Okładka wydania

Love, Rosie

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Cecelia Ahern
  • Tytuł Oryginału: Where Rainbows End
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Angielski
  • Przekład: Joanna Grabarek
  • Liczba Stron: 512
  • Rok Wydania: 2014
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 125 x 205 mm
  • ISBN: 9788377587461
  • Wydawca: Akurat
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    6/6

    4,5/6

    6/6

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Love, Rosie | Autor: Cecelia Ahern

Wybierz opinię:

Raven Stark

Jeśli istnieje jeszcze ktoś, kto twierdzi, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje, to po przeczytaniu tej recenzji z całą pewnością zmieni zdanie. A przynajmniej na 99,99%, bo opierając się na wrażeniach, przeżyciach z lektury, wykreowanych przez autorkę postaciach, już wiem, że w życiu niczego nie można być pewnym!

 

Rosie Dunne i Alex Stewart to najlepsi przyjaciele od piątego roku życia. Już wtedy zaczęła kwitnąć więź, która w przyszłości miała być źródłem siły, nadziei dla obojga. Nie żeby nie próbowali odnaleźć przyjaciół pośród osobników tej samej płci... A przynajmniej nie Rosie - Alex owszem. Pięć lat później chłopiec wyprawiał przyjęcie urodzinowe, na które, o dziwo, nie zaprosił stałej bywalczyni, czyli swojej najlepszej przyjaciółki, Rosie. A wszystko to przez jego ówczesnych kolegów, którzy nabijali się z niego, bo zadawał się z dziewczyną. Jeszcze niedoświadczony życiem, posłuchał swoich rówieśników, zrobił tylko i wyłącznie ,,męską" ,,imprezę" (czego miał później dłuuugo żałować). Po zabawno-poważnych spięciach Alex powrócił na dawną drogę. I podążał nią aż do dnia, w którym dowiedział się, że przeprowadza się do Stanów, ze względu na lepszą pracę ojca. Przyjaciele nie traktowali tego jako końca ich znajomości (na szczęście), oboje byli pewni, że Rosie dołączy niedługo do Alexa, rozpocznie studia w Bostonie. Sprawy jednak przybrały znacznie inny kierunek, kierunek, którego nikt się nie spodziewał.

 

https://www.youtube.com/watch?v=MX-Nj539cY0

 

Mam to szczęście, że posiadam wspaniałych przyjaciół, podczas czytania potrafiłam więc niejako odnieść pewne sytuacje do własnego życia, dzięki czemu lepiej mogłam zrozumieć bohaterów. Rosie i Alex są niezbitym dowodem na to, że dla przyjaźni nie istnieją ograniczenia takie jak płeć, wiek, odległość, ,,mili ludzie". Ba!, przyjaźń nie zna czegoś takiego jak ,,ograniczenie". Przyjaźń dziecięca przerodziła się u nich w nastoletnią, która po latach zamieniła się w trwałą, dorosłą więź. Zazwyczaj stronię od książek, których wątek główny równa się wątkowi romantycznemu. Niestety (a może i stety?) pojawił się jakiś okropny chochlik i zaczął mi szeptać do ucha o promowanej ostatnimi tygodniami książce, której zresztą nadchodzi kinowa ekranizacja. Takie chochliki zdarzają się w moim życiu dosyć często, staram się je ignorować (bo z doświadczenia wiem, że nie zawsze to co szepczą jest prawdą), tym razem, jak widać, nie udało się. Najpierw pooglądałam zwiastun filmu. Lily i Sam, poważnie, lepszych aktorów nie udało się wybrać?! Tak nastąpił kolejny krok w stronę ,,Love, Rosie".

 

Czułam się jakby sam los podstawiał mi pod nos tabliczkę z napisem ,,no przeczytaj to wreszcie!". Wszędzie, dosłownie WSZĘDZIE widziałam tę książkę, gdziekolwiek się nie obejrzałam. Na wystawie malutkiej księgarni, którą mijałam po drodze do szkoły, na liście wyczekiwanych przez blogerów zimowych zapowiedzi, pośród gorących premier miesiąca, jako proponowane prezenty... W-S-Z-Ę-D-Z-I-E! I wiecie co? Zaraz Wam powiem!

