Okładka wydania

Dobij Mnie, Europo

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Adam Bednarczyk
  • Tytuł Oryginału: Dobij Mnie, Europo. Wspomnienia Z Wojny Bałkańskiej
  • Seria: Kondotierzy
  • Gatunek: PamiętnikiDziennikiWspomnienia
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 256
  • Rok Wydania: 2015
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 145 x 200 mm
  • ISBN: 9788364523274
  • Wydawca: Ender
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    5/6

    2/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Dobij Mnie, Europo | Autor: Adam Bednarczyk

Wybierz opinię:

Kot Borys

Konflikt bałkański sięga jeszcze wieku XIX, kiedy to, zamieszkiwane głównie przez Słowian różnych wyznań Bałkany, znajdowały się pod władzą Imperium Osmańskiego. Wzmacniające się nacjonalizmy lokalne, słabnąca władza Imperium i wiele innych czynników doprowadziły, że XIX wiek przyniósł Bałkanom podziały i kolejne państwa zyskiwały swoją niepodległość. Przy jednoczesnym wzroście aspiracji terytorialnych, a także chęci dominacji różnych grup etnicznych Bałkany stopniowo okazywały się zbyt małe dla tak dużych podziałów wewnętrznych. W bałkańskim tyglu wrzało od tej pory nieustannie. Jednak do opisanej przez Adama Bednarczyka wojny, toczącej się w latach 1992-1995, przyczyniły się bezpośrednio śmierć Broz Tity, przywódcy któremu udało się wcześniej nieco stłumić te podziały i zjednoczyć państwa bałkańskie w Jugosławię, a także rozpad bloku wschodniego. Wydarzenia te zaogniły konflikt między Bośniakami i Chorwatami a Serbami, którzy pragnęli odseparować się dwóch pierwszych nacji i doprowadziły do wojny na terenie Chorwacji i Bośni.

 

Moje uczucia co do tej pozycji zmieniały się niczym w przysłowiowym kalejdoskopie. Kiedy tylko zobaczyłam jej opis, pomyślałam że musze ją przeczytać. Na książkę czekałam z niecierpliwością kilka dni. Kiedy jednak została już rozpakowana, trafiła do mojego prywatnego 'książkowego czyśćca', miejsca przeznaczonego dla książek, które powinnam lub chciałabym przeczytać już, zaraz, za chwilkę, ale do których nigdy nie mogę się zabrać, z którymi coś jest nie tak... Tu nie tak wydawało się być wszystko: trochę dziwny format, nienaturalnie duża czcionka, okładka z fakturą imitującą materiał, chociaż jakiś plastikowy ten materiał... Nie spodobały mi się również, umieszczone na samym początku zdjęcia, czysty klimat PRL-u z wesołymi podpisami „tu jemy śniadanie", „tak się bawi Posavina" – nie tego oczekiwałam. Kiedy jednak zaczęłam ją czytać, wszystko się zmieniło i już kilka pierwszych stron wzbudziło we mnie silne emocje.Przed moimi oczami stanęły obrazy z Bośni, którą odwiedziłam 5 lat temu: doszczętnie zniszczony, ogromny hotel w Mostarze, który znalazł się na linii frontu toczących się 15 lat wcześniej walk; ostrzelane i opuszczone domy jednorodzinne; ślady po kulach, widniejące na fasadach większości budynków Sarajewa i tabliczki wiszące przy wejściu do parku – obok zakazu wprowadzania psów i słuchania głośnej muzyki, ten z przekreślonym pistoletem, zakazujący wnoszenia na teren parku broni... To tylko negatywy tamtych zdarzeń, przebitki jakieś dziwacznej wojny, która dla większości Europy toczyła się daleko, w jakimś bliżej nieokreślonym miejscu i tak samo nieokreślonym celu, a którą autor postanowił zgłębić i opisać w sposób wyjątkowy, bo z pozycji bezpośredniego uczestnika, a nie widza, czy obserwatora.

 

W swojej relacji autor wspomina o zachodnich ekipach, które przyjeżdżały robić wywiady z żołnierzami wojny bałkańskiej: szybkie zdjęcia, wycinek rzeczywistości, materiał bez głębi, bez wyrazu i bez przekazu, suche fakty, wyświechtane slogany, frazesy, które na celu miały jedynie podniesienie oglądalności zagranicznych serwisów informacyjnych. Adam Bednarczyk nie chciał stworzyć kolejnej dziennikarskiej relacji, chciał zostać uczestnikiem zdarzeń, które wydawały mu się traktowane nieco po macoszemu. I udało mu się.

 

„Dobij mnie, Europo" to klucz do chociaż częściowego zrozumienia uczuć osób bezpośrednio i pośrednio biorących udział z w samych walkach. Nikt lepiej nie umiałby opisać frontu, skutków utraty dowódcy, znaczenia pewnych rytuałów, niż ktoś, kto z autopsji poznał ich smak, zapach i moc. Ale autor stara się również uświadomić czytelnikowi, że wojna, to wbrew pozorom nie jest koniec, że życie toczy się równocześnie z nią.

Ewa Chani Skalec

Tym razem nie wiem, od czego zacząć. Chciałabym napisać, że mam mieszane uczucia co do tej książki. Znaczyłoby to jednak, że jakieś pozytywne myśli przychodzą mi do głowy, a byłoby to sporym przekłamaniem. "Przemęczyłam ją" – to chyba najwłaściwsze wyrażenie, a szkoda, bo książka zapowiadała się naprawdę nieźle.
Liczyłam na wysoki poziom tekstu choćby dlatego, że Autorem jest dziennikarz i korespondent wojenny. Można więc było oczekiwać składnych zdań i choćby podstawowej wiedzy o budowaniu fabuły, nie mówiąc już o jako-takim formatowaniu tekstu, by był zrozumiały. Otóż tutaj również się zawiodłam. Zdania są koślawe, niegramatyczne, czasami trzeba je przeczytać po dwa razy, by później dalej domyślać się, o co Autorowi chodziło. Dialogi, nie dość, że drewniane, to jeszcze zapisane tak dziwacznie, że często nie wiadomo, kto z kim rozmawia, kto wypowiada daną kwestię, albo... w połowie zdania domyślasz się, że to już jakiś dialog, a nie narracja. Koszmar.
Pomińmy jednak formę, zajmijmy się treścią, bo wiele można przetrwać, jeśli treść jest dobra.
Wojna bałkańska, konflikt, który dla większości świata pozostał mało znany. Walki, które toczyły się w początkach lat '90 ubiegłego wieku na terenach byłej Jugosławii były straszliwe i bratobójcze. Tak, sąsiad zabijał sąsiada, a brat walczył przeciw bratu. Gdy znalazł się wspólny wróg, potrafili stanąć murem i bronić swej ziemi, by dzień, dwa dni później zabijać się nawzajem. Etniczno-religijna wojna, która do dzisiaj odbija się echem ludobójstwa. Echem odległym, echem niczym z innego świata, a przecież echem tak niedawnych zdarzeń. Nie chodzi o pompatyczny opis, w glorię dla tych, którzy walczyli i ginęli. Dla tych, którzy oddawali życie za przekonania i wiarę, ani tych, którzy szli z bronią w ręku w zamian za dobry żołd, bo w wojnie tej niemało było najemników. Nie chodzi o górnolotne wyrażenia i wielką powagę w opisie. Jednak to, co z tym opisem uczynił Autor przechodzi ludzkie pojęcie. Nie wiem, co chciał przedstawić w swym tekście, do jakiej ludzkiej wrażliwości trafić, co uwiecznić. Po lekturze tej książki, której nie można nazwać ani powieścią, ani reportażem, widzę walczących wciąż pijanych, zapitych często, strzelających dla frajdy (czyżby mieli nadmiar amunicji?), wykorzystujących wojskowy sprzęt do własnych celów (samochód wojskowy przykładowo służy po to, by pojechać do miasteczka po szampana), bawiących się na imprezach (ja rozumiem, że w czasie wojny ludzie biorą śluby i wesela i chyba o to Autorowi chodziło – by ukazać ludzki wymiar wojny, ale... coś tu nie zagrało, jak należy), podrywających miejscowe dziewczyny...
Rozmowy, które toczą się pomiędzy bohaterami zostały również bardzo spłaszczone. Ktoś coś zaczyna, ktoś mu odpowiada, szykuje się ciekawa debata, naprawdę poważny problem, a tu sru... Idą na piwo, albo ktoś przynosi rakiję, albo pojawia się ładna dziewczyna i koniec tematu.
Plusem książki mogły być zamieszczone na początku fotografie (choć nie wiem, po co powielono je raz jeszcze w tekście). Tyle, że są nudne i niczego właściwie nie wnoszą. Bo co to za zdjęcie, które przedstawia przydrożny znak, albo Autora ściskającego na weselu jakąś dziewczynę? Co ma o wojnie powiedzieć zdjęcie, które podpisano jako "oczywiście pozowane"?
Język książki jest niezrozumiały, redakcja ponoć była, ale jakby jej nie było (bo czyż to możliwe, że tekst przed redakcją był jeszcze słabszy?). Na siłę wpychane dialogi po chorwacku też nie mają większego sensu, bo i tak są od razu tłumaczone, więc po co w ogóle się pojawiły?
Chyba jedynym plusem są duże litery, dzięki którym te 220 stron (bo na 30 stronach są zdjęcia) czyta się umiarkowanie szybko.
Dobij mnie, Europo? Europa krzywdy mi nie wyrządziła, niestety jej miejsce zajęła ta książka, czy też raczej jej Autor. Głowa mi pęka i jest mi niezmiernie przykro, bo na wiele liczyłam. Zdecydowanie najsłabsza pozycja wydana przez Warbooka.
Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa WARBOOK.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Skomentuj - Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto