Sabriel

Autor: Garth Nix

Okładka wydania

Sabriel


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 4 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 3 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

PaniKa

Nadchodzi czasem taki moment że dopada mnie chęć na fantastykę, a że nie często sięgam po książki z tego gatunku zwykle gdy już zacznę czytać przepadam z kretesem. Tym razem mój wybór padł na książkę GarthaNixa „Sabriel". Jest to pierwsza część z serii o Starym Królestwie, gdzie udaje się główna bohaterka by zmierzyć się z potęgą Krainy Zmarłych. Zapowiada się całkiem ciekawie, dlatego dałam się skusić. I wiecie co? To był naprawdę dobry wybór! Ta książka mnie pochłonęła i wciągnęła w swój świat tak mocno, że po prostu nie mogłam się od niej oderwać, a gdy przeczytałam ostatnią kartkę żałowałam że to koniec.

 

Sabriel ma osiemnaście lat, jest córką cenionego i potężnego nekromanty Aborshena. Dziewczyna od kilku lat wychowuje się w mieście Ancelstierre, gdzie uczęszcza do Wyverly College. Stare Królestwo zna tylko z opowieści ojca, który odwiedza ją podczas każdej pełni księżyca. Nadchodzi jednak moment że ojciec nie przychodzi. Zamiast niego pojawia się posłaniec z Krainy Śmierci który przynosi jej miecz i dzwonki – atrybuty nekromanty. Sabriel przeczuwając że ojcu stało się coś złego, decyduje się wyruszyć w rodzinne strony. Nie zwlekając przekracza Mur, który dzieli spokojne Ancelstierre od nieprzewidywalnego i pełnego magii Starego Królestwa. Podróż która ją czeka jest długa i złowroga. Nic nie jest takie jak wygląda, a Stare Królestwo powoli zostaje opanowane przez Zmarłych. Dziewczyna musi jak najszybciej udać się do rodzinnego domu i odnaleźć ojca. Na szczęście nie jest sama, los zsyła jej sojuszników w postaci tajemniczego kota i przystojnego nieznajomego. Razem będą musieli stawić czoła grożącemu im niebezpieczeństwu.

 

„Sabriel" na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym, zwłaszcza że sam początek nie wróży dobrze. Akcja rozwija się bardzo powoli, ciągnie się niemiłosiernie, a przez pierwsze 100 stron mamy wrażenie że nic się nie dzieje. Bohaterka wędruje, aż do swojego rodzinnego domu, a jej tropem podąża stwór o imieniu Mordikant, który obrał ją sobie za cel i nie spocznie dopóki jej nie dopadnie. Na duży plus jednak zasługują opisy postaci i potworów, bo trzeba przyznać że są przedstawione w dosyć żywy i realistyczny sposób. Niejednokrotnie odczuwałam ciarki na plecach i silny niepokój o losy głównej bohaterki.

 

Po przeczytaniu dość długiego i nużącego początku, gdy bohaterka w końcu dociera do rezydencji Aborshenów, akcja w końcu zaczyna przyspieszać. Staje się płynna i dużo bardziej dynamiczna, zaczynamy poznawać nowych bohaterów i coraz bardziej zatracać się w książce. Każde przewrócenie kartki dostarcza nam nowych wrażeń i emocji. W końcu możemy się odprężyć i zagłębić w mroczny świat stworzony przez autora. Bo trzeba przyznać że jest co podziwiać. Wszechobecna magia, Kraina Śmierci podzielona na dziewięć bram, magiczne kamienie przez które zmarli przedostają się do realnego świata, przybierając różne nadzwyczaj dziwne i groteskowe formy i Sabriel jako nekromantka, która musi stawić temu czoło. Do tego tajemniczy Touchstone, mężczyzna którego Sabriel ratuje ze Śmierci i dość osobliwy kot imieniem Mogget, który tak naprawdę wcale nie jest kotem. To wszystko i dużo, dużo więcej można znaleźć na kartkach tej książki. Jak dla mnie była to niezwykle emocjonująca i pełna wrażeń przygoda, która dodatkowo spotęgowała mój apetyt na więcej.

 

Na wspomnienie zasługuje również wątek miłosny, a jakże! Właściwie nie spodziewałam się wielkiego wybuchu namiętności, bo oczywiście w przypadku tego typu powieści nie byłoby to na miejscu, ale trzeba przyznać że ów wątek przedstawiony jest w sposób niezwykle subtelny i wyrafinowany, niespieszny i delikatny, bo jak wiadomo największe uczucia rodzą się powoli. Mi jak najbardziej taka forma odpowiada, bo nastawiłam się na dobrą fantastykę, a nie na romansidło. Dodatkowym atutem książki jest również mapa, która znajduje się na samym początku. Dzięki niej możemy śledzić wędrówkę Sabriel, jak również nabrać jako takie wyobrażenie o świecie stworzonym przez autora. Resztę pozostawcie swojej wyobraźni.

 

Książka GarthaNixa zafascynowała mnie i zaciekawiła. Pomimo swojego nużącego początku, czytało mi się ją wyśmienicie i wprost nie mogę się doczekać aż sięgnę po kolejny tom. Z całym sercem polecam!

Vyar

„Sabriel" jest kolejną książką, która dotarła do mnie po paru latach od pierwszego przeczytania, w nowym, odświeżonym wydaniu. Z tego co pamiętam, pierwszy tom posiadałam nawet na własność i był mi gdzieś w chaosie codziennym przepadł, i żałowałam tego już kilka razy. Podjęłam poszukiwania zamiennika i dlatego też ucieszyłam się niezmiernie, że Wydawnictwo Literackie postanowiło wznowić trylogię Nixa, zapewne w związku z faktem, że na marzec tego roku planowane jest wydanie kolejnego tomu. Trylogia staje się więc tetralogią i mam ciche marzenie, że na tym nie koniec, bo pamiętałam tom pierwszy jako czytadełko co prawda lekkie i przyjemne, ale i niesamowicie wciągające.

 

Historia nastoletniej Sabriel rozpoczyna się w momencie jej narodzin, z którymi wiążą się tragiczne okoliczności: umiera jej matka, wydawszy dziecko na świat w otoczeniu obcych, przypadkowo spotkanych podczas samotnej wędrówki, ludzi. Samo niemowlę również wydaje się martwe, jednak pojawia się ojciec małej – Abhorsen, i przywraca ją do życia. Potem następuje przeskok już do wydarzeń „współczesnych" – Sabriel ma 18 lat, uczy się w żeńskiej szkole z internatem w Ancelstierre, Wyverly College, w której, oprócz wszystkich umiejętności, które dobrze wychowana młoda dama powinna posiadać, naucza się też podstaw magii, choć tylko te dziewczęta, których rodzina wyrazi na to zgodę. Nagle do szkoły przybywa posłaniec – nieumarły stwór, który przynosi głównej bohaterce tajemniczą paczkę: miecz i dzwonki ojca. Znaczy to, że ojciec dziewczyny najpewniej nie żyje – i ona sama musi teraz zająć jego miejsce. Co takiego stało się w Starym Królestwie, że wielki Abhorsen zaginął, i jak młoda, niewiele wiedząca o swojej rodzinie i przeznaczeniu Sabriel, ma przejąć jego obowiązki, jednocześnie ratując Stare i Nowe Królestwo przed Umarłymi, którzy Powrócili?

 

Może się wydawać na pierwszy rzut oka, że to książka pisana dla czytelników młodszych, ale to tylko pozór – jest w niej tyle specyficznych elementów, że zainteresować może osoby w różnych grupach wiekowych. Pierwszą rzeczą, która spodobała, jest podział świata: na Stare Królestwo, z typowymi realiami fantasy, magią i nekromantami - i Ancelstierre, w którym rządzi nowoczesność, technika, ludzie poruszają się samochodami i mają elektryczne światło. Podzielone są Murem i niewielką strefą, w której wpływy jednego i drugiego świata mieszają się ze sobą. Warto zaznaczyć, że magia niweluje działanie technologii i na odwrót – w Ancelstierre nie ma magów, oprócz tej spornej strefy przygranicznej (i niewielkiego skrawka ziem opodal), a aura Starego Królestwa powoduje, że wszelkie urządzenia elektryczne natychmiast przestają działać. A co z samą granicą? To zależy już chyba od tego, jak wiatr powieje: strażnicy pilnujący granic noszą ze sobą jednocześnie karabiny i miecze, a do komunikacji używają telefonów... lub dzwonków. Sporna strefa jest też miejscem niestabilnym – umarli często powstają z grobów. Jak powiedział pułkownik Horyse, zmarli żołnierze stawiają się czasem następnego dnia na paradach. Ma dla mnie niesamowity urok fakt, że aby przejść z miejsca niemal współczesnego do świata pełnego magii, trzeba jedynie przekroczyć wąski pasek ziemi.

 

Druga sprawa to nekromancja, a są jej w trylogii Nixa dwa rodzaje. Pierwszy to klasyka – ludzie, którzy budzą umarłych dla własnych, zazwyczaj złych celów, zabijając ludzi i korzystając z ich krwi by niszczyć strażniczą magię Kodeksu. I jest druga, choć zdecydowanie mniej liczna, a nawet jednoosobowa: Abhorsen, czyli ten, który pomaga Przebudzonym wrócić w odmęty rzeki śmierci. Obie te grupy posługują się dzwonkami, które noszą na pasie przewieszonym przez pierś. Dzwonków jest siedem, każdy innej wielkości, każdy ma swoje imię. Te nazwy, brzmiące jak anielskie imiona, i bardzo plastyczne opisy ich melodii i sposobów dzwonienia bardzo działały mi na wyobraźnię, zwłaszcza przez to, że jestem wielbicielką tego dźwięku. No i Dziewięć Bram Śmierci, przez które przepływa lodowata rzeka... co jest za ostatnią? Cóż, wszystko przed nami.

 

Trzecia dobra rzecz – choć może nie rzecz w tym przypadku – to Mogget. Mogget jest potężną, pradawną istotą wolnej magii, spętaną przez Abhorsena i uwięzioną w skórze kota. Ten zwierzak, w obróżce z miniaturowym dzwoneczkiem, jest tak uroczy, a jednocześnie groźny, aż miło. Gra rolę Kota z Cheschire dla Sabriel: jest jej przewodnikiem, pomaga, choć niechętnie, rzucając kąśliwe, cięte uwagi, posiada mądrość wieków, której nie potrafi wypowiedzieć i kryje w sobie grozę, z której dziewczyna nie zdaje sobie sprawy. Czym jest tak naprawdę? Dowiemy się wkrótce.

 

Czy znajduję w tej książce jakieś słabe strony? Będę się czepiać: pewnie. Pierwszą, która rzuciła mi się w oczy, chociaż dopiero po drugim przeczytaniu książki, są odległości. Zdawałoby się, że Sabriel potrafi podróżować szybciej niż normalni ludzie, a odległości i proporcje na mapie jej nie dotyczą: zauważalne jest to zwłaszcza w momencie, gdy przekracza ona mur i dociera do miejsca pierwszej bitwy straży z wolną magią. Strażnicy opowiadali, że patrole nie wróciły, nie zostały odnalezione, tymczasem jeden, rozbity i w paskudny sposób uśmiercony, mają tuż pod nosem. Sabriel dotarła tam w... godzinę? Dwie? Czy naprawdę banda doświadczonych w bojach z magicznymi istotami żołnierzy nie była w stanie ich odnaleźć, skoro zapuszczali się z patrolami daleko w głąb Królestwa, a zniszczonego Kamienia Kodeksu, będącego przecież punktem orientacyjnym i niejako gwarancją bezpieczeństwa regionu, po prostu nie zauważyła? Młoda nekromantka „wpadła na nich" tuż przejściu przez bramę. Nie wiem, jak ma się mapa do realiów odległości w książce, ale sprawia wrażenie przedstawiającej rozległą przestrzeń, podczas gdy najwyraźniej wcale tak nie jest.

 

Czepiania punkt drugi: matka Sabriel. Burzy się kobieca natura we mnie, gdy o tym czytam: jej śmierć została uzasadniona przez Abhorsena jedynie tym, że była wynikiem ich związku. Ale skoro podążał za nią, czy nie mógł jej uratować, tak jak przywrócił do życia dziecko? Samo wytłumaczenie jest tak proste i, powiedziałabym, wybrakowane, że aż boli. Czyżby zabijało samo urodzenie dziecka Abhorsena? Nie sądzę. Czy zostanie to kiedyś wyjaśnione?...

 

„Sabriel" jako książka wciągnęła mnie i zatrzymała w tym urokliwym światku. Sprawiła, że chciałabym sama mieszkać w pobliżu Muru, móc, kiedy tylko chcę, zostawić wszystko i pójść tam, gdzie nie ma hałasu aut, sztucznego światła żarówek, a najbardziej poważanymi osobami są ci, którzy parają się magią – i taką osobą może zostać każdy. Do świata, gdzie śmierć to tylko próg do przekroczenia, za którym ma się tylko daleką ścieżkę przed sobą, o nieznanej długości i celu. Nowe wydanie powieści jest też zdecydowanie ładniejsze niż pierwsze, kolory okładki bardziej stonowane, symbole, których oczywiście znów jest dużo, tym razem jedynie podkreślone lakierem na matowym papierze, nie rzucają się w oczy, stanowiąc miły akcent. Aż miło patrzy się na całą trylogię... Tymczasem – drugi tom, w który już zdążyłam wsiąknąć - kto wie, czy nie bardziej, niż w pierwszy.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!