 

I tu jest problem. Bo ja właściwie nie mam zielonego pojęcia jak mam ubrać w słowa emocje, które przeżyłam podczas czytania ,,Love, Rosie". Pierwszy raz od dawna nie miałam ochoty przeskoczyć kilkunastu rozdziałów. Pierwszy raz od dawna nie trzęsły mi się tak dłonie, w których trzymałam książkę. Pierwszy raz od dawna miałam drgawki, łzy w oczach i czkawkę ze wzruszenia. Pierwszy raz w życiu nie miałam odruchu (naturalnego) złapania bohaterów za głowy i uderzenia nimi o ścianę, bo autorka tak idealnie przedstawiała ich emocje, pobudki, które nimi kierowały, że po prostu nie byłam w stanie się na nich złościć.

 

Książka została pozbawiona opisów. A może inaczej, wszystkiego dowiadujemy się z mejli, listów, czy internetowych czatów, jak mniemam. Doceniam 99% zabiegów stosowanych przez pisarzy, które wyróżniają lekturę spośród innych. Cecelia jest u mnie w czołówce. Powieść w formie, można rzec, dialogów, nadaje całości idealny klimat, całkowicie pozbawia czytelnika uprzedzeń.

 

Chcę wszystkich przeprosić, bo naprawdę nie jestem w stanie wszystkich swoich uczuć przelać na tę recenzję. Tak wielkich emocji nie sposób wyrazić poprzez słowa. Postaram się przynajmniej odrobinę za ich pomocą pokazać Wam jak się teraz czuję.

 

Wyobraźcie sobie ogromne, ale delikatne ręce unoszące Was ku niebu. Czujecie lekki strach, ale też ciekawość, fascynację. Ale przede wszystkim nie możecie pozbyć się wdzięczności, która jakby stała się kolejną komorą, przyczepioną do Waszego serca.

 

Jestem tak niesamowicie, niewyobrażalnie poruszona, w ogóle nie wiem co się ze mną dzieje! Ale ta książka jest taka prawdziwa, taka brutalna na swój sposób, ale także piękna. Przepiękna.

 

,,Love, Rosie" opowiada o największej życiowej potędze. O przyjaźni. Na dodatek Cecelia ukrywa między wierszami tak cudowne sentencje, że gdybym miała je pozakreślać kolorowym pisakiem, całe wnętrze lektury byłoby popisane.

 

,,Teraz już wiem na pewno, że tam, na końcu tęczy, czeka na mnie spełnienie marzeń."

 

Zakończenia nie dało się przewidzieć. Tylu spraw nie udało się przewidzieć. I tylu spraw bohaterowie sami nie zauważyli...

 

Urocza, zachwycająca, wzruszająca książka dla każdego, kto nie szuka byle jakiej opowieści o prawdziwej miłości. Tyle się nauczyłam dzięki tej książce...

 

Trzeba przyznać, że nie da się o niej zapomnieć. ,,Love, Rosie" nie należy do grona tych książek, których fabułę zapomina się po miesiącu, co to to nie! Pomimo tego, że książka głęboko zapada i w pamięć i w serce, czytelnik ma potrzebę ciągłego powracania do niej, zagłębienia się ponownie w jej stronice.

 

Kocham. Kocham, kocham, kocham tę książkę, jej autorkę, i uroczyście przysięgam, iż postaram się nigdy nie uciekać przed szczęściem, nie bać się go!

 

A psik

Jednak książki potrafią mnie jeszcze czymś zaskoczyć. Podchodziłam do tej powieści z lekkim dystansem, będąc przekonaną, że to kolejny wytwór rynku czytelniczego, nieco sztucznie nadmuchany i rozreklamowany. I może owszem, rozreklamowany z pewnością, bo gdzie się nie obejrzałam, to na wystawach księgarń widziałam okładkę "Love, Rosie", ale zapewniam z całą mocą, że nie jest to "bubel". To cudeńko! Na wstępie muszę się przyznać, że wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, iż książka była już wcześniej wydana, tyle że pod innym tytułem - "Na końcu tęczy".

 

Pewnie większość z Was już wie, w jakiej konwencji książka została napisała - w formie listów, kartek pocztowych czy e-maili kilku osób. Na podstawie ich treści poznajemy życie tytułowej bohaterki, Rosie i jej najlepszego przyjaciela Alexa. Rosie i Alex znają się od dziecka. Nie tylko w szkole razem spędzali czas. Łączy ich przyjaźń dziecięca, nieco naiwna, ale obiecują sobie, że nigdy o sobie nie zapomną. Jednak życie nieco krzyżuje im plany, kiedy okazuje się, że Alex wraz z rodzicami musi wyprowadzić się z Dublina do Bostonu. Tak więc utrzymują przyjaźń, korespondując i spotykając się od czasu do czasu. Kiedy Alex studiuje medycynę, dziewczyna dostaje od losu szansę - ma możliwość nauki w szkole hotelarskiej w Bostonie. Jednak fortuna ponownie płata jej figla i dziewczyna musi zostać w Irlandii. Jak wiele przyjaźń jest w stanie przetrwać? Czy w ogóle możliwa jest przyjaźń między chłopakiem a dziewczyną?

 

Epistolarna konstrukcja książki jest o tyle ciekawa, że autorka nie skupiła się na miejscu wydarzeń - tło nie jest tu aż tak istotne. Najważniejsze są przeżycia bohaterów, a tych jest tu całkiem sporo. CeceliaAhern losami swoich postaci próbuje pokazać, że w życiu opłaca się być cierpliwym. Nie wiem jednak, czy aż taką cierpliwością ja sama potrafiłabym się wykazać..?

 

Trafiła mi się ta powieść w idealnym momencie - nie wiem już który z kolei pochmurny dzień za oknem potrafi dobić, a ja z radością wrzucałam książkę do torebki i pochłaniałam w autobusie, podążając do pracy. I wkraczałam do tej pracy z taaaakim uśmiechem, czekając jednak z niecierpliwością na moment jej zakończenia, by jak najszybciej chwycić "Love, Rosie" w swoje ręce i znów się zaczytać.

 

Książka CeceliiAhern z pewnością pozostanie w mej pamięci na długo i w ponure, smutne dni będę sobie do niej zaglądać. Jednak jednej rzeczy nie potrafię do tej pory pojąć - jak można zmarnować tyle lat? Zawsze zżymałam się na romantycznych filmach na to, że bohaterowie nie wyjaśniają sobie wszystkiego od razu, tylko milczą, poddając się i czekając na nie-wiadomo-co. A przecież czasem wystarczyłoby jedno, może kilka zdań wyjaśnienia i zakochani mogliby być ze sobą do końca życia. No ale wiadomo, wtedy film nie trwałby 100 minut, tylko na przykład czterdzieści. A to już nie miałoby sensu z perspektywy przemysłu filmowego. Wracając jednak do naszych bohaterów - mieli TYLE okazji, by sobie powyjaśniać to i owo, czasem nawet próbowali, ale zalała ich taka fala przeciwności, że.... Przepraszam, nie zamierzam spojlerować ;-). W każdym razie nie do końca wierzę, że aż tyle nieszczęść i nieprzyjemnych zbiegów okoliczności może się przydarzyć jednej osobie. Przeczytałam gdzieś, że "ta książka to kalejdoskop emocji" - tak, lepiej bym tego nie nazwała.

 

"Love, Rosie" bywa w niektórych fragmentach przewidywalna, ale jest tak wspaniała, że wszystko jestem jej w stanie wybaczyć. Śmiałam się przy tej książce, denerwowałam, a nawet ocierałam łezkę. Niech to wystarczy za ocenę!

 

Cieszę się, że nie widziałam wcześniej filmu, bo pewnie bym się zdziwiła czytając. A teraz, po tak przyjemnej lekturze nie jestem pewna, czy obejrzenie adaptacji jest mi do czegoś potrzebne. Może tylko niepotrzebnie się zdenerwuję, gdy nie spodoba mi się to, co zobaczę na ekranie?

PaniKa

Gdyby nie rozgłos i szum wokół książki CeceliiAhern, pewnie bym jej nie przeczytała. Ale jak wiadomo, siła reklamy robi swoje. A że lubię być na bieżąco z nowościami, dlatego tym bardziej dałam się namówić na „Love, Rosie". I wiecie co? Gdybym jej nie przeczytała popełniłabym ogromny błąd i pewnie później miałabym pretensje do samej siebie że się nie skusiłam. Cieszę się jednak że po raz kolejny zawierzyłam swojej intuicji. Ta książka jest po prostu wspaniała! Jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna.

 

Rosie i Alex od dzieciństwa byli nierozłączni. Razem przeżywają swoje najmłodsze lata i młodość. Myślą że już na zawsze pozostaną razem i nic nie będzie w stanie ich rozdzielić. Niestety sielanka nie trwa długo, Alex zmuszony jest wyprowadzić się razem z rodzicami do Stanów. Rosie jest załamana, ale na szczęście pomimo dzielącej ich odległości przyjaciele dalej utrzymują ze sobą kontakt poprzez pisanie do siebie maili, smsów i listów. Każde z nich ma marzenia i plany na przyszłość. Rosie chce prowadzić hotel, a Alex pragnie być lekarzem i leczyć ludzi. Wszystko zmierza ku dobremu i wygląda na to że przyjaciele znowu będą mogli być razem, zwłaszcza że Rosie planuje wyjechać do collegu i zamieszkać w Bostonie razem z Alexem. Niestety los znowu z nich kpi. Chłopak nie dociera na bal maturalny, a Rosie zamiast iść tam z Alexem decyduje się iść z kimś innym. Jak się okazuje ta mała decyzja całkowicie odmieni jej życie, a wszystkie plany i marzenia będą musiały poczekać...

 

„Życie to nie bajka, trudno. Nikomu nie jest łatwo, prawda? Jeśli ktoś powie, że życie jest łatwe, nazwę go kłamcą."*str. 66

 

Fabuła na pierwszy rzut oka może wydawać się banalna, jednak śmiało mogę powiedzieć że tak nie jest. Na uznanie zasługuje przede wszystkim to jak została napisana książka, a dokładnie forma tekstu. Nie ma tu płynnej narracji i dialogów, są za to maile, listy i smsy. I tak do końca książki. Właściwie pierwszy raz miałam przyjemność czytać książkę która całkowicie składała się z tak krótkich form. Na początku troszkę mi to przeszkadzało, jednak po paru stronach tak wciągnęłam się w czytanie, że wręcz nie mogłam przestać. Ta nietypowa narracja, sprawia że książkę czyta się błyskawicznie i wyjątkowo lekko. Do tego dochodzi mnogość bohaterów, bo trzeba przyznać że jest ich tu naprawdę wielu. Przez całą książkę przewija się tak duża liczba postaci, że aż ciężko je zliczyć. Na szczęście całkowicie nie wpływa to na jakość czytania, wszystko jest na swoim miejscu, a każdy bohater odgrywa tutaj znaczącą rolę.

 

Cała książka to historia życia Rosie i Alexa. Mamy tu prawie pięćdziesiąt lat, na które składają się poszczególne etapy życia bohaterów. Razem z nimi przeżywamy dzieciństwo i młodość, później wchodzimy w etap dorosłości, pracy, małżeństw i rozwodów, aż do momentu starości. Relacje bohaterów raz wywołują uśmiech, innym razem smutek i gorycz. Z wielką przyjemnością śledziłam zmagania dwójki przyjaciół, ich wymianę maili w których raz się kłócili, a innym razem wspierali. Jednak pomimo przeciwności losu zawsze mogli na siebie liczyć. Właściwie nie da się ich nie lubić, od samego początku wzbudzili we mnie ogromną sympatię. Jednak nie będę ukrywać że wielokrotnie miałam ochotę wejść do książki i nimi potrząsnąć, bo to co w niektórych momentach wyprawiali doprowadzało mnie wręcz do białej gorączki. Jedyne na co miałam ochotę to wrzeszczeć na całe gardło: „Ludzie, ogarnijcie się!". Choć i tak odnoszę wrażenie że nie przyniosłoby to żadnego rezultatu, bo nasi bohaterowie byli wyjątkowo uparci, a do tego żadne z nich nie kwapiło się by wykonać ten pierwszy krok, który mógłby całkowicie odmienić ich losy.

 

„Love, Rosie" to książka wyjątkowa. To słodko-gorzka opowieść o miłości i przyjaźni. Historia która porusza serce i wzrusza, a jednocześnie wywołuje uśmiech na twarzy. Daje nadzieję i wiarę w to że zawsze może być lepiej, że zawsze warto marzyć i dążyć do realizacji swoich pragnień. Pokazuje nam że, na przekór tego co mówią ludzie, przyjaźń między kobietą, a mężczyzną może być możliwa. Pokazuje nam również jak silna potrafi być miłość i jak wiele potrafi przetrwać. Jest to zarazem dowód na to że pomimo pecha, który może nas prześladować, w końcu nadchodzi moment i na te piękne chwile.

 

„Teraz już wiem na pewno, ze tam, na końcu tęczy, czeka na mnie spełnienie marzeń."*str. 416

Awiola

"Ludzkie życie jest zbudowane z czasu. Nasze dni, nasza zapłata mierzone są w godzinach, nasza wiedza wyznaczana jest przez lata".

 

"Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?" – tak pisał Adam Mickiewicz w znanym nam wierszu "Niepewność". Słowa te idealnie określają historię opisaną przez Cecelię Ahern, która wydana wcześniej pod tytułem "Na końcu tęczy", pokazuje jak trudno czasami zdefiniować własne uczucia. Uświadamia także, ile taki proces może trwać - czasami nawet wiele, wiele lat. Jesteście gotowi poznać historię rozwoju i transformacji uczuć, jaka może powstać pomiędzy dwoma osobami?

 

Cecelia Ahern – któż nie zna tej irlandzkiej pisarki, która zadebiutowała w 2004 r. powieścią pt. "PS. Kocham Cię", na podstawie której w 2007 r. powstał kasowy film z Hilary Swank i Gerardem Butlerem w rolach głównych. Książka została wydana w czterdziestu krajach świata, stając się międzynarodowym bestsellerem. Autorka jest także producentką serialu komediowego telewizji ABC – "Samantha Who?". Jest szczęśliwą mamą dwójki dzieci.

 

Rosie Dunne i Alex Stewart znają się od dzieciństwa, będąc niemal nierozłączna parą. Ich przyjaźń wystawia na ciężką próbę nieoczekiwany wyjazd rodziców Alexa z Irlandii do Ameryki. Przyjaciele jednak, pomimo dużej odległości nadal pielęgnują swoją więź, której rozwój przez pięćdziesiąt lat ulega znacznej metamorfozie. Rosie i Alex muszę bowiem przejść trudną drogę, by rozpoznać swoje prawdziwe uczucia.

 

"Love, Rosie" nie jest typową powieścią pisaną w formie narracyjnej, to bowiem książka epistolarna, składająca się z wielu tradycyjnych listów, smsów, zapisów z internetowych czatów, urzędowych pism, zaproszeń i e-maili. Struktura ta więc, zawierająca zarówno tradycyjne formy korespondencji jak i te nowoczesne, czyli elektroniczne, układa czytelnikowi całą historię Rosie i Alexa, która wydarzyła się na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Rzadko czytam epistolarne utwory, dlatego początkowo trudno było mi poczuć klimat tych wszystkich elementów. Muszę jednak przyznać, że historia przyjaźni i miłości głównych bohaterów, pochłonęła mnie całkowicie, a wplatanie w całą fabułę również korespondencji rodziny i znajomych bohaterów, dodawało niemałego uroku całej tej magicznej opowieści.

 

Książka Cecelii Ahern jest nieco "przegadana", bowiem niektóre jej fragmenty mogłyby zostać spokojnie wycięte bez uszczerbku dla całości. Poziom komplikacji życiowych, na jakie autorka skazuje Rosie i Alexa, wydawał mi się czasami przesadzony, nie wspominając już o tym, jak bohaterowie przez tyle lat w zasadzie mijali się będąc o krok do spełnienia swojej miłości. Myślę, że wycięcie pewnych, mało znaczących wątków, znacznie zmniejszyłoby objętość powieści, a co za tym idzie - podniosłoby jej wartość.

 

Podczas zgłębiania skomplikowanej historii Rosie i Alexa wielokrotnie odczuwałam wzburzenie i wściekłość. Jak bowiem można przez tyle lat popełniać liczne błędy, oszukiwać własne uczucia i nie korzystać z okazji, jakie daje nam w prezencie los! Bezsilność i gniew, takie emocje wzbudzały bowiem we mnie podchody bohaterów, którzy dopiero po tylu latach, zrozumieli co tracą. Czy taka historia mogłaby się wydarzyć naprawdę? Myślę, że jest to wielce prawdopodobne.

 

"Love, Rosie" to książka nie tylko o miłości. To bowiem także opowieść o dążeniu do upragnionego celu, o pokonywaniu przeciwności losu, o lojalności i uczciwości. O tym, że to właśnie przyjaźń jest fundamentem, na jakim można budować jeszcze silniejsze uczucie. Pomimo mojej irytacji zbytnim pokomplikowaniem losów Rosie i Alexa, oraz nagminnie używanym słowie "wjem", podczas tej lektury czułam niemalże, jakbym towarzyszyła bohaterom przez te wszystkie lata ich życia. Kibicowałam im aby nareszcie odnaleźli drogę do siebie. I na szczęście się to w końcu udało.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto