Okładka wydania

Ostatnia Arystokratka

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Ostatnia Arystokratka | Autor: Evžen Boček

Wybierz opinię:

Magda N

Ostatnia arystokratka Evžena Bočka bezdyskusyjnie jest książką zabawną. Nie jest to humor wysokich lotów, ale ten, który wywołuje następujące raz po raz salwy śmiechu. Przerysowane, jednowymiarowe postacie, spośród których wyróżnia się tylko narratorka Maria, mają jeden cel – rozbawić czytelnika, na przykład tego, który późnym popołudniem, zmęczony, wraca autobusem do domu. To książka idealna do czytania w każdej sytuacji – niewielka objętościowo i lekka w odbiorze, nie wymaga skupienia, a jest doskonałym zastrzykiem pozytywnej energii.

 

Źródłem powieściowego humoru w największej mierze są właśnie bohaterowie – wyraziści, pełni słabości, cierpiący na problemy z porozumiewaniem się z innymi.

 

Frank Kostka – profesor literatury, nierzucający się w oczy Amerykanin arystokratycznego pochodzenia. To jego czeskie korzenie i odzyskany po okresie komunizmu zamek Kostka są przyczynkiem akcji powieści – czyli porzucenia amerykańskiego życia na rzecz przeprowadzki do rodowego majątku w Europie. Jego główne zajęcia to: rzucanie psom kapci dla turystów, badanie archiwum w poszukiwaniu największych rodowych marnotrawców i liczenie pieniędzy.

 

Vivien Kostka – Amerykanka, która uważa, że skoro jest arystokratką, to może zachowywać się jak księżna Diana i nie zważać na koszty tych zachowań. Zaczytuje się w biografiach swojej idolki i niezbyt przykłada się do nauki języka czeskiego.

 

Maria – narratorka powieści, nad którą wisi widmo rychłej śmierci (wszystkie – czyli dwie – dziewczęta o tym imieniu w rodzie Kostków nie dożywały 20 lat). Maria próbuje godzić interesy wszystkich stron, pomaga kucharce, a kiedy ta się upije, stara się ją zastąpić. Szuka pomysłów na zdobycie pieniędzy i pokornie przyjmuje pomysły Milady, zatrudnionej jako menedżerka zamku.

 

Pracownicy na zamku, których zastali Kostkowie, gdy do niego dotarli, to kucharka i sprzątaczka w jednej postaci, ogrodnik nazwany przez narratorkę panem Spockiem oraz kasztelan Józef. Pierwsza z tej palety zamkowych osobliwości, pani Cicha, gotuje dobrze i tłusto, a także robi doskonałą orzechówkę, którą regularnie się raczy. Drugi to hipochondryk z muzycznymi aspiracjami – teksty jego własnych utworów dotyczą najczęściej aktualnego schorzenia, na które się uskarża. I pan Józef – zamkowa wisienka na torcie: chodzi w brudnym szlafroku, na wszystko narzeka, a turystów uważa za plagę egipską. Na myśl o weselu Vondráčkovej dostaje konwulsji, dobrze natomiast wspomina te okresy w dziejach zamku, gdy był on zamknięty dla turystów – za tę decyzję chwali Himmlera.

 

Są też zwierzęta (nie liczę tych wypchanych): przywieziona z USA kotka Caryca (na czas lotu musiała zostać uśpiona) i dwa wielkie głupie dogi, których tresura kończy się na przywiązaniu do nieruchomych elementów wystroju komnat.

 

Kostkowie przyjeżdżają z USA i... nie mają za co utrzymać swojej posiadłości. Pracownicy żądają wypłat, mama Kostka wciąż dzwoni do koleżanek za oceanem, dług u prawnika rośnie. Jak temu zaradzić? Mimo protestów pana Józefa (pani Cicha też protestowała, przerażona koniecznością częstszego mycia toalet), decyzja zapadła – trzeba sprowadzić turystów. W ten sposób rozpoczyna się akcja pt. „święta arystokracji" – absurdalne wyreżyserowane wydarzenie, które całkiem dobrze się sprzedało. Od tej pory przygotowywany jest szeroko zakrojony plan przeobrażenia zamku, związany z niechybnym ośmieszeniem członków rodziny hrabiowskiej (nic to, skoro ludzie chcą płacić za ten cyrk). Brak środków stał się motywacją do zorganizowania świniobicia czy zaproszenia dziennikarzy na sprzątanie zamku (czyszczenie toalet czy kominków przez potomków arystokratycznego rodu nie zostało pominięte). Powieść, która jest pierwszą częścią perypetii bohaterów, kończy się tuż przed finalizacją zmiany Kostki zaniedbanej w Kostkę zarabiającą. To na tyle obiecujący moment, że już z niecierpliwością czekam na drugą część.

 

Podczas czytania tej książki zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak mało w literaturze jest przedstawicieli powieści zabawnych. Jak sięgnę pamięcią wstecz, znalazłyby się dobre sceny humorystyczne w książkach dla młodzieży (a w zasadzie dla dziewcząt), na przykład u Musierowicz czy Ewy Nowak. Pogrzebać można by było także w satyrycznym humorze Magdaleny Samozwaniec. A dalej co? Dorosły czytelnik nie potrzebuje się śmiać? Ostatnia arystokratka na pewno spodoba się tym, którzy nie mają nic przeciwko literackiej rozrywce w czystej postaci.

Ruda Recenzuje

Zanim z dnia na dzień przyszło im przeprowadzić się do prawdziwego zamku, rodzina Kostków żyła zupełnie zwyczajnie. Nowe okoliczności oraz zmiana miejsca zamieszkania sprawiły, że członkowie rodziny musieli wcielić się w inne, nieznane im wcześniej role. Jak poradzą sobie prości ludzie, którzy nieoczekiwanie zajęli miejsce czeskiej arystokracji? Czy podołają nowym obowiązkom i czy odnajdą się w tym życiu?

 

„Zostaliśmy oskarżeni o dwanaście morderstw i kanibalizm. Mimo że udało nam się przekonać FBI, że nie zabiliśmy naszych krewnych ani ich nie zjedliśmy, prawie dwie godziny spędziłam na rozmowie z psychiatrą, który starał się dowiedzieć, do jakiej sekty należymy".

 

Na „Ostatnią arystokratkę" miałam duży apetyt, odkąd pierwszy raz spojrzałam na okładkę tej książki. Żywe, optymistyczne, kolory i szlachetny minimalizm przyciągnęły mój wzrok i skusiły do zapoznania się z okładkowym streszczeniem. Dalej nie było już odwrotu, wiedziałam, że prędzej czy później ta książka musi trafić w moje ręce. Dlaczego tak mi zależało na jej przeczytaniu? Przede wszystkim ze względu na jej inność i nietypowość. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam książkę, przy której można się po prostu dobrze bawić, nie zastanawiając się zbytnio nad szerszym kontekstem czy drugim dnem. Ta powieść jest idealna w tej swojej lekkiej i swobodnej tonacji.

 

Rodzina Kostków swoimi dziwnymi pomysłami zaskakuje czytelnika od pierwszych stron. W szalonym pędzie podążamy za ich niekonwencjonalnymi rozwiązaniami, nie skupiając się za bardzo na tym, czy to wszystkim ma tak naprawdę jakiś sens. Poprzez tę lekturę autor proponuje nam dobrą zabawę i prostą rozrywkę. Mamy okazję się zrelaksować i uśmiechnąć. Kolejne przygody wydają się coraz bardziej przewrotne i groteskowe, jednak to przerysowanie i wszechobecne paradoksy nie rażą i nie denerwują. Zagłębiając się w przygody Kostków, wiesz, że właśnie tak ma być i że wszystko jest na swoim miejscu. Wbrew pozorom to bardzo przemyślana i całkiem logiczna książka.

 

Zastanawialiście się kiedyś, jak naprawdę żyje arystokracja? Albo czy takie życie jest lekkie i przyjemne? Choć nigdy nie poświęciłam zbyt wiele uwagi refleksjom na ten temat, mam wrażenie, że moje wyobrażenia rozminęły się z rzeczywistością. Autor wykreował, bowiem elitę, której daleko jest do prawdziwej arystokracji. Najciekawszy w tym wszystkim jest jednak fakt, że oni w ogóle nie mają pieniędzy, a przecież utrzymanie zamku i personelu sporo kosztuje! Co zrobić z tym fantem? Jak się dorobić bez zbędnego przemęczania się? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania, koniecznie musicie ją przeczytać. Akcja książki skupia się wokół pieniędzy oraz tego, jak ważną rolę odgrywają w naszym życiu. Mówi się, że pieniądze szczęście nie dają. Zdaje się jednak, że Kostkowie mają na ten temat inne zdanie, zwłaszcza, kiedy ich oszczędności zaczynają topnieć w zaskakującym tempie. Uboga arystokracja brzmi nieco dziwnie i nierealnie, jednak jak ciekawie, prawda? Zupełnie inaczej, niż zazwyczaj to sobie wyobrażamy.

 

„Jeśli ktoś chciałby wyrobić sobie pogląd o arystokracji u schyłku XX wieku i jako jej typowego przedstawiciela wybrałby mojego ojca, musiałby stwierdzić, że szlachcic większość czasu spędza na uczeniu psów aportowania papuci i żyje w permanentnym strachu przed komornikiem. (...) Matka wprawdzie nie śmierdzi i bierze prysznic kilka razy dziennie, ale poza tym nie robi nic. Od przyjazdu na Kostkę ani razu nie umyła naczyń, o gotowaniu nawet nie wspominając, i broni się księżną Dianą, która też nie zajmuje się takimi rzeczami".

 

Książkę czytało mi się niezwykle lekko i przyjemnie, naprawdę zaangażowałam się w poczynania tej dziwnej rodzinki, wciąż zastanawiając się, jak sobie poradzą. Choć z czasem fabuła zaczęła tonąć w przesadzie, a wyszukanym incydentom nie było końca, nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Bardzo dobrze odnalazłam się w tym świecie zaskakujących, choć niezwykle atrakcyjnych i ekspresyjnych osobowości. Autor bardzo sprawnie poradził sobie z wykreowaniem bohaterów, czerpiąc z udziwnień i kontrastów, jednak te wszystkie pomysły wpływają jedynie na wyjątkowość tej książki, którą ciężko mi z czymkolwiek porównać. Przeszkadzał mi jedynie fakt, że kiedy zupełnie zatraciłam się w przygodach Kostków, natrafiłam na prawdziwie zasmucającą wiadomość- koniec części pierwszej.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial