowiciela, który jako jedyny potrafi im pomóc... Sytuacja z dnia na dzień staje się coraz bardziej napięta, zwłaszcza, że w samej siedzibie królewskiego rodu mają miejsce niepokojące sytuacje, a wszystkie przesłanki wskazują na brata obecnego króla.

 

Jedno można bez wątpienia powiedzieć o tej książce: czyta się ją szybko, co jest niewątpliwą zasługą autorki i używanego przez nią języka. Opisy są barwne i rozbudowane, a w dialogach zastosowano odpowiednią dozę słownictwa nacechowanego emocjonalnie, by można było wczuć się w powagę sytuacji. Po całości tekstu widać wyraźnie, że ma on pewien potencjał, który jednak, przykro mi to mówić, został kompletnie zmarnowany, ponieważ poza wymienionymi przeze mnie powyżej plusami, jest w nim też całkiem sporo niedociągnięć.

 

Postać Wiwana jest ciekawa sama w sobie, chociaż sam bohater nie ma do powiedzenia zbyt wiele, stanowiąc raczej filtr, przez który przepuszczane są emocje i działania innych postaci – on sam tylko cierpi. Jego dar jest radośnie wykorzystywany przez miejscowy czarny charakter, czyli królewskiego brata. Ów człowiek i jego działania stanową element, który od książki mnie dosłownie odrzucił – zapoznając się z jego postępowaniem na początku po prostu miałam ochotę się załamać. Czy za główną tematykę obrano... masturbację? Sceny, w których Terlan oddaje się rozmyślaniom nad tym, co by zrobił z królową, gdyby mógł, bądź też oddaje się przyjemnościom (jednostronnym zazwyczaj) z którąś z dam dworu są po prostu obrzydliwe. W tych właśnie momentach barwny i żywy język autorki zaczyna działać na jej niekorzyść, dosadność i wulgarność wprost kipi ze stron, a całości dopełniają odczucia szczególnie w tym względzie wyczulonego medyka, który zdaje się być częścią zabaw Wicekróla. Pozwolę sobie nawet zacytować:

„Wiwan z obrzydzeniem wspominał te chwilę, gdy tamten z satysfakcją sięgnął dyskretnie do swoich spodni. Następnie delektując się odrazą uzdrowiciela, powoli i starannie wtarł rękę w kaftan młodego mężczyzny. Aby dopełnić dzieła, z premedytacją i znajomością rzeczy, ujął jego dłoń i mocno uścisnął. Zapach tej dłoni sprawił, że Wiwana ogarnęły mdłości. Z trudem nad sobą panował."

 

„Uzdrowiciel" niestety niezbyt dobrze prezentuje się też pod względem fabuły. Sytuacja królestwa jest niezbyt jasna nawet po przeczytaniu sporej części książki, w wydarzeniach trudno się rozeznać z powodu ich chaotyczności, a bohaterowie, których jest sporo, po prostu się mylą. Bardzo rzucają się w oczy pewne motywy – jak choćby specjalna umiejętność Wiwana czy mityczna zdolność bliźniąt jednojajowych do współodczuwania nawet fizycznych obrażeń. To już było. Co więcej, elementy te wydają się być wstawione niejako na siłę i bez pomysłu, co by z nimi zrobić dalej. Są – bo brzmiało to fajnie. Wyszło trochę gorzej. Najgorszą jednak bolączką są niedociągnięcia już od strony technicznej: brak korekty. Tekst wygląda miejscami jakby nikt go nawet nie przejrzał przed publikacją, zdarzają się powtórzenia całych zdań, pojedynczych słów, zdania pozbawione sensu, o nagminnie występujących literówkach już nie wspominając. Trudno mi jest wyobrazić sobie, dlaczego ktoś chciałby wypuszczać do sprzedaży coś tak niedopracowanego – to po prostu brak szacunku dla czytelnika.

 

Podsumowując, trudno mi polecić tę książkę komukolwiek, może jedynie jako ciekawostkę, a nie poważną pozycję w tak lubianym przeze mnie gatunku. W mojej opinii całkiem nieźle rokująca powieść została zniszczona przez wulgarnie opisane wątki erotyczne w zdecydowanie zbyt dużej ilości. „Uzdrowiciela" miałabym ochotę porównać do innego debiutu w ładnie nazwanym erotic fantasy, „Strzały Kusziela", ale tylko po to, by wykazać, jak wielka jest przepaść między oboma tymi książkami. Dodając do tego fakt, jak ta pozycja została potraktowana przez wydawcę – raczej odradziłabym czytanie jej, bo można ten czas poświęcić na coś, co czytelnika nie zniesmaczy już na wstępie.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto