Moje Życie Z OCD

Autor: Laura Akkot

Okładka wydania

Moje Życie Z OCD

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Wasia

"Ale dam radę żyć" - to słowa autorki, bohaterki książki skazanej na życiu ze swoim natręctwem i nerwicą. Książka jest swojego rodzaju pamiętnikiem napisanym w bardzo chaotycznym stylu, ale spisanym przez kobietę jakże mocną chorą, okiełzaną obsesją brudu. Ciągłe mycie rąk (trwające około trzech godzin, według ściśle określonych procedur) , dziwne zachowania, izolowanie się od przyjaciół, znajomych, nerwica żołądka, kołatania serca stały sie przyczyną do wyniszczenia organizmu, łykania leków i wizyt u psychoterapeuty. Praca doktorancka musiała poczekać, a jedynym wsparciem i osobą, która starała się pomóc bohaterce był jej mąż. Z pełnym szacunkiem odnoszę się do niego, rzadko możemy spotkać tak wytrwałego partnera, a jednocześnie wspaniałego przyjaciela. W pierwszym rozdziale autorka wymienia wszystkie swoje dziwne zachowania, poczynając od obsesyjnego czyszczenia , unikania przedmiotów używanych przez różne osoby w domu , przystanku autobusowym a kończąc na pracy. Zapoznając się z tymi wszystkimi dziwnymi zachowaniami zastanawiałam się w którą stronę zmierza autorka, o co jej tak naprawdę chodzi: czy chce abym poznała jej chorobę, a może przyświeca jej inny cel. Dziś wiem, że są to zapiski chorej kobiety, która wie, że jej zachowanie jest nienormalne, próbuje z tym walczyć, lecz nie daje rady. Pojawiają się w jej życiu lepsze i gorsze chwile. Nie raz doprowadzają ją do myśli samobójczych. A ona walczy. Ma dla kogo. W jej otoczeniu znajduje się kochający mąż, który stara się o nią walczyć. Nie pakuje walizek i nie zostawia jej samej mimo, że natręctwo dotyka także jego. Jest kontrolowany przez żonę, nie może odejść od biurka bez jej wiedzy. Sytuacja staje się poważniejsza, gdy do ust Laury dostaje się brud " do wnętrza", a stamtąd nie będzie można go usunąć. Jedynym wyjściem jest nóż ze szafki kuchennej i odebranie sobie życia. I znów obok niej pojawia się jej ziemski anioł stróż- mąż. Razem przechodzą przez jej maniakalne zapiski, całodzienne odsypianie (ok.13 godz.). Laura nie poddaje się szuka wyjścia z tragicznej sytuacji, w jakiej znaleźli się oboje z mężem. Odstawia leki, porzuca wizyty u terapeuty, ale niestety nie ma poprawy. Potrafi być jeszcze gorzej. Dokonuje przeglądu swego życia w młodości, szuka przyczyn i początków swych dziwnych zachowań. Czyżby przegrała swoje życie? Nie, ona nie poddaje się, wraca do leków, zdaje sobie sprawę, że jej umysł pracuje inaczej, inaczej myśli, dużo śpi, jest zmęczona, ale świat trzeba brać takim jaki jest... Da radę.

 

Przepiękna krótka książeczka o walce, porażkach i chęci życia. OCD zabiera możliwość na normalne życie, ale i tak można z tym żyć, choć jest to bardzo trudne.

 

Autorka swoją książkę dedykuje mężowi, który kochał ją, był przy niej, miał wiele cierpliwości i bardzo się poświęcał. I pozwolę sobie zacytować : "Za to, że jestem - bez niego mogłoby mnie już nie być."

 

Wspaniałe podziękowanie - patrząc, z jakim wysiłkiem powstawała ta książeczka.

 

Bardzo skromna szata graficzna, żadnych ilustracji, sam tekst. Podział na osiem krótkich rozdziałów, które czytelnik w mig pokonuje. Trochę szkoda, że wydawca nie zadbał o większą czcionkę, co z całą pewnością ułatwiłoby odczytywanie tekstu. Adresatem książki może być każdy człowiek, któremu los innego człowieka jest bliski i ważny. A może warto, aby książka trafiła także do rąk osób, które w swoim domu, otoczeniu mają osoby z podobnymi dolegliwościami, a chorzy nie potrafią o tym mówić. Łatwiej będzie nam je zrozumieć i sprostać ich oczekiwaniom- być wśród nich i je kochać.

Awiola

"Boję się odwiedzać kogokolwiek, bo nie potrafię u kogoś niczego dotknąć, a więc nie potrafię niczego zjeść ani nawet napić się kawy, nawet jeśli naprawdę mam na to ochotę".

 

OCD, czyli zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, inaczej nerwica natręctw – jak mało wiemy o tej chorobie! Chorobie wyniszczającej ludzką psychikę. Chorobie, której objawy w postaci przymusowych i obsesyjnych myśli oraz zachowań potrafią zniszczyć codzienne życie. Po lekturze autobiograficznej książki Laury Akkot, uświadomiłam sobie w pełni, jak szczątkowa była moja wiedza na temat OCD. Nie sądziłam bowiem, że nerwica natręctw może w takim stopniu wpływać na każdy aspekt życia osoby dotkniętej tą chorobą.

 

Laura Akkot choruje na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne niemal od dzieciństwa. Wcześniej jednak jej objawy nie były aż tak szkodliwe. Autorka w 2009 r. w wieku dwudziestu sześciu lat, przytłoczona rozwijającą się chorobą, postanowiła spisywać swoje przeżycia. Udało się je wydać w 2014 r.

 

"Moje życie z OCD" to niezwykle krótka książka, zawierająca niecałe sześćdziesiąt stron. W ośmiu rozdziałach autorka ukazała swoje zmagania z chorobą OCD, jej niektóre objawy, charakterystyczne symptomy, ale także wydarzenia przełomowe, jakich doświadczyła. Okres, jaki opisuje Laura Akkot to lata 2009 – 2014. Książka ta jest swoistym świadectwem walki o godność i psychiczną wolność.

 

Wyobraźcie sobie taką oto sytuację – stoicie na przystanku z dużym bagażem, którego bez pomocy innego pasażera nie wniesiecie do autobusu. Prosicie o pomoc osobę, która wydaje się podołać temu zadaniu, a ona nieoczekiwanie odmawia, nie podając przyczyny takiego zachowania. Pomyślicie sobie wtedy – co za gbur, prostak itd. Tymczasem, nawet do głowy Wam nie przyjdzie, że człowiek ten może chorować na nerwicę natręctw i co za tym idzie, po prostu nie może dotknąć niczego, co w jego mniemaniu jest brudne, czyli prawie wszystkiego. Mam nadzieję, że zaskoczyłam Was przywołaniem tak obrazowego przykładu. Jeśli bowiem zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne do tej pory kojarzyły się Wam podobnie jak mnie, głównie z wielokrotnym myciem rąk, liczeniem płyt chodnikowych, czy uporczywym sprawdzaniem zamkniętych drzwi – macie mgliste pojęcie o tej chorobie. Książka Laury Akkot, opisująca jej trudne i pełne emocji doświadczenia z chorobą OCD, bowiem skłania do otworzenia oczu na zachowania ludzi wokół nas. Być może bowiem ktoś, kto wydawał się Wam do tej pory zwykle niegrzeczny i źle wychowany, jest po prostu chory.

 

Autobiograficzna książka Laury Akkot zawiera niewiele stron, jednak jej treść poraża, wzmagając nasilające się uczucia przerażenia i ciekawości. Autorka bowiem już w pierwszym rozdziale przybliża czytelnikom niektóre z objawów, jakie towarzyszą nerwicy natręctw. Objawów, które mnie delikatnie mówiąc przeraziły. Wyobraźcie sobie bowiem wewnętrzny przymus wielogodzinnego mycia rąk, prania ubrań noszonych wyłącznie raz czy czyszczenia mydłem jamy ustnej. Te i wiele, wiele innych, dziwnych rytuałów poraża i pozwala wypracować sobie ogólny zarys tej strasznej, umysłowej choroby. Przyznam, że codzienne życie Laury Akkot to scenariusz, jaki nie wymyśliłby najlepszy reżyser świata, by zszokować swoich odbiorców. Przy czytaniu relacji autorki wielokrotnie targały mną takie uczucia jak współczucie, bezsilność i złość na brak postępu w medycynie, w leczeniu tej choroby. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że występują także lekkie przypadki osób dotkniętych OCD, które nie utrudniają w takim stopniu normalnego życia. Jednak świat widziany oczami Laury Akkot to niemal alternatywna rzeczywistość, którą trudno sobie wyobrazić człowiekowi, nie dotkniętemu bezpośrednio tą chorobą.

 

"Moje życie z OCD" zaczęłam czytać późnym wieczorem i skończyłam tej samej nocy, gdyż doświadczenia autorki wstrząsnęły mną do głębi. Dość ciężko przy tym czytało mi się fragmenty ukazujące punkty i notatki autorki, które będące autentycznymi zapisami, pokazują w pełnej krasie, jakie spustoszenie w ludzkiej psychice sieje tak rozwinięta nerwica natręctw. I muszę przyznać, że podziwiam męża Laury, który trwał i trwa nadal przy swojej ukochanej, pomimo tak trudnego, codziennego życia z chorą osobą. Nie każdy by się na to zdobył.

 

Krótka, powściągliwa, ale jakże zmieniająca obraz zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych w naszej świadomości – tak opisałabym najkrócej książkę Laury Akkot. Książkę, która nie ma i nie powinna posiadać konkretnego adresata, gdyż każdy z nas może spotkać w swoim życiu osobę z tą chorobą, bądź nawet sam jej doświadczyć. Lektura tej książki była najlepszą lekcją pokory i uświadomienia. Każdy z Was powinien ją zaliczyć, by wiedzieć więcej o tych tak mało jeszcze znanych zaburzeniach psychicznych.

Ruda Recenzuje

Publikacja Laury Akkot ma zaledwie 56 stron. Za każdym razem jestem pod dużym wrażeniem, gdy autorowi udaje się w tak niewielkiej wymiarowo książeczce przekazać własne myśli, zainteresować czytelnika, sprawić, by pozostał do końca, a przede wszystkim rzeczywiście coś z tej lektury wyniósł. Akott tyle miejsca wystarczyło, by ukazać nam trudy, z jakimi mierzy się każdego dnia. By pokazać życie niegodne pozazdroszczenia. By zwrócić naszą uwagę na rzeczy, których zwykle nie doceniamy.

 

Co kryje się pod niewiele mówiącą nazwą OCD? Zaburzenia obsesyjno- kompulsywne, najczęściej określane jako nerwica natręctw. Zanim sięgnęłam po książkę autorstwa Akkot o chorobie tej wiedziałam prawdę mówiąc niewiele. Nigdy też nie poświęciłam temu tematowi więcej czasu czy uwagi. Niestety zazwyczaj tak bywa, kiedy problem nas nie dotyczy. Tymczasem trafiłam na lekturę wywołującą niesamowitą burzę emocji, na książkę, która uczy i zapada w pamięć. Na pamiętnik kogoś, kto każdego dnia walczy. Ze sobą i ze swoją psychiką.

 

Relacjonując swoją utrudnioną codzienność autorka zwraca uwagę czytelnika na dziwny i często niepokojący charakter własnego zachowania, na elementy, w które ciężko może być uwierzyć. Jedną z takich kwestii jest niewątpliwie obsesja na punkcie własnej czystości i panującego wokół takiej osoby porządku. Akott przedstawia nam sytuacje niewiarygodne, brzmiące szalenie nielogicznie. Wielokrotnie ciężko było mi uwierzyć w przytaczane przez nią historię.

 

Zawróciła do dopiero co opuszczonego mieszkania, bo poczuła przemożną chęć ponownego przemycia twarzy.

 

Spędziła kilka godzin w łazience, bo jej ręce wciąż wydawały się brudne.

 

Nie mogła sięgnąć do torebki po bilet, bo obawiała się ubrudzić jej wnętrze nieczystą dłonią.

 

To sytuacje dziwne, niedorzeczne. Ale tylko dla nas- ludzi niezmagających się z tym zaburzeniem każdego dnia. Zaskakują, wywołują niespotykane emocje, ale także pozwalają zrozumieć ciężar, jaki nosi na swoich barkach osoba chorująca. Człowiek, który każdego dnia walczy ze sobą i swoją psychiką o odrobinę normalności. Akott atakuje nas kolejnymi doświadczeniami, niepokojącymi obrazami ze swojej przeszłości, tym, co każdego dnia zatruwa jej życie. Na kartkach książki prowokująco szczerze opowiada o życiu z OCD.

 

Ta choroba niszczy ją każdego dnia. Odbiera jej normalność. Przyjmowane leki stają się elementem, bez którego już nie można się obejść, niepokojącym uzależnieniem, próbą wyparcia, zapomnienia. Tymczasem chory toczy bój z obsesją, nie tylko o psychikę, ale także o ciało. Bo choroba wyniszcza jedno i drugie, stopniowo, pomału, każdego dnia.

 

Bardzo cenne okazało się dla mnie również umieszczenie w tej sytuacji bliskich osoby chorej. Zwłaszcza, że tak rzadko myśli się o tych osobach w perspektywie chorującego. Współczujemy jemu, zapominając co czują jego krewni. Akkot zwraca naszą uwagę na rolę męża w jej życiu, na trudności, z którymi on również musi się mierzyć każdego dnia.

 

Ta niewielka książeczka napisana została emocjami, a oparta na prawdziwym życiu. To z niego zaczerpnięte zostały te przykre obrazy, te fale zmęczenia, niechęci do samego siebie, żalu do losu, poczucia klęski i niesprawiedliwości. Autorka uchwyciła kilka kadrów z codzienności osnutej chorobą, opowiedziała o nierównej walce. I właśnie to jest w tej publikacji tak cenne. Odwaga, by się zmierzyć z chorobą. Chęć, by walczyć o lepsze jutro. Dawanie innym siebie jak przykładu. Bardzo to doceniam. I pięknie za to autorce dziękuję.

Pani M

Każdy z nas ma jakieś swoje drobne natręctwa, które niespecjalnie utrudniają nam życie. Są jednak ludzie, którzy tak jak Laura Akkot, narratorka powieści Moje życie z OCD, muszą zmagać się z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi, które sprawiają, że każdy dzień staje się wyzwaniem. Relacja dotycząca jej walki z chorobą, pokazuje, jak właściwie wygląda osoby owładniętej nerwicą natręctw. Choroba ją wyniszcza i uniemożliwia normalne funkcjonowanie.

 

To krótka, ale niezwykle trudna lektura. Wyczerpująca, pokazująca coś na wzór alternatywnej rzeczywistości, której my, ludzie zdrowi, nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć. Łatwo powiedzieć, że ktoś jest dziwakiem, przypiąć mu łatkę i unikać jego towarzystwa. Laura umożliwia nam wejście w psychikę takiej osoby. To był dla mnie szok. Nie wyobrażam sobie takiego życia. W sumie to jest codzienna walka z demonami. Nie jest ona łatwa. Laura nie ma znajomych. Unika towarzystwa innych ludzi, bo przecież może się ubrudzić. Brud jest wszędzie. Kiedy czytałam o jej podróżach środkami komunikacji miejskiej, włos jeżył mi się na głowie. Bardzo współczułam kobiecie. Na początku kompletnie jej nie rozumiałam, ale kiedy widziałam, że ona z tym walczy, zaczął budzić się we mnie szacunek do niej. Zdawała sobie sprawę ze swoich słabości i starała się coś z tym zrobić. Podziwiam także jej męża, który trwał przy niej czy było dobrze, czy źle. Nie wszyscy mężczyźni byliby w stanie dzielić życie z taką kobietą. Laura przyznała, że robiła mu krzywdę, uniemożliwiając pracę i robienie czegokolwiek, bo jej potrzeby były najważniejsze. On jednak jej nie zostawił i robił to, co chciała.

 

Nie uważam Laury za kogoś gorszego tylko dlatego, że jest chora. Nie było to dla mnie łatwe, ale starałam się ją zrozumieć. Jej opowieść głęboko mnie dotknęła i na pewno o niej nie zapomnę. W sumie to była pierwsza książka, która pokazała mi, jak wygląda życie osoby cierpiącej na tego typu zaburzenia. Wcześniej bardzo nieudaną próbę opisania ich podjęła pewna polska autorka, która nie miała o tym zagadnieniu zielonego pojęcia i zrobiła ze swojej bohaterki wariatkę, jeżdżącą raz w roku do lasu i szukającą dziecka. Mam nadzieję, że wiecie, o którą książkę mi chodzi. Jej autorka powinna poznać historię Laury i wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski.

 

Laura podjęła walkę z chorobą. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie mogła normalnie funkcjonować bez wspomagania się lekami. Na własną rękę mogłaby tylko pogorszyć swój stan i wrócić do piekła, z którego w końcu udało jej się uciec. Nie chcę wam jednak mówić o tym, co przeżywała. Chcę, byście sami zapoznali się z jej historią i wyciągnęli własne wnioski. Nie będę nikomu narzucała swojej interpretacji.

 

Na naszym rynku wydawniczym brakowało tego typu publikacji. Otworzyła mi oczy i uświadomiła to, czym właściwie jest to zaburzenie. To nieustanna walka z samym sobą. Człowiek jest świadomy tego, co się z nim dzieje, wie, że nie zachowuje się normalnie, ale nie potrafi nad tym zapanować, choć stara się to zrobić. To nie jest łatwa i przyjemna lektura, jednak myślę, że powinien ją przeczytać każdy z nas, żeby przekonać się, czym właściwie jest OCD. Wtedy inaczej spojrzymy na ludzi zmagających się z tymi zaburzeniami.

Czytelnik7

Moje życie z OCD to książka ważna i potrzebna. Nie tylko dlatego, że stanowi źródło wiedzy o chorobie i cierpieniach, z którymi zmaga się niemała grupa osób, ale także ze względu na pewną odrębność w ukazywaniu istoty zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. Jest bowiem pozycją nie tyle dydaktyczną czy opisującą, ile prowadzącą wstrząsającą narrację, która dotyczy bardzo wielu aspektów życia z tą chorobą.

 

Czytając, trudno się umiejscowić, odnaleźć w przedstawianej rzeczywistości, zająć na tyle komfortowe stanowisko, by z jednej strony obserwować wszystko wygodnie, dość obiektywnie, a z drugiej nie uwikłać w rozterki czy emocje, targające prowadzącą relację. Właściwie – nie sposób. To jedna z tych książek, które zacierają granicę między przeżyciami bohatera/narratora/autora a doświadczeniami czytającej osoby. Wszystko, co opisywane, nie tylko udziela się adresatowi literackiej wypowiedzi, wpływając na jego nastrój czy nastawienie, ale zdecydowanie kształtuje, wskazując pewne perspektywy i kierunki nie tyle interpretacyjne, ile poznawcze. Bo, tak naprawdę, trudno w tym wypadku mówić o odczytywaniu czy rozgryzaniu tego, co opowiadane. Laura Akkot pisze wprost i jednoznacznie, i właśnie tą otwartością tudzież szczerością poraża, bombardując osobę pogrążoną w lekturze emocjami oraz nieobojętnymi treściami. Jest w tej relacji coś, co sprawia, że tekst przestaje być opowieścią o chorobie, toczącej się wokół kwestii związanych z bólem, strachem czy pragnieniem życia, a przybiera absolutnie wyraziste oraz znaczące kształty i rysy, zupełnie zmieniające odbiór. Nie czyta się tej książki w kategoriach historii o trudach i znojach, o tyrtejskiej postawie czy zmianach dokonywanych przez chorobę; postrzega się ją raczej jako dogłębną opowieść, choć przedstawioną powierzchownie, raczej na zasadzie impresji, luźnych – co istotne, jeżeli zaczniemy analizować tę pozycję pod względem relacji formy z treścią – opisów i świadectw, o funkcjonowaniu po drugiej stronie – obcej, choć poznanej, rządzącej się całkowicie innymi prawami. Obraz głównej postaci, którą poznajemy, budujemy na podstawie jej relacji i ze światem, i z innymi, dzięki czemu perspektywa, którą przyjmujemy, usadawia ją w samym centrum, co pozwala na pełniejszą recepcję – zarówno taką, która wynika z postrzegania odrębności bohaterki, jak i jej kontaktów z rzeczywistością oraz otoczeniem. Pierwsza możliwość pozwala skupić się na tym, co stanowi o istocie zjawiska, jakim jest tytułowa choroba, a także na wsłuchaniu się w jednostkową opowieść, przedstawiająca pokrótce przebieg i doświadczenie OCD. Druga daje znacznie szerszy obraz całej sytuacji, gdyż tworzy swoistą topografię przeżyć i kontaktów, równie wiele mówiących o przedstawianym zjawisku. Przestrzeń, którą wyposaża rozmaitymi zażyłościami i zachowaniami, odzwierciedla ograniczony (a przy tym jakże wielowymiarowy) świat chorującej, co niezwykle dobitnie pokazuje głębię przeżyć – trudu, który przysparza choroba, zniekształcając – po prostu – życie człowieka.

 

Już sam początek lektury, umiejscawiany przy odczytywaniu dedykacji, zdaje się wprowadzać czytelnika w odpowiedni poziom emocjonalny. Książka, dedykowana mężowi, bez którego, jak sama autorka pisze, mogłoby mnie już nie być, realizuje się na pograniczu kilku, wzajemnie przenikających się, wrażeń i stanów emocjonalnych, oczywiście związanych i wypływających z przeżyć Laury Akkot. To przede wszystkim strach i wszystko to, co wynika z niemożności zapanowania nad własnymi, niekiedy drobnymi, decyzjami, a w rezultacie nad całym życiem, istnieniem. Opisy, którymi naszpikowane jest Moje życie z OCD, wyrażają, dzięki swej strukturze, istotę przeżyć, pozwalając czytelnikowi odczuć to, co, oczywiście w niewątpliwie większym stopniu, odczuwa autorka. Mowa głównie o mnogości i brzmieniu doświadczeń, dobrze wyrażonych pewną niekonsekwencją narracyjną, urywanymi i niepełnymi zapiskami, będącymi swoistym odzwierciedleniem wewnętrznej rzeczywistości, ucieleśnieniem nieokiełznanego strumienia myśli. Autorka, pisząc tę relację, koncentruje się głównie na opozycji dwóch płaszczyzn: pragnień, zdrowego, rozsądnego myślenia i zaburzonej perspektywy, istotnie wynikającej z zaburzeń. Opisuje to, co doświadcza, kontrastując zdarzenia z przebłyskami innego, własnego, postrzegania, oraz prawdą, wyrażającą się i z perspektywicznego widoku, i z postawy życiowego partnera, będącego z jednej strony pewnym odniesieniem, a z drugiej żywym uczestnikiem przeżyć. Ta panorama pokazuje szereg zniekształceń w postrzeganiu, wynikających z choroby, ale także to, jak osoba doświadczająca zaburzenia odnajduje się w relacji ze światem oraz to, jak zewnętrzny świat odnosi się do takiej postaci. Dedykacja, na którą zwróciłem uwagę, odbija się w tekście także bardziej dosłownie – postacią męża, któremu, według jej treści, Laura Akkot niemało zawdzięcza. Rzeczywiście, relacja między chorującą a partnerem to przykład niełatwego związku, funkcjonującego niemal na granicy. Bo sytuacje, które opisuje autorka, związana przecież z codziennym życiem, a zatem regularne, powtarzające się, dotyczą niezwykle silnych i wymagających wysiłku z obu stron zdarzeń, ewidentnie niszczących spokój i ład. Sprawiają, że zwykłe funkcjonowanie zostaje absolutnie zaburzone – i nie tylko osoby, która bezpośrednio zmaga się z przykrym doświadczeniem, ale całego jej otoczenia.

 

Moje życie z OCD to pozycja o dużym ładunku emocjonalnym, będąca zarazem i chłodnym świadectwem o chorobie, i napiętą, poruszającą opowieścią, pisaną i czytaną emocjami. Ta książka przynosi nie tylko możliwość dokładnej obserwacji i refleksji, ale także szczególnego rodzaju odbioru, związanego z głębokim przeżywaniem. To bez wątpienia tytuł istotnie przyczyniający się do poznania opisywanej choroby oraz do pobudzenia społecznej dyskusji na jej temat.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: