Maszynopis Z Kawonu

Autor: Tomasz Kowalczyk

Okładka wydania

Maszynopis Z Kawonu


Dodatkowe informacje

  • Autor: Tomasz Kowalczyk
  • Tytuł Oryginału: Maszynopis Z Kawonu
  • Gatunek: Powieści i opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 148
  • Rok Wydania: 2015
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7856-299-3
  • Wydawca: Poligraf
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    1/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Caligo

Kiedyś, gdy pisałam jeszcze opowiadania podszyte poezją, zastanawiałam się, czemu ludzie je tak bardzo negują, do diabła? Przecież te ładne opisy, może nieco nierealistyczne i twórcze, ale nietrafne metafory, ubarwiają moje pisanie.

 

Nie miałam pojęcia, że aż tak się mylę, przysięgam.
Dziś jestem na setnej stronie powieści Tomasza Kowalczyka. Zaczęłam ją czytać wczoraj po południu, zabrałam się za nią jak za standardową powieść, wydaną przez wydawnictwa typu właśnie Poligrafa. Nie spodziewałam się cudów, majaków z radości czytelniczej, ale też nie miałam pojęcia, że aż taka klęska literacka ujrzy światło dzienne. To, co próbuję skończyć w dzisiejszy, przedświąteczny poranek, jest dla mnie niewyobrażalnie trudne.

 

Dlaczego? Już wam piszę. I pokazuję, nie mam zamiaru zostać z tym sam na sam.

 

Maszynopis z Kawonu to powieść, o ile tak ją można nazwać. Na okładce jest notka, iż jest to powieść poetycka, co oczywiście jest błędem.
Akcja i fabuła gra w tym wątpliwym dziele znikomą rolę. Całość podzielona jest na kilka rozdziałów, a te nie łączą się ze sobą nawzajem w sposób ścisły. Autor całkowicie olał przygody bohatera, zamieniając ją na niekończące się opisy. Opisują one właśnie postać faceta, który bierze psychotropy, uważa się za kogoś w rodzaju genialnego myśliciela, a żeby potwierdzić swoje słowa używa wyszukanego (oczywiście według niego) języka.

 

Żeby potwierdzić wspaniałość, Kowalczyk tworzy niesmaczne, irracjonalne i dziwne metafory, opisy są uskrzydlone tak bardzo, że aż spadają. Gdyby ktoś na okładce napisał dużymi literami – UWAGA: KARYKATURA LITERACKA – to prawdopodobnie zaczęłabym się śmiać przy genitaliach chmur lub pupie wypełnionej gazem. Tymczasem nudziłam się, współczułam autorowi i jednocześnie zmarnowanym kartkom, czasami wzdrygałam się z obrzydzenia i czytałam z przymusu napisania do was kilku zdań. W końcu po to otrzymałam moją karną lekturę.

Uf, skończyłam.

 

Przeczytałam to do końca, ponieważ nie wierzę, że wydaje się największym w swej genialności chłam. Ale zmieniam zdanie. Literatura polska współczesna upada, upada i w takim tempie nic już jej nie podniesie.

 

Bohater, którego miałam okazję, bo nie przyjemność, poznać, w pierwszym rozdziale został obudzony przez matkę. Wstał i poszedł do Tesco, po drodze komentując cały wszechświat. Trzy czwarte tej książki składa się z takowych komentarzy, które nic nie wnoszą. Dodatkowo dialogi są skonstruowane strasznie, występują w nich kolokwializmy, bo przecież bohater chętnie zniży się do poziomy tych innych ludzi, oby tylko się nie dowiedzieli, jaki z niego myśliciel. Przepraszam, dialogów prawie wcale nie ma. Tylko bełkocik z przytupem.
Potem w Tesco kupuje wino i wraca do babci, z którą się upija. I to był prawie jedyny rozdział, który zrozumiałam.

 

Perypetie naszego pacjenta z psychotropami w tle były iście idiotyczne, miał wiele majaków, których sam czytelnik nie był w stanie odróżnić od jego, równie chorej rzeczywistości. Ogólnie z drugiego rozdziału wywnioskowałam tyle, iż prawdopodobnie (co trochę potwierdziły inne rozdziały) jest pedofilem.

 

I nie, nie zgadzam się, że po kilku stronach tego bełkotu można stwierdzić, że jest to dzieło niezwykłe i że odpowiada na różnorakie pytania. Drodzy państwo, na zapytanie: jak żyć we współczesnym świecie i jak nie zgubić siebie (oraz inne, opisane w opisie książki), Kowalczyk mi nie odpowiada.
Dodatkowo – podstawowe, pierwotne pytania wychodzą z założenia, że muszą być one po prostu wytłumaczone językiem prostym, ogólnym, a nie ukrywać się za beznadzieją wielkiej, jak myślą jej twórcy, poezji. To jest tylko zbyteczna lektura, po której autor powinien się okryć i przeczytać to jeszcze raz. Czy te wszystkie opisy, choćby łóżka, są naprawdę konieczne? Czy nie są po prostu parodią poezji? Wypaczeniem dobrej literatury, która zmusza do myślenia? A może jest to powielanie schematów, powielanie życia, marna kopia tego, co na rynku można już dostać?
Ba, takiego świra, jak owy główny bohater, to ja nawet osobiście znałam.

 

Nie jestem totalnym laikiem, jeżeli chodzi o poetyckość prozy. Są jednak granice, których te dwa gatunki, zebrane w całość, nie mają prawa przekroczyć. Jeżeli tak się stanie, wtedy książka będzie nadawała się tylko jako próbka, marna w swoim odbiorze, warsztatowa. Nie mówię, że autor miał złe intencje, nie. Jest tylko zwykłym człowiekiem, który wierzy, iż coś zmieni. Nie bronię ludziom takowych marzeń, jednak sama ich nie mam – wystarczy spojrzeć na rynek wydawniczy, na postęp technologiczny. Ale oczami, nie urojeniami.

 

W Maszynopisie został zawarty jakiś tam cel, ale dobrano do niego złe środki. Chory psychicznie bohater, w nieakceptowalnym związku (gdzie są te emocje, wypisane z tego tytułu? Z autopsji wiem, jak czuje się takowa para), wielkie opisy, które tak naprawdę wpadają w vanitas, do tego nierealne sytuacje i ludzie. I tyle.

 

Są jednak frazy, które mi się podobały. Można z nich sklecić całkiem dobry wiersz czy też napisać opowiadanie pod jedną z bohaterskich schiz. Bardzo polubiłam wypowiedź dziewczynki z heterochromizmem.
I to chyba.. chyba tyle? Dziewczynka bowiem, jedenastoletnia, zachowuje się jak zbyt pewna siebie, wulgarna nastolatka.
Oprócz tego znalazłam kilka ładnych metafor, jednak szybko zginęły w natłoku całej reszty. Autor opisał cały krajobraz, nie zostawił nic dla domysłów, czy wyobraźni. Pozostawił jedynie niesmak, znudzenie i poczucie, że autor chciał mnie przypasować do grupy ludzi, która nie nadaje się do niczego innego, nawet do życia. A może i odwrotnie. Chciał zyskać miano nauczyciela ludzkości, jedynego mądrego i najlepszego.

 

Nie udało mu się. Ba. Nie miał nawet najmniejszych szans.

 

I nic więcej. Pytania oraz odpowiedzi, jak wspomniałam, są zwyczajne, banalne i często powtarzają się w o niebo lepszych dziełach. Opisane schizy są nudne, równie powtarzalne, nieraz nie mają sensu. Rozdziały zatytułowałabym zupełnie inaczej. Nie znajdują w nich dobrze skleconej tezy, hipotezy, nic. Jest to tylko szereg ubogiej poezji, ustawiony z przymusu wyżycia się autora na słowach. Jakaś postać, kilka faz, jako skutki uboczne mieszania wina z psychotropami, trochę love story i infantylnego seksu, który mnie doszczętnie zniszczył.

 

I więcej napisać nie umiem, nie jestem w stanie. Jeżeli już chcecie parać się trudną literaturą, filozofią, polecam sięgnąć po różnorodne sylwetki filozofów i ich myśli. Dużo lepiej tak naprawdę czytało mi się choćby Freuda. A jeżeli chcecie się męczyć i macie słabość do samego twórcy – droga wolna, książka poleci do was bezpłatnie, zapłacę za wysyłkę.

 

A autorowi polecam pozostanie przy wierszach. Tudzież zmianie stylu pisania, jeżeli mówimy o prozie. I zaprzestania zabawy w nadczłowieka, bo to stare i już przerobione.

 

Wklejam wam też jeszcze kilka zdjęć-cytatów z lektury. Te najbardziej (nie)smaczne. Chyba. Ja nie wiem, nie znam się, chcę być zarobiona.

 

Dziękuję autorowi za kawałek jego twórczości.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!