Szklana Kula

Autor: Jolanta Miśkiewicz

Okładka wydania

Szklana Kula


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 3 votes
Okładka: 100% - 3 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Pani M

Każdy z nas chociaż raz bawił się szklaną kulą. Potrząsał nią i obserwował to, jak śnieg opada na umieszczony wewnątrz domek czy postać. Mieliście kiedyś może wrażenie, że wasze życie przypomina taką właśnie szklaną kulę, którą ktoś potrząsa, a wy nie macie na to żadnego wpływu? Stoicie tylko biernie i obserwujecie to, co się dzieje. Bohaterce jednej z opowieści umieszczonych w recenzowanej książce to uczucie nie było obce. Zainteresowani tym, co jeszcze znalazło się w tym zbiorze tekstów? Zapraszam więc do zapoznania się z recenzją.

 

Autorka Szklanej kuli pochodzi z Łodzi. Z zawodu jest ekonomistką. Przez dość długi czas pisała do szuflady, by w końcu podzielić się swoją twórczością z czytelnikami. Jej wiersze i opowiadania pojawiają się także w niektórych czasopismach. Pani Jolanta Miśkiewicz należy do kilku grup literackich. Prowadzi także własną grupę poetycką "Powrót". Wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z twórczością tej autorki. Szklana kula to moje pierwsze spotkanie z nią.

 

Muszę przyznać się, że gdy zobaczyłam okładkę książki, zaczęłam obawiać się, że nic dobrego z lektury nie wyniknie. Myślałam, że będzie to coś infantylnego. Na szczęście zostałam pozytywnie zaskoczona. Ta cienka książeczka to zbiór luźnych felietonów i opowiadań.

 

Szklana kula jest podzielona na 4 części. Najdłuższa z nich jest pierwsza, czyli Co w duszy gra... To kilkanaście krótkich tekstów, które można czytać na chybił trafił. Nie są one ze sobą powiązane. Czytelnik nie ma pewności o czym za moment przyjdzie mu czytać. Tematyka jest różnorodna. Autorka uzewnętrznia się przed nami, opowiada o swoich przeżyciach. Dzieli się przemyśleniami na przeróżne tematy. Pisze o tym, co sądzi chociażby na temat starszych pań w autobusach, czy o narzekaniu nas, Polaków, na przeróżne rzeczy. Tekstem, jaki najbardziej mnie poruszył, był Minęło 28 lat... To bardzo smutna historia o tym, co dzieje się z kobietą, która zbyt wcześnie straciła męża. Podczas lektury tej krótkiej historii doszłam do wniosku, że decyzja o sięgnięcie po Szklaną kulę była dobrym posunięciem. Wiele opowiadań odnajdywało pokrycie w moim życiu osobistym. Jedne bawiły, inne sprawiały, że w oczach pojawiały się łzy. Myślę, że każdy znalazłby tam coś dla siebie.

 

Łódzkie legendy to mający zaledwie siedem stron rozdzialik, opowiadający historie, w centrum których znajduje się rodzinne miasto pani Miśkiewicz, Łódź. Nie będę streszczać ich wszystkich, nie ma to większego sensu, ale wspomnę tylko o tym, że po lekturze doszłam do wniosku, że Czarna Wołga jest wszechobecna. Mnie też straszono czarną limuzyną, gdzie kierowcą był mężczyzna porywający dzieci.

 

Po legendach przychodzi czas na bajki. I to nie byle jakie, bo to opowieści dla dorosłych. Zmartwię Was, jeśli liczycie na to, że bohaterami są biegający tu i ówdzie bohaterowie w stroju Adama i Ewy, czeka Was rozczarowanie. To satyry przenoszące Kopciuszka i Czerwonego Kapturka do współczesnych czasów. Szkoda tylko, że były takie krótkie. Kończyły się w najlepszym momencie i pozostawiały po sobie niedosyt.

 

Ostatnią część stanowią Wielkie ucieczki Ali Capone, przygody tytułowej Ali. Myślę, że jest to najzabawniejsza część Szklanej kuli. Nie wiem, czy zgodzą się z tym inni czytelnicy, którzy lekturę mają za sobą, ale ja podczas czytania tych ostatnich stron nieraz wybuchałam śmiechem.

 

Szklana kula skłania do przemyśleń i pokazuje, że wszystkim tym, co nas ogranicza, jesteśmy my sami. Wmawiamy sobie wiele rzeczy, przez co wpędzamy się w kompleksy, jakbyśmy mało mieli kłopotów na co dzień. Zachęcam Was do lektury Szklanej kuli. Daje do myślenia i bawi. Obyśmy doczekali się większej ilości takich książek.

Scarlett

Co można pomyśleć o książce, która już w opisie na tylnej stronie okładki, zawiera dwie literówki? Nic dobrego. I słusznie. Wielu pisarzy o swoich książkach mówi jak o wychuchanych dzieciach. Czy matki posłałyby dziecko do szkoły w brudnym ubraniu? Pewnie nie. Więc dlaczego autorka tego dzieła nie włożyła nawet tyle wkładu pracy, by jej biogram był perfekcyjny?

 

Zaniepokojona opakowaniem, zastanawiałam się, jakie kryje wnętrze. Moje obawy były słuszne. Co pierwsze się rzuciło w oczy? Szalona interpunkcja. To, jak szarżuje ze znakami interpunkcyjnymi przekracza ludzkie pojęcie. Jest po prostu dziko. Przecinki postawione są byle jak i byle gdzie, tam gdzie akurat autorka uzna za stosowne. Wiem, że to dziwne, że rozpoczynam moją opinię od rozprawy z literówkami i błędami interpunkcyjnymi, ale jestem świadoma, że mało kto przeczyta ją do końca, w związku z tym wolę na samym początku zasygnalizować takie rzeczy.

 

Ale kim tak naprawdę jest Jolanta Miśkiewicz, która samodzielnie (brak wydawnictwa zaangażowanego w sprawę) wydaje swoje książki? Urodziła się i wychowała w Łodzi.

 

„Szklana kula" dzieli się na cztery części Każda z nich zawiera szkice, felietony oraz opowiadania. Pierwszy dział opowiada o emocjach. O drobiazgach, które autorka przeżyła i które odbiły się w jej umyśle oraz ukształtowały jej osobowość. Pozornie niepowiązanie komponują się w jakąś tam całość. Druga część zawiera miejsce legendy prosto z łódzkich ulic. Za ich pośrednictwem, można zapoznać się opowieściami o skarbach i ludziach porywających dzieci... „Bajki raczej dla dorosłych" to coś w rodzaju krzywego zwierciadła odbijającego znane wszystkim motywy. Miało być nowatorsko i niestandardowo. Czy się udało? Ostatni dział opowiada o uciecze Ali Capone...

 

Jakie są moje wrażenia? Niezbyt pozytywne. Po pierwszym wstrząsie, którym były literówki na każdej stronie, postanowiłam czytać dalej i nie sugerować się fatalnym wydaniem książki. Stwierdziłam, że czekolada w pomiętym opakowaniu smakuje tak samo. Jeśli szkice będą dobre to i na buble można przymknąć oczy. Czytam i dostaje nudne przemyślenia pani w średnim wieku. W ogóle nie nowatorskie, sztampowe, banalne, powszechne. Tak naprawdę to zebranie kilku obiegowych prawd i nadanie im formy felietonu. Przykład? „Czego się wstydzą kobiety", czyli krótka notka o tym, że część kobiet wstydzi się własnej seksualności, a druga część się nie wstydzi. Jak widać Pani Jolanta Miśkiewicz Ameryki nie odkryła. Czytałam chyba z 50 artykułów na ten temat i to takich naprawdę pogłębiających moją wiedzę. Pisarka zaś nic mi nie pogłębiła. Do tego pogłębia schematy myślenia. Kolejny przykład? Opisuje kobiety, które zostają same w Sylwestra, mimo że mają partnerów. Bierze pod uwagę, że część mężczyzn może być np.: chirurgami i to, że praca nie pozwala im towarzyszyć w imprezie noworocznej. Fajnie, że to zauważa, tylko dlaczego nie wzięła pod uwagę, że kobiety też mogą być chirurgami? Też mogą pracować w Sylwestra, a nie tylko siedzieć w domu i czekać na partnera?

 

To jest zła książka. Oprócz fatalnego, obfitującego w błędy, wydania, jeszcze pogłębia stereotypy. Felietony są po prostu nudne. Bez polotu, pozbawione czegoś, co mogłoby przyciągnąć uwagę. Ten rodzaj dziennikarskiej wypowiedzi uznawany jest za najwyższą formę żurnalistyki, gdyż kształtuje światopogląd czytelników. We mnie nie ukształtowało nic. Felietony pani Jolanty Miśkiewicz zbiór zasłyszanych gdzieś sloganów, obiegowych opinii na temat związków i ludzi. Nie polecam.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